To prawda, że Rolls Royce, Bentley, Jaguar i Land Rover nie są już w brytyjskich rękach, a Wielka Brytania od dawna nie jest światowym mocarstwem. Ale nikt, ani Stany Zjednoczone, ani Rosja, ani Chiny nie podskoczą Brytyjczykom, kiedy idzie o pompę. Takiego splendoru i precyzyjnego ceremoniału, jak na ślubach członków dynastii Windsorów nie uświadczy się chyba nigdzie na świecie.
Taki też był ślub Williama i Kate, który za fryko (tzn. za koszt abonamentu RTV) dzięki władzom telewizji publicznej, aż na dwóch kanałach (TVP1 i TVP Info) trafił pod nasze polskie strzechy. Dodajmy, że pod tymi strzechami ożywają od czasu do czasu westchnienia za przywróceniem monarchii w Polsce i ślub wnuka

królowej Elzbiety II sprawił, że te westchnienia pewnie się wzmogą. Ale idę o zakład, że prędzej upadnie monarchia brytyjska niż sejm elekcyjny wybierze kolejnego króla Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.
Na parę dni przed królewskim ślubem TVN pokazała zgrabnie wyreżyserowany amerykański film fabularny o romansie Williama i Kate, który podsumowywał wszystko, co dotychczas publikowano o nich w kolorowych magazynach, i co wypisywali i wygadywali różni eksperci występujący jako tzw. royal authors, royal correspondents i royal biographers. W tym filmie aktor grający Williama wypowiada takie zdanie: połowa Brytyjczyków uwielbia monarchię, a druga połowa uważa ją za zbędną ekstrawagancję.
I tak pewnie jest. Ale pomyślmy ilu premierów chciałoby mieć 50 procentowe poparcie w społeczeństwie. W Wielkiej Brytanii żadna licząca się siła polityczna nie myśli o likwidacji monarchii, co nie znaczy , że nie ma ona przeciwników. Cud Internetu umożliwił ich dużej grupie skrzyknięcie się na Facebooku pod hasłem Who gives a fuck about the royal wedding. Jest tam ponad 200 tysięcy wpisów, z których większość nie nadaje się do zacytowania. Jednym z łagodniejszych jest ten : "Celebrating the wedding of a family of scroungers? I don't get it ." "Świętować ślub rodziny darmozjadów? Nie rozumiem." Nie wszyscy autorzy w tej grupie są Brytyjczykami. W niektórych komentarzach rozpoznaję Australijczyków, którzy prawdopodobnie najwcześniej zrezygnują z uznawania brytyjskiego monarchy za głowę własnego państwa. Są tacy, którzy uważają, że demontaż monarchii rozpoczną Szkoci.
Ślub Williama i Kate był egzaminem sprawności obsługujących go kolegów w studiach TVP1 i TVP Info w Warszawie.
W Jedynce Agata Konarska wspomagała się gwiazdą "Kawy czy herbaty" Radkiem Brzózką, któremu wydawało się, że nie David Cameron a Gordon Brown jest ciągle premierem Zjednoczonego Królestwa. Może pomyłka wzięła się stąd, że ani Brown, ani jego poprzednik Tony Blair nie zostali na ślub zaproszeni.
W TVP Info główny ciężar komentowania ślubu przyjęła na siebie Danuta Holecka, doświadczona i sprawna dziennikarka, która do pomocy miała m.in.dyrektora Polskiego Radia dla Zagranicy Marka Cajznera, poprzednio wieloletniego dziennikarza Sekcji Polskiej BBC. Koleżance Holeckiej wyraźnie udzieliło się wzruszenie tej podniosłej ceremonii, gdyż zamiast terminu widzowie albo publiczność , na określenie zebranych w Londynie tłumów używała słowa wierni. Być może myślą wybiegała już do uroczystości beatyfikacyjnych w Rzymie. Dyrektor Cajzner nagabywany przez redaktor Holecką o polityczne znaczenie uroczystości powiedział, że z punktu widzenia doraźnej polityki ślub Williama i Kate nie ma znaczenia. Ma natomiast znaczenie symboliczne, gdyż monarchia jest symbolem państwa brytyjskiego.
Jest w Zjednoczonym Królestwie człowiek, który 13 lat swego życia spędził na zbieraniu dowodów, że rola monarchii wybiega daleko poza państwowe symbole. Nazywa się Kevin Cahill i jest autorem książki "Who owns Britain". Twierdzi w niej, że rodzina królewska, posiadająca 270 tysięcy hektarów, jest częścią niespotykanego w innych zachodnich demokracjach systemu władania ziemią, w którym 2/3 całego obszaru państwa należy do 6 tys. właścicieli - osób fizycznych i instytucji. I w tej niezwykłej koncentracji widzi przyczynę kłopotów gospodarczych Wielkiej Brytanii. Myślę, że Cahilla też nie było na liście gości Williama i Kate. I słusznie. Psułby tylko nastrój.
Marek Pieczyński
30 kwietnia 2011
