Może nie jest tak źle z polskim dziennikarstwem, skoro tak wielu, zwłaszcza w chwilach trwogi, chroni się pod jego skrzydłami? Niedawno „Gazeta Wyborcza” doniosła o kibicu-chuliganie łódzkiego „Widzewa” Piotrze O. Ma zarzuty prokuratorskie za udział w bójce ze skutkiem śmiertelnym. W styczniu pod Poddębicami wziął udział w głośnej na całą Polskę bitwie pseudokibiców Widzewa i ŁKS. W ruch poszły pięści i kastety, zginął młody szalikowiec.

Tymczasem Piotr O., już w innej roli - jako dziennikarz portalu Stowarzyszenia Fanatycy Widzewa widzewtomy.pl - dostaje akredytacje na mecze, zasiada w loży prasowej i pisuje relacje z meczów piłki nożnej. „Nie wiem, w czym widzicie problem. Jakie to ma znaczenie, że mam zarzuty?” – pytał, jak kolega kolegę, dziennikarza „Gazety Wyborczej”.

W końcu nie pierwszy to przypadek dziennikarza, który bez związku z wykonywaną pracą, ma zarzut prokuratorski. Pamiętam, jak w „Życiu Warszawy” opisywałem historię kierownika działu miejskiego wielkiej regionalnej gazety, któremu prokurator zarzucał zamordowanie ciężarnej żony. Dziennikarz ostatecznie wywinął się z zarzutu, ale prokurator do dzisiaj nie ma wątpliwości, kto zabił.

Wracając do kibica-chuligana, ma nieodparte poczucie, że jest dziennikarzem, chociaż na portalu widzewtomy.pl autorzy, nazywani dumnie redaktorami, podpisują się wyłącznie pseudonimami, a za kontakt z redakcją służy tylko adres e-mail.

Bohater innej głośnej sprawy, 25-letni Paweł M., podszywając się w mailu za szefa kancelarii Prezydenta załatwił sobie w TVP posadę i własny program publicystyczny dla młodzieży, za co miał skasować, bagatela, 39 tys. zł.

Kiedy sprawa ewidentnego oszustwa wyszła na jaw i prokuratura postawiła mu zarzuty, ogłosił, że … jest członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i chciał przez swoją prowokację jedynie pokazać, jak upolityczniona jest telewizja publiczna i jak niekompetentni ludzie nią zarządzają.

Jakże byłem w błędzie, kiedy w pierwszej chwili pomyślałem, że młody cwaniak w świetle jupiterów, na bezczelnego chciał się dorwać do kasy. Tymczasem on po prostu zastosował klasyczną maskaradę dziennikarską. Jakby czytał zbiór reportaży Jacka Snopkiewicza „Człowiek w bramie” sprzed ponad trzydziestu lat. Autor książki - wówczas świetny reporter „Kultury”, dziś we władzach TVP SA (sic!) - pracował jako śmieciarz, warszawski kanalarz, konduktor PKP na linii Warszawa -Tłuszcz, sanitariusz pogotowia przy Hożej i dozorca kamienicy przy Foksal. Gwoli ścisłości nie była to rezydencja, w której od lat mieści się także siedziba Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich…

Rzeczywiście, bez dziennikarskiej przebieranki Pawła M. - w mieście ślepców, jak napisałby Jose Saramago - nie sposób byłoby upartyjnienia telewizji, zwanej publiczną, zauważyć… Władze TVP SA maskują się bowiem tak subtelnie, że nic a nic nie widać wystających im z kieszeni legitymacji partyjnych. Wyczyn 25-latka można by nawet zgłosić do kolejnej nagrody Watergate SDP, gdyby nie to, że nikt nie zna ani tej, ani wcześniejszych jego publikacji. Czyżby najpierw zastosował prowokację dziennikarską, a dopiero potem został dziennikarzem?

Przykładów podłączania się pod legitymację dziennikarską można mnożyć, ale te dwa wystarczą, aby obalić upowszechnianą tezę, że dziennikarstwo przeżywa kryzys i traci prestiż. To nic, że z zawodu odchodzą prawdziwi zawodowcy, jak Grzegorz Indulski czy Leszek Kraskowski. Na ich miejsce czekają inni, pełni inwencji, dynamiczni reporterzy. A że stosują inne metody, że kastetem, pięścią i kłamstwem potrafią wywijać? To nic. Najważniejsze, że są przekonani, napatrzywszy się na polskich polityków, że legitymacja dziennikarska chroni niemal równie skutecznie, jak poselska.


 

Błażej Torański

4 maja 2011



 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl