Wszystko wskazuje na to, że zbliżamy się do nowej epoki w przestrzeni medialnej. Wkrótce, jestem o tym przekonany, w większości uczelni dziennikarskich w Polsce zacznie królować nowa dyscyplina – manipulacja medialna. Powstanie takich wydziałów wymuszają wzrastające potrzeby na ten gatunek dziennikarstwa. Jeśli nadal tak świetnie, jak dzieje się to w ostatnim okresie, będą rozwijały się media, zapotrzebowanie na absolwentów wydziałów manipulacji medialnej będzie ogromne. Jednym z problemów początkowych będzie znalezienie odpowiedniej kadry naukowej nowej dyscypliny. Jak się dowiedziałem z poufnych źródeł, niektóre uczelnie już opracowują zasady konkursów. Jako człowiek kroczący zawsze naprzód z żywymi, chciałbym włożyć najskromniejszą choćby własną cegiełkę w nową epokę.

Zrezygnujmy z konkursów, oto moja serdeczna, bo płynąca z głębi serca, rada. Mój indywidualny bynajmniej projekt – jak się zwykło nowocześnie powiadać. Sięgnijmy po praktyków. Tych, którzy już dziś wytyczają szlaki nowej dyscyplinie. Których stać na to, aby na pniu przekazywać swą wiedzę młodemu pokoleniu dziennikarzy. Nawiasem mówiąc, tego rodzaju ludzi stać na wiele. Oto jeden z nich. Jego umiejętności manipulacji wyrastają ponad przeciętność. Dlatego jest wprost wymarzonym kandydatem na stanowisko szefa choćby katedry Manipulacji Prasowej. Nie ujawnię jego nazwiska. Pozostawię czytelnikom przyjemność poszukiwań. Mam nadzieję, że bez większych kłopotów każdy odkryje tego wirtuoza manipulacji.

W jednym z niedawnych komentarzy, poświęconych sprawie tzw. kiboli opisał wołającą o pomstę do nieba scenę ze stadionu w Bydgoszczy. Krąży ona w sieci. Przedstawia sytuację,  kiedy zakapturzony kibol biegnie za dziennikarką telewizyjną, niosącą statyw z kamerą i atakuje ją w stylu pojedynków japońskich sztuk walki. Wyskakuje w górę i będąc w powietrzu, kopie ją w plecy. Oczywiście kończy się to dla niej fatalnie. Ochroniarze, zamiast biec za bandziorem, pomagają wstać kobiecie. Sprawca tego brutalnego ataku, został złapany, ale w innym momencie. Dalej autor komentarza drze szaty nad tym, że żaden z polityków i publicystów nie potępił incydentu. Kończy zaś komentarz przywołaniem w całym tekście jednego tylko nazwiska: „A przydałby się głos choćby Jarosława Kaczyńskiego, znanego z atencji wobec kobiet”.

Tak skonstruowany komentarz wytycza nowe drogi manipulacji. Powinien stać się wzorem, według którego niczym do szablonu można wstawiać dowolne nazwisko w dowolnej sprawie. Obecnie w modzie jest Jarosław Kaczyński. Pozostańmy więc przy liderze PiS.

A oto przykłady, jak wedle tej recepty winny brzmieć komentarze dotyczące innych spraw:

- Setki chorych na stwardnienie rozsiane, czeka na wpisanie odpowiednich leków na listę refundowanych. Nikt z polityków a także publicystów zajmujących się sprawami zdrowia nie potępia ministerstwa. Nie zrobił tego choćby Jarosław Kaczyński, znany z głoszonej sympatii wobec ludzi cierpiących na różne choroby.

- Strajk operatorów warszawskiego metra sparaliżował stolicę. Dziesiątki tysięcy Warszawiaków nie dotarło dziś do pracy. Spowodowało to olbrzymie straty finansowe warszawskiego ratusza. Nikt z polityków nie wsparł władz stolicy w negocjacjach ze strajkującymi. A przydałby się choćby głos Jarosława Kaczyńskiego. Jakże zawiedliśmy się – zresztą nie pierwszy raz – na postawie lidera PiS. Ciekawi jesteśmy, czy zająłby podobnie antyspołeczną postawę, w czasach gdy prezydentem stolicy był jego brat bliźniak?

- Rząd brazylijski rozpoczął wielką akcję zachęcania rodaków do przekazywaniu państwu posiadanych nielegalnie pistoletów, rewolwerów i karabinów. Żaden z polskich polityków, a także publicystów nie poparł brazylijskich władz, które dążą do zmniejszenia przestępczości.

A przydałby się choćby głos Jarosława Kaczyńskiego, znanego z atencji do brazylijskiego karnawału.

 

Jerzy Jachowicz

13 maja

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl