Uwaga: będzie o gównie

 

Polskie świnie zasrywają Bałtyk! Aby to przekazać szwedzkiej opinii publicznej wysłano ze Sztokholmu ekipę telewizyjną z gotową tezą reportażu.

I to co mieli zrobić – zrobili. Podparli się nawet krytyczną opinią panowskiego profesora. Człowieka miłego – jak widać było w telewizyjnym kadrze – ale i naiwnego.

Na pewno bowiem siwemu, przystojnemu Panu Profesorowi najważniejszej naszej akademii, specjalisty od ekologii - do głowy nie przyszło, że tacy kulturalni Szwedzi zdobędą się na manipulowanie jego wypowiedzią. A przecież, Panie Profesorze, Swołocz występuję zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie. Wyciąć z nagranej wypowiedzi to co się chce (gdy klient z zaufaniem odda się w łapy telewizyjnego pożal się boże „dziennikarza”) – jest niestety zwyczajem powszechnym i bezkarnym we wszystkich telewizjach świata (choć w różnym stopniu!).

Tak więc Szwedzi usłyszeli to co chcieli. Przecież takie opinie o nas serwuje się nie od dziś. Ale trzeba się bronić: Bałtyk niszą wszystkie jego zlewnie. Szwedzi też! Teraz polska telewizja informuje nas jedynie jakie to… „świnie” ci Szwedzi. Świński problem i „świńska”, jednostronnie naświetlana publicystyka. Lepiej jednak by zrobiono (może MSZ zapłaci?), gdyby doprowadzono do sprostowania przynajmniej wypowiedzi profesora ekologa z PAN. Gdyby udało się wyemitować w szwedzkiej telewizji pełną wersję tego co powiedział. Jeszcze bardzo niedawno było bardzo miło, gdy król kraju z północy kurtuazyjnie nas odwiedził.

Czy „nasi” są na to „za krótcy”, za nieśmiali. Czy polscy dziennikarze mają zakneblowane usta w czasie konferencji prasowych w Szwecji?

Nasze media pokazują nam świat (a nawet bliską Europę) bardzo jednostronnie i płytko. Afery, wypadki – tak. Ale normalność, życie, ludzi – byle jak, sporadycznie, z góry zakładając, że to nie zainteresuje, że będzie nudne. A owszem, jeśli się najzwyczajniej w świecie sknoci temat, zrobi byle jak, amatorsko.

Niby mamy trochę stałych korespondentów. I trochę stałych – wyjeżdżających. Okazuje się jednak, że najważniejszą dla nich sprawą jest, by końcowy stand-uper wypadł dobrze. Gdy kończą, czuje się u nich ulgę. Reportera nie cieszy kontakt z widzem, że może coś ciekawego powiedzieć, przedstawić – on jest rad, że to już koniec. Uff! Poleciało. I… przeleciało i tak się nic z tego nie pamięta. Jeśli tam w Skandynawii jest jednak jakiś nasz koleś (lub koleżanka) ma teraz szansę się wykazać. Byle nie lamentował i dowodził, że nic w sprawie dementi o świńskim gównie nie da się zrobić.

Kiedyś korespondentów wysyłały służby (a już na pewno to one przedłużały pobyty zagranicą tym, którzy się „wykazali”). Teraz decydują prezesi. A oni – jak widać z ostatniego rozdania – pseudokonkursu – to ludzie „partyjni”. W TVP „trójca” (czyli PO – Prezydent, SLD i PSL) żadnego Pis-owca, ani nawet PJN-owca nie wyśle choćby miał i cztery Pulitzery. „Pospieszalskie” niech sobie gadają w Radio-Maryja. A „ryja” pokazywać może tylko człowiek zaufany.

Ale wracając do świńskiego łajna. To, które wpływa do Bałtyku pozostawmy trosce ekologów. Przykre jednak gdy okazuje się, że mamy coś takiego obok siebie.

Nie obwąchuję kolegów, bo ufam. Oczywiście podejrzane jest, gdy ktoś nachalnie demonstruje swoje poglądy. Ot zagaduje do mnie jeden z takich przesadnie pokazując swoją prawicowość. No niech tam, każdy jakoś tam walczy o zdobycie jak największego pola działania. Ale oto mówi mi stary znajomy, iż ów poturbowany rzekomo przez komunę cierpiętnik stwierdził, że jestem „be” bo: „jego (czyli mój) ojciec był oficerem Ludowego Wojska Polskiego” (!).

A więc tak: gdyby mój ojciec był rzeczywiście oficerem LWP – byłby zapewne wspaniałym oficerem i byłbym z niego dumny. Jak i jestem! Tyle, że to jeszcze przedwojenny kapitan, ale marynarki handlowej, który zmobilizowany w ’39 tym woził wojsko na Hel, a potem po zatopieniu na statku złapany na gdyńskiej ulicy przez wermachtowców wywieziony został do obozu koncentracyjnego Stuthoff skąd po dwóch latach uciekł aż do małego miasteczka w Bieszczadach. Tam się urodziłem, a ojciec zaprzysiężony przez AK dostarczał żywność do lasu. Wrócił tak szybko jak tylko się dało do swojej ukochanej Gdyni i do 69 roku życia pływał bezpiecznie jako kapitan statków handlowych w PŻM i PLO.

Nie wymieniam nazwiska podłego „kolesia”, bo już nie zasługuje na słowo kolega. Dziennikarz – bowiem zanim powtórzy wiadomość – powinien ją sprawdzić! Ale nic to – głupie jednostkowo pomówienie zakłamanego tchórza.

Co innego, ohydny świński szlam, który wylewa się teraz z internetu, co przekroczył już wszelka miarę! Minister Radosław Sikorski ma rację! Dość! Dość bezkarności w imię wolności słowa. Dość plugastwa, które pleni się bezkarnie ponieważ anonimowi imbecyle z nienawiści wrodzonej lub nabytej myślą, że im wszystko ujdzie – bo internet to święta krowa.

Organizowaliśmy w SDP panele – rok, dwa lata temu i jeszcze wcześniej – przekonując, że nie powinno być anonimowości w sieci, że należałoby się podpisywać. Wtedy to dopiero osąd, opinia, publicystyka mają wagę. Czego tu się dziś obawiać. Skoro wszystko wolno napisać – piszemy odważnie pod własnym nazwiskiem. Nie wstydzimy się własnych przekonań, własnych pomysłów i rad, które dajemy innym. Na tych panelach – my „starzy” apelowaliśmy, agitowaliśmy; ale „informatyczna” sala krzyczała NIE!: „nie będzie powrotu do cenzury”, „najcenniejsza jest wolność słowa”. Zgoda. Ale wtedy, gdy ono coś znaczy. Gdy zamienia się w syk, bełkot; gdy jest gęstniejącą lawą pomyj; gdy zionie paskudztwem; gdy jest wyłącznie odchodami o których wysyłanie do Bałtyku oskarżają nas Szwedzi – TO JUŻ NIE JEST SŁOWO. Tu nie mówimy o potrzebie zachowania wolności!

Ale jak to robić? Jak walczyć? Jak oddzielić ziarno od plew.? Przede wszystkim namawiając, by wszyscy normalni blogerzy i korespondowicze podpisywali się! Jeśli to będą robić to wkrótce tylko oni będą czytani. Ci z wścieklicą niech się wzajemnie opluwają i defekują na siebie. Różne są w końcu zboczenia. Podpisywanie się winno być nie tylko sposobem na zwalczanie plugastwa, ale po prostu MODĄ, powinno stać się COOL, autorzy mogliby być przedstawiani nawet z fotką, dodatkową informacją o sobie. Wreszcie poznajmy się. Poznajmy się lepiej. Może jeszcze nie jest tak źle.

Niech ktoś to zacznie. „Za nami (za wami) pójdą inni. Wierzę! Choćby dlatego, że dno jest już osiągnięte. Wypłyńcie na czystą wodę zaczerpnąć świeżego powietrza. Niech się azot wydekompresuje. Inaczej was rozsadzi!

 

Stefan Truszczyński

18.05.2011 r.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl