Zapowiada się niezła bijatyka: bojowo nastawiony Lis z misiowatym już dziś Baczyńskim. Lis, który bierze wszystko co się da (wziąłby zapewne w ajencję i budkę z piwem przed budynkiem swojego „Wprost”).

Zanim się jednak młody człowiek przegrzeje i zasapie w maratonie, który sobie sam narzucił - może dać w kość „politykom” i „polityczkom” biegającym z komentarzami po gazetowych dziennikach i tygodnikach.

W Polsce brak pracy dla dziennikarzy, a niektórzy z nich zrobiwszy sobie gębę w telewizji pchają się jeszcze do radia i nudzą na papierowych łamach popłuczynami swoich audycji. Oj, nieładnie zabierać kolegom chleb i korzystać z zaproszeń redaktorów naczelnych, którym nie chce się popracować nad zbudowaniem kadry – i którzy wierzę, że „gwiazdy” podniosą im nakład.

Ty mnie dasz popularną gębę a ja ci szpaltę. I jeszcze ty mnie potem nie skrytykujesz, bo jakże by to lać swojego, którego się doi.

Urząd antymonopolowy daleko, a koleżanka komentatorka, tam olejem poleje, solo a choćby i durczakowato. Barter!

Tak więc to będzie ostra wprost walka warszawsko-poznańska. Nieważne czy polityczna, czy tylko merkantylna. Jako że, gdy nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście o szmal rzecz biega, czy też gna. I dobrze. Niech się wezmą za bary - młody blondyn i starszy baczny już gracz. Etapy konkurencji w naszym – po reinkarnacji – bycie mamy już za sobą. Teraz już nie przelewki. Przegrany nie może już liczyć, że zaproszą jeszcze raz. Nikt nie da drugiej szansy, tzn. kasy. Nokaut będzie odliczony nie po „dziesięciu”, ale już po „trzech”.

I dobrze. Skończyło się trzymanie za spódnicę pani matki, czyli np. partii kochanej, która wprawdzie pysk kneblowała, ale do tego pyska regularnie dawała jeść.

Rzeczywiście wysforowała się TVN-24. Leje wszystkich dookoła. Polsat goni, ale długo się siermiężył, więc i doganianie musi potrwać. Ale oto przed publiczną, na którą modnie jest teraz się pastwić – wielka szansa. W Warszawie – która, co tu by mówić, jest jednak najważniejsza – padła komercyjna stacja telewizyjna, a więc można reaktywować WOT. Reaktywować – bo te 3-4 godziny dziennie przerywanego przez INFO programu to oczywiście kpina. To jest zresztą w gruncie rzeczy wymuszenie z centrali na Woronicza. Zabrano prawem silniejszego czas antenowy oddziałom terenowym choć im się ustawowo należy. Oddajcie! Powróćcie do pełnego programu: Info powinno dostać częstotliwość drugiego kanału. Tam jest większe pokrycie kraju. Z czegoś trzeba zrezygnować, gdy przybywa tematycznych kanałów, a wpłat abonamentowych NIE!

Lokalna warszawska stacja telewizji publicznej mając do dyspozycji cały kanał szybko zgarnie reklamy, naleje koleżankę TVN-24… raz-dwa-trzy!

Panowie i Panie nie mówmy już o konkurencji. Teraz to już jest walka – o wielką oglądalność, o pieniądze z reklamy, walka o byt!

Komercyjne zawsze mogą być sprzedane. One są czyjeś i właściciel tak naprawdę patrzy na zysk. I to jest normalne i oczywiste.

Nie zrozumie tego prezesunio typu „dwie nóżki w kupce-ogonek w dupce”. Nie zrozumie partyjnie poczęta rada nadzorcza. Nic nie wydusi rada programowa, która jest w praktyce kwiatkiem do kożucha. Zresztą po co komu kożuch… latem. (Lato to zresztą nasze nieszczęście – albo za dużo leje, albo pije).

Gdy już zamkniemy wszystkich kiboli, otworzymy z powrotem wrota stadionów; gdy wylejemy do szamba dopalacze – bo tam ich miejsce; gdy zdobędziemy mistrzostwo w „Euro”, a Tusk wycałuje się z Kaczyńskim jak Breżniew z Honeckerem – będzie dobrze!

Tylko kiedy?

Kiedy? Oczywiście „po wojnie”. Żeby nie wybuchła prawdziwa rozładujmy napięcia na szklanych ekranach – bez cenzury i strachu. Zrobić to mogą uczciwi dziennikarze, a nie manipulatorzy w rękach jeszcze większych cwaniaków. Graczy mamy już dość. Teraz trzeba ustalić reguły gry i dopilnować, by ich przestrzegano. Od tego jest najpierw perswazja, a potem – no cóż – pała! Byle nie w odwrotnej kolejności. A jeśli już to konsekwentnie i sprawiedliwie stosowana.

Za kilkanaście dni, tym razem w Warszawie, u nas w SDP (jako, że chcemy być organizacją pożytku publicznego) spotkają się rady programowe terenowych oddziałów TVP. Będą „walczyć” o odzyskanie podmiotowości. Teraz ośrodki umierają, a na ich majątki wielomilionowe już dybią zwolennicy transformacji (cudzym). Jeśli ktoś (ale kto?) nie powstrzyma procesu degradacji lokalnej telewizji publicznej, której zabrano rzecz najcenniejszą – czas antenowy – to będzie tak już ze stoczniami: po herbacie wzajemne żale i oskarżenia.

Jest jeszcze czas powstrzymać degrengoladę. Piwa naważyło wielu. Ci, których powołano dziś na Woronicza wcale nie muszą przegrać. Ale niech coś wreszcie zrobią, zamiast w wywiadach klepać do znudzenia te same dyrdymały!

Weźcie wycinki ze starych gazet. Porównajcie – to wszystko było już wielokrotnie omawiane. Zmieniło się tylko nazwisko telewizyjnego decydenta lub rządzącego nim ministra. Jest aż pięciu członków KRRiTv (to ministrowie!). Tak przynajmniej się ich zwyczajowo tytułuje.

Ustalmy realne ramy dla publicznej telewizji. Będzie wówczas zwarta, prężna i konkurencyjna. Komercyjne będą jej misję uzupełniać. Jako mobilne i decyzyjne, bo sterowane jedną ręką właściciela, a nie poprzez rozgadane areopagi w publicznej. Telewizje prywatne mogą zmusić publiczną do większego wysiłku i stałej, ciężkiej pracy. Niech wygrywa lepszy. Ale w uczciwej – nie przekupnej – walce.

 

Stefan Truszczyński

20.05.2011 r.

P.S. Jak się zakończy rywalizacja „Polityki” i „Wprost” już wiadomo! Wygrywa „ten trzeci”: „Uważam Rze”. Świadczą o tym ostatnio podane wyniki sprzedaży.

Pociąg odjeżdża… a walizki na drugim peronie.

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl