Sobota 21 maja 2011 roku. Siedzę w kuchni i czekam na koniec świata, oglądając przy okazji "Ziarno" -katolicki magazyn dla dzieci w TVP1. W obliczu spraw ostatecznych nie ma sensu, żeby cokolwiek ukrywać. Dlatego wyłączam autocenzurę. Oglądam "Ziarno" i wzbiera we mnie zazdrość. Zazdroszczę katolikom, że wiara daje im pewność. Świat się zaraz skończy, a oni wiedzą, co się z nimi stanie. Ja natomiast nie wiem, co się stanie ze mną. Tzn. wiem, że nastąpi kres mojej ziemskiej egzystencji, ale nie wiem, czy to już wszystko. Czy poza tym, co jest tutaj nie ma już nic? A oni wiedzą. Wiedzą, że będą mieli sąd ostateczny, na którym odbędzie się finalne rozliczenie. Każdy otrzyma to, na co zasłużył. Grzesznicy liczą, że trochę sobie posiedzą w czyśćcu, a potem i tak hyc do nieba.

Żywot wieczny, ot co. A ja, który w to nie wierzę?. Co ja mam myśleć? Czy jest może jakiś inny wymiar, do którego przechodzą niewierzący, jakaś forma energii, która jest podstawą opowieści o duchach? W buddyzmie tybetańskim mówi się o stanach przejściowych bardo , przez które świadomość wędruje po śmierci. Ale czy to prawda? Fakt, że ktoś nie wierzy w boga i nie jest członkiem żadnej grupy wyznaniowej nie oznacza, że nie potrzebuje odpowiedzi na te wszystkie pytania, na które dla wierzących odpowiedzią jest bóg.
Media publiczne dbają o potrzeby duchowe katolików. A czy dbają o potrzeby duchowe takich jak ja, którym łaska wiary została odebrana lub nigdy jej nie dostąpili? Popatrzmy, co w TVP mają katolicy, a co mamy my, niewierzący. W sobotę "Ziarno" , które ma cztery premiery w miesiącu. Wszystkie pozostałe programy dla dzieci produkowane przez TVP w liczbie sześciu (6.) mają po jednej premierze w miesiącu, a później są powtarzane. W niedzielę katolicy maja mszę o 7 rano i audycję "Między ziemią a niebem" przed południem. A my? Od czasu do czasu powtarza się nam film "Uwierz w ducha" ze św. pamięci Patrickiem Swayzee i Demi Moore. To ma nam odpowiedzieć na ewentualne pytania z zakresu metafizyki.
Kiedy w latach 80tych rozpoczynałem pracę w redakcji dziennika radiowego Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium, wśród różnych wytycznych, jakie przekazywali mi starsi stażem koledzy była i taka, żeby nie określać papieża terminem ojciec święty. Wytłumaczono mi, że papież jest ojcem świętym dla katolików, a my musimy zachować neutralność światopoglądową, ponieważ słuchają nas nie tylko katolicy.
Przypomina mi się beatyfikacja Jana Pawła II. Dziennikarze TVP1 i TVP info nadający relację z Rzymu nawet nie chcieli udawać, że są światopoglądowo bezstronni. Tego dnia wszyscy moczyli ręce w święconej wodzie i mówili językiem kościoła katolickiego. Niektórzy pewnie szczerze, jako prawdziwi katolicy, inni oportunistycznie, żeby się przypodobać. Nawet ja, niekatolik odczuwałem duchową rangę tego wydarzenia, ale trudno było mi zaakceptować fakt, że TVP1 i TVP Info stały się tubami kościoła. Oba kanały wysłały osobne ekipy do zdania sprawy z beatyfikacji za abonament mój i obywateli polskich wyznań protestanckich, które nie uznają kultu świętych. Czułem się tego dnia zakładnikiem katolickiej większości.
Artykuł 21 Ustawy o radiofonii i telewizji mówi, że "programy publicznej radiofonii i telewizji powinny respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki". Respektować, a nie zamienić się w narzędzia katolickiej propagandy.
Piszę to wszystko na wypadek, gdyby świat się nie skończył, a prezes Braun jakimś trafem przeczytał ten tekst. Może wpadnie mu do głowy, żeby zaordynować program, który nie będzie umizgiwaniem się do hierarchów kościoła, a zajmie się duchowymi aspektami żywota niewierzącej mniejszości. I nie chcę słyszeć, że taki program będzie miał małą oglądalność i niskie udziały. Wrażliwość na potrzeby mniejszości, to w demokracji zawsze ważna sprawa.
Marek Pieczyński
