Tematów jest o wiele więcej niż czasu. Powinniśmy zaakceptować zasadę ergonomii: dyskutować o sprawach najważniejszych i robić to tak skutecznie, by zamienić nasze dyskusje w przyjęte na zjeździe uchwały.
Najważniejsze są te, które bolą, które są uciążliwe dla całego środowiska: prawo, zatrudnienie, finanse.
Słynny artykuł 212 kk (swoisty paragraf 22) jest kijem na niepokornych dziennikarzy. Niejednoznaczność interpretacji sprawia, że dziennikarz nazywający kogoś matołem czy głupkiem może trafić za kratki. To oczywisty absurd w systemie demokratycznym. Absurd, z którym musimy walczyć.
Znowelizować prawo prasowe. Uwolnić nas od obowiązku autoryzacji nie znanej w krajach zaawansowanych demokracji. Przecież taśma magnetofonowa, czy zapis na dysku jest dowodem przeprowadzonej rozmowy. Już dawno sąd orzekł, że autorem reportażu jest dziennikarz, a nie jego rozmówca. Nie pozwólmy więc rozmówcom, a zwłaszcza politykom na daleko posunięte ingerencje w publikowanych tekstach.
Dziennikarze są zwalniani niemal we wszystkich redakcjach, bo właściciele tną koszty. Proponuje się nam samozatrudnienie, współpracę w ramach umowy o dzieło. W małych redakcjach może to mieć ekonomiczne i praktyczne uzasadnienie. W dużych (np. w TVP) służy często do zawiązania relacji pana i niewolnika: bądź posłuszny, bo jesteś od nas zależny. Taki pracownik nie ma żadnych praw, by się obronić w razie konfliktu z pracodawcą i z góry stoi na przegranej pozycji. I nie obronią go ani żadne związki zawodowe, ani stowarzyszenia. Powinniśmy wypracować strategię obrony naszych interesów pracowniczych i walki z pauperyzacją zawodu.
Należy wprowadzić klauzulę sumienia. Dziennikarz powinien mieć prawo odmowy wykonania polecenia niezgodnego z jego sumieniem i nie ponieść konsekwencji w postaci zwolnienia dyscyplinarnego. Linia redakcyjna jest faktem i każda redakcja ją posiada (słyszałem co prawda wypowiedź redaktora naczelnego dużego tygodnika opiniotwórczego, że u nich nie prowadzi się polityki redakcyjnej – ale bzdur nie słucham), ale to nie znaczy, że mamy ulegać naciskom i szantażom: „zrób to, bo jak nie, to cię wywalę”.
Zalewa nas fala chamstwa w mediach tradycyjnych, a szczególnie w Internecie. Coraz więcej dziennikarzy, nie mówiąc już o blogerach i forumowiczach, wypowiada się bez skrępowania, używając knajackiego i bezpardonowego języka. Młodzi, wchodzący do zawodu, adepci szkół dziennikarskich przejmują zwyczaje panujące w sieci i przenoszą je również na media tradycyjne. Powinniśmy zająć się obroną zarówno standardów etycznych w wypowiedziach dziennikarskich, jak i językowych norm, by je chronić przed zachwaszczaniem. Inaczej, już za kilka lat zdominuje nasze media komunikacja za pomocą kilku przekleństw, które – według prof. Fleischera – mają setki znaczeń. Dla mnie mają tylko jedno znaczenie: od razu rozpoznaję chama.
Jest w naszym środowisku wielu wspaniałych dziennikarzy, którzy mogą się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Zorganizujmy warsztaty i szkolenia dla młodych dziennikarzy. Praktyka pokazuje, że samo istnienie szkół dziennikarskich nie wystarcza.
Nie zapominajmy o najstarszych. Kiedyś i Ty będziesz emerytem. Pomagajmy im w byciu aktywnym. Podtrzymujmy ich związki ze Stowarzyszeniem, z zawodem. Umożliwiajmy im uprawianie dziennikarstwa. Dziś już nie potrzeba do tego wielkich nakładów finansowych. Wystarczy choćby pomysł na założenie ciekawej strony w Internecie. Ale może większą wartością byłoby zorganizowanie takiego miejsca, w którym będziemy się wszyscy spotykać, dyskutować, razem być.
Pamiętajmy również, że na prowincji dziennikarzom jest trudniej niż w centrali. Wyrzucony z pracy nie ma praktycznie dokąd iść. A jeśli wyrzucony został z tzw. wilczym biletem, to wobec zmowy naczelnych, czy właścicieli lokalnych mediów jego los jest przesądzony. Zadbajmy o to, żeby przynajmniej utrzymać przy życiu regionalne ośrodki telewizji i radiofonii publicznej. Ich rola jest nie do przecenienia. A same – jeśli nie otrzymają od nas mocnego wsparcia – nie przetrwają ani finansowo, ani programowo. A jeśli przetrwają, to jako agendy PR Urzędów Marszałkowskich i Urzędów Miejskich czy Gminnych. Tego chcemy? Ja – nigdy!
I na koniec, choć być może jest to najważniejsze zadanie dla Stowarzyszenia: brońmy dziennikarzy w każdym przypadku, gdy są niesłusznie wyrzucani z pracy, mobbingowani, bici, molestowani. I niezależnie od tego czy dzieje się to z powodów politycznych, czy ekonomicznych. Tylko w ten sposób damy jasny sygnał dla całego środowiska, że SDP stoi na straży naszych wspólnych interesów.
