Marek Palczewski
O czym dyskutować w czasie zjazdu SDP?
Tematów jest o wiele więcej niż czasu. Powinniśmy zaakceptować zasadę ergonomii: dyskutować o sprawach najważniejszych i robić to tak skutecznie, by zamienić nasze dyskusje w przyjęte na zjeździe uchwały.
Najważniejsze są te, które bolą, które są uciążliwe dla całego środowiska: prawo, zatrudnienie, finanse.
Słynny artykuł 212 kk (swoisty paragraf 22) jest kijem na niepokornych dziennikarzy. Niejednoznaczność interpretacji sprawia, że dziennikarz nazywający kogoś matołem czy głupkiem może trafić za kratki. To oczywisty absurd w systemie demokratycznym. Absurd, z którym musimy walczyć.
Znowelizować prawo prasowe. Uwolnić nas od obowiązku autoryzacji nie znanej w krajach zaawansowanych demokracji. Przecież taśma magnetofonowa, czy zapis na dysku jest dowodem przeprowadzonej rozmowy. Już dawno sąd orzekł, że autorem reportażu jest dziennikarz, a nie jego rozmówca. Nie pozwólmy więc rozmówcom, a zwłaszcza politykom na daleko posunięte ingerencje w publikowanych tekstach.
Dziennikarze są zwalniani niemal we wszystkich redakcjach, bo właściciele tną koszty. Proponuje się nam samozatrudnienie, współpracę w ramach umowy o dzieło. W małych redakcjach może to mieć ekonomiczne i praktyczne uzasadnienie. W dużych (np. w TVP) służy często do zawiązania relacji pana i niewolnika: bądź posłuszny, bo jesteś od nas zależny. Taki pracownik nie ma żadnych praw, by się obronić w razie konfliktu z pracodawcą i z góry stoi na przegranej pozycji. I nie obronią go ani żadne związki zawodowe, ani stowarzyszenia. Powinniśmy wypracować strategię obrony naszych interesów pracowniczych i walki z pauperyzacją zawodu.
Należy wprowadzić klauzulę sumienia. Dziennikarz powinien mieć prawo odmowy wykonania polecenia niezgodnego z jego sumieniem i nie ponieść konsekwencji w postaci zwolnienia dyscyplinarnego. Linia redakcyjna jest faktem i każda redakcja ją posiada (słyszałem co prawda wypowiedź redaktora naczelnego dużego tygodnika opiniotwórczego, że u nich nie prowadzi się polityki redakcyjnej – ale bzdur nie słucham), ale to nie znaczy, że mamy ulegać naciskom i szantażom: „zrób to, bo jak nie, to cię wywalę”.
Zalewa nas fala chamstwa w mediach tradycyjnych, a szczególnie w Internecie. Coraz więcej dziennikarzy, nie mówiąc już o blogerach i forumowiczach, wypowiada się bez skrępowania, używając knajackiego i bezpardonowego języka. Młodzi, wchodzący do zawodu, adepci szkół dziennikarskich przejmują zwyczaje panujące w sieci i przenoszą je również na media tradycyjne. Powinniśmy zająć się obroną zarówno standardów etycznych w wypowiedziach dziennikarskich, jak i językowych norm, by je chronić przed zachwaszczaniem. Inaczej, już za kilka lat zdominuje nasze media komunikacja za pomocą kilku przekleństw, które – według prof. Fleischera – mają setki znaczeń. Dla mnie mają tylko jedno znaczenie: od razu rozpoznaję chama.
Jest w naszym środowisku wielu wspaniałych dziennikarzy, którzy mogą się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Zorganizujmy warsztaty i szkolenia dla młodych dziennikarzy. Praktyka pokazuje, że samo istnienie szkół dziennikarskich nie wystarcza.
Nie zapominajmy o najstarszych. Kiedyś i Ty będziesz emerytem. Pomagajmy im w byciu aktywnym. Podtrzymujmy ich związki ze Stowarzyszeniem, z zawodem. Umożliwiajmy im uprawianie dziennikarstwa. Dziś już nie potrzeba do tego wielkich nakładów finansowych. Wystarczy choćby pomysł na założenie ciekawej strony w Internecie. Ale może większą wartością byłoby zorganizowanie takiego miejsca, w którym będziemy się wszyscy spotykać, dyskutować, razem być.
Pamiętajmy również, że na prowincji dziennikarzom jest trudniej niż w centrali. Wyrzucony z pracy nie ma praktycznie dokąd iść. A jeśli wyrzucony został z tzw. wilczym biletem, to wobec zmowy naczelnych, czy właścicieli lokalnych mediów jego los jest przesądzony. Zadbajmy o to, żeby przynajmniej utrzymać przy życiu regionalne ośrodki telewizji i radiofonii publicznej. Ich rola jest nie do przecenienia. A same – jeśli nie otrzymają od nas mocnego wsparcia – nie przetrwają ani finansowo, ani programowo. A jeśli przetrwają, to jako agendy PR Urzędów Marszałkowskich i Urzędów Miejskich czy Gminnych. Tego chcemy? Ja – nigdy!
I na koniec, choć być może jest to najważniejsze zadanie dla Stowarzyszenia: brońmy dziennikarzy w każdym przypadku, gdy są niesłusznie wyrzucani z pracy, mobbingowani, bici, molestowani. I niezależnie od tego czy dzieje się to z powodów politycznych, czy ekonomicznych. Tylko w ten sposób damy jasny sygnał dla całego środowiska, że SDP stoi na straży naszych wspólnych interesów.
SDP – watchdog - pies stróżujący. Dla mnie bomba!
3 czerwca 2011
Polemika z listem KFP SDP przeniesiona do Działu Dyskusje
List otwarty członków Klubu Fotografii Prasowej SDP
Do Koleżanek i Kolegów z SDP
Na ostatni Zjazd OW SDP, który odbył się 13 kwietnia przyszło nawet sporo naszych Koleżanek i Kolegów i zdawać by się mogło, że wszystko przebiegnie spokojnie i normalnie. Tymczasem stało się coś niewiarygodnego. Z „sali” padł słuszny wniosek o podjęcie uchwały potępiającej zachowanie straży miejskiej i policji gdyż”… pobito kol. Michała Stróżyka z Gazety Polskiej do tego stopnia, że leży on w szpitalu ze złamanym kręgosłupem i grozi mu kalectwo do końca życia. Kol. Michał Stróżyk pełnił obowiązki służbowe jako dziennikarz GP.”
Sala była oburzona. Jasne, my też.
Coś nas (kilku kolegów) jednak tknęło więc pobiegliśmy zobaczyć w Internecie film z zajścia. Nie będziemy przecież głosowali czegoś o czym tak niewiele wiemy, choć oczywiście oburzeni jesteśmy. Sprawdziliśmy więc, a było tak:
Krakowskie Przedmieście, miejsce wszystkim znane – przed Pałacem Prezydenta PR. Stoi namiot koloru białego, oflagowany jak trzeba, a w nim działacze „Solidarni 2010”. Po pewnym czasie straż miejska (wcześniej nawołując do dobrowolnego usunięcia namiotu) przystąpiła do usuwania tego mobilnego biura. Wszyscy z namiotu wyszli ale pozostał jeden DZIAŁACZ a nie DZIENNIKARZ , o czym świadczy plakietka na kurtce „Solidarni 2010” oraz słowa które padły „… jestem wolnym obywatelem (nie dziennikarzem) stoję w tym miejscu i pan nie zabroni mi tu stać”. Tym działaczem, który „poszedł w zaparte” był właśnie Michał Stróżyk. Wielokrotnie proszony o opuszczenie namiotu – bez skutku – został z niego wyprowadzony. W trakcie, gdy prowadzili go strażnicy miejscy, z tyłu rzucił się na nich mężczyzna w zielonej kurtce, popychając całe towarzystwo w sposób taki, że o mało co wywróciliby się wszyscy czterej (dziś już wiadomo, tym mężczyzną w zielonej kurtce był Marek Wernica, kolega Michała Stróżyka z „Solidarni 2010”).
Co normalnie w każdym demokratycznym kraju zrobiliby strażnicy czy policjanci w podobnej sytuacji? Oczywiście w powstałym zamieszaniu obezwładniliby delikwentów, skuli, doprowadzili do aresztu w celu wyjaśnienia całego zdarzenia. Tak też po części zrobiono i tym razem. Obu mężczyzn powalono na tzw. „glebę i skuto”. W trakcie takiego „powalania na glebę” mogą się wydarzyć różne obrażenia, co też się stało. Fakt, cała ta akcja nie powinna być tak brutalna jak była, co świadczy o braku profesjonalizmu Straży Miejskiej. Podczas całej „zadymy” przez megafony dobiegał głos „Bijecie człowieka”, „Nie bijcie człowieka”, „Dlaczego bijecie człowieka”. Człowiek – co widać na filmie – nie był bity tylko „skuwany na glebie”. Tak wyglądało to zajście, podczas którego pobito „DZIENNIKARZA”.
Podsumowanie:
1. Michał Stróżyk doznał obrażeń – fakt.
Oto one: "Jacek Bierca, dyrektor szpitala na Solcu, zaprzecza, jakoby pacjent doznał urazu kręgosłupa, miał wybite zęby czy wstrząśnienie mózgu, jak w ostatnich dniach twierdzili manifestujący wciąż na Krakowskim Przedmieściu. Był w szpitalu na tygodniowej obserwacji. - Chory nie miał żadnych poważnych obrażeń - mówi Bierca. - Doznał otarcia naskórka na czole. Ale skarżył się na bóle i zawroty głowy, dlatego był konsultowany z okulistą i neurologiem. Zrobiliśmy także tomografię głowy, ale nie było wskazań do dalszej hospitalizacji."
Link do powyższego cytatu
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9474684,Pobity_czy_ujety_stanowczo___Bandyci_w_mundurach_.html
2. Michał Stróżyk, ze „złamanym kręgosłupem”, skuty, jednak na własnych nogach prowadzony pod ręce przez funkcjonariuszy opuszcza miejsce zdarzenia - fakt.
3. Michał Stróżyk nie występował podczas „manify” jako DZIENNIKARZ, tylko jako działacz „Solidarni 2010”, o czym świadczy plakietka na jego ubraniu i udział w konferencji u boku Pani Stankiewicz godzinę przed interwencją Straży Miejskiej. Brak jest natomiast prasowego identyfikatora, karty prasowej czy też identyfikatora prasowego – akredytacji – wydanego przez organizatorów manifestacji. Jednym słowem był UCZESTNIKIEM MANIFESTACJI, a nie DZIENNIKARZEM pełniącym obowiązki – fakt.
4. OW SDP uchwaliło coś, co było oparte na opowieści (jak się okazało po maleńkiej części tylko prawdziwej) – fakt.
5. Nie dopuszczono do publicznego wyświetlenia na Sali obrad filmu z zajścia, co mogło by pozwolić na obiektywną ocenę tego zdarzenia i podjęcie właściwego sformułowania uchwały – fakt.
6. Przerażenie budzi to, że dziennikarze głosując za czymś o czym nie mają pojęcia, opierając się tylko na plotce, podejmują tak ważne decyzje jak przyjęcie uchwały ośmieszające nasze środowisko i pokazujące jak można nami manipulować – fakt.
7. Podstawowa zasada dobrego dziennikarstwa „SPRAWDZAJ INFORMACJĘ NIM JĄ WYKORZYSTASZ W SWOIM MATERIALE” (tym bardziej jeśli o niej mowa we własnym „gniazdku”) – fakt.
8. My, fotoreporterzy zawsze podczas takich „zadym” staramy się mieć identyfikator „na szyi” mówiący o tym, że wykonujemy obowiązki służbowe i tak powinno być, bo wtedy można powiedzieć, że pobito dziennikarza, a nie członka kółka brydżowego na przykład – fakt.
Wnioski:
1. Głosujmy uchwały SPRAWDZONE i po ich dokładnym przemyśleniu, nie dając się ponosić emocjom (często manipulowanym- jakże o to łatwo)
2. Dziennikarze powinni posiadać widoczne identyfikatory podczas wszelkich „imprez ulicznych”, a jeśli ich nie mają, muszą liczyć się z tym, że będą traktowani jak normalni obywatele RP. We wszelkich uchwałach „potępiających cokolwiek” nie może padać słowo DZIENNIKARZ jeśli osoba ta występowała prywatnie, co nie znaczy, że nie powinniśmy potępiać „czegokolwiek” jeśli naruszone było prawo.
3. Dziennikarze jeżeli są w „pracy” nie powinni brać udziału w manifestacjach politycznych jako „uczestnicy” lecz jako „obserwatorzy - dziennikarze” i winni być wyraźnie oznakowani, że są dziennikarzami.
4. Wykonując nasz zawód musimy się liczyć z konsekwencjami jego wykonywania i zdawać sobie sprawę, że będąc w centrum „zadymy” możemy się narazić na uszkodzenie ciała nawet.
Apel do wszystkich Delegatek i Delegatów na Walny Zjazd SDP, nasuwający się po Zjeździe OW SDP:
1. Apel do wszystkich delegatów na „Duży zjazd SDP”:
Nie opuszczajcie Sali przed zakończeniem wszystkich głosowań. Skonsumowane kluseczki (ohydne zresztą) nie są sygnałem, że już jest po wszystkim. To, że jest już po wszystkim będzie powiedziane przez Przewodniczącego Zjazdu z Prezydium, na jego zakończenie!!!
2. Apelujemy do wszystkich delegatów:
JEŚLI ZGODZIŁEŚ SIĘ BYĆ DELEGATEM, REPREZENTUJ SWOICH WYBORCÓW DO KOŃCA ZJAZDU. JEŚLI NIE MASZ TAKIEGO ZAMIARU, TO ZNACZY, ŻE NADUŻYŁEŚ ZAUFANIA KOLEGÓW I WYBRALI CIĘ NIEPOTRZEBNIE – ZMARNOWANY GŁOS
#
My niżej podpisani, członkowie KFP SDP, będący w większości także członkami SDP, zdecydowanie odcinamy się od fragmentu podjętej uchwały zjazdu OW SDP dot. sprawy pobicia Michała Stróżyka uważając, że występował on w charakterze uczestnika manifestacji, a nie dziennikarza. O słowo DZIENNIKARZ właśnie chodzi. Jednocześnie zdecydowanie potępiamy brutalne, nieprzemyślane „akcje” Straży Miejskiej, które skutkują obrażeniami ciała uczestników zdarzenia niezależnie od uprawianej przez nich profesji.
Stefan Zubczewski - v-ce prezes KFP SDP
Karina Łopieńska – członek zarządu KFP SDP
Wojciech Druszcz – członek zarządu KFP SDP
Aleksander Kęplicz – członek KFP SDP
Donat Brykczyński – członek KFP SDP, członek Zarządu Sekcji Branżowej Fotografów przy Związku Zawodowym Twórców Kultury
Marek Szymański – członek KFP SDP
Czarek Sokołowski – członek KFP SDP, członek Zarządu Sekcji Branżowej Fotografów przy Związku Zawodowym Twórców Kultury
Borys Skrzyński – prezes KFP SDP
Zbigniew Furman – członek KFP SDP
Jacek Herok – członek KFP SDP
Eugeniusz Helbert – członek KFP SDP
Mieczysław Włodarski – członek KFP SDP
Jacek Barcz – członek KFP SDP
Załączniki – filmy ze zdarzenia (linki do filmów)…
http://www.youtube.com/watch?v=0m5906BCW6w&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=JAnule_wEjU&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=j_MYtSvNlyQ&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=HL3bsiQSsG8&feature=related
…oraz „wycinki” prasowe dot. Michała Stróżyka (link do „wycinków”)
http://info.wyborcza.pl/temat/wyborcza/micha%C5%82+str%C3%B3%C5%BCyk
A tu można przeczytać jak straszeni są dziennikarze przeciwni uchwale SDP : „proszę o nazwiska tych, którzy nie poparli uchwały... Warto ich mieć w pamięci w nadchodzących czasach...”, „jasne, dawać nazwiska, jak zwyciężymy to ich posadzimy ...”
http://niezalezna.pl/9124-sdp-potepia-pobicie-dziennikarza-gazety-polskiej#comment-77638
Od redakcji: polemika z Listem w dziale Dyskusje
TVP, czyli Telewizja Partyjna – polemika z Krzysztofem Kłopotowskim
Nawoływanie, żeby media publiczne stały się łupem partyjnym, żeby partie polityczne rozdzieliły między siebie poszczególne programy telewizji publicznej szkodzi – moim zdaniem - obywatelom, dziennikarstwu, dziennikarzom i przyszłości mediów publicznych w Polsce. Z faktu, że tak jest, czyli z faktu, że obecnie media publiczne podlegają władzy partii politycznych, nie wynika, że tak być MUSI ZAWSZE!
Jako dziennikarze powinniśmy walczyć z monopolem informacyjnym agend PR partii politycznych, a NIE SPRZYJAĆ MU. Nieprawda, że w całej Europie media publiczne są upolitycznione. Kto tak mówi, robi innym wodę z mózgu*. Dlatego Szanowni Koledzy, opamiętajcie się. Są w naszym kraju media będące tubą takiej czy innej partii politycznej. I niech to WYSTARCZY!
Dlaczego nie WOLNO NAM DOPUŚCIĆ do tego, żeby media publiczne pozostały partyjne? Odpowiedź opieram na oczywistych przesłankach, które przyjmie każdy, kto kieruje się ideą wolności mediów.
Przesłanki:
1. Media publiczne nie są własnością partii politycznych, lecz dobrem wspólnym.
2. Media publiczne nie są utrzymywane przez rząd i parlament, lecz z abonamentu i reklam.
3. Media publiczne nie powinny służyć interesowi partii politycznych , lecz interesom obywateli.
4. Media publiczne nie powinny służyć zniewalaniu, lecz krzewieniu wolności.
5. Media publiczne powinny być demokratyczne i pluralistyczne.
5.1 Demokracja to władza ludu (narodu, społeczeństwa, wszystkich obywateli kraju), a nie partio-kracja.
5.2. Pluralizm dopuszcza wszelkie poglądy pojawiające się w społeczeństwie nienaruszające dobra publicznego
Wniosek: powinniśmy domagać się odpolitycznienia (odpartyjnienia) mediów publicznych!
Tylko odpolitycznione media zapewnią wolny przepływ informacji.
Jeśli się nie uda odpolitycznić mediów, to nie uda się zbudować obywatelskiego społeczeństwa. Wiem, że są w środowisku dziennikarskim dziennikarze partyjni lub związani z partiami politycznymi. Apeluję do NICH: piszcie, nadawajcie, nagrywajcie w mediach partyjnych i ODCZEPCIE SIĘ od mediów publicznych! Te zostawcie dziennikarzom, którzy będą dbali o uczciwą i rzetelną informację, o różnorodne opinie, neutralne postawy wobec zapraszanych gości, wyraziste i subiektywne oceny w felietonach i komentarzach, opartych na faktach (a nie na fantastycznych hipotezach). Zostawcie je TYM, którzy przyjmują, że najważniejsze jest DOBRO WSPÓLNE , a nie interes tej czy innej partii.
A ludzie, nie-polityczni fachowcy do zarządzania mediami publicznymi, znajdą się wśród twórców, biznesmenów, naukowców, dziennikarzy i w wielu innych grupach, tylko trzeba ich poszukać i stworzyć RZECZYWISTY system wyborów, a nie udawać, że odpolityczniamy media.
Marek Palczewski
26 kwietnia 2011
* Tezę te formułuję na podstawie lektur:
R. Bartoszcze, L. Słupek, Telewizja – dobro kultury czy element rynku, Rzeszów 2001.
Media masowe na świecie, pod. red. B. Dobek – Ostrowskiej, Wrocław 2007.
Przyszłość dziennikarstwa w dojrzałych demokracjach, red. P. J. Anderson, G. Ward, Warszawa 2010.
K. Williams, Media w Europie, Warszawa 2008.
http://www.ard.de/-/id=161952/property=download/kvilfq/index.pdf
Warto wspomnieć, że na przykład w zarządzającym BBC organie BBC Trust na 11 osób jest tylko jeden (w dodatku były) polityk. Reszta to dziennikarze, biznesmeni, ekonomiści, filmowcy, ludzie cieszący się zaufaniem społecznym.
http://en.wikipedia.org/wiki/BBC_Trust
Nasze sprawy
BICIE JEST ZAWSZE ZŁE
W Warszawie służby miejskie pobiły młodego człowieka protestującego na Krakowskim Przedmieściu.
Przed kilku dniami w czasie wyborów delegatów w Oddziale Warszawskim SDP przegłosowano protest – oświadczenie potępiające brutalność funkcjonariuszy. Przegłosowano – bo nie wszyscy byli przekonani, że powinni zdecydowanie napiętnować to wydarzenie. Jednak większość obecnych na sali członków naszego Stowarzyszenia nie zastanawiała się, czy ów młody człowiek był tam jako reporter gazety, czy jako protestujący przeciwko likwidowaniu namiotu, gdzie zbierano podpis pod wniosek o budowę pomnika.
Bicie człowieka jest zawsze złe i należy mu się przeciwstawiać!
Tymczasem dowiaduję się, że zwolennicy tezy, że to nie nasza sprawa, że film pokazuje współwinę pobitego – zbierają podpisy sprzeciwu wobec przyjętej uchwały!
Dziwne to i smutne! Przypominają mi zdyscyplinowane oddziały robotniczego aktywu z marca ’68 roku. Oni też bili niepokornych i byli przekonani o swojej racji obrony porządku publicznego. W „Życiu Warszawy” czytam, że „pies zawinił, a pobili jego właściciela”. Dwóch młodych mężczyzn skopało 73 latka tylko dlatego, ze jego pies pogryzł innego zwierzaka. Mimo, że starszy pan przeprosił za pupila i obiecał pokryć koszty weterynarza.
Zwracam się więc głośno i publicznie do zwolenników bicia. Film, na który powołujecie się pokazuje wyraźnie: młody człowiek – nieważne czy dziennikarz, czy nie – jest rzucony na bruk. Jego głowa uderza o trotuar. Potem na dodatkowych zdjęciach widać rany głowy i krwiaka. Wiadomo również, że był potem przez kilka dni hospitalizowany.
Powiem delikatnie: puknijcie się w głowę koledzy. To samo może was spotkać. Dziennikarze, reporterzy – po stronie bijących? Tego jeszcze nie było. I lepiej będzie jeśli brać dziennikarska nie dowie się o waszej „inicjatywie”.
Walka polityczna, opowiadanie się po tej lub po tamtej stronie nie może zaćmiewać rozumu. Tym bardziej jeśli ktoś ma go niewiele.
Stefan Truszczyński
22 kwietnia 2011
Obrazki z Libii
Na kilka dni przed światowym świętem wolności prasy Amnesty International uznało polskiego dziennikarza Andrzeja Poczobuta „więźniem sumienia”. Wczoraj w Libii zabitych zostało dwóch fotoreporterów. Od początku roku zginęło w sumie 16 dziennikarzy. Kilkudziesięciu siedzi tylko w tureckich więzieniach, nie licząc setek w więzieniach na całym świecie. Dzień wolności – dla kogo?
Do dziś Komitet na rzecz ochrony dziennikarzy (CPJ) udokumentował co najmniej 80 ataków na prasę w czasie wojny w Libii, 49 zatrzymań, 11 napadów. Zginęło 4 dziennikarzy, wielu zostało rannych. To cena wolności.
Dlaczego giną? Giną, bo chcą poznać prawdę dla nas – widzów wojny. Oglądamy straszliwą walkę siedząc w loży teatralnej, a dziennikarze i fotoreporterzy dostarczają nam relacji i zdjęć z wojennej sceny. Zapłatą za nasz głód wiedzy, czasem głód mocnych wrażeń, a nawet rozrywki bywa ich uwięzienie, a w skrajnych przypadkach śmierć. Warto o tym pamiętać, gdy będziemy oglądać obrazki z Libii.
Marek Palczewski
21 kwietnia
Jeszcze o "Hienie Roku" SDP
Warszawa 24 marca 2011
Skąd ten raban?
Pod koniec zeszłego miesiąca Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło kto dostanie pieniądze w ramach jednego z programów ministerstwa noszącego nazwę „Priorytet 5 Wydarzenia Artystyczne: Czasopisma”. W zeszły poniedziałek na portalu SDP pojawiła się rozmowa z Igorem Janke – autorem listu otwartego do ministra Zdrojewskiego, w którym Janke zadaje pytanie dlaczego w decyzji o dotacjach zachwiany został pluralizm. Publicysta „Rzepy” prosi także Bogdana Zdrojewskiego o ponowne zastanowienie się czy „Fronda” i „Pressje”, które nie znalazły się na liście dotowanych czasopism, może jednak dostaną ministerialne fundusze. Okazało się później, że pieniądze się znalazły.
Z kolei w połowie lutego Bronisław Wildstein, Piotr Semka, Tomasz Terlikowski, Rafał Ziemkiewicz, Anita Gargas, Joanna Lichocka, a nade wszystko Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski podnosili raban, że wolność słowa w Polsce jest zagrożona, gdyż wspomnianym ludziom podziękowano za współpracę z Telewizją Publiczną i Polskim Radiem. Co prawda podczas zorganizowanej przez konserwatywnych dziennikarzy konferencji prasowej nie padło słowo „pluralizm”, to jednak mówiono o niedopuszczaniu do głosu wyrazicieli pewnej „wrażliwości”, która różni się od „wrażliwości” mainstreamowych mediów, takich jak „Gazeta Wyborcza” i TVN. Cokolwiek miałoby to znaczyć.
Z dwóch przytoczonych wyżej faktów można wywnioskować: w Polsce ogranicza się swobodę wypowiadania prawicowo – konserwatywnych dziennikarzy, nikt nie dba o pluralizm mediów, części opinii publicznej knebluje się usta.
A jak jest w rzeczywistości? Przypomnijmy, że pieniądze dla faworyzowanych przez Igora Jankego redakcji się znalazły. (Na marginesie, dla „Krytyki Politycznej” znalazło się 140 tys. zł, dla „Frondy” znalazło się 80 tys. zł, a dla takiego „Liberte!” czy „Kultury Liberalnej” nie znalazła się ani złotówka). Dalej, należąca do Skarbu Państwa „Rzeczpospolita” (a konkretnie jej wydawca Prespublica) wydaje od niedawna nowy tygodnik, na łamach którego wypowiadają się tacy publicyści jak Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein czy Piotr Semka. O internetowej aktywności tych dziennikarzy nie będę wspominał, bo każdy wie, że portal Salon24 cieszy się dużą popularnością, podobnie jak witryna fronda.pl czy strona „Gazety Polskiej”. Zatem, jeśli ktokolwiek związany światopoglądową z polską konserwatywną prawicą chce się wypowiedzieć to ma taką możliwość. I to w należących do państwa mediach.Problemem jest rzeczywiście Telewizja Publiczna, ale to temat na osobne, bardzo długie rozważania. Poza tym, pojawiły się pomysły powrotu Pospieszalskiego do TVP, więc chyba aż tak tragicznie nie jest.
Z kolejnych przytoczonych faktów może zatem wynikać, że pluralizm w Polsce może i owszem jest zagrożony, lecz nie jest marginalizowana ani prawica ani lewica, lecz liberalne centrum. Konkludując, oburzenie środowisk związanych z „Rzeczpospolitą”, „Uważam Rze” (swoją drogą, czy tytułem tego tygodnika nie powinna zająć się Rada Języka Polskiego? Pomysł niby ciekawy, ale zgrzyt pozostaje, a i młodzież może utrwalić sobie ortograficzne błędy) i „Gazetą Polską” jest dla mnie niezrozumiałe. Skoro, jak twierdzą konserwatywni dziennikarze, osoby podzielające ich wizję rzeczywistości są „cichą większością” w Polsce to odbiorcy ich programów i czytelnicy ich gazet nie pozwolą im zginąć. Platform (to chyba niefortunne słowo w tym kontekście, ale felietony mają też przecież prowokować) do publicznego wypowiadania się jest wiele, a i pamiętać należy, że tradycyjne media – prasa drukowana, telewizja, radio – tracą na znaczeniu kosztem mediów elektronicznych. A przecież prawica w sieci trzyma się nieźle, zatem skąd ten raban?
Może po prostu wygodnie jest przedstawiać siebie jako pokrzywdzonego niż jako beneficjenta systemu. Współczucie dźwignią handlu?
Paweł Luty
Redaktor portalu sdp.pl
11 marca 2011
Temida w krótkich spodenkach
Teza postawiona przez Tomasza Wróblewskiego, naczelnego "Dziennika Gazety Prawnej" w Rozmowie Dnia (sdp.pl, 23 lutego), zabrzmiała sensacyjnie i proroczo. Według niego, bo tak jest już w USA: "dziennikarzy będą zastępować osoby, które mają podstawy merytoryczne, a do tego dobrze piszą. Dziś jest odwrotnie: to dziennikarze dokształcają się w pewnych dziedzinach."
Nie odmawiając słuszności takiemu myśleniu, (np. ekonomiści z lekkim piórem są przez redakcje eksploatowani) zauważyć należy, że dziennikarzy zastąpić nie będzie można np. świetnymi merytorycznie pracownikami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nie tylko z powodu nadużywania hermetycznego języka prawniczego, ale i zakazów służbowych czy mocno zakorzenionej praktyki. Na mocy tej ostatniej co bardziej rygorystyczni sędziowie nie puszczają pary z ust na temat prowadzonej przez siebie sprawy. Wmontowanie w wykonującego swój zawód prawnika opcji „relacje z procesów” jest technicznie niemożliwe.
Dziennikarzom, bo wymiar sprawiedliwości ich w tym nie wyręczy, pozostaje więc dokształcanie się. Sędzia i medioznawcza prof. Jacek Sobczak w nowym kwartalniku Ministerstwa Sprawiedliwości „Na wokandzie” twierdzi, że dziennikarze najbardziej narażają się Temidzie nieuctwem."Są tacy delikwenci, którzy przychodzą do sądu nie wiedząc, na czym polega proces. Ba! Nawet nie odróżniają sędziego od prokuratora" - zagrzmiał profesor, zaznaczając, że ideału sprawozdawczości sądowej należy szukać w ... czasach PRL-u, kiedy, choć odbywały się procesy polityczna, a w mediach szalała cenzura, to o sądach pisali fachowcy - prawnicy.
Czy zatem jedynie dziennikarze z wykształceniem prawniczym powinni opisywać to, co dzieje się w sądzie? Niekoniecznie. Często bywa tak, że taki delikwent w zderzeniu z własnym żywiołem traci lekkość pióra.
Kto ma pisać o sądach? Najlepsi z najlepszych, którzy nie chodzą w krótkich spodenkach. Skąd taki wniosek? Na www.sedziowie.net Skorpion (status: Pełnoprawny Sędzia) utyskuje: "W Anglii ustalono, że na temat sądów wypowiadać się mogą określeni dziennikarze, zaś w sądowych rozprawach uczestniczą nieliczni, najlepsi. U nas jest tak, jak każdy widzi. Leżą sobie na sali, szepczą sobie do ucha, śmieją się nie wiadomo z czego, krótkie spodenki, T-shirty (nie do pomyślenia w cywilizowanym kraju!)”.
Może dla poprawy jakości relacji sądowych wystarczy nie wysyłać na nie przypadkowych stażystów, praktykantów czy zziajanych dyżurnych reporterów… Ale to już leży w gestii redaktorów naczelnych.
3 marca
Magdalena Hodak
redaktor naczelna "Nowego Życia Pabianic"
Dziennikarz Roku 2009 w Łodzi w konkursie SDP
Warszawa, 28.02.2011 r.
Pani
Danuta Przywara
Prezes Zarządu
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
STANOWISKO KONFERENCJI MEDIÓW POLSKICH
Z DNIA 28.02.2011 r.
Szanowna Pani Prezes,
Pismo Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka z 26 stycznia 2011 r. podpisane przez Panią Prezes Danutę Przywarę i rozesłane nie tylko do adresata – czyli prezes SDP Krystyny Mokrosińskiej – a więc spełniające funkcję listu otwartego wzbudziło nasze zdumienie. List dotyczy Konferencji Mediów Polskich i adresowanie go do prezes SDP jest co najmniej niezrozumiałe.
Minimum staranności przy ustaleniu statusu i form pracy REM powinno wystarczyć aby wiedzieć, że jest to całkowicie społeczna instytucja bez jakichkolwiek grantów, dotacji, subwencji, nie działająca w ramach jakichkolwiek projektów tak UE jak i krajowych oraz nie finansowana przez członków Konferencji Mediów, a tym bardziej przez SDP.
Członkowie Rady pracują całkowicie społecznie, często na swoim prywatnym sprzęcie i komunikując się na swój koszt. Tak więc retoryczne pytanie HFPC czy warto ją tj. REM utrzymywać jest sformułowane na podstawie nieprawdziwych przesłanek.
Od 16 lat Konferencja Mediów sama będąc organizacją społeczną, działając również bez jakichkolwiek środków finansowych - na zasadach dobrowolnej akcesji i consensusu - wybiera i wspiera REM. Oznacza to, że każda organizacja dziennikarska, stowarzyszenie oraz każdy nadawca i wydawca mogą przystąpić, zgłosić akcesję do Konferencji i uczestniczyć w wyborze REM.
Stowarzyszenie służyło pomocą REM od strony administracyjnej i organizacyjnej udostępniając jej swoją stronę w sieci - na zasadzie linku (KMP i REM mają swoją stronę ) i pomieszczenie na spotkania, ale czyniło to jako rotacyjny przewodniczący Konferencji Mediów (wcześniej były to np. Polskie Radio, TV Polsat, PAP, Izba Wydawców Prasy…) .
To SDP występuje na forum Konferencji o potrzebę wzmacniania REM poprzez m.in. zapewnienie elementarnego zaplecza i pomocy choćby dla potrzeb zbierania informacji i materiałów niezbędnych dla dokonywania rzetelnych ocen. Może trudno zrozumieć i uzasadnić takie działanie innym organizacjom społecznym, które posiadają swój aparat władzy i administracyjny, zatrudniony i finansowany z różnych źródeł zewnętrznych, a nie z własnych środków np. ze składek członków.
Co mają wybory władz SDP – które odbędą się w statutowym terminie w tym roku - do Rady Etyki Mediów - o czym również czytamy w liście HFPC? Jest to niestety kolejny przejaw niewiedzy na tematy, które są przedmiotem listu.
Nie rozumiemy co oznacza zwrot „ostatnie doniesienia o błędach”, jakie to doniesienia i czyje, po jakiej weryfikacji i czyjej, „budzą wątpliwości”?
REM w swojej odpowiedzi HFPC wyjaśniła owe „wątpliwości”, zwracając uwagę na sformułowania dotyczące jednego z jej członków, a będące wręcz pomówieniem.
Oczekujemy, że HFPC (w podobnej formule listu otwartego) odpowie na wyjaśnienia REM zawarte w liście podpisanym przez Macieja Iłowieckiego
Być może oczekiwania HFPC wobec REM wynikają z analizy stanu polskiego dziennikarstwa i potrzeby wzmocnienia tego ciała, dlatego liczymy na konstruktywne wsparcie, nie możemy jednak milczeć wobec atakowania Rady Etyki Mediów w sposób zaprezentowany w liście, daleki od rzetelności, ale zarzucający nierzetelność innym.
To trudne, ważne i odpowiedzialne zadanie, które wzięła na swoje barki Rada Etyki Mediów - powiedzieć czasem kolegom w zawodzie - stop, to był błąd - złamany został dziennikarski „dekalog” -czyli podpisana 29 marca 1995 r. Karta Etyczna Mediów.
Zasady prawdy, obiektywizmu, oddzielania informacji od komentarza, uczciwości, szacunku i tolerancji, pierwszeństwa dobra odbiorcy, wolności i odpowiedzialności dziennikarzy są podstawą wszystkich kodeksów etycznych prasy na świecie, również w Norwegii, na którą autorka listu się powołuje. Mamy nadzieję, że intencje listu HFPC nie są zbieżne z niektórymi głosami płynącymi ze środowiska dziennikarskiego -„myśmy Karty Etycznej Mediów nie podpisywali”.
Członkowie Konferencji Mediów Polskich reprezentujący dużą część środowiska dziennikarskiego zapraszają wszystkich zainteresowanych, również HFPC do rzetelnej dyskusji o etyce w mediach, o Radzie Etyki Mediów i kondycji polskiego dziennikarstwa.
Powyższe stanowisko zostało jednomyślnie przyjęte na posiedzeniu Konferencji Mediów Polskich w dniu 28 lutego 2011 r. Działając z upoważnienia Konferencji Mediów Polskich niniejszym przesyłam.
Krystyna Mokrosińska
Załącznik
Odpowiedź Rady Etyki Mediów z dnia 15.02.2011 r.
Do wiadomości:
-
Sz. P. Jan Dworak – Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
-
Sz. P. Bogdan Zdrojewski – Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego
-
Sz. P. Kamil Durczok – Redaktor Naczelny serwisu informacyjnego „Fakty” Telewizja TVN
Stanowisko w sprawie mediów publicznych
Medioznawcy i przewodniczący Rad Programowych Polskiego Radia i Polskiej Telewizji przyjęli stanowisko dotyczące funkcjonowania mediów publicznych w Polsce.
Zostało ono sformułowane na seminarium Senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu w dniu 22 lutego 2011 roku.
Sygnatariusze dokumentu stwierdzają m.in., że politycy walczący o „ręczne sterowanie” Polskim Radiem i TVP doprowadzili do „degradacji mediów publicznych i dramatycznego obniżenia ich społecznej funkcji”. Postulują, aby przed zakończeniem procesu cyfryzacji TVP i rozpoczęciem pracy wszystkich multipleksów (czyli do 2013 roku) oddziały regionalne TVP SA otrzymały „nieskrepowaną możliwość produkcji programów na antenę własną”.
Domagają się również zastąpienia abonamentu „daniną” pobieraną przy rozliczeniu podatkowym, przywrócenia systemu redakcyjnego i usamodzielnienia regionalnych ośrodków TVP.
Przeczytaj treść stanowiska (1/3)
Przeczytaj treść stanowiska (2/3)
Przeczytaj treść stanowiska (3/3)
Zob. też:
polityczni.pl/senatorowie_o_publicznych_mediach_cz.1,2,audio,51,5690.html
polityczni.pl/senatorowie_o_publicznych_mediach_cz.2,2,audio,51,5691.html
23 lutego 2011
Małpy Smirnowa
Nie śledzę zbyt pilnie sporów wokół przyczyn katastrofy smoleńskiej, ale wczoraj obejrzałem niespodziewaną telekonferencję rosyjskich ekspertów lotniczych w Moskwie. Z jakiegoś powodu najbardziej wsłuchiwałem się w to, co mówił ekspert Smirnow. A więc, że nie jest uwikłany w politykę, że jest po prostu fachowcem, który ileś tam tysięcy godzin spędził w powietrzu, że obchodzą go tylko fakty. Naprawdę. Szczerze. Serce na dłoni. Wierzcie mu, kiedy mówi, że rosyjscy kontrolerzy ruchu lotniczego na lotnisku Siewiernyj nie mieli wpływu na to, co się stało. Równie dobrze w wieży kontrolnej mogłyby siedzieć szympansy. Lądowanie zależało wyłącznie od polskich pilotów. Dlaczego ja mu nie wierzę? Nie tylko dlatego, że moje pokolenie prawdopodobnie nigdy w pełni nie zaufa Rosjanom z jego pokolenia, nawet, jeśli wypierają się związków z obecnym establishmentem. Kiedyś należeli do establishmentu sowieckiego i to w nich zostało. Po uszy tkwią w etosie czekisty nakazującym oszukać przeciwnika, a przeciwnikiem jest każdy, kto nie jest z nimi.
Nie wierzę Smirnowowi przede wszystkim, dlatego, że dawno temu mój ojciec pracował w kontroli lotów na wojskowym lotnisku Bemowo w Warszawie i często powtarzał, że gdyby coś się stało (wypadek lotniczy - przyp. mój), to jego pierwszego zamkną w pudle. Odpowiedzialność, która na nim ciążyła była źródłem permanentnego stresu i w końcu choroby.
Jeśli małpy mogą pracować w wieżach kontrolnych, to dlaczego strajki kontrolerów paraliżują od czasu do czasu największe lotniska świata? Dlaczego w takich sytuacjach dyrekcje kontroli lotów nie zwracają się o pomoc do ogrodów zoologicznych? To są moje pytania do eksperta Smirnowa.
Marek Pieczyński
b. kierownik Redakcji Programów Dziecięcych, Młodzieżowych i Edukacyjnych TVP1
18 lutego 2011
List otwarty do Jana Dworaka
Pan Jan Dworak
Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
Szanowny i Drogi Panie Przewodniczący,
Polska opinia niepokoi się biernością KRRiT wobec łamania prawa przez zarząd TVP. Za kadencji Rady w obecnym składzie Zarząd dokonał czystki konserwatywnych publicystów wbrew ustawie o mediach publicznych.
Przykładem bezprawia jest decyzja zdjęcia programu Jana Pospieszalskiego. W załączeniu przekazuję analizę porównawczą „Warto rozmawiać” oraz „Tomasz Lis na żywo”. Wynika z niej tolerancja zarządu TVP dla nadużyć warsztatowych p. Lisa przy wyostrzonych kryteriach wobec Jana Pospieszalskiego. Zarząd TVP próbuje usunąć dziennikarza, który dużo lepiej od p. Lisa wypełnia misję telewizji publicznej przez bogactwo i wagę poruszanych problemów. Pospieszalski stał się dla wielu Polaków symbolem dziennikarstwa patriotycznego. Dokonał inspirującego przełomu duchowego, dzięki czemu wyraża wartości konserwatywno-religijne. Jeśli zamówiona przez KRRiT niezależna analiza potwierdzi te oceny, to opinia publiczna będzie oczekiwała od Rady zdyscyplinowania p. Lisa. Oczekuje też zachowania w ramówce TVP programu „Warto rozmawiać”, przywrócenia dłuższego czasu antenowego oraz stałej i nie gorszej pory nadawania, niż ma słabszy merytorycznie program „Tomasz Lis na żywo”.
Czystkę konserwatystów robią urzędnicy TVP związani z postkomunizmem. Ta formacja sięga kolejny raz po nasze media, jakby nie było afery Rywina. Jej przybrana dziś ideologia liberalna zakłada, że stosunki między ludźmi są oparte na rachunku egoistycznych interesów. Można je zerwać jak umowę, aby ułatwić kapitalizmowi „kreatywną destrukcję”. Natomiast konserwatyzm głosi, że istnieją więzi prywatne, społeczne i narodowe, których zrywać nie należy, ponieważ nadają życiu sens. Obie ideologie muszą być obecne w obiegu jako strategie działania na różne okoliczności, zapewniając jednocześnie trwałość i rozwój.
Zarząd TVP nie myśli w kategoriach wizji społecznej. Chce tylko zawłaszczyć narodowe dobro - Telewizję Polską - dla partii i wspólników. KRRiT musi położyć kres tej kleptomanii.
Należy przestrzegać zasad demokracji liberalnej: wolności słowa oraz równego traktowania postaw ideowych w społeczeństwie. Trzeba wyciągnąć przewidziane prawem konsekwencje wobec zarządu TVP. Usuwając publicystów konserwatywnych złamał obowiązującą ustawę o mediach publicznych z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, która stwierdza:
Art. 21.
2. Programy publicznej radiofonii i telewizji powinny:
(...)2) rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą;
3) sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej;
4) umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej;
(..) 6) respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki;
Panie Przewodniczący,
nawet jeśli krępuje Pana układ polityczny w KRRiT, wierzę w Pana świadomość obywatelską i wolę praworządnego działania.
Pozdrawiam z głębokim szacunkiem i sympatią,
Krzysztof Kłopotowski
W załączeniu: Link do wykonanej „pro publico bono” analizy porównawczej programów Lisa i Pospieszalskiego. Autor „Bernard” pragnie pozostać anonimowy, co pozwala skupić się nam na meritum oceny: www.blogpress.pl/node/7624
Do czytelników listu otwartego:
Ślijmy do KRRiT własne, krótkie opinie na temat tej sytuacji na adres: skargi@krrit.gov.pl
Kto nie napisze, ten nie zasłuży na uczciwe media publiczne Niech nikogo nie zraża słowo „skargi” w adresie. Jeżeli ktoś podziwia bezstronność, umysł i kulturę duchową p. Lisa ależ oczywiście może powiadomić Radę o swych wrażeniach.
KRRiT, według Konstytucji art. 213 strzeże wolności słowa, prawa do informacji i interesu publicznego w radiu i telewizji. Dajmy jej szansę działania w odpowiedzi na nasz apel, zanim obywatele wezmą egzekucję prawa w swoje ręce.
PS. Autor listu jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
