Dwaj najpoważniejsi kandydaci na prezesa SDP w swych ocenach organizacji, którą chcą kierować, całkowicie się rozminęli. Grzegorz Cydejko jest zdania, że SDP jest silne, ale media w Polsce są słabe. Krzysztof Czabański uważa dokładnie odwrotnie. Wobec tej kontradykcji zapytaliśmy delegatów na Zjazd, co zrobić, aby Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich było silniejsze?

Leszek Budrewicz (Wrocław):

- Podstawowe pytanie, na które musimy odpowiedzieć brzmi: Czy SDP ma być związkiem zawodowym - typową korporacją - czy stowarzyszeniem twórczym? Opowiadam się zdecydowanie za pierwszym rozwiązaniem. Po drugie, trzeba też głęboko przemyśleć – ale na to nie mam odpowiedzi – jakie konsekwencje niosą ze sobą nowe media? Bo one dotychczasowe formuły -  stowarzyszeń twórczych czy związków zawodowych – stawiają pod znakiem zapytania. Wydaje się, że  te formuły są kompletnie niedostosowane do globalizacji i informatyzacji.

Małgorzata Kamińska (Łódź):

- Wolałabym, aby było mniej manifestacji ideowych, wynikających z rozgrywek politycznych, a więcej pragmatycznych działań. Aby dziennikarze zauważyli, że SDP stoi na straży standardów zawodowych, że jest negocjatorem między pracodawcą, a wykonującym zawód, że ma siłę przebicia w sferze legislacji i służy całemu środowisku w sensie praktycznym. Nasz zawód jest zagrożony z wielu stron. Z powodu podziałów politycznych i wolnego rynku mediów. Wiele zasad, które były honorowane, nie są teraz przestrzegane, wymykają się spod kontroli dzięki prawu własności. Powinniśmy pracować nad przywróceniem ochrony zawodu i jednocześnie dążyć do tego, aby dziennikarze reprezentowali wysoki poziom merytoryczny i sami przestrzegali prawa. Gdybyśmy osiągnęli ten poziom, uzyskali siłę przebicia i pokazali, że jesteśmy skuteczni, nie byłoby problemu z odmłodzeniem Stowarzyszenia.

Krzysztof Bobiński (Warszawa):

- Wiadomo, że należy bronić wolności słowa, bo bez niej nie ma dziennikarstwa. Jeżeli dziennikarze nie mają godziwych płac, nie może też być pełnej wolności słowa. Jeśli nie ma mediów, nie ma dziennikarzy. Osiągnięcie tych trzech celów wymaga ciężkiej, mozolnej pracy u podstaw nad opinią publiczną. Wpływanie na tych, którzy są kluczowi w różnych decyzjach.

Teraz np. rozpoczyna się kampania na rzecz zmiany art. 212 kk, grożącego dziennikarzom więzieniem za zniesławienie. Trzeba masowo protestować, urabiać opinię publiczną, uderzać do polityków. To jest wszystko do zrobienia.

Józef Matusz (Rzeszów):

- Przede wszystkim trzeba uaktywnić oddziały regionalne. Można to robić na wiele sposobów. Na przykład posiedzenia Zarządu Głównego SDP mogłyby się odbywać nie tylko w Warszawie. Nic by się nie stało, gdyby od czasu do czasu były w Szczecinie, we Wrocławiu czy w Rzeszowie. To od razu podniesie to rangę oddziału terenowego i bardziej zjednoczy środowisko. Musimy się za wszelką cenę otworzyć na młodych dziennikarzy, stać się dla nich atrakcyjni. Coraz więcej dziennikarzy jest wolnymi strzelcami. Redakcje dają im upoważnienia na kartkach papieru, a porządna legitymacja SDP wzmacnia ich godność.

Jestem też za tym, aby SDP pozostało organizacją pożytku publicznego. Ale musimy postawić na projekty europejskie, które dadzą też niektórym dziennikarzom możliwość dorobienia. Mając pieniądze będziemy silniejsi.

Kaja Bogomilska (Warszawa):

- Przede wszystkim trzeba zerwać z wieloletnią praktyką bicia piany i zająć się sprawami istotnym dla środowiska dziennikarzy i – jak powiedział Krzysztof Czabański - dla tworzenia w Polsce prawdziwej opinii publicznej, której nie ma.  W obronie wolności słowa powinniśmy, jak zgrana grupa brytanów, niezależnie od proweniencji, rzucać się do gardeł tych, którzy tłamszą dziennikarzy, a co za tym idzie – ową wolność słowa. Kolejna rzecz to mobbing, dotyczący - nie tylko, ale zwłaszcza - młodych dziennikarzy. Bardzo ważne jest też, aby oddziały terenowe czuły się współzarządzające. Bo o ile my sobie w Warszawie jakoś radzimy, to potworne rzeczy dzieją się w miastach, gdzie gazety - zwłaszcza konserwatywne - są sekowane, a ludzie niszczeni. Obecny układ władzy wdeptuje ich brutalnie w ziemię za poglądy, pozbawia środków do życia, ich rodziny, ojców, żony czy matki.

Krzysztof Turowski (Warszawa):

- Powinniśmy wystąpić z inicjatywą zawodowej konwencji zbiorowej, która chroniłaby  dziennikarzy przed pracodawcami. Tak, jak to ma miejsce we Francji, w Niemczech czy w Anglii. Stowarzyszenie miałoby atut przyciągający młodych ludzi. Taki jest mój pomysł, który już kiedyś przedstawiałem i usłyszałem, że tego się nie da zrobić. Nie rozumiem, dlaczego w innych krajach się dało, a w Polsce się nie da. Stowarzyszenie musi coś ludziom dawać, być atrakcyjnym, żeby do niego przyszli młodzi. Nie wystarczy działać na zasadzie, że sobie pogadamy i wyrazimy nasze chciejstwa, uchwalimy mądrzejsze lub głupsze uchwały, które potem będą albo i nie będą realizowane.

Opr. tor

 

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl