Przekonany jestem, że opisując dwa dni obrad Zjazdu Sprawozdawczo - Wyborczego SDP, co do jednego będziemy zgodni: w Warszawie był upał. Wydaje mi się jednak, że już co do ewentualnych skutków tej aury i jej wpływu na delegatów, to jednomyślności nie będzie. Trudne może być też przekonywanie do swoich racji, bo skwar nie ustępuje i uciec od niego nie sposób. Mimo to podejmę rękawice w walce z mitami. Pierwszy z nich dotyczy "Regulaminu Obrad".

Na Zjeździe niemal powszechnie i oficjalnie (z trybuny i do mikrofonu) wygłaszano tezę, to właśnie wadliwe (ponoć celowo) zapisy tego dokumentu dotyczące głosów wstrzymujących sprawiły, że nie doszło do wyboru prezesa (par.9 ust.3). Pogląd taki wyrażają również na tym portalu red. Wanda Konarzewska i red Marek Palczewski. Był upał. Uniemożliwiał racjonalne działania. W każdym innym wypadku, wierzę w to mocno, oboje tych niezwykle zacnych dziennikarzy pobiegłoby rączo do mieszczącego sie piętro wyżej od sali obrad sekretariatu Zarządu Głównego i sięgnęło  po "Regulamin Zjazdu" z poprzednich wyborów. W par.9 ust.3 dokumentu datowanego na 19 kwietnia 2008 r. zawarto dokładnie, jota w jotę,  to samo o głosach wstrzymujących, co i teraz, czyli 4 czerwca 2011 r. Prezesa wtedy wybrano i o żadnym błędzie, czy manipulowaniu w regulaminie nie było mowy.  Temperatura w kwietniu (ale nie wyborów) była cztery lata temu znacznie niższa (o ile mnie pamięć nie myli).  Gdyby, choć w niedzielę, była taka jak wiosną przed 3 -laty, to mitomani nie mieliby szans. A tak nawet z kolejnym nie udało sie wygrać. Kilkakrotnie podczas obrad apelowałem by nie dyskredytować tych, którzy korzystają ze swego prawa do wstrzymania się od głosu. Niestety bez skutku. Do głów wielu, może nawet i większości delegatów nie docierały logiczne argumenty. Logika bowiem przeczy możliwości, by 20 (w przybliżeniu) głosów zdominowało gremium liczące blisko 150 osób, jeśli, oczywiście, przestrzegane są zasady demokracji, a te 130 person (150-20 = 130) będzie postępowało racjonalnie. Niestety to właśnie brak elastyczności ( o myśleniu nie wspominając) tej większości uniemożliwił wybór prezesa i storpedował zjazd. Wystarczyłoby przecież, by "przyjaciel" (użyty cudzysłów oznacza cytaty z prezentacji kandydatów, a nie ironię) red. Cydejki, czyli red. Czabański przekonał swoich zwolenników do głosowania na  Grzegorza, względnie red. Cydejko zasugerował części swojego elektoratu by przesunęła swą sympatię w stronę "bliskiemu" mu  Krzysztofowi, by wybór prezesa SDP poszedł jak po maśle. To nie musiało odbyć się w  przeszkadzającym upale. Ten wybór mógł się dokonać w trakcie Walnego Zebrania Członków Oddziału Warszawskiego. Wystarczyło zwykłą większością głosów podjąć uchwałę zobowiązującą delegatów tego Oddziału do głosowania na danego kandydata. W tym miejscu wyrażę nadzieję, że mit o mniejszości, która drogą "obstrukcji" (cyt. z publikacji Marka Palczewskiego na tym portalu) może narzucić coś większości zdołałem już rozwiać. 

Wróćmy jednak do  lejącego się w czerwcu z nieba ukropu. W niedzielę okazało się, że wzmaga on upór i determinację. W  szranki stanęło dwóch kolejnych kandydatów (w założeniu kompromisowych). Gwałtownie zmalała wtedy (do 3) liczba głosów wstrzymujących się, natomiast elektorat dwóch przegranych w sobotę za nic miał sygnały płynące z sali. Wręcz udowodnił pozostałym, że nie da nikomu innemu żadnych szans. Red. Cydejko zdobył 55 głosów, red. Czabański 54 głosy, a dwaj przedstawiciele kompromisu łącznie 39 głosów.  "Powtórka z rozrywki" sobotniej, prowadzona przez wysokiej klasy specjalistę z tej dziedziny (ukłony) pokazała tylko, że mniejszość nie da zapędzić się w kozi róg i -mimo upału - postąpi tak jak nakazuje rozum i sumienie: wstrzyma się od głosu. Dlaczego takie postępowanie nazywam rozumnym? Ano dlatego, że gdyby postąpili inaczej, to wybrany prezes, a z nim i całe SDP,  nie mógłby sprawnie działać. Nawet jeśli upał ustąpi (co raczej musi przyjść), to trudno sobie wyobrazić efektywne działania naszej organizacji w sytuacji tak zdeterminowanej i licznej opozycji (niezależnie od tego która strona otrzyma głosy "wstrzymujące"). Na poparciu "niezdecydowanych" zwłaszcza osiągniętym  takimi określeniami (dobieram je z publikacji red. Wandy Konarzewskiej) jak: "stopowicze", "Rejtani- blokerzy"  stabilnej większości -niezbędnej w sprawnym działaniu- przecież się nie zbuduje. Podkreślę raz jeszcze: delegaci wstrzymujący się od głosu postępowali zgodnie ze swym prawem, rozumem i - w co wierzę - sumieniem. Takie postępowanie okazało się skuteczne. Co więcej, ich rzeczowe działanie, wzmocnione prawdziwie wakacyjną aurą na tyle rozsierdziło pozostałych, że obecna przecież na sali większość zaczęła manipulować przy regulaminie. Podjęła uchwałę skreślającą możliwość wstrzymywania się od głosu. Brawo! Skąd u mnie teraz ta ironia i skłonność do śmiechu? Odpowiem, lecz z góry uprzedzam, że ten fragment nie jest dla tych, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem lub w pełnym słońcu tekstów prawniczych. Do rzeczy. Po pierwsze: obowiązujący Statut SDP w par.23  stwierdza w ust.1 "Kadencja wszystkich władz Stowarzyszenia trwa 3 lata, a ich wybór odbywa się w głosowaniu tajnym, bezwzględną większością głosów (podkreślenie moje) (...)" . No i co z tego?  A tylko tyle, że obowiązująca Wykładnia Trybunału Konstytucyjnego, której część zacytuje, stanowi:

Bezwzględna większość głosów

Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie:

po rozpoznaniu 13 i 20 września 1995 r. w trybie art. 13 ust. 1 i 2 ustawy z 29 kwietnia 1995 r. o Trybunale Konstytucyjnym (tekst jednolity Dz. U. z 1991 r. nr 109, poz. 470 oraz z 1993 r. nr 47, poz. 213, z 1994 r. nr 122, poz. 593 oraz z 1995 r. nr 13, poz. 59) wniosku prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego o ustalenie powszechnie obowiązującej wykładni art. 28 ust. 3 i 5 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym (Dz. U. nr 16, poz. 95 z późn. zm. ), przez wyjaśnienie, czy "bezwzględna większość głosów" przy nieparzystej liczbie oddanych głosów (głosujących) oznacza oddanie głosów "za" co najmniej o jeden więcej od sumy pozostałych ważnie oddanych głosów "przeciw" i "wstrzymujących się", czy też oznacza oddanie głosów "za" co najmniej o jeden więcej, niż wynosi połowa ogółu głosujących liczona w liczbach pełnych,

ustalił:

1. "Bezwzględna większość głosów" w rozumieniu art. 28 ust. 3 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie terytorialnym (Dz. U. nr 16, poz. 95, zm. : 1990 r. nr 32, poz. 191, nr 34, poz. 199, nr 43, poz. 253, nr 89, poz. 518; z 1991 r. nr 4, poz. 18, nr 110, poz. 473; z 1992 r. nr 85, poz. 428, nr 100, poz. 499; z 1993 r. nr 17, poz. 78; z 1994 r. nr 122, poz. 593; z 1995 r. nr 74, poz. 368) oznacza co najmniej o jeden głos więcej od sumy pozostałych ważnie oddanych głosów, to znaczy przeciwnych i wstrzymujących się.

Mój uśmieszek wywołany jest więc prawdziwie dziecięcą wiarą sporej części delegatów Zjazdu SDP w to, że zmianą regulaminu spowodują zmianę Statutu (akt wyższej rangi od Regulaminu), a być może doprowadzą nawet do weryfikacji ustaleń Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem wszyscy powinniśmy pamiętać, że jak mawiali Starożytni: "Dura lex, sed lex," co tłumaczy się jako "twarde (złe) prawo, ale (jednak) prawo"  no i oczywiście, że "ignorantia legis excusat neminem" (nieznajomość prawa nikogo nie usprawiedliwia). Trudno mi napisać, czy zbyt mocno operujące słońce jest natomiast dostatecznym usprawiedliwieniem całkowitego braku jakiegokolwiek merytorycznej decyzji Zjazdu. Brutalnie narzuca on interpretacje, że w największej organizacji dziennikarskiej w Polsce wyraźnie nadrzędną wartością (i co gorsza jedyną) jest stanowisko prezesa. Przykre doświadczenie i mam nadzieję, że nie do końca prawdziwe. Przypomnę więc, trochę ku  (wątpliwemu) pokrzepieniu serc, że nie jest to pierwszy Zjazd, który nie przyniósł oczekiwanych efektów. W 2008 roku trzy razy zbieraliśmy się by zmienić Statut i... nadal obowiązuje tekst uchwalony przed wielu, wielu laty.  Czy ten ostatni przyjazd do Warszawy był więc dla mnie całkowicie czasem straconym? Nie do końca. Wartością niemal bezcenną był widok -niezwykle przeze mnie szanowanej- Agnieszki Romaszewskiej - Guzy ze Statutem w ręku i zadziwieniem na twarzy, po przeczytaniu paragrafu wymieniającego władze Stowarzyszenia. Jest też szereg refleksji i spostrzeżeń, których ocenić jeszcze nie potrafię. Nie wiem,  na przykład, czy i jak przeprowadzić krytyczną analizę dokonań osób, które są niezwykle  zasłużone dla Stowarzyszenia, ale przecież nie są bez skazy?  Przekonany jednak jestem, że zgodnie z logiką, najpierw uchwala się regulamin obrad, a później wybiera prezydium Zjazdu w trybie i w sposób przewidziany w tym regulaminie, wpierw dyskutuje nad sprawozdaniami, a później udziela się (bądź nie) absolutorium. Zjazd za każdym razem decydował inaczej. Nie umiem również jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy to dobrze, czy źle dla naszej organizacji, gdy po pół roku od wstąpienia do niej można wejść do władz centralnych? Statut nie zabrania. Trzeba jednak osobom robiącym taką karierę oprócz  gratulacji kilka spraw wyjaśnić. Przede wszystkim, skąd się wziął Statut, który - z jednaj strony - pozwala np. red. Michałowi Kobosko, po kilku miesiącach działania w SDP wejść do Prezydium Zjazdu, a jednocześnie daje mu  argumenty, że "jest archaiczny". Wypada wytłumaczyć dlaczego - jak on to ujął w "Rozmowie dnia"-   "regulamin nie przystaje do obecnych realiów"  i co sprawia, że zarzut " to wszystko zostało przez kogoś stworzone i to nie są anonimowi twórcy tylko ludzie, którzy pewne rzeczy napisali i pewnych rzeczy bronią jak niepodległości" jest zarzutem, jeśli nie zupełnie, to w znacznym stopniu chybionym. Przyjmuję przy tym, że całość tej konkluzji red. Kobosko odnosi się do niemożności wyboru prezesa, bo nie dostrzegłem podczas Zjazdu konfrontacji Statutu z próbą zrobienia czegokolwiek więcej.  Kwestię Regulaminu już wyjaśniłem i nie będę do niej wracał.

Najkrócej jak tylko mogę wyjaśnię więc, że Statut powstał najprawdopodobniej w drugiej połowie lat 80-tych i jest tak skonstruowany, że narzucenie szefa z zewnątrz, lub aresztowanie demokratycznie wybranego przywódcy nie paraliżuje organizacji. Gdzieś w jego założeniach tkwi też- do dziś widoczne- lekceważenie tego typu dokumentów i dziennikarskie działanie "po swojemu". Szukanie "winnych", bądź autorów, to chyba szukanie wiatru w polu, ale do działań eksploratorskich nie zniechęcam. Znakomicie pewnie by było zwłaszcza, gdyby z wymienianych okopów  dało się wykopać (myślę o eksploratorskiej łopacie) tych wspominanych patriotów (co to "pewnych rzeczy bronią jak niepodległości"). Też jestem ciekaw, kto tam tkwi, kto wszystko wymyślił i jak dzisiaj wygląda. Interesuje mnie również - to już z innej beczki- termin wznowienia obrad. Nie wykluczam, że są to moje ostatnie doświadczenia zjazdowe, bo przez dłuższy czas nie będę mieć możliwości przyjazdu do Warszawy. Istotna  jest też dla mnie kwestia "odmłodzenia" szeregów, zwłaszcza w kontekście faktu, że najmłodszy z potencjalnych przywódców ma lat 48. Szkoda by było opuścić  moment elekcji takiego młokosa. Nic jednak na siłę. I właśnie przyjęcie tej zasady oraz łagodnej pory roku dla dalszych obrad życzyłbym i delegatom, i Stowarzyszeniu, i samemu sobie.


Piotr Górski


7 czerwca 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl