Andrzej Stawiarski.
Tak, to ja wstrzymywałem się od głosu podczas wyboru prezesa SDP. To o mnie wypowiadano się ostatnio jednoznacznie i bez ogródek.
Agnieszka Romaszewska: „Nie było też mowy by „ogólnie niezadowoleni” uznali werdykt pozostałych. Bronili prawa do liberum veto jak niepodległości”. „A to liberum veto etosowców już mnie rozśmieszyło do końca”– szydził Kazimierz Sowa na FB. Naprawdę nie wiem w czyim interesie głosowała „mniejszość blokująca” – dziwił się Marcin Wolski.
Głosowania były tajne, przez co nie są mi znane intencje innych delegatów. Wypowiem się wyłącznie w swoim imieniu.
Zdziwiony jestem, że problem Stowarzyszenia jest dostrzegany w zapisach statutu i regulaminu zjazdu, a nie w sytuacji w SDP. W konsekwencji oklaskami przyjęto głosy, że należy pilnie zmienić regulamin a w przyszłości statut, żeby było łatwo i bez zbędnych komplikacji. Zmiana prawa dla doraźnych celów (w przeszłości nie przeszkadzało to w wyborze prezesa) nie jest dobrym sygnałem. Czy bezwzględna większość w wyborach najważniejszej osoby w stowarzyszeniu to jakaś fanaberia? Chcemy przecież by prezes, twarz SDP, miał legitymację jak największej części środowiska. W innym przypadku będzie kontestowany jako wybrany przez przypadkową większość (różnice między kandydatami sprowadzały się do paru głosów). Nie było by w tym nic niepokojącego gdyby nie silny brak akceptacji zgłoszonych kandydatów przez przeciwne strony. „To co ludzie ze zwalczających się obozów wyobrażają sobie na swój temat nawzajem, przekracza bujną wyobraźnię bajkopisarzy” – zauważa słusznie Agnieszka Romaszewska. Nie trzeba bujnej wyobraźni by wyobrazić sobie konsekwencje wyboru spośród dwóch zgłoszonych kandydatów. Dla wielu delegatów zwycięstwo lidera drugiej strony byłoby nie do przyjęcia - już słychać głosy, że SDP powinno się podzielić. Spór przeniósłby się na trzy lata kadencji. A jest to kadencja bardzo ważna. Dla przyszłości SDP a przede wszystkim dla przyszłości polskiego dziennikarstwa. Nie chcemy nikogo tracić – środowisko SDP jest zróżnicowane ale nie możemy dopuścić do tego by było podzielone!!! Tylko łącząc różne poglądy możemy występować w imieniu dziennikarzy.
Agnieszka Romaszewska pyta dlaczego po prostu nie skreśliłem obu kandydatów? Odpowiem. Ponieważ nie uznaję działań pozornych. Nie chodziło mi o pusty gest jakim było oddanie głosu nieważnego. Jeżeli procedura dawała możliwość wyraźnego wskazania swojego wyboru (lub jego braku) to z tego skorzystałem. Sygnał dla obu kandydatów był czytelny – macie poparcie wśród swoich ale nie jesteście w stanie przyciągnąć wyborców kontrkandydata. To za mało by skutecznie rządzić. Nie chodzi o to, by ktoś wygrał, ale o to, by Stowarzyszenie działało jak najlepiej.
Nie spodobało się to po równo obu stronom. „Klęska organizacji pokazująca jej dysfunkcjonalność w obecnym kształcie” – stwierdził Michał Kobosko zasiadający w prezydium. Czyżby funkcjonalność polegała na szybkim działaniu bez oglądania się na konsekwencje? W taki razie wprowadźmy do statutu głosowanie SMS-ami: nowocześnie, szybko i jeszcze się na tym zarobi.
Nie tłumaczę się lecz wyjaśniam. To nie warcholstwo, bezsensowne torpedowanie rozumnych działań – tak chciałem zapobiec rozwiązaniu, które w moim przekonaniu nie byłoby dla Stowarzyszenia dobre. Zabieram głos by narzekania na procedury nie kryły realnych problemów.
Teraz, po zmianie regulaminu, wybory będą szybkie i bez „wstrzymywania się”. Kandydaci dążą do zwarcia i będą je mieli. Tylko czy zwycięzca przekona do siebie „pokonanych”, bo tych kilkunastu „wstrzymujących się” można zignorować.
Andrzej Stawiarski, Kraków
8 czerwca 2011
