Co robić dalej?
1.Zjazd SDP po dwóch dniach obrad nie wybrał żadnych władz i został odłożony formalnie o 2 tygodnie, ale ten termin dalszych obrad zjazdu jest mało realny. Odpowiedzialność formalna za zorganizowanie dalszej części zjazdu spada wyłącznie na jego obecne prezydium.
Prezydium z wyjątkiem Tadeusza Woźniaka to osoby, które albo dopiero co zapisały się do stowarzyszenia, albo niezbyt angażowały się w jego działalność. Zatem delegaci oddali zasadniczy wpływ na SDP w najbliższym czasie, może nawet 3-4 miesiące kolegom bez większej wiedzy i doświadczenia w jego funkcjonowaniu. To smutna dla mnie konstatacja, człowieka, który przez ostatnie ok. 15 lat angażował się w umacnianie pozycji finansowej, organizacyjnej i prestiżowej SDP i obok wielu innych naszych koleżanek i kolegów poświęcił na to wiele czasu. Jak lekko traktujemy nasze stowarzyszenie.
2. Zjazd najpierw przyjął regulamin obrad, w zakresie głosowania na prezesa i wszystkie władze SDP, taki sam jaki obowiązywał 3 lata temu podczas zjazdu sprawozdawczo-wyborczego (jako przewodniczący ostatniej komisji zjazdowej uznałem, że nie należy nic zmieniać w proponowanym zjazdowi regulaminie aby właśnie uniknąć zarzutu manipulacji), a następnie gdy okazało się, że dwaj kandydaci nie uzyskują wystarczającego poparcia, przegłosował ponowne wybory na prezesa w dniu następnym (jako jeden z nielicznych głosowałem przeciw i co znamienne prowadzący wtedy obrady prezydiant nie dopuścił do wysłuchania głosu przeciwnego). Agnieszka Romaszewska proponując zjazdowi rozpoczęcie wyborów od nowa, stwierdziła, że w świat pójdzie niedobra informacja, bo zjazd nie wybrał prezesa. Ale nie wiem ilu zastanowiło się nad tym, że może być jeszcze gorsza informacja - poświęcimy następny dzień i już żadnych władz nie wybierzemy. Radziłem przewodniczącemu prezydium Marcinowi Wolskiemu przeprowadzenie w tym momencie wyborów nowego zarządu, który zwołałby następny zjazd poświęcony wyborowi prezesa. Tak się nie stało, a szkoda, bylibyśmy o krok dalej w przezwyciężeniu sytuacji patowej.
3. Część osób niezadowolonych, że żaden z dwóch kandydatów uzyskujący najwięcej głosów nie ma wystarczającej przewagi, uznali, że przyczyną kryzysu jest regulamin oraz osoby wstrzymujące się, ale nie chcieli zrozumieć, że przyczyny trzeba szukać gdzie indziej, w samych dwóch startujących kandydatach. Jak trafnie to zauważa Andrzej Stawiarski: „Sygnał dla obu kandydatów był czytelny – macie poparcie wśród swoich ale nie jesteście w stanie przyciągnąć wyborców kontrkandydata. To za mało by skutecznie rządzić. Nie chodzi o to, by ktoś wygrał, ale o to, by Stowarzyszenie działało jak najlepiej.” Zarówno Grzegorz Cydejko i Krzysztof Czabański powinni wycofać swoje kandydatury po zakończonej procedurze wyborczej w pierwszym dniu obrad. Nie zrobili tego, nie powiodła się też ad hoc próba wprowadzenia do gry trzeciego kandydata.
4.Jakie jest wyjście z sytuacji? Wybrany prezes SDP zwykłą większością wbrew statutowi prawdopodobnie nie zostanie wpisany do KRS-u, czyli należałoby zmienić w regulaminie definicję „większości bezwzględnej ”, ale nam to już wyjaśnił kol. Piotr Górski, że nie sposób obejść tej definicji, bo jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Obaj startujący kandydaci mają znaczący elektorat, to fakt bezsprzeczny. Dlatego widzę tylko jedno wyjście z tej sytuacji, powinniśmy poprosić osobę o wysokim autorytecie dla całego środowiska aby podjęła się roli mediatora, z udziałem ustępującej prezes SDP Krystyny Mokrosińskiej i przedstawicieli obu startujących kandydatów. Propozycja personalna wypracowana przed mediatora mogłaby być zarekomendowana zjazdowi.
Jerzy Kłosiński
9 czerwca
