OKIEM DINOZAURA patrzy na świat Wanda Konarzewska
Pojechał nasz Wałęsa z do Tunezji niczym Archanioł Zbawiciel z dobrą nowiną i na początek okropnie się zdziwił, ze Tunezja taka piękna, uporządkowana i śladów rewolucji ( czyli ogólnej demolki) nie widać…. Potem jak na przedstawiciela dawnej socjalnej Europy przystało doradził zabrać bogatym i dać szanse biednym nieudacznikom. W rozmowie z przedstawicielami Wysokiej Tunezyjskiej Komisji d/s Reform nadmienił też o ruchu związkowym i konieczności konsultacji, ale nie zabrzmiało to wszystko zbyt przekonywująco!
Nasz Prezydent natomiast przekonał ostatnio amerykańskiego Prezydenta że Polska jest w posiadaniu czarodziejskiej różdżki na demokratyczne przeobrażenia. Barack Obama bardzo się ucieszył w nadziei, że zaoszczędzi na samolotach F-16, Predatorach i innych rakietach, które usiłowały zaprowadzić demokracje w Iraku i Afganistanie… Kraj nad Wisłą był wszak liderem zmian na mapie Europy, więc i Arabom może teraz swojej różdżki użyczyć… Hola! Hola! Ze światem nie pójdzie tak łatwo!
Już Heraklit twierdził, że nie można dwa razy wstąpić do tej samej rzeki, a czas jest rzeką i od czasu, gdy Wałęsa miał swoje 5 minut w historii, świat okręcił się już 30 razy dookoła słońca… Wydaje mi się jednak, że wmawianie nam, że są podobieństwa między wydarzeniami w Europie Wschodniej w 1989 a Arabską Wiosną ludów 2011 jest ryzykowne i nie na temat.
Gdy „Solidarność” podejmowała walkę siedzieliśmy wszyscy przestraszeni za wielkim murem, za którym czaił się niebezpieczny niedźwiedź. Za tym murem robotnicy i inteligenci spiskowali po kryjomu i tworzyli po cichu komitety i struktury. Arabowie są u siebie, pod niczyją okupacja, chcą zrobić porządek w swoich krajach, bo już nie mogą wytrzymać z pazernymi dyktatorami!
Widzieliśmy jak odważnie manifestowali na ulicach dniami i nocami, jak nieśli transparenty i palili kukły dyktatorów ale nie było w tych tłumach charyzmatycznych liderów przemawiających i oklaskiwanych. My od razu, od początku rewolucji „Solidarności”, mieliśmy przywódców a nawet męczenników - internowanych i prześladowanych…
Nam pomagał świat. Nie łudźmy się – bez wsparcia Europy Zachodniej, Ameryki i Papieża - zwycięstwo nie byłoby możliwe. Wałęsa jest tylko elektrykiem i nawet mając do dyspozycji pneumatyczny młot sam nie rozwaliłby berlińskiego muru! Arabscy powstańcy nie liczą na Zagranicę. Siłą i determinacją zaskoczyli Europę, która na początku nie wiedziała jak się zachować. Francja, Włochy, Wielka Brytania przestraszyły się dopiero, gdy zaczęli im lądować emigranci… Sąsiednia Turcja długo nie mogła się zdecydować: raz była za, a raz przeciw. Iran poparł, czym mógł powstańcom tylko zaszkodzić, bo – wiadomo - świat boi się szariatu a Izrael… sam nieźle się wystraszył! Dziwne… Jedyne państwo w miarę demokratyczne na Bliskim Wschodzie wpadło w panikę, gdy poszczególne kraje Afryki Północnej zaczęły podnosić głowę! A przecież Żydzi powinni się ucieszyć, że będą mieć demokratycznych sąsiadów!
My siedzieliśmy kiedyś za berlińskim murem nie bardzo wiedząc jak ten świat naprawdę wygląda. Obecnie Ziemia zanurzona jest w pan-informacji. 30 lat temu w Polsce odbijaliśmy ulotki na powielaczach – młodzi Arabowie nie potrzebują powielaczy ani kserokopiarek. Mają do dyspozycji Internet i globalną telewizję przez portale społecznościowe łatwo można się skrzyknąć i koordynować działania, ale - jak zauważył Konstanty Gebert – elektroniczne kontakty nie tworzą więzi miedzy ludźmi, ani nie wysuwają liderów na trybuny. Mimo to właśnie telewizje i Internet okazały się groźnym orężem w walce!
Parę miesięcy temu odkryłam, że mam w swoim komputerze kilkadziesiąt telewizji ze świata online i teraz mam taką radochę, że jak się coś dzieje, to oglądam sobie z pierwszej ręki. A w arabskich telewizjach dopiero się działo! Po prostu, pierwsza linia frontu!
Telewizja Al Jazeera Sat nadaje z Kataru - prezenterki zakutane w czarne chusty relacjonują wydarzenia rzeczowo i bez emocji. Nie znam arabskiego, więc tylko śledzę obrazki, bo angielski kanał od początków maja się nie otwiera (?) Dziś obiór arabskiego kanału też nie jest dobry, bo sygnał jest zakłócany z Libii przy pomocy jakichś nieznanych, gigantycznych urządzeń, co potwierdza na pasku informacyjnym operator satelitarny Arabsat. Ależ ten Kadafi przygotował się na każdą okoliczność! Ale… chyba nie da rady! Właśnie z Kataru ruszyła nowa stacja LIBYA TV, całkowicie redagowana przez libijskich powstańców, czyli rebeliantów. Inna satelitarna telewizja Al Arabiya SAT ma piękne prezenterki, które pokazują długie włosy (bez nakrycia) i głębokie dekolty - chyba po to, aby zrównoważyć dramatyczne treści. Właśnie widzę jak płonie jemeńskie lotnisko w Sanie a w Damaszku zbierają trupy. Krew wciąż się leje w Libii, Syrii, Jemenie… Bahrajn zdusił swoją arabską rewolucję i dręczy teraz uczestników strasznymi represjami: przed sądami wojskowymi stają teraz lekarze, którzy pomagali umierającym podczas zamieszek!
Od kilkunastu tygodni nie jest jednak łatwo odbierać arabskie stacje. Raz są a raz ich nie ma. Państwowy kanał libijski Al Jamahiriya SAT zniknął w połowie maja z satelity i z ekranów telewizyjnych. Natomiast wciąż bez przeszkód nadaje swój program Al Madina Libya TV Godzinami słychać tam śpiewy na cześć wielkiego, ubóstwianego Kadafiego, który pojawia się w towarzystwie słońca, gwiazd i księżyca. Nie wiem, jaka jest opinia medioznawców: czy programy telewizyjne są źródłem historycznym czy nie są? Zapisane (czy też spreparowane obrazy) mogą wprowadzić niezły mentlik do głów przyszłych historyków! W ciągu ostatnich dwóch miesięcy każda informacja podana przez agencje Reutersa była natychmiast kontrowana przez libijską telewizję Al Jamahiriya SAT. Jak Amerykanie podają, że F-16 lądował awaryjnie na pustyni, to oni natychmiast serwują obraz szczątków jakiegoś samolotu i naśmiewają się z kłamców. Jak telewizje zachodnie pokazują pokrwawionych i zabitych na placu Tahir, to libańska państwowa telewizja pokazuje tańczącą wesoło młodzież na tymże placu… NATO bombarduje wojskowe koszary a oni, że to atak na Trypolis. Bezwzględna walka na kłamstwa, manipulacje i sugestywne obrazy! Tragiczny teatr wojny czy makabryczny kabaret – nie wiem…? Nikt nie wie jak jest naprawdę! I my też nie znamy tej prawdy do końca: nie wiemy o co właściwie tak zajadle walczą arabscy powstańcy w bogatej Libii, gdzie rodzi się dużo dzieci, a mimo to jest system zabezpieczenia na starość i kobiety mogą chodzić do szkoły. Nikt nie zapyta już Libijczyków z ulicy. Zamknęli im Internet i przepadła ostatnia szansa wypowiedzi. Oto pierwsza w ludzkich dziejach wojna na telewizje i Internet o sile rażenia bomb jądrowych!
Nie da się ukryć, coś z tym światem jest nie tak! Czy nie wydaje się Wam czasem, że my, miliardy niewolników mediów elektronicznych XXI wieku, żyjemy po prostu w jakimś gigantycznym Matrixie ?
Ale wracając do historycznych porównań… My, Polacy w 1981 a tym bardziej w 1989 wiedzieliśmy gdzie zmierzamy. Czuliśmy łączność z jednoczącą się Europą, pragnęliśmy bezpieczeństwa NATO, tęskniliśmy za wolnością rozumianą, no powiedzmy, po amerykańsku. Kraje Afryki Północnej jeszcze nie wiedzą jaki system będzie ich ostatecznym celem i jaką zajmą pozycję na globusie. Przeszczepy polityczne rzadko się udają, więc myślę, że nasze doświadczenia też na niewiele im się zdadzą. Rewolucjoniści Północnej Afryki głoszą, że nie chcą żyć dalej jak dotąd i nie chcą dyktatorów: tych Mubaraków, Kadafich, Ben Alich i niby-prezydentów, złodziejskich pomazańców… Chcą jakiegoś przedstawicielstwa demokratycznego, tylko nikt nie wie jakiego! Ot, i poważny kłopot dla świata. Z troską rozmawiali o tym na G-8 w Paryżu, a także w Warszawie, gdzie gościło 20 prezydentów i Barak Obama – pierwszy obecnie człowiek świata! Co robić dalej z wrzącym afrykańskim kotłem? Rewolucje na ogół nie dają natychmiastowego polepszenia losu. Odejdą dyktatorzy - zostanie wojna plemion, klanów i religii… Na szczęście, jak dotychczas, nie lękamy się północnoafrykańskiego fundamentalizmu. Młodzi Arabowie, wychowani w basenie śródziemnomorskiej kultury, kochają życie i nie chcą się rozrywać na polach dżihadu! Jeśli Zachód się czegoś boi, to raczej gospodarczej inwazji chińskiej w Afryce i chce uprzedzić skośnookich biznesmenów. Najłatwiej byłoby przekupić teraz świat arabski. Zachodni politycy mówią więc, że warto pomyśleć o czymś w rodzaju Planu Marshalla dla Afryki Północnej. Plan ten ( pomoc gospodarcza po II wojnie światowej) pozwolił stanąć na nogi krajom Europy. Świat Zachodu ma jednak dziś potężne finansowe problemy sam z sobą. Czy będzie w stanie?
Koło zamachowe rewolucji poszło w ruch… Obalono reżimy w Tunezji, Egipcie ( gdzie od razu wojsko dorwało się do władzy), walczy Libia, Syria, Jemen…Wszędzie trupy ścielą się gęsto, ale Francja, Wielka Brytania, a później Ameryka pochyliły się ze szczególną czułością nad losem Libijczyków i tam właśnie NATO wzięło w obronę ludność cywilną wysyłając swoje wojska i bombowce. Czy nie dlatego, że Libia jest najbogatsza i tam właśnie, pod piaskami pustyni kryje się morze ropy - ożywcze źródło zachodniej gospodarki? Niewątpliwie to właśnie wywarło wpływ na etyczną wrażliwość zachodnich obrońców!
I cóż więcej Zachód może arabskim rewolucjonistom zaoferować? Niewiele, a może nawet NIC. Nasze dobre rady i pouczenia to dla Arabów zabawy kulą w płot! Jeśli Zachód zechce im oferować wartości swojej tolerancji: małżeństwa homoseksualne, aborcje i eutanazje to na pewno tego nie przyjmą! Jeśli chcemy uszczęśliwić ich naszym systemem bankowym to też odrzucą, pamiętając że system wolnego rynku wyprodukował największy globalny kryzys finansowy! Jeśli zaproponujemy edukację opartą o indywidualizm i konkurencje – sprzeciwią się, bo w islamie UMMA, czyli wspólnota jest ważniejsza… Historia nie powtarza się więc nie prowokujmy farsy, że oto my, Polacy, możemy pomóc arabskim demokracjom i być dla nich wzorem! Po prostu organizacja społeczeństw jest tam z gruntu inna! Ich świat opiera się o wielką rodzinę, plemię, tradycje - nie znają społecznej samoorganizacji, ani niezależnych instytucji, które są tak cenne w naszym modelu publicznego życia. I jak tu budować społeczeństwo obywatelskie w kraju, gdzie obok petro-szeików koczują nomadzi, gdzie żyje sto plemion i jest wiele religii, sekt i języków a do masowego ruchu związkowego bardzo im jeszcze daleko! Oni po prostu muszą znaleźć własną drogę. Być może jestem naiwna, ale życzyłabym sobie, żeby im za bardzo nie doradzać i nie przeszkadzać. Może się bowiem okazać po latach, że to oni mieli coś do zaproponowania Zachodowi, a nie odwrotnie. Świat się ciągle zmienia i świat potrzebuje nowej idei.
30 maja 2011
