W ostatni weekend miałam okazje uczestniczyć w … psychodramie, psychodeliach, psychomanipulacji czy też cyrku nadzwyczajnym. Okazja też była nadzwyczajna, bo   160 najwybitniejszych, najbardziej zaangażowanych i uhonorowanych profesjonalistów zaszczyciło swą obecnością Dom Dziennikarza na Foksal.

ZJAZD dziennikarskich delegatów rozpoczęła dyskusja nad regulaminem, który  normował wszystko po kolei skromnie pomijając to, co najważniejsze tj. głosowanie na Prezesa. Rozważania wstępne  były o tyle ciekawe, że kandydatów na Prezesa też jeszcze nie było, ale już zastanawiano się, co by było gdyby było... A jeśli będzie tylko jeden kandydat? A jak dwóch? A może będzie kilku kandydatów i co to wtedy będzie? Prognostyczne  zapędy delegatów przystopował Pan Mecenas, który poinstruował, że głosując należy skreślać nielubianego kandydata ( lub kandydatów) i pozostawiać tylko jedno wybrane nazwisko. A jeśli ktoś nie cierpi wszystkich kandydatów jednocześnie i en bloc może zapisać na kartce „wstrzymuje się” i głos też będzie ważny!  Głosy nieważne i odliczone od ogólnej puli, to pusta kartka albo kartka nieopieczętowana, albo jeśli komuś wpadłoby do głowy aby dopisać np. Doda Elektroda…  Dziennikarze to  humaniści i z liczeniem są na bakier, a ponadto było bardzo gorąco i wszyscy mieli już małe rozmiękczenie mózgu, więc po  trzech godzinach zamotywania i wyjaśniania procedury, gdy smakowite potrawy kipiały  w metalowych pojemnikach -  delegaci z entuzjazmem zatwierdzili regulamin i poszli na obiad. 

Na początek na placu boju stanęło dwóch dorodnych kandydatów na nowego prezesa SDP. Grzegorz CYDEJKO mówił głównie o podniesieniu roli dziennikarza i obronie prześladowanych, a Krzysztof CZABAŃSKI z troską pochylał się nad losem młodych dziennikarzy, zarabiających tyle, co kot napłakał.  Nie do końca wprawdzie było jasne skąd red. Cydejko weźmie siły, by bronić niepokornych przed najwyższymi trybunałami i nie zostało też wyjaśnione, jakim sposobem red. Czabański chce podnieść finanse młodych dziennikarzy nie będąc ich pracodawcą - bo jak był pracodawcą w Polskim Radio, to młodzi mieli umowy śmieciowe, co mu złośliwie wypomniano. Tak czy inaczej mieliśmy przed sobą dwóch Herosów, występujących w nowych życiowych rolach.  Cydejko na halabardnika trochę za duży i za gruby, a pan Czabański, znany do tej pory, jako wybitny specjalista od likwidacji  teraz w roli Janosika i obrońcy biedaków mało przekonywający. Prezydencka prezentacja trwała godzinę a może nawet dwie. Wszyscy się bacznie kandydatom przyglądali, a nawet ustawili ich obok siebie dla lepszego porównywania. Kandydaci na Prezesów rozczarowali publikę o tyle, że się nie pobili, ani nie obrzucali błotem, ale mówili w miarę rzeczowo i obstawali przy swoim.   Ale panie, jak to kobiety, były bez litości! W kuluarach zwracały uwagę, że Prezes Czabański nie ma zębów i uśmiecha się zasznurowanymi ustami, więc nie będzie w stanie wiele załatwić dla Stowarzyszenia, bo – wiadomo - dobre zęby są podstawa międzyludzkiej komunikacji.  Inne delegatki przyjrzały się jednak z bliska i stwierdziły, ze Czabański ma zęby, ale pniaki i to popsute, bo prawdopodobnie  boi się dentysty. Cóż, widocznie taka nastała moda wśród najbliższych współpracowników Prezesa pewnej partii…J.  Grzegorz Cydejko naraził się natomiast tym, że ma cygańską urodę, a z zarostem zbyt ciemnym wgląda jak jurny chłop ze wsi… I tak źle, i tak niedobrze! 

W pierwszym podejściu jeden kandydat dostał 63 drugi 59 głosów, ale było na sali aż 22 delikwentów, którzy postanowili nie podawać ręki żadnemu z kandydatów, co zadeklarowali na piśmie i - zgodnie z zaleceniem pana Mecenasa - policzono ich głosy jako ważne. I wtedy się narobiło! Prezes SDP musi być wybrany bezwzględną większością i jak się policzy (63 + 59 + 22 Stopowiczów) wychodzi 144, a więc bezwzględna większość to 73. Ani jeden, ani drugi kandydat nie był w stanie doskoczyć do tej bariery, bo przecież tylko 122 delegatów wskazywało nowego prezesa a 22 cynicznie olało obu..   Jak są wybory, to się wybiera! Każdy ma szanse dać swojego kandydata i sam też może kandydować i po to przyjeżdża na Zjazd! A jak się wstrzymuje, ignoruje i nikogo nie akceptuje - to niech nie wybiera i niech innym nie zawraca głowy! Choćby kandydaci wyszli z siebie i stanęli obok nie byli w stanie przy takim regulaminie sprostać wymaganiom bezwzględnej większości. Pierwszy raz w życiu widziałam, aby tak liczono glosy ( słowo daję!) i od dziś jestem przeciwna, by mecenasowie majstrowali przy regulaminach! Zastanawiam się nawet, jaki to zły duch podpowiadał takie rozwiązanie?  O co chodziło? Komu zależało na zabetonowaniu status quo i wstrzymaniu wyborów?

Komisja Wyborcza odprawiała przez dwa dni taniec chochołów, a sala miotała się w czterokrotnych wyborach: 4 razy sprowadzano urnę i pieczętowano kartki, czterokrotnie liczono głosy - te, które wskazywały na przyszłego prezesa i te, które się zablokowały na swoich barykadach i niezmiennie żaden z kandydatów nie miał szans. Opozycja Rejtanów-Stopowiczów okazała się żelaznym elektoratem. W kolejnych glosowaniach było coraz gorzej… Ponadto kandydaci się rozmnożyli i było ich już czterech, więc głosy się rozmieniły na drobne. A  blokerzy trwali niezmiennie w oślim uporze! Prezesa nie wybierali, swojego nie zgłaszali, a głosy oddawali! Tymczasem walka między kandydatami była coraz ostrzejsza - zwłaszcza, że pan Profesor, zwany „pogromca rozwodników” i zdecydowany przeciwnik bunga-bunga, zażądał od kandydatów świadectwa moralności: ile żon, ile dzieci i czy legalne związki… Kandydaci struchleli i przyznali się do jednej żony, ale jeden z kandydatów ukrył poprzednie żony (a nie wygląda, nie wygląda..!) wskazując tylko na tę, która siedziała wśród delegatów…

Drugiego dnia sala była rozgrzana do czerwoności: kto żyw dopadał mikrofonu i wykrzykiwał oraz przekrzykiwał sąsiadów… Marcin Wolski, który świetnie sobie radzi we własnym kabarecie, bezradnie chrypiał na niedzielnym spektaklu i nie był w stanie  zapanować nad salą.  Na galerii, czyli w dalszych rzędach siedziała klaka (nie –delegatów i nie - członków) : raz bili brawa, raz wyli i wznosili okrzyki. Nie bardzo rozumiem…? Jeśli to akredytowani obserwatorzy to powinni być grzeczni. Co za wychowanie!  Z tego wszystkiego robił się kompletny dom wariatów. Kilkadziesiąt osób wstało i usiłowało coś powiedzieć, ale nikt nikogo już nie słuchał.  Wokół mikrofonu odbywały się tańce typu Tarantella, bo od 400 lat wiadomo, ze uzdrawiają one opętanych. W psychodramie jest wiele ról do zagrania i była też rola męczennicy – poprzednia Pani Prezes siedziała w pierwszym rzędzie z wielce udręczona miną… A na korytarzu pełno bojowników zmierzało wprost do konfrontacji: prowincja contra Warszawka i odwrotnie. W tej inteligentnej atmosferze Zjazd SDP zawieszono – ciąg dalszy nastąpi... A nowego Prezesa jak nie ma, tak nie ma!

Myślę, ze każdy, które przeżył to piekło nie może wyjść z podziwu nad pomysłowością kolegów i koleżanek, którzy tak zmarnowali sobie czas na głupich sporach zamiast w lesie nad rzeczką cieszyć się pięknem świata! Jednej pani zarobiło się nawet słabo z powodu upału, ale na Foksal lekarza nie było…. Narodowy Fundusz ma kłopoty z dostępem do specjalistów, a tu przydałby się  przede wszystkim dobry psychiatra! „Zaburzenia myślenia zwane psychozą zbiorową następują na skutek zarażenia emocjonalnego” – pisał Gustaw Karol Jung. Zakaźna choroba duszy, rozprzestrzenia się równie agresywnie jak pałeczki okrężnicy EHEC - tylko wciąż nie wiadomo czy toksyna virus psychosis mutuje się wewnątrz ludzkiej grupy czy też przychodzi z zewnątrz?  Siła destrukcji takiej zbiorowej psychozy jest przeogromna: może ona zabić jednostkę i zdemolować społeczność na długie lata. „Następuje wtedy, bowiem inwazja nieświadomości, gdzie ego skrywa się pod maską a do głosu dochodzą silne popędy i emocje zakorzenione we wrodzonych wzorach zachowani”. To znów  Gustaw Karol Jung – i jeszcze to: „Następstwem zbiorowej psychozy jest zakłócenie percepcji, dezorientacja myślenia i postrzeganie nierzeczywistości”. Pasuje jak ulał!  

Moja nadzieja w tym, że - być może - to tylko psychodrama, a jak maski opadną objawi się katharsis: oprzytomnieją głowy, powrócą rozumy, a ci którzy tak zawzięcie blokowali wybór nowego Prezesa  powrócą z nierzeczywistości do rzeczywistości. Już wiecie, że zostaliście zarażeni wirusem emocji i  daliście się podpuścić manipulantom! Już przećwiczyliście jak być nie powinno! A uzdrawiające oczyszczenie - zrozumienie jest zazwyczaj finałem psychodramy!

Co to było? Koleżanki i Koledzy? Może mi ktoś odpowie zanim zawstydzeni własną głupotą nie zjawimy się znów na Foksal…?

 

Wanda Konarzewska

6 czerwca 2011

 

 

 

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl