Wdzięczny jestem Andrzejowi Stawiarskiemu za jego tekst opublikowany w portalu sdp.pl. Wyjaśnił w nim, dlaczego wstrzymał się od głosowania, kiedy w wyborach na prezesa SDP kandydowało dwu wyrazistych kandydatów cieszących się największym poparciem delegatów na Zjazd. Jego wywód ułatwi wyście z impasu w którym zjazd SDP się znalazł.
Paradoksalnie, rozwiązanie jest dosyć proste. Wystarczy przyjrzeć się programom i postawie kandydatów na prezesa. Jeśli osoby, które, jak Andrzej, wstrzymywały się od głosu pójdą o krok dalej, przeanalizują kwestie programowe, zastanowią się, którą drogą ma pójść Stowarzyszenie, może się okazać, że dokonają wyboru.
Andrzej uważa co prawda, że w zaistniałej patowej sytuacji pojawi się kandydat, który zdobędzie zaufanie większości delegatów spośród zwolenników obu dotychczas najliczniej popieranych. Niestety, nie podzielam tego przekonania. Kompromisowego kandydata nie będzie. Programy i wiarygodność dwu głównych kandydatów wywodzą się z zupełnie różnych doświadczeń. Dwie większościowe grupy delegatów optują za diametralnie różnymi wizjami Stowarzyszenia.
Grupa popierająca Krzysztofa Czabańskiego wydaje się optować za wzmocnieniem związków Stowarzyszenia z jedną opcją partyjną, a grupa głosująca na Grzegorza Cydejkę jest za Stowarzyszeniem otwartym, broniącym i pracującym dla dziennikarzy niezależnie od ich opcji czy braku opcji politycznej. Połączenie obu stanowisk w jednym „kompromisowym” kandydacie byłoby bardzo trudne. Tu potrzebny jest wybór pomiędzy Czabańskim a Cydejko.
Przyznaje, że w wypowiedziach na zjeździe Czabański deklarował, że chce Stowarzyszenia broniącego pluralizmu w mediach. Co z tego, kiedy życiorys kandydata na prezesa SDP (np. epizod kiedy kierował Polskim Radiem jako człowiek cieszący się pełnym zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego) daje małą nadzieję, że tak byłoby, gdyby został prezesem SDP. Wybór Czabańskiego byłby pocałunkiem śmierci dla SDP, bowiem w wielu kręgach dziennikarskich i w oczach części opinii publicznej postawiłoby nasze Stowarzyszenie w jednym szeregu z prawicową opcją polityczną.
W dodatku w wywiadzie udzielonym przed zjazdem (portal sdp.pl 2 VI) Czabański wspomniał o swoim stosunku do znanych przedstawicieli naszego zawodu takich jak Tomasz Lis, Piotr Najsztub czy Monika Olejnik: „to są bardzo źli dziennikarze, łamią podstawowe zasady rzemiosła, są stronniczy, bardziej niż argumentacja różnych stron debaty publicznej interesuje ich głoszenie własnych ’jedynie słusznych’ poglądów. Między innymi właśnie tacy ludzie, jak sądzę, psują markę dziennikarstwa jako zawodu zaufania publicznego i wyrządzają dużo szkody polskiemu dziennikarstwu. Dlatego o ich przyjęcie do Stowarzyszenia bym nie zabiegał”. Przekaz jest prosty. Stowarzyszenie nie jest dla wszystkich.
Po drugie należy zwrócić uwagę na pogląd Czabańskiego na przyszłość mediów publicznych. W wywiadzie na tym samym portalu 1 kwietnia Czabański powiedział: „…media były są i będą we władzy polityków. Tego się nie zmieni i nie należy zmieniać bo nie ma innego wariantu…. Ale żeby układ był korzystny dla obywateli, żeby powstała przestrzeń do debaty publicznej należy jasno podzielić wpływy w publicznym radio i telewizji między większością parlamentarną i opozycją”.
Jego koncepcja, że politycy mają rządzić mediami publicznymi, które będą podzielone między partiami - likwiduje cały dorobek myślenia w Polsce niepodległej o niezależnych mediach i sprowadza dziennikarzy do roli wykonawców partyjnych poleceń. Jerzy Łukaszewicz, ongiś sekretarz KC nadzorujący media, by się ucieszył z tego, że jego idei są wciąż żywe! Nic tu nie pomoże gadanie o „klauzuli sumienia”, która przecież ma wzmocnić pozycje tych dziennikarzy, którzy chcą stosować w swojej pracy dziennikarskie kodeksy etyczne.
Zupełnie inne podejście, akcentujące publiczny, niepartyjny sposób organizacji mediów publicznych propaguje Grzegorz Cydejko. Wystarczy spojrzeć na wywiady z nim, na pisma, które wysyłał w obronie usuwanych z tych mediów dziennikarzy (także prawicowych!). Podpisał się też pod projektem uchwały w sprawie mediów publicznych zgłoszonej na zjeździe przez Bartka Ławskiego.
Grzegorz Cydejko, na którego głosowałem i zamierzam dalej głosować, w odróżnieniu od Krzysztofa Czabańskiego, reprezentuje też podobną filozofię w stosunku do Stowarzyszenia. Są na to dowody chociażby z ostatniego okresu. Kiedy asystentka Tomasza Sakiewicza, szefa Gazety Polskiej, zaczęła przychodzić na Foksal, przynosząc co pewien czas garść zgłoszeń członkowskich i próśb o wznowienie członkostwa po wieloletnim nie płaceniu składek od pracowników tej redakcji, stało się jasne, że szykuje się desant na SDP. Nawet do głowy nam nie przyszło, by utrudniać jej akces do Stowarzyszenia. Grzegorz Cydejko i inni koledzy z władz Oddziału Warszawskiego uznali, że dziennikarze Ci wzmocnią swoją aktywnością działalność SDP. Wielu z nich jest teraz delegatami na Zjazd.
Gdyby zaś Andrzej Stawiarski sądził, że przeszkodą w wyborze Cydejki jest jego postawa wobec działalności Zarządu Głównego, którego jakoby nie wspierał, proponuję, by i na to popatrzeć z innej strony. Rzeczywiście, OW SDP starał się przedstawić odmienną, bardziej skuteczną w realizacji celów SDP i apolityczną twarz Stowarzyszenia. Staraliśmy się kierować zasadami a nie względami personalnymi czy politycznymi. Co konkretnie chcielibyśmy zrobić, by całe SDP nie tylko odpolitycznić ale odnowić odnajdziesz w programie dla SDP, który Grzegorz Cydejko przedstawił przed zjazdem (www.sdpwarszawa.pl). Polecam lekturę.
Wracając do problemu przedstawionego przez Andrzeja Stawiarskiego polegającego na tym, że nasi kandydaci nie są w stanie zdobyć zaufania zwolenników swojego przeciwnika - nie rozpaczałbym nad tym. Świadczy to tylko o tym, że podział jest jasny i wybór stojący przed nami czytelny. Proste rozwiązanie naszego zjazdowego impasu polega na tym aby ci, którzy się wstrzymali od głosu dokonali wyboru. Proszę, aby się zastanowili nad tym, czy nie warto byłoby poprzeć kandydata, który prezentuje wizję Stowarzyszenia otwartego.
Nie należy się obawiać, Andrzeju, że w wyniku takiego wyboru Stowarzyszenie pogrąży się w konfliktach i waśniach. Tak się nie stanie dlatego, że w formule otwartej reprezentowanej przez Cydejkę jest miejsce dla wszystkich. W tych trudnych czasach dla dziennikarstwa i dziennikarzy, więcej nas łączy niż dzieli. Działalność kogoś takiego jak Grzegorz Cydejko, umiejącego się porozumieć i współpracować z wszystkimi niezależnie od ich poglądów, pomaga nam łączyć swoje wysiłki. Weźmy to poważnie pod uwagę.
Krzysztof Bobiński
12 czerwca 2011
