No i mamy coś nowego…PO z miłością otwiera ramiona i przyjmuje marnotrawnych pielgrzymów z innych opcji. Dwadzieścia tysięcy wiwatujących na stojąco w hali ERGO ARENA w Gdańsku sugeruje, że znów aktualna stała się idea BBWR, znana z koncepcji Piłsudskiego. Chciał ją potem odgrzać Lech Wałęsa a w tzw. międzyczasie był Front Jedności Narodu. PO startowała, jako stowarzyszenie potem stała się partią a teraz wraca do obywatelskiego rozmachu…

Program? Idee? A kto powiedział ze jest to niezbędne? Salon polityczny to przecież dziś groch z kapustą. Lewicowcy walczą o prawa rynku, liberałowie zabiegają o prawa kobiet a konserwatyści sprzyjają in vitro. Wszystko się pokiełbasiło. Jakby tak na serio wziąć pod lupę polityków różnych opcji okazałoby się, że nie tak wiele różnią się miedzy sobą. Są to natomiast ludzie aktywni, asertywni, aspirują by przewodzić i zawsze i wszędzie tacy się znajdą. Tylko ze czasy się zmieniają a epoka pan-informacji obnaża słabość koncepcji idealnego państwa, w którym przedstawiciele narodu, w imieniu tego narodu zmagają się sami e sobą w parlamencie.

Już Starożytni grupowali się w szlachetne związki Amicita, aby udowadniać racje na rynku Agory. Nowożytni tworzyli arystokratyczne koterie, kluby a potem partie. Jak bowiem inaczej żyć w społecznościach, które się mnożą i coraz bardziej komplikują? Poza doraźną walką o interesy ludzi w dawnych epokach porywały WIELKIE IDEE.

W średniowieczu była idea BOGA. Modlili się wszyscy. Papieże i biskupi wyznaczali normy zachowania. Inkwizycje sprawdzały czystość i siłę wiary a wojny były najczęściej krzyżowe…, Ale Fryderyk Nietzsche powiedział, że „Bóg umarł”. Nastała idea NARODU… Ludzie oddawali życie za Ojczyznę, wybuchały powstania, toczyły się krwawe wojny o miedzę.. W XIX stuleciu dwóch brodaczy w Niemczech objawiło, że świat może być lepszy i że sprawiedliwość zwycięży jak będzie wszystkim rozdzielone po równo. Rosjanie usiłowali to wcielić w życie i okropnie skompromitowali się w gułagach i masowych mordach. A uporczywe wywyższanie jednego narodu ponad inne nacje skończyło się dla Niemców w Norymberdze.

Anno domini 2011 świat nie ma jednej, organizującej idei. Konsumpcjonizm? Może…Ale jaka to idea? Prawa człowieka? W Azji i Afryce nikt nie wie, o co chodzi. Aby walczyć o prawa człowieka dla innych Amerykanie wprowadzili poprawkę do Konstytucji o stosowaniu tortur (!) Od tego czasu nie mówią już o prawach człowieka, ale o prawach uniwersalnych. Nie ma porywającej idei w XXI wieku, ale mnożą się politycy i ich partie.

Jako nastolatka zapytałam kiedyś swojego ojca, kto to taki, ci politycy…? Hmmm…? Ojciec zastanowił się głęboko „ Widzisz, to jest tak, że jedni ludzie w życiu bardzo ciężko pracują, czasem od rana do wieczora, aby zabezpieczyć byt swoich rodzin. Inni ludzie mają niezwykle talenty, np. umieją śpiewać, robić filmy albo zgłaszają genialne wynalazki – i oni też mają szanse na lepsze życie. Ale są tacy, co nie lubią specjalnie pracować, ani nie mają szczególnych talentów, a chcą żyć lepiej…I co się wtedy dzieje? Oni się łączą w grupy i udają, że mają świetne pomysły, aby wszystkim żyło się lepiej – dzięki tym obietnicom społeczeństwo daje im przywileje i dobrze sobie żyją!” Tak mi objaśniał niegdyś świat mój mądry Ojciec… Po latach dorosłego życia wiem, że było to żartobliwe uproszczenie, bo świat przez ostatnie dwa stulecia nie mógł się obejść bez polityków! Ich zajęcie wymagało niegdyś najwyższej odporności na stres, nadzwyczajnej inteligencji społecznej i samozaparcia w dążeniu do celu. Tak było kiedyś i trudna to była profesja - nie ma czego zazdrościć!

Skok technologiczny ludzkości spowodował, że politycy to dziś przede wszystkim gwiazdy medialne, showmani i ulubieńcy publiczności. Nie jest to wcale dziwne bo polityka dociera do ludzi za pośrednictwem mediów i nie ma innego sposobu. Politykom nie chce się dziś wiecować na placach czy przekonywać ludzi chodząc po domach. Nie mają na to czasu. Dla zwykłego człowieka mniej ważne są meandry gospodarki, których często nie rozumie – on chce oglądać na ekranie coś rozrywkowego i kogoś atrakcyjnego! Media teatralizują się więc, a postacie polityków występują przed milionami telewidzów jak bohaterowie seriali. Miliony ludzi czeka z dnia na dzień: i co to będzie dalej z tą Kluzik-Rostkowską? Media nie analizują - dzielą rzeczywistość na epizody, prowokują zdarzenia na ekranie - intrygujące, bo niedomknięte: ciąg dalszy nastąpi…. Wielka zmiana w stosunku do tego co było jeszcze kilkadziesiąt lata temu!

Problem jednak w tym, że wydarzenia i losy medialnych bohaterów polityki kreuje dziś nie kto inny ale… dysponenci mediów! Telewizja ma w Polsce 10 milionowa widownię i dysponuje kolosalną siłą rażenia : byle szaraczka może wynieść na bohatera a ośmieszyć szlachetnego herosa robiąc z niego życiową niedojdę. Media naprawdę mają władzę nad nami, a niektórzy nawet twierdzą, że stały się rodzajem opozycyjnej partii, która sama rozgrywa i eskaluje napięcia. Ale z drugiej strony, czyli za kulisami, sznurki w mediach pociągają często właśnie politycy – koło się zamyka i jest to prawdziwe BŁĘDNE KOŁO.

Od pewnego czasu obserwuję, że partie polityczne walczą nie o rząd dusz swych wyborców ale o media właśnie! Kierownictwa telewizji publicznej zmieniają się jak pary w tańcu odbijanym - na pysk wywala się dziennikarzy i na siłę zapełnia etaty służącymi własnej opcji. Chęć zawłaszczenia dziennikarzami idzie tak daleko, że obecnie redakcje już nie wystarczają. Przed jesiennym wyborami trwa bezpardonowa walka aby opanować (czytaj „odzyskać” ) Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W przyszłości będzie można występować z odezwami, blokadami, protestami oraz waleniem po głowie co zdolniejszych (ale nieposłusznych) przedstawicieli medialnego zawodu. Okiem dinozaura widzę to jednak nie jako zdarzenie szczególne, ale sygnał sytuacji szerszej. Bycie partią polityczną już nie wystarcza. Obama startując na prezydenta USA nie liczył na własną partię, ale oparł się na tysiącach organizacji pozarządowych, które go wyniosły. Dziś przywódcy potrzebują szerszego wsparcia. Dlatego Kaczynski tworzy „Ruch Społeczny 10 kwietnia” i gromadzi tłumy na Krakowskim. Tusk pragnie przyciągnąć wszystkich aktywnych i w miarę rozsądnych. Jako dowódca statku pokonującego dzielnie burze kryzysów i kataklizmów apeluje z kapitańskiego mostku: Wszystkie ręce na pokład! Świat XXI wieku wchodzi w nową fazę i organizacja społeczeństw musi ię zmienić.

Tymczasem partiom w Polsce dobrze się dzieje, dotacje ze skarbu państwa są kolosalne, wiec nawet mogą skrycie fundować to i owo ukochanym mediom. A gdybyśmy my, jako naród, chcieli zasponsorować wszystkie nasze partie - Polska zbankrutowałaby w ciągu kilku godzin! W sądowych rejestrach mamy obecnie kilkadziesiąt partii politycznych, które liczą, że wcześniej czy później dorwą się do koryta. W polityce też potrzebne jest poczucie humoru, mamy wiec Partię Poczucia Humoru ( przypomnijmy że Partia Amatorów PIWA dostała się kiedyś do parlamentu!). Związek Słowiański chce oderwać Polskę od UE i przyłączyć do Białorusi. Rejestruje się Polska Partia Internetowa, która zamierza działać w świecie wirtualnym. A Polska Partia Obrońców Zwierząt ma podobno wielkie lobby w kołach ministerialno– rządowych!

Nie jest jednak wcale pewne czy mnożenie partii i parlamentarna sejmokracja jest najlepszym sposobem życia współczesnych społeczeństw. Mądry Przywódca jest obecnie na wagę złota i systemy prezydenckie wygrywają na finiszu cywilizacyjnej olimpiady! Realnie patrząc na sprawy świata można się spodziewać, że partie i politycy coraz mniej będą miały do powiedzenia w globalnej wiosce. Dziś energii dostarczają narodom nie charyzmatyczni mówcy, ale sukcesy ekonomii i gry finansowe ze światem. Zapaść giełdy w Hong-Kongu może unieruchomić rynki Europy i Ameryki, niedbała hodowla saksońskich kiełków stała się postrachem pan-epidemii dla WHO a wybuchy wulkanów mogą paraliżować lotnictwo na innych kontynentach. Politycy narodowi, lokalni nie maja szans , by panować nad planetarną przestrzenią. Mogą robić mądre miny ale globalny świat wytrąca im argumenty. Być może przyszłość przypisze im raczej role w politycznym teatrze, bo na to się zapowiada…

Z pierwszej swojej profesji jestem krytykiem teatralnym i z tego okienka nieodparcie widzę życie polityczne w Polsce, jako gigantyczny spektakl. Na arenach śledzono kiedyś potyczki gladiatorów, a dziś podobne emocje wywołuje dyskusyjny boks w telewizyjnym studio. Wielkie zgromadzenia, jak to ostatnie w Gdańsku czy zadymy na Krakowskim Przedmieściu, to też rodzaj teatru i widowiska dla milionów… Zanim się zacznie tłumy „scenografów” i reżyserów”: omawiają jakie transparenty, jaka muzyka, gdzie kto i z której strony wkroczy, i jak będzie przemawiał. A wszystko robi się pod telewizję żeby dobrze wypadło na ekranie! „Teatr mój widzę ogromny” – pisał kiedyś Wyspiański…. Marzył o teatrze, w którym każdy może zaistnieć jako aktor i jako widz jednocześnie … To marzenie się właśnie realizuje.

13.06.2011

Wanda Konarzewska

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl