De temps à temps, proszę Państwa, bywa tak, że wyłazi szydło z worka. A gdy uderzy się w stół, nożyce się odzywają. Nie trzeba było długo czekać na reakcję wielce szanownego naszego kandydata red. Czabańskiego.

Owszem, miał prawo poczuć się „wywołanym” do odpowiedzi. Powinien był wręcz takiej odpowiedzi udzielić. Ale, trzymając się z fasonem języka dyplomacji – c’est le ton qui fait la chanson. A ten ton powoduje, że red. Czabański nie może być od tej pory traktowany jako poważny kandydat na prezesa naszej organizacji.

Zniosłem ze względnym spokojem zjazd warszawski, który red. Czabański jako przewodniczący (chwilowo) obradom mistrzowsko zmanipulował. Tak, chodzi o słynną uchwałę w sprawie „pobicia” p. Michała Stróżyka. Żaden głos sprzeciwu, żaden wniosek o lepsze poznanie sprawy przed podjęciem uchwały nie został przez prowadzącego obrady uwzględniony. Uchwała miała być – i była. Kosztem awantury i ogromnego niesmaku, ale co tam. Cel, jak wiadomo, uświęca środki. Dla niektórych – norma.

Z nieco mniejszym spokojem zniosłem zjazd delegatów, czyli pierwszy akt nienajlepiej napisanego dramatu. Z nieco mniejszym, gdyż podczas odpowiedzi na pytania zadawane kandydatom red. Czabański łaskaw był stwierdzić, iż „za jego czasów upartyjnienie mediów publicznych wyszło im na dobre”. Cytuję z zawodnej już pamięci, przepraszam więc za niedokładność, ale sens wypowiedzi taki właśnie był. Komentować wręcz nie warto – wypada jedynie ostrzec, że jeśli takie miałoby być stanowisko SDP pod (nie daj Boże) przewodnictwem red. Czabańskiego, to całe ponad 20 lat walki i niezależność mediów publicznych od aktualnie obowiązującej „jedynie słusznej opcji” można by śmiało spisać na straty, a wiele listów, uchwał (włącznie z moją, przedstawioną Zjazdowi Delegatów) i konkretnych działań – także poprzedniego Zarządu – umieścić w „okrągłym segregatorze” czyli koszu na śmieci. No ale cóż, może takich jak ja trzeba się będzie po spektakularnym sukcesie red. Czabańskiego i jego armii pozbyć? Pozbyć i rozliczyć, jak to zapowiedziano nam na wielce światłym portalu „niezależna.pl”…

Pokłady spokoju wyczerpały się jednak, gdy przeczytałem odpowiedź red. Czabańskiego na poprzednio zamieszczone na naszym portalu głosy Koleżanek i Kolegów.

Możemy, Szanowny Redaktorze, dyskutować, kłócić się, spierać, organizować popleczników – ale nie życzę sobie aby mnie Pan obrażał. Pozwolą Państwo, że zacytuję, nie z pamięci już, a z oryginału:

„Redaktorze Grzegorzu Cydejko, współczuję Ci serdecznie i dziękuję Bogu, że nie obdarował mnie takimi stronnikami, jakimi Ciebie…no, chyba jednak pokarał? Myślę, że zasługujesz na lepszych, bo trudno mi uwierzyć, że chciałbyś  budować SDP o standardach, jakie zaprezentowali wymienieni autorzy. W każdym razie, serdecznie Ci tego życzę, podobnie jak w ogóle powodzenia!”

Redaktorze Krzysztofie Czabański, informuję Pana, że – w mojej przynajmniej opinii – pogrzebał pan tymi słowami jakąkolwiek szansę na kompromis, do tej właśnie Pańskiej wypowiedzi jeszcze możliwy.

Cieszę się, że jestem wśród tych, którymi Bóg pokarał Grzegorza. Jestem z tego wręcz dumny, bo to ludzie wiele znaczący w środowisku, połączeni – a nie podzieleni – mimo różnic wieku i doświadczenia – wspólną wizją. Wizją organizacji jednej dla wszystkich, niezależnie od wyznawanych poglądów. Bo w takiej organizacji żadne nie będą „jedynie słusznymi”, nie będzie w niej „dyscypliny partyjnej”…

Wydawało mi się do wczoraj (piszę te słowa 14 czerwca), że nie będzie mieć większego znaczenia, czy prezesem zostanie Cydejko, a wiceprezesem Czabański lub na odwrót. Że tak naprawdę – w ten czy inny sposób – im obu chodzi o to samo, o dobro naszego Stowarzyszenia. Jakże się myliłem… stary a głupi…

Aż nie chce mi się myśleć, co jeszcze czeka nas przed kolejną odsłoną zjazdu. Ile jeszcze padnie słów, które padać nie powinny, ile osób jeszcze bez powodu zostanie obrażonych. No cóż, w końcu to słowem posługujemy się na co dzień, to jest nasza broń. Jeśli będziemy musieli używać nadal tej broni w bratobójczej jednak walce – to będziemy. Pamiętać należy jedynie, kto pierwszy wystrzelił. Nie była to „Aurora”…


 

Bartosz Ławski


14 czerwca 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl