Renata Lipińska – Kondratowicz

Nie jestem typem wiecowej mówczyni i wolę pisać a mam i ja - szara SDP-owska mysz parę pozjazdowych refleksji.Po pierwsze – jestem przeciwna i tu zgadzam się z Krzysztofem Czabańskim (który mnie ubiegł w swojej wypowiedzi) w dzieleniu obecnego SDP-u na pół. Nie dzielmy się!

Już raz to przerabialiśmy i przyniosło to różne skutki (nie tylko towarzyskie) ale przede wszystkim oznaczało długie chandryczenie się i procesowanie się o dom na Foksal, majątek, książki, archiwa itd.

Przede wszystkim jednak kolejny podział oznaczałby zredukowanie roli SDP – do roli małego pionka ze słabym głosem w debacie o mediach. Idąc bowiem dalej takim tokiem rozumowania i znając nasz talent do pieniactwa doszlibyśmy do absurdu w wyniku, którego najlepiej byłoby Dom Dziennikarza od razu podzielić na 2700 cegiełek i rozdać po garści ziemi z Kazimierza każdemu z obecnych jego członków.

Po drugie: – Nie podoba mi propozycja J.Kłosińskiego ustalania kandydatur na Prezesa SDP-u na jego zapleczu, namawianie obecnych do wycofania się, szukania jakiegoś moderatora itp. Prezes ma być wybrany w demokratycznych wyborach, a nie w wyniku obrad przy jakimś dziwnym stoliku.

Po trzecie – Zjazd, który odbędzie się prawdopodobnie we wrześniu (w chwili, gdy to piszę nic jeszcze o terminie zjazdu nie wiadomo) może odbyć się w innym składzie: może pojawią się na nim wszyscy delegaci, a jest ich na liście ponad 170, może zabraknie paru z tych co byli, może ci co wstrzymywali się do głosu nabiorą wreszcie sympatii do któregoś z kandydatów…

Po czwarte: - Chcę krótko uzasadnić dlaczego jeden z kandydatów, chociaż obaj nie są idealni, budzi moje większe zaufanie (chyba, że objawi się nam nagle jakaś nowa „gwiazda”, która olśni wszystkich, w co jednak wątpię).

Otóż głosowałam i będę głosowała na Grzegorza Cydejkę nie tylko dlatego, że jest młodszy i przystojniejszy od swojego kontrkandydata.

Otóż Grzegorz Cydejko jest przede wszystkim postacią „czystą”, jak się dziś mówi transparentną, nie zamieszaną w żadne polityczne spory czy afery. Za Krzysztofem Czabańskim zaś ciągnie się gęsta i mało przejrzysta chmura różnych oskarżeń, podejrzeń a nawet wniosków o bezprawne działanie składanych do prokuratury. Nie jestem dziennikarzem śledczym, a zatem nie twierdzę, że tak faktycznie było (i mam nadzieję, że K. Czabański nie poda mnie do sądu o rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości), ale zacytuję tylko parę faktów powszechnie znanych, które można znaleźć w Internecie. Zaczęło się to od spółki Telegraf… Potem latach 90-tych, gdy piastował na raz 2 funkcje: był jednocześnie Przew. Komisji Likwidacyjnej RSWA Prasa i jednocześnie prezesem rachitycznej PAI, nie przynoszącej zysków i „zjadającej własny ogon”, skutecznie zabiegał i przekazał, niejako sam sobie, 60 mln zł po nieboszczce RSW, aby jak sam twierdził te pieniądze nie zniknęły w czarnej dziurze Skarbu Państwa.

Później te pieniądze rozdysponował pomiędzy kilka spółek, na których czele stali między innymi jego syn i druga żona. Jego późniejsza działalność w Polskim Radiu, jest już szerzej znana, a płacz i złorzeczenia ponad 500 osób wyrzuconych z pracy i słyszalne do dziś. Pan Czabański został również oskarżony o bezprawne złożenie podpisu pod listem intencyjnym w sprawie naziemnej telewizji cyfrowej bez upoważnienia zarządu Polskiego Radia i bez konsultacji z Radą Nadzorczą. Później usiłował zmienić protokół z posiedzenia zarządu PR, aby mieć dowód, że miał prawo podpisać ów list. 29 stycznia 2008 r. przew. Rady Nadzorczej złożyła zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez Czabańskiego.

Listę zarzutów można ciągnąć dalej ale moja konkluzja jest jasna: nie życzę sobie, aby ten kawaler orderu im. Grzegorza Wielkiego wręczonego mu przez T. Sakiewicza za zasługi dla „Gazety Polskiej” był moim prezesem.

Za Grzegorzem Cydejką przemawia jego apolityczność, umiejętności organizacyjne, które już wykazał jako prezes oddziału warszawskiego, trzeźwe patrzenie na naszą organizację okiem ekonomisty, talenty koncyliacyjne, energia i zaraźliwy optymizm.

I ostrzegam jeszcze p. Czabańskiego – bycie prezesem SDP, to nie tylko splendor czyli ładny tytuł przed nazwiskiem. To ciężka praca. ZA DARMO. Wie o tym najlepiej Krysia Mokrosińska, której to i owo zarzucano, nie można było jednak jej odmówić ogromnej pasji, poświęcenia niemal swojego życia dla tej organizacji.

Pana Czabańskiego przyzwyczajonego do dobrze płatnych funkcji prezesur i członków rad nadzorczych o taki heroizm nie posądzam.

I jeszcze jedno: niech p. Czabański nie kokietuje ani młodzieży dziennikarskiej ani tzw. terenu.

Śpiewka o tym, że należy młodzież przyciągnąć do SDP jest stara jak świat i słyszę ją na każdym zjeździe. Jeżeli chodzi o tzw. teren, to ujawnia się tu nieznajomość realiów pracy w SDP-ie (pan Czabański uaktywnił się dopiero na Zjeździe). Gdy ludzi spoza W-wy jest zbyt dużo w składzie czy zarządu czy komisji następuje jej paraliż, bo po prostu jej członkowie nie przyjeżdżają na spotkania i nie można nic ustalić czy podpisać. Praktyka pokazała, że tak naprawdę, to pracuje w SDP -ie ta nielubiana ”warszawka”. I podziwiam tych ludzi za to, że im się chce.

I właśnie takich mądrych „pracusiów” życzę sobie i na fotelu prezesa i krzesłach członków zarządu.

 

11 czerwca 2011

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl