Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Stowarzyszenia Ordynacka i były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji reprezentujący SLD, zastanawia się w wywiadzie dla gazety "Polska The Times", czy PO nie chce mieć 100 proc. wpływu w Krajowej Radzie, o czym miałyby świadczyć ostatnie zachowania w Senacie. Sugeruje też ironicznie schizofrenię u polityków PO.
Jego zdaniem w KRRiT i telewizji publicznej rządzi układ rządowy. „We wszystkich tych ciałach PO i PSL mają większość, począwszy od Krajowej Rady, poprzez rady nadzorcze radia i telewizji, a skończywszy na zarządzie TVP” - powiedział Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Anitą Czupryn.
„- Jeśli weźmiemy to pod uwagę, no to ostatnie zachowania w Senacie można interpretować albo jako walkę frakcyjną wewnątrz samej PO, bo przecież PSL nie popiera tych zmian. Albo jako zapowiedź nowej koalicji, PO z PiS. A może PO chce mieć 100 proc. wpływu w KRRiT? Jest też inna interpretacja: to może być początek schizofrenii u polityków Platformy (śmiech)”.
Anita Czupryn przypomina, że „za dwa tygodnie Sejm również odrzuci sprawozdanie KRRiT. Wówczas jej los znajdzie się w rękach prezydenta Bronisława Komorowskiego”. Co zrobi prezydent? Na to pytanie Czarzasty nie odpowiada jednoznacznie: „Wydaje mi się, że prezydent w ostatnich czasach zachowuje się racjonalnie. Będę z ciekawością czekał i analizował, co zrobi. Na pewno Bronisław Komorowski nie jest uwikłany w rozgrywki wewnątrzpartyjne, czemu ostatnio kilkakrotnie dał wyraz. Trzeba podkreślić, że KRRiT nie zajmuje się wyłącznie mediami publicznymi, ale również prywatnymi, cyfryzacją, ustawodawstwem, systemem finansowania. Wymiana składu oznacza, że nowi członkowie znów będą się musieli uczyć wszystkiego na nowo. Takie zabawy to działania na szkodę państwa” – podkreśla rozmówca dziennika „Polska The Times”.
Czytaj więcej:
opr. tor
Radio ZET przeprosi ministra Drabę?
Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał dziennikarzowi Radia ZET i rozgłośni przeproszenie byłego zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta (wtenczas Lecha Kaczyńskiego) Roberta Drabę za podanie w eterze jakoby „ lobbował na rzecz korzystnych rozwiązań hazardowych dla Totalizatora”.
„Radio ZET ma emitować przeprosiny przez trzy kolejne dni w serwisach informacyjnych o godz. 15. Ma także opublikować je w dzienniku "Rzeczpospolita" na stronie A9 takim samym drukiem, jak artykuł, którego inspiracją była informacja dziennikarza Radia ZET, oraz w serwisie Onet.pl” – informuje o orzeczeniu sądu Radio TOK FM i przypomina materiał radia ZET z listopada 2009 roku. „Radio ZET podało, że w 2007 r. Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego miała lobbować na rzecz korzystnych rozwiązań hazardowych dla Totalizatora Sportowego, a osobą lobbującą miał być ówczesny zastępca szefa Kancelarii Robert Draba”.
<„Sąd zaznaczył, że na podstawie informacji Radia ZET powstały artykuły w "Rzeczpospolitej" i w serwisie onet.pl. W ocenie Sądu Okręgowego w Warszawie opublikowana informacja naruszyła dobra osobiste Roberta Draby, gdyż "nie można mówić, że doszło do lobbowania">.
„Sąd zaznaczył, że czym innym były działania władz Totalizatora Sportowego w Kancelarii Prezydenta i to mieściło się w pojęciu lobbingu; natomiast w przypadku działań prezydenckiego ministra lobbingu nie było. Przy naruszeniu jego dóbr osobistych należy działać w drodze "lustrzanego odbicia" - czyli przepraszać tak samo intensywnie, jak naruszane były dobra osobiste powoda” – relacjonuje Radio TOK FM.
Radio ZET rozważa apelację. „Czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku. Od jego treści uzależniamy dalsze postępowanie w tej sprawie” – odpowiedział portalowi sdp.pl Michał Aleksandrowicz z biura prasowego Eurozet.
Czytaj:
www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9814558,Radio_ZET_ma_przeprosic_b__ministra_Lecha_Kaczynskiego.html
opr. tor
Ludzie mediów wśród najbogatszych Polaków
Tygodnik „Wprost” drukuje w najnowszym wydaniu listę 100 najbogatszych Polaków. Wśród potentatów rynku nieruchomości, producentów leków i słodyczy oraz graczy giełdowych, znaleźli się także ludzie mediów. W pierwszej dziesiątce figurują nazwiska Solorza-Żaka i rodziny Wejchertów.
„Wprost” przypomina zawodową drogę właściciela Polsatu, który na liście tygodnika zajął 2. miejsce (majątek wart 7,9 miliarda złotych). Od pracy w Polskiej Misji Katolickiej w Monachium, przez firmę eksportową, aż do utworzonej w 1993 r. prywatnej telewizji, która jako pierwsza otrzymała koncesję na naziemne nadawanie. „Dla Polsatu zawsze najważniejszy był masowy widz” – czytamy w tygodniku. A Solorz-Żak cały czas musiał mierzyć się z atakami o obniżanie poziomu swojej telewizji. Zawsze tłumaczył jednak, że postępuje jak Rupert Murdoch – „robi to, co niezbędne, by rosła oglądalność”. Ten rok przyniósł właścicielowi Polsatu wiele profitów. „Sprzedał stację za 3,75 miliarda złotych kontrolowanej przez siebie spółce Cyfrowy Polsat (…). Poza tym Solorz rozwiązał wieloletni konflikt z Deutsche Telekom” – informuje „Wprost” i przypomina, że najważniejszy dla właściciela Polsatu jest teraz zakup akcji Polkomtela – operatora sieci komórkowej Plus GSM.
W pierwszej dziesiątce znalazła się też rodzina Wejchertów (7. miejsce z majątkiem wartym ponad 2,4 miliarda złotych), która w swoich rękach ma 64% udziałów w medialnym imperium ITI. Największa część holdingu – telewizja TVN – w zeszłym roku zwiększyła dochody o 375 milionów złotych – przypomina „Wprost”. Poza stacją Wejchertowie kontrolują też wydawnictwo Pascal, „Tygodnik Powszechny”, klub piłkarski Legia Warszawa oraz sieć Multikino.
Wśród 100 najbogatszych Polaków związanych ze światem mediów znaleźli się ponadto m.in.:
- Krzysztof Klicki – twórca i właściciel największego dystrybutora prasy, firmy Kolporter (20. miejsce z majątkiem wartym 1,25 miliarda złotych),
- Mariusz Walter – wiceprezydent i współudziałowiec Grupy ITI (28. miejsce z majątkiem wartym 850 milionów złotych),
- Hieronim Ruta – jeden z najbliższych współpracowników Solorza-Żaka, który dla telewizji Polsat budował w latach 90. sieć nadajników (30. miejsce z majątkiem wartym 800 milionów złotych),
- Wojciech Pluta-Plutowski – wydawca gazet lokalnych i regionalnych, np. „Przeglądu Kolskiego” i „Echa Turku” (47. Miejsce z majątkiem wartym 485 milionów złotych),
- Tomasz Kurzewski z żoną – założyciele firmy producenckiej ATM Grupa (100. miejsce z majątkiem wartym 135 milionów złotych).
Listę 100 najbogatszych Polaków opracowali dla „Wprost”: Jowita Flankowska, Tomasz Molga, Rafał Pisera i Sebastian Stodolak. W tworzeniu zestawienia brano pod uwagę m.in. wartość pakietów spółek giełdowych, roczny przychód i zysk netto poszczególnych firm oraz ceny sprzedaży nieruchomości. Korzystano także z informacji zamieszczanych w polskich i zagranicznych mediach.
Całą listę 100 najbogatszych Polaków drukuje w nowym wydaniu na str. 48-86 tygodnik „Wprost”.
Opr. OG
Człowiek Zetki za stołem jurorskim
„Przez 14 lat, gdy był szefem Radia Zet, konsekwentnie usuwał z ramówki poważną informację i zastępował ją popowymi przebojami. Teraz zastąpi Kubę Wojewódzkiego w jury telewizyjnego show „Mam talent” – czytamy we „Wprost”. O kim mowa? Tygodnik przybliża w nowym wydaniu sylwetkę Roberta Kozyry.
„Żeby zrozumieć zawodową historię Kozyry, trzeba cofnąć się do roku 1995. To wtedy pochodzący z Koszalina 26-latek dostaje szansę życia – obejmuje posadę dyrektora programowego, redaktora naczelnego i prezesa Radia Zet” – przypomina Urszula Hollanek na łamach tygodnika. „Zadanie atrakcyjne, ale i niebywale trudne. Kozyra ma zastąpić zmarłego niedawno założyciela radia Andrzeja Woyciechowskiego, postać dla zespołu Zetki kultową” – dodaje.
Jeden z ówczesnych współpracowników Radia Zet wspomina we „Wprost”, że Kozyra z początków pracy w Zetce, budził w ludziach radia popłoch. „Zaczął mocno kontrolować program. Słuchał radia na okrągło, dzwonił do prezenterów, wydawców i reporterów nawet w nocy. Ludzie sztywnieli, kiedy wyświetlał się jego numer” – czytamy w tygodniku.
Jakie konsekwencje niosło za sobą pojawienie się Kozyry w Radiu Zet? Urszula Hollanek przypomina, że przyszedł do Zetki, kiedy rozgłośnia miała już ugruntowaną pozycję opiniotwórczego medium, a zmiany, jakie nowy szef zaczął wprowadzać, skłóciły go z większością zespołu. „W 2000 r. w ramach protestu 28 pracowników Radia Zet wypowiedziało pracę” – pisze publicystka. I przywołuje opinię Emila Marata, reportera Zetki z czasów Kozyry, który wspomina: „Wykastrował informację, stawiając na tandetne formaty, z których powstało ostatecznie marne popradio”.
Ale obok konfliktów ze współpracownikami, Kozyra zapisał się w Radiu Zet czymś jeszcze. Mówi o tym na łamach nowego wydania „Wprost”: „Kiedy zaczynałem, Zetka była na skraju bankructwa. Brakowało pieniędzy nawet na opłacenie kolejnej transzy ogólnopolskiej koncesji. W ciągu roku doprowadziłem radio do poziomu, w którym miało 40% rynku radiowej reklamy. Stworzyłem sieć korespondentów w całej Polsce, zwiększyłem liczbę zagranicznych placówek, podpisałem kontrakt gwarantujący Zetce wyłączną współpracę z CNN” – chwali się w tygodniku były szef radia.
Kozyra stracił posadę w 2009 r. Nieoficjalnie mówi się, że powodem odwołania go ze stanowiska był znaczny spadek słuchalności stacji, która sięgała w roku odejścia Kozyry 16 proc. (w chwili kiedy RMF odnotowywało wtedy 26 proc.).
Urszula Hollanek przypomina w nowym „Wprost”, że od tygodnia Robert Kozyra występuje w nowej roli – jednego z jurorów talent show TVN. W „Mam talent” zastąpił Kubę Wojewódzkiego. Czy skutecznie wypełni lukę po swoim poprzedniku? – zastanawia się Hollanek. W odpowiedzi pisze, że sam Kozyra przed kamerami czuje się jeszcze niepewnie, ale „wyszukiwanie talentów to jego specjalność”.
Więcej w artykule Urszuli Hollanek „Mister Perfect” na str. 88-90 najnowszego wydania tygodnika „Wprost”.
Opr. OG
Z publicznej na salony
Ostatecznie porzucił telewizję publiczną i przeniósł do „salonowego” TVN. Czy na potrzeby salonu założy buty? – zastanawiają się w nowym wydaniu „Wprost” Iga Nyc i Grzegorz Łakomski. Publicyści na łamach tygodnika portretują Wojciecha Cejrowskiego.
Zaczynają od lat młodości, kiedy wszyscy byli przekonani, że Cejrowski zostanie handlowcem. „Smykałkę do biznesu ma do dziś, prowadzi swoje firmy, wynajmuje liczne nieruchomości. Ostatnio stworzył własną linię pstrokatych koszul hawajskich” – piszą publicyści. Przypominają też, że gospodarz programu „Boso przez świat” chciał zostać reżyserem, ale ostatecznie poszedł na aktorstwo, z którego po pierwszym semestrze zrezygnował. Już wtedy chodził boso, jednak dowiedział się, że w butach na obcasie głos inaczej brzmi. „Teraz, kiedy idzie na negocjacje handlowe albo skopać komuś tyłek w ostrym programie telewizyjnym, to obowiązkowo zakłada kowbojki. Natomiast wesoły niedzielny program podróżniczy realizuje boso” – czytamy we „Wprost”.
Nyc i Łakomski odmalowują na łamach tygodnika portret Cejrowskiego-konserwatysty. „W prowadzonym w połowie lat 90. programie publicystycznym >>WC kwadrans<< promował słowo >>ciemnogród<<. Głównymi wrogami Cejrowskiego byli i są zwolennicy prawa kobiet do aborcji i homoseksualiści” – piszą publicyści „Wprost”.
Przywołują także historie konfliktów dziennikarza-podróżnika z jego pracodawcami. Wspominają ostatnią kłótnię z TVP, którą Cejrowski podsumował: „Od miesięcy nie trwają żadne rozmowy z TVP, dostaję jedynie obiecanki, że ktoś zadzwoni albo odpisze na maila, a potem cisza”. Nyc i Łakomski piszą także o problemach dziennikarza z czasów kampanii wyborczej do europarlamentu, kiedy w swoim programie poparł oficjalnie na wizji kandydaturę Marka Jurka, za co był w telewizji „szykanowany”. Najnowsze komplikacje z szefostwem sięgają u Cejrowskiego 2011 r., kiedy z hukiem rozstał się z radiową Trójką – czytamy we „Wprost”. Dyrektorka Programu 3, Magda Jethon zaproponowała wówczas przeniesienie prowadzonej przez niego audycji z godziny 10:00 na 14:00. „Podróżnik uznał to za dyskryminację i nie chciał negocjować” – informują publicyści. I przywołują wypowiedź Jethon: „On poszedł później do Pudelków i tabliodów i zrobił z siebie ofiarę. A potem i tak przyjął ofertę Jedynki, która zaproponowała mu audycję o 13:00”.
Iga Nyc i Grzegorz Łakomski przypominają w nowym wydaniu „Wprost”, że Cejrowski przeniósł się z TVP1 do TVN Style, gdzie poprowadzi program „Wojciech Cejrowski. Boso”. Publicyści zastanawiają się, jak dziennikarz odnajdzie się w „salonowej” rzeczywistości lifestyle’owej stacji, które do tej pory negował.
Więcej w artykule Igi Nyc i Grzegorza Łakomskiego „Boso przez świat, w ostrogach przez politykę” na str. 91-93 najnowszego wydania tygodnika „Wprost”.
Opr. OG
Wojewódzki w teatrze absurdu
W rzeczywistości ofiara własnej popularności. Sukces zawdzięcza chamskim odzywkom prezentowanym na ekranie telewizora. W swoich programach może rozmawiać z gwiazdami znanymi i nieznanymi o czym chce, nawet o d… Maryni – tak o Kubie Wojewódzkim pisze w nowym wydaniu „Uważam Rze” Krzysztof Feusette.
Publicysta komentuje na łamach tygodnika decyzję ministra kultury o powierzeniu Wojewódzkiemu współorganizowania koncertu inaugurującego polska prezydencję w UE. „Błazen dostał bilet do komnat królewskich” – wyrokuje Feusette. Jego zdaniem, krok jaki podjął Bogdan Zdrojewski to przedłużenie bajki o „zagubionym wiecznie chłopcu, dla którego szczytem marzeń były rozpoznawalność i płynięcie z prądem na najwyższej fali”. Feusette wspomina też, że Wojewódzki zamierza współtworzonym przez siebie koncertem „zrobić narodową balangę”, która pokaże „inny” patriotyzm.
W „Uważam Rze” publicysta przypomina również zachowania Kuby Wojewódzkiego o podtekście rasistowskim. Pisze zarówno o głośnej ostatnio sprawie „telefonu do Murzyna”, którą współprowadzący „Poranny WF” w radiu Eska Rock tłumaczył konwencją teatru absurdu, jak i o audycji z grudnia 2010 r., w której Wojewódzki i Figurski „pastwili się nad nowym, ciemnoskórym posłem – Johnem Godsonem”. W kontekście takich wydarzeń, dla Feusette’a niezrozumiałym jest tłumaczenie ministra kultury, który broni współorganizatora koncertu inaugurującego polską prezydencję w UE, mówiąc, że to otwarta, szanująca wrażliwość innych osoba.
Dla publicysty tygodnika „Uważam Rze”, Kuba Wojewódzki stał się centralną postacią teatru absurdu (tłumaczenie rasistowskich odzywek taką konwencją uważa on za jeszcze większe „kretyństwo” niż same żarty o dyskryminującym rasowo charakterze), który tworzy. Postrzega go jako człowieka wypełnionego narcyzmem, niewiedzą i hipokryzją; jako „człowieka renesansu marksistowskich pojęć, człowieka orkiestrę, dętą i niezgraną, człowieka myślącego, bez przerwy o sobie”.
Więcej w tekście Krzysztofa Feusette „Wojewódzki teatr absurdu” na str. 32-33 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
Walczył o wolność słowa, teraz sam potrzebuje pomocy
„Gdy zgarnęli nas tajniacy Łukaszenki, pierwszą osobą, na której pomoc mogłem liczyć, był Andrzej Poczobut. Dziś to on potrzebuje pomocy” – pisze w nowym „Newsweeku” Michał Kacewicz. Na łamach tygodnika publicysta zarysowuje atmosferę dziennikarskiej działalności na Białorusi.
Kacewicz przypomina, że kiedy w 2005 r. grodzieńska milicja zatrzymała w czasie wyborów uzupełniających do parlamentu trzech dziennikarzy – w tym jego i fotoreportera „Newsweeka” – pod zarzutem sfałszowania dziennikarskich akredytacji, to Andrzej Poczobut jako pierwszy ich szukał i zorganizował protesty przeciwko ich uwięzieniu. „Akredytacja została odebrana w polskiej ambasadzie w Mińsku, a więc rodziły się podejrzenia, że białoruskie służby, atakując dziennikarzy, chcą wplątać polską dyplomację w jakiś skandal. Najgorsze było to, że nikt z zewnątrz nie wiedział, do którego komisariatu nas zabrano, kontakt ze światem został zerwany, bo Białorusini zabrali nam telefony komórkowe” – wspomina Kacewicz. I dodaje, że Poczobut był tym, który nie pozostał bezradny wobec tak patowej sytuacji – objeżdżał wszystkie grodzieńskie komisariaty, przyczynił się do zorganizowania demonstracji przed aresztem, w którym przetrzymywano dziennikarzy, ryzykował, nawołując do ich uwolnienia.
Teraz to Poczobut potrzebuje pomocy – pisze Michał Kacewicz na łamach nowego „Newsweeka”. „Grozi mu czteroletni lub jeszcze surowszy wyrok za rzekome obrażanie prezydenta Aleksandra Łukaszenki w artykułach i na blogu” – przypomina dziennikarz. Jego zdaniem, zatrzymanie korespondenta „Gazety Wyborczej” i działacza zdelegalizowanego Związku Polaków na Białorusi urasta to rangi symbolu „szaleństwa reżimu Łukaszenki”. „W obliczu galopującego kryzysu władza coraz bardziej dyscyplinuje własne społeczeństwo, a Polacy są wygodnym, pokazowym wrogiem. Surowo karząc Poczobuta, reżim będzie chciał udowodnić, że polska mniejszość – ręka w rękę Warszawą – knuje spisek przeciw Białorusi” – ocenia na łamach tygodnika Kacewicz. Dodaje, że białoruskie władze, osadzając w więzieniu dziennikarza „Gazety Wyborczej”, zamknęły „jedno z ważniejszych źródeł informacji o tym, co się dzieje za >>słomianą kurtyną<< odgradzającą Białoruś od Europy”.
Poczobut znał mechanizmy działania białoruskiej bezpieki na wylot – zapewnia Kacewicz. Reżim reagował na niego nerwowo. W grudniu 2010 r., kiedy władza zaatakowała opozycję frontalnie, milicja pobiła Poczobuta. Dziennikarz o tym napisał, mimo gróźb ze strony Kagebistów, i w kwietniu wrócił do więzienia. „Poczobut w więzieniu będzie dla władz równie niebezpieczny jak Poczobut na wolności” – konkluduje Kacewicz.
Więcej w artykule Michała Kacewicza „Niezłomny” na str. 72-73 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
