Nasz Internet ocieka nienawiścią, obelgami, epitetami, spływa błotem i krwią niewinnych. Człowiek człowiekowi wilkiem w kraju Prezydencji Europejskiej. Uczciwie powiedziawszy internetowi awanturnicy nie są wcale polskim wynalazkiem. W Niemczech i Francji masowo na tzw. forach obraża się emigrantów, w Rosji internauci przekleństwami i obelgami walczą przeciw spiskowcom narodowo-liberalno – socjalistycznym i wszelkim innym… Może w Polsce jest tego więcej, bo wszyscy walczą ze wszystkimi a poza tym nie ma społecznego sprzeciwu. Odwrotnie - wpisy wielu durniów czyta się jak przednie dowcipy i z radością są one podawane z ucha do ucha…
Od paru miesięcy chodziły słuchy, ze internet jest monitorowany i że będzie cenzurowany… Wreszcie bomba pękła i Fundacja Wiedza Lokalna przedstawiła rezultaty badań. Ciekawe, że stało się to nie w jakimś centrum prasowym lecz w Teatrze Dramatycznym miedzy spektaklami. Jako miłośniczka sztuki załapałam się na tę prezentacje przypadkowo, ale niewiele już potrafi mnie zadziwić: mogą ludzie teatru reżyserować widowiska polityczne, mogą więc informacje publiczne być podawane dziennikarzom w salach prób teatralnych! Zadziwił mnie natomiast geniusz naszych informatyków, którzy potrafili zmusić komputery by przejrzały zawartość 10 milionów polskich maili tropiąc słowa wrogości i nienawiści (jedyny taki program w Europie!) Wyszło szydło z tego worka dość niesympatyczne. Aż 123.000 postów zakwalifikowano jako wrogie I nienawistne – cyber - przemoc w rozwoju. Trudno liczyć, że wrzawa się uciszy skoro powstały już wyspecjalizowane firmy, które za pieniądze wypisują obelgi i wulgaryzmy przeciw każdemu, jak leci, jeśli tylko się im za to zapłaci.
A niech sobie wpisują…? Janusz Palikot twierdzi, że trzeba machnąć ręką, bo ludzie się w ten sposób leczą, a agresja w internecie pomaga ich pokręconej psychice wyjść na prostą. To prawda, że społeczeństwo wygląda ostatnio jakby sfiksowane i szpitale psychiatryczne pękają w szwach, ale może właśnie dlatego warto powstrzymać to tsunami nienawiści wzajemnej, które zaczyna nas podtapiać.
Od dawna wiemy, że słowo ma moc energetyczną i potrafi stać się ciałem. Materializacja nastąpiła m.in. w Łomży. Jest tam prywatny portal „4Łomża” , na którym w ostatnich czasach zaczęło się pojawiać bardzo dużo agresywnych i nienawistnych postów przeciw Czeczenom. Łomża i pobliski Czerwony Bór gości bowiem uchodźców choć miejscowi są bardzo niegościnni... Posty przybierały na sile i na emocjach aż w mieście pojawiły się agresywne zachowania w stosunku do „czeczeńskich pasożytów” i policja musiała wzmocnić ochronę! Komputerowcy pochyli się wtedy nad postami… Po śladach, po łączach, po nitce do kłębka wykryli, że posty wpisywane są wcale nie w Łomży, ale gdzieś na Podkarpaciu. Inne analizy wykazały , że prawdopodobnie stoi za tą akcją jakiś pojedynczy hobbysta, zagorzały przeciwnik innowierców. Tajemniczy ów osobnik pracowicie objeżdżał internetowe kawiarenki Podkarpacia i zasilał codziennie portal swoimi opiniami na temat „czeczeńskiego plugastwa” zawzięcie dyskutując sam z sobą. Gdy miejscowa prasa doniosła, że komputer analizuje posty - spryciarz z Podkarpacia zmienił język zastępując słowo Czeczeni nic nieznacząca metaforą „Agresywne pasożyty”. I nie wiadomo czy to o Czeczenach mowa, czy o karaluchach? Komputery zgłupiały i trzeba było przeprogramować.
Jestem osobą odporną na stres i z postów, adresowanych do mnie na portalu „wpolityce”, mogę się co najwyżej pośmiać
Szczególną radość sprawiły mi te pełne pieszczotliwej czułości i troski o moje zdrowie: „ Czy to stare czupiradło jeszcze żyje? ” Są jednak ludzie, którzy dramatycznie przeżywają agresywne wpisy, dorabianie im gęby i życiorysów. Znane są nawet przypadki samobójstwa z powodu tego, że ktoś przeciw komuś zamieścił w internecie coś kompromitującego i jeszcze bezczelnie niesprawiedliwego! Tak więc… tak jak obrońcy słowa mają prawo do wolności wypowiedzi - tak i inni mają prawo do spokoju do niebycia zastraszanym i poniżanym - ponieważ my wszyscy mamy prawo do życia w godności!
Niektórzy twierdza, że to politycy nawarzyli nam piwa i to oni zaczęli język brutalnej konfrontacji. Coś w tym jest, bo przykład idzie z góry, a ryba psuje się bez głowy…. Tylko dlaczego społeczeństwo okazało się tak podatne na ten fatalny przykład?
Intryguje mnie ów rozbójnik z Podkarpacia buszujący po łomżyńskim portalu z obnażoną szablą… Wyobrażam go sobie jako osobę raczej bezrobotną, zakompleksiałą i sfrustrowaną, bezinteresownie nieżyczliwą i pełną nienawiści przede wszystkim do… siebie samego. Nie umie podnieść sobie samooceny inaczej, jak poprzez atak na tego, który jest słabszy i na dodatek innej wiary. Internet pozwala pofolgować uczuciom najciemniejszym i najbardziej nienawistnym. Tak się na świecie porobiło, że można to robić bezkarnie, bo anonimowo.
Niegdysiejsze „środki masowego przekazu” nazywamy obecnie „ środkami masowej komunikacji” Czy taka komunikacja rzeczywiście istnieje? Od chwili gdy media elektroniczne opanowały nasze umysły, a ludzie się strasznie rozmnożyli i stali się masą -wielkie są z tą międzyludzką komunikacją problemy! Socjologowie biją obecnie na alarm: parę milionów ludzi odwraca się plecami do państwa i do wspólnoty obywatelskiej - nie interesują się polityką, nie chodzą na wybory, nie czytają gazet ani książek… WYKLUCZENI - niektórzy z powodu swojej inności, a większość z powodu biernej, życiowej postawy! Nie nadążają w wyścigu szczurów, nie wierzą w obietnice ani ideały: solidarność, niezależność, sprawiedliwość… Dla nich te słowa opustoszały i denerwują ich ci, co je głoszą.
Myślę, że badania zawartości internetu mogą być kluczem do poznania stanu umysłów w Domu Wielkiego Brata, czyli życia w społeczeństwie informacyjnym. Sondaże nie dają nam tej szansy: są manipulowane, trochę przekłamane, a ankieterom nie odpowiada się szczerze.
W Domu Wielkiego Brata są więc miliony, które ostentacyjnie nie chcą uczestniczyć we wspólnocie, ale chcąc nie chcąc są mieszkańcami XXI stulecia. Nikt nie lubi gdy się go pomija i lekceważy. Wpisują więc obelgi i wulgaryzmy spodziewając się, że ktoś to jednak przeczyta: poczuje się urażony. dotknięty, zagniewany… W ten dziwny sposób, zadając wokół rany, komunikują się ze społeczeństwem. Każda reakcja jest lepsza niż obojętność. Widocznie nie mają innego pola, żeby się pokazać, nie mają innego miejsca gdzie mogliby zaistnieć. Zastanawiam się czy dynamika wrogich postów w polskim internecie nie sygnalizuje nam niedostatku społecznej komunikacji?
A… media lokalne ? Czasem oglądam telewizje lokalne. Zawsze widzę to samo: usztywnione studio i notable różnych maści wygłaszają tyrady. A życie z jego problemami, dramatami i heroiczną codziennością toczy się gdzie indziej! To spostrzeżenie chciałabym przekazać ukończonej właśnie VI Konferencji Rad Programowych Radia i Telewizji…. Media w kryzysie… bo podobno pieniędzy nie dają na utrzymanie Ośrodków? A jakby zlikwidować w ogóle studio i budynek Regionalnego Ośrodka, który wysoko wznosi się nad miastem? A co by się stało, gdyby telewizje lokalne weszły w tłum i wszystko, co chcą przekazać i czego się chcą dowiedzieć relacjonowały z ulicy, ze sklepu, z przychodni, ze szkoły, z domu – ze wszystkich miejsc, gdzie żyją ludzie, którzy chcą się wypowiedzieć, a nie tylko wysłuchać. Ależ byłyby wtedy oglądane i komentowane! Wszyscy wiedzą, że już nie te czasy, by poruszać się w starych, wyboistych koleinach – a jednak słaba nadzieja na medialne eksperymenty! Telewizje wydają się tu bez szans. Zawłaszczone przez polityków będą im wiernie służyć aż do kompletnego bankructwa.
Sceptycznie patrzę na próby karania za chamskie wpisy w internecie. Nie wierzę, by dorosłe społeczeństwo można było przepisami prawnymi uczyć dobrych manier. Ważne natomiast wydaje mi się,by ludzie mieli możliwość osobistego wypowiadania się i opuszczali te swoje jaskinie społecznego wykluczenia…. Nikt nikomu wprawdzie teraz ust nie knebluje, ale nie ma miejsca, gdzie miliony mogłyby się z sobą (czyli z milionami innych) spotkać i porozmawiać.
Niestety, społeczeństwo obywatelskie słabo się u nas rozwija: NGO załatwiają swoje sprawy na boku, nie ma działań integrujących społeczeństwo. I nie widzę innej szansy jak tylko spotkania w świecie wirtualnym, nieskończenie pojemnym i w miarę bezpiecznym - tam wszyscy czujemy się swobodnie i wszyscy jesteśmy tam równi! Powodzenie portali społecznościach mówi samo za siebie. Coraz więcej ludzi będzie poszukiwać przez Internet znajomych i przyjaciół, coraz więcej logować się na portalach, aby wyrazić siebie przez opinie, rady i poglądy. Tędy prowadzi droga wyjścia z jaskini osamotnienia i jest to zarazem sposób na łagodzenie obyczajów – także w Internecie… Myślę, ze zacietrzewione portale polityczne wcześniej czy później odejdą w niepamięć. Pozostaną te, dające szansę na szczerą, kulturalną dyskusję o sprawach interesujących wszystkich.
A takim portalem debaty jest i będzie jeszcze bardziej w przyszłości portal SDP – głęboko w to wierzę i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Wanda Konarzewska
23 czerwca 2011
