Wyłapują nielegalne treści w Internecie
Dyżurnet.pl przyjmuje miesięcznie ponad 400 zgłoszeń o nielegalnych treściach w Internecie – informuje portal rp.pl.
Czym jest Dyżurnet.pl? To zespół działający od 2005 roku w Narodowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, instytucie badawczym powołanym przy Uniwersytecie Warszawskim. Instytut zajmuje się m. in. bezpieczeństwem teleinformatycznym.
„Dyżurnet.pl został powołany do zwalczania w sieci materiałów prezentujących między innymi seksualne wykorzystywanie dzieci. - Przyjmujemy od internautów zgłoszenia anonimowe, głównie za pomocą formularza na naszej stronie. Można też do nas zadzwonić albo przesłać e-mail - mówi Anna Rywczyńska z NASK”.
Czego dotyczą zgłoszenia? Przede wszystkim „materiałów z pornografią dziecięcą (19 proc.), erotyki oraz nudyzmu dziecięcego. Osobna grupa - 28 proc. przypadków -zakwalifikowana została jako „Inne treści". W tej grupie są między innymi witryny, które odsyłają do innych stron prezentujących seksualne wykorzystywanie dzieci oraz forów z linkami i hasłami dostępu do materiałów zawierających nielegalne zdjęcia”.
Są też zgłoszenia dotyczące agresji.
„Zespół zwraca też uwagę na problem prywatności użytkowników sieci, który jest związany z popularnymi ostatnio serwisami społecznościowymi. - Dzieci rejestrują się na Facebooku, podaję swoje dane, a rodzice nic o tym nie wiedzą. Zdarza się też, że dzieci kontaktują się przez ten portal z nieznajomymi - ostrzega Rywczyńska”.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/118849,678523_Dyzurnet_pl_przy_NASK__zgloszenia_na_nielegalne_tresci.html
opr. tor
Prokurator żąda dla Poczobuta 3 lat!
Trzech lat kolonii karnej żąda prokurator dla Andrzeja Poczobuta, sądzonego w Grodnie dziennikarza „Gazety Wyborczej” – informuje Radio TOK FM.
Proces odroczono do wtorku, 28 czerwca. Obrońcy Poczobuta jeszcze nie przemawiali.
Białoruski korespondent „Gazety Wyborczej” i działacz nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi oskarżony jest o zniesławienie oraz znieważenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Czytaj:
www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,9837807,Bialoruski_prokurator_zada_dla_Poczobuta_trzech_lat.html
opr. tor
Sąd: służby mogły podsłuchiwać dziennikarzy
Warszawski sąd odrzucił w środę zażalenie dziennikarza "Gazety Wyborczej" Wojciecha Czuchnowskiego. Uznał, że służby nie złamały prawa podsłuchując jego i innych dziennikarzy. Złamanie przepisów o podsłuchach uznał jedynie za przewinienie służbowe. Oraz że podsłuchy nie naruszyły prywatności dziennikarza – informuje Ewa Siedlecka w „Gazecie Wyborczej”.
Wojciech Czuchnowski złożył zażalenie „na umorzenie przez zielonogórską prokuraturę śledztwa w sprawie łamania prawa przy podsłuchiwaniu dziennikarzy i polityków. Śledztwo wszczęto w 2007 roku po zawiadomieniu ówczesnego szefa Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Janusza Zemke (SLD)”.
Prokuratura umorzyła śledztwo już rok temu, bo nie znalazłą dowodu na popełnienie przestępstwa. „W tym samym czasie Wojciech Czuchnowski dotarł do raportu z wewnętrznej kontroli przeprowadzonej w CBŚ (…), w którym stwierdzono nagminne łamanie przepisów dotyczących zakładania podsłuchów. W przypadku Czuchnowskiego było to m.in. wyłudzenie zgody sądu na podsłuch "NN", czyli osoby o nieustalonej tożsamości. Funkcjonariusze wiedzieli, że telefon należy do spółki "Agora" wydającej "Gazetę Wyborczą", ale nie poinformowali o tym sądu. W raporcie z wewnętrznej kontroli w CBŚ napisano: "zespół kontrolny stwierdził, że w trakcie trwania wymienionej k.o. [kontroli operacyjnej], pomimo uzyskania po kilku dniach podczas odsłuchu zarejestrowanych komunikatów wiedzy, że NN osoba jest dziennikarzem pracującym w "Gazecie Wyborczej" i nie prowadzi rozmów związanych ze sprawę - niezwłocznie nie zakończono stosowania k.o." Stwierdzono także, że - wbrew standardom - podsłuch założono na podstawie jednej informacji z niesprawdzonego źródła. Kontynuowano go mimo, że było jasne, że dziennikarz nie ma nic wspólnego z prowadzoną przez służby sprawą (rzekomego planowania przez prywatnego detektywa Rafała R. zamachu na ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę). I że nie zniszczono materiałów z tego podsłuchu mimo, że nie zawierały informacji istotnych dla przeciwdziałania czy ścigania przestępstw”.
„Zielonogórska prokuratura mimo, że znała treść tego raportu pokontrolnego, umorzyła postępowanie nie znajdując dowodów na niedopełnienie obowiązków czy przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy. Uzasadnienie jest tajne, ale można się domyślać, że podzieliła opinię wyrażoną w raporcie, że te naruszenia przepisów dotyczących podsłuchów były "niedopełnieniem formalizmów", czyli przewinieniem dyscyplinarnym, które się przedawniło. W środę te opinię podzielił warszawski sąd” – informuje Ewa Siedlecka w „GW”.
Posiedzenie sądu było tajne. Ale „GW” dowiedziała się nieoficjalnie, że „w ustnym uzasadnieniu sędzia Anna Kwiatkowska uznała, że zakładając dziennikarzowi podsłuch funkcjonariusze nie wiedzieli, do kogo należy telefon, a w Agorze pracują nie tylko dziennikarze. Uznała, że policjanci nie działali z zamiarem wyrządzenia krzywdy Czuchnowskiemu. I że podsłuch nie naruszył ani jego prywatności, ani jego interesów jako dziennikarza, bo utrzymując różne kontakty musi liczyć się z tym, że wejdzie w relację z osobą, która jest podsłuchiwana”. Wcześniej – przypomina Siedlecka –„Czuchnowski dostał w tej sprawie status pokrzywdzonego, co oznacza, że sąd (w innym składzie) uznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego interes (jako osoby i jako dziennikarza) został podsłuchem naruszony”.
Dziennikarzowi pozostaje złożenie skargi do Strasburga i „dochodzenie zadośćuczynienia od policji na drodze cywilnej, za naruszenie dóbr osobistych”.
Warszawski sąd oddalił też zażalenie dziennikarza TVN 24 Macieja Dudy „na kontrolowanie przez służby jego billingów telefonicznych”.
„Wojciech Czuchnowski mając, jako pokrzywdzony, dostęp do jawnej części akt zielonogórskiego śledztwa odkrył, że w latach 2005-2007 służby pobierały billingi dziesięciu dziennikarzy chcąc ustalić, z kim się kontaktują: Czuchnowskiego, Bertolda Kittla (wówczas "Rzeczpospolita"), Moniki Olejnik (TVN24, Radio Zet), Cezarego Gmyza ("Rzeczpospolita"), Bogdana Wróblewskiego ("Gazeta Wyborcza"), Romana Osicy i Marka Balawajdera (RMF FM), Piotra Pytlakowskiego ("Polityka") i Andrzeja Stankiewicza ("Newsweek"). Sąd stwierdził, że ABW i CBA, które pobierały te billingi, robiły to w ramach prowadzonych spraw. Tym samym nie uznał argumentacji, że kontrolując billingi dziennikarzy służby naruszały prawem chronioną tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji (chroniąca nie dziennikarzy, ale ich informatorów”.
Czytaj:
wyborcza.pl/1,75248,9832904,Sad__podsluchiwanie_dziennikarza__Gazety__to_nie_przestepstwo.html
opr. tor
