Podwójny numer Forum Dziennikarzy (102/103 – 2011) przygotowany specjalnie na zjazd SDP liczy 94 strony, o 24 mniej od poprzedniego. Odchudzony, ale jak zawsze ze swadą prowadzony przez wieloletniego redaktora naczelnego, Stefana Truszczyńskiego, przynosi kilka interesujących artykułów, które również po zjeździe pozostają ważne i aktualne. Wiadomo bowiem, że w czasie obrad delegaci, zajęci głównie wyborami, nie mieli okazji przedyskutować zarówno wewnętrznych spraw Stowarzyszenia, jak i porozmawiać szerzej o kondycji i uwarunkowaniach społecznych, politycznych, itd. zawodu dziennikarza w Polsce. A przecież jest o czym.

Wstępniak Stefana Truszczyńskiego pozwala uwierzyć, że SDP ma się dobrze; jest baza materialna, finanse stoją nieźle, rozrastamy się w kraju i za granicą. Zaskoczeniem dla wielu może być informacja, że posiadamy koła SDP na obczyźnie, w tym m.in. w Łucku, Edynburgu i Nowym Jorku. Ale gdy redaktor przechodzi na nasze podwórko krajowe, to obraz nie jest już tak wesoły. Sytuacja terenowych oddziałów TVP jest fatalna. Wynika ona z „frymarczenia abonamentem radiowo-telewizyjnym” i z „kapturowych konkursów na prezesów”. Autor wzywa do zjednoczenia wysiłków wszystkich dziennikarzy. A z tym jak mi się wydaje będzie niezwykle trudno, bo środowisko jest podzielone jak nigdy dotąd, a pracownicy komercyjnych redakcji nie rozumieją dlaczego mieliby wspierać państwowe (zwane publicznymi) koncerny radiowo-telewizyjne. I pewnie myślą, żeby każdy myślał o sobie. W ten spełni się stara bajka, że wśród „serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.

Ale jest też w artykule poruszony drugi – niemniej istotny dla przyszłości dziennikarstwa w Polsce, a może i na świecie – wątek interentowy. Zdaniem Stefana Truszczyńskiego do internetu wlewa się ekshibicjonizm, z którym – pisze autor – trzeba walczyć nie siłą, a perswazją i cierpliwością. I pisać pod nazwiskiem, nie anonimowo. Bo tak naprawdę w tym świecie istnieje pozorna anonimowość – w sieci ciągle jesteśmy obserwowani i stale identyfikowani.

Ten artykuł otwiera dyskusję o naszym Stowarzyszeniu i poprzedniej kadencji Zarządu Głównego, która jednak (mam na myśli dyskusję) – jak na numer „zjazdowy” - nie była zbyt rozległa... Trudno mi o tym pisać jako członkowi tego gremium, dlatego ograniczę się wyłącznie do selektywnego zrelacjonowania treści, powstrzymując się od komentarza.

Z rozmowy z prezes SDP Krystyną Mokrosińską, przeprowadzonej przez Stefana Truszczyńskiego dowiadujemy się, że Pani Prezes czasem odpoczywa, a sypia z pomocą środków pomagających w zasypianiu. To chyba najkrótszy komentarz dotyczący tego, co czeka przyszłego prezesa. Na koniec wywiadu Krystyna Mokrosińska na pytanie co jest ważniejsze „być czy mieć” odpowiada: „ważne jest móc spojrzeć sobie w oczy w lustrze”. Zwięzła definicja przyzwoitości, o której powinni pamiętać dzienniakarze, o czym poniżej.

Kolejne strony zawierają przedruk słynnego już artykułu Stefana Bratkowskiego o „pełzającym faszyzmie” (moje określenie tez S.B. – red.) i reakcję Jacka Wegnera na ów artykuł. Tezy Stefana Bratkowskiego są szeroko znane, wiec pominę ich przedstawienie, a skupię się jedynie na drugiej wypowiedzi.

Jacek Wegner rozpoczyna swój wywód od argumentów ad personam analizując życiorys Stefana Bratkowskiego i przypominając, że przed 1980 rokiem należał on do PZPR, nie narażał się cenzurze, a w 1980 roku – sugeruje autor – zorientował się, że może zacząć sprawować „rząd dusz” i czerpać z tego niebywałe korzyści. Kolejne fragmenty artykułu odnoszą się krótko do działalności Stefana Bratkowskiego po 1989 roku, kiedy został honorowym prezesem nowego – starego SDP, do wystąpienia Bratkowskiego w czasie ostatniego (tego z 2008 roku) zjazdu SDP, i kończą przypomnieniem treści artykułu zamieszczonego w Studiu Opinii. Autor stawia pytanie: „dlaczego autor, kiedy należał do PZPR nie straszył (się i nas) upiorami?” Jacek Wegner kończy swój artykuł ironicznym stwierdzeniem, że trzeba współczuć Bratkowskiemu, a nie naigrawać się z niego, jak to uczyniło kilku publicystów.

Wydaje mi się, niezależnie od jakości argumentów przedstawionych przez Stefana Bratkowskiego o zagrożeniu faszyzmem w Polsce (teza, z którą się absolutnie NIE ZGADZAM), warto prowadzić z nim, i z każdym innym, ideowy i historyczny spór, bo tylko przez konfrontację stanowisk przybliżamy się do prawdy. Odrzucenie cudzych poglądów en block bez wejrzenia w ich strukturę, genezę, czy bez analizy argumentów nie pozwala w istocie czytelnikowi zrozumieć dlaczego nie zgadzamy się z naszym przedmówcą. A właśnie czytelnikowi należy się szacunek i to wyjasnienie, chyba, że z góry zakładamy, iż nie musimy go do niczego przekonywać.

Dlatego, z uwagi na obecność struktury swoistej auto-polemiki, z zaciekawieniem przeczytałem artykuł Barbary Jagas „Rzecz o freelancerach”. Już pierwsze zdanie osadza temat i wybija rytm: „O tym, że zawód dziennikarza spada na psy, wiadomo”. Co – zdaniem autorki - spowodowało obniżenie poziomu dziennikarskiego? Trzy rzeczy: wolny rynek, internet, kultura masowa. Do zawodu trafiają ludzie przypadkowi, niekierujący się poczuciem wypełniania jakiejś szczególnej misji. Autorka dzieli się osobistymi doświadczeniami z pracy w redakcji kolorowego pisma, w której musiała pisać artykuły działające na emocje i budujące story na mało znaczącym fakcie. Jej bohaterka walcząca o uznanie dla osób niepełnosprawnych została przedstawiona jako „gotująca pyszne zupki, chociaż nie ma prawej ręki”.

Barbara Jagas zwolniła się z redakcji i została tzw. wolnym strzelcem. I to pozwoliło jej spojrzeć od wewnątrz na tę grupę dziennikarzy. Freelancerem każdy pomiata, uchodzi on za nieudacznika i oczekuje się od niego, że będzie pracował za darmo. To, co napisze, zostanie opublikowane pod warunkiem, że będzie to sensacja o gołych babach lub o celebrytach. No i dobrze, jeśli freelancer jest bajkopisarzem i wyciskaczem łez.

Autorka ubolewa nad słabą pozycją freelancera – „to zmarnowana okazja na niezależne i obiektywne dziennikarstwo” – pisze. Jej zdaniem trzeba dokonać zmian w prawie, żeby wolny strzelec miał stałą pensję, „takie minimum na przeżycie”. Tym powinno zająć się Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, „a nie tylko paplaniną o zwolnieniach w telewizji”. Autorka konkluduje: „gdyby dziennikarz freelancer miał ugruntowaną pozycję (także finansową), to nikt nie obawiałby się zwolnień”.

Racja! Tylko jak tego dokonać? Przykład Szwecji, na który powołuje się autorka, jest mylący, gdyż tam opieka socjalna państwa – zwłaszcza nad grupami twórczymi – jest szeroko rozwinięta. U nas od dawna twórcy niezatrudnieni przez państwo (a i ci również) prawie zawsze klepali biedę. Ale, z drugiej strony, problem jest ważny i dotyczy coraz większej liczby dziennikarzy. I niewątpliwie SDP powinien o tym dyskutować i szukać rozwiązań. Artykuł Barbary Jagas jest jednym z pierwszych głosów w takiej debacie i miejmy nadzieje, że nie ostatnim.

Na kolejnych stronach czytelnik znajdzie opis spotkania z reporterką Krystyną Kurczab – Redlich. Zespół Seniorów Dziennikarzy SDP zorganizował je w ramach comiesiecznych spotkń, które odbywają sią w Klubie Cudzysłów Domu Dziennikarza.

Krystyna Kurczab-Redlich jest laureatką wielu nagród, a w 2005 roku była nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Współpracowała m.in. z „Rzeczpospolitą”, „Gazetą Wyborczą”, „Nowym Dziennikiem”, „Polityką”, „Newsweekiem” i „Wprost”. Napisała kilka książek i nakręciła cztery filmy o Czeczenii, w których pokazuje kłamstwa propagandy rosyjskiej o tym kraju. W czasie spotkania opowiadała o tym, jak filmowała trupy młodych ludzi pozbawionych rąk i nóg. Jej celem – jak powiedziała – jest posadzenie winnych zbrodni w Czeczenii obok Miloszevica.

Artykuły o tym spotkaniu warto przeczytać choćby po to, by uświadomić sobie jakim potencjałem dziennikarzy dysponuje Stowarzyszenie. Szkoda tylko, że takie spotkania nie są organizowane częściej.

Warto też zajrzeć na strony 73 – 74 Forum i przeczytać o dziennikarstwie niezależnym. Elżbieta Królikowska – Avis zastanawia się czy dziennikarstwo to zawód, misja, czy sposób zarabiania na życie? Przytacza definicje słownikowe i analizuje historię prasy brytyjskiej, by odpowiedzieć na to pytanie. W tym śledztwie dochodzi do roku 2007 i deklaracji European Federation of Journalists , w której znajduje się passus o coraz większym nacisku na dziennikarzy spoza budynków redakcyjnych, presję jaka wywierają politycy i inni reprezentanci władzy. Ten fragment przytoczony przez autorkę budzi znajome skojarzenia i uczucie schadenfreude, że nie tylko u nas…

Zdaniem Elżbiety Krolikowskiej – Avis wciąż trwa batalia o wolność słowa. Wprawdzie w Europie w roku 2007 dopatrzono się jedynie 8 przypadków złamania wolności słowa, ale np. – co wyłapuje autorka – nie został opisany przez EFD polski przypadek, kiedy sędzia nakazał doprowadzić naczelnego „GP” i jego zastępczynię do sądu w związku z oskarżeniem skierowanym przeciwko nim przez TVN w sprawie o ochronę dóbr osobistych Milana Subotica. Pod tym względem (wolności dziennikarskiej – red.) najbardziej wolnym krajem w Europie jest Wielka Brytania, gdzie od ponad 200 lat nie doprowadzono dziennikarza do sądu z aresztu.

W Polsce strefa wolnego słowa – pisze autorka – powoli, ale się rozszerza. Niestety opinia publiczna wciąż nie jest świadoma swoich praw, a nawet można powiedzieć, że praktycznie nie istnieje. Artykuł jest interesujący ze względu na konteksty historyczne poruszane przez autorkę i prezentację perspektywy, w której sprawy polskiego dziennikarstwa, jego wolności, niezależności i pluralizmu są rzucone na szersze tło europejskie.

Na zakończenie tego dość skrótowego przeglądu Forum chciałbym polecić artykuł (acz bardzo specjalistyczny i trudny dla osób nieprzepadających za kwestiami prawnymi) Ryszarda Milewskiego z Akademii sztuk Pięknych w Poznaniu, a zarazem biegłego sądowego w zakresie mediów i dziennikarstwa.

Autor artykułu „Prawo a massmedia” zauważa, że „człowiek z natury lubi być dobrze poinformowany”. Rozwija się wiele odmian dziennikarstwa, ale za tymi zmianami nie nadąża prawo. Na przykład termin „dziennikarstwo śledcze” nie funkcjonuje w żadnym polskim akcie prawnym, brakuje ustawy o prawie internetowym (to co jest, to wciąż mało), nie ma podstawowych gwarancji ochrony dziennikarskich źródeł informacji, itd. Autor proponuje zmianę niektórych zapisów prawa prasowego i dodanie nowych zapisów, łącznie z wprowadzeniem terminu „dziennikarstwo śledcze” , określenie definicji i zasad jego uprawiania. W tym zakresie dopuszcza stosowanie ukrytej kamery i ujawnienia zdjęć wykonanych w ten sposób. Jest to oczywiście przyjętą już praktyką , ale propozycja autora zdejmuje z tych czynności piętno nielegalności, czy poruszania się na granicy prawa.

W konkluzji Ryszard Milewski pisze, iż ustawę o prawie prasowym należy niezwłocznie znowelizować. Wydaje się, że ten postulat powinien stać się jednym z dominujących tematów zjazdu SDP w październiku bieżącego roku.

 


Podsumowanie

Przedstawione wyżej omówienie ostatniego numeru Forum Dziennikarzy wskazuje na ogół na rzeczy warte polecenia. Nie znaczy to, że inne są mniej wartościowe. Dokonany wybór ma charakter subiektywny – wymienia to, co autorowi niniejszej recenzji przypadło najbardziej do gustu, bądź to, co go najbardziej zainteresowało ze względu na ważność, kontrowersyjność, atrakcyjność, itd.

Jest w tym numerze wiele innych rubryk i artykułów godnych uwagi, jak na przykład felieton Wandy Konarzewskiej – Okiem dinozaura (z portalu sdp.pl), jest opis historii konkursu dziennikarskiego wielkopolskiego oddziału SDP, omówienie książki Jacka Wegnera „Rzeczpospolita. Duma i Wstyd”, krótka biografia Andrzeja Wernica, są wspomnienia Olgierda Budrewicza, felietony Stefana Truszczyńskiego, oświadczenia SDP, materiały na zjazd i szereg innych artykułów, zdjęć i powiadomień. Słowem, treść numeru jest bogata i różnorodna.

Nie mogę jednak nie sformułować kilku uwag krytycznych.

Po pierwsze, przeglądając ten, jak i inne numery Forum (mówiłem już o tym w bezpośrednich rozmowach z redaktorem naczelnym pisma) miałem wrażenie pewnego chaosu. Brakuje jakiejś powtarzalnej zasady podziału treści i podziału na rubryki. Teksty dotyczące ogólnej kondycji dziennikarstwa i jego społecznych oddziaływań wymieszane są z artykułami polemicznymi, razem zaś przedzielone sprawozdaniami SDP, zdjęciami z pokazu mody, i kolejnymi, które nie wiem w jaki sposób odnoszą się do poprzednich. Tracę orientację i nie wiem czego mogę oczekiwać w rubrykach na kolejnych stronach. Mogę zgadywać, że oto następuje ciąg recenzji książek, wcześniej jest omówienie spotkań z dziennikarzami, itd., ale te działy – jeśli pomyślane zostały świadomie – to nie zostały oddzielone zauważalnymi znacznikami, wyraźnymi akcentami graficznymi. Dlatego moja prośba do redaktora naczelnego i wydawcy o większą przejrzystość i czytelność w klasyfikowaniu działów.

Działy „Zagranica”, „Wspomnienia” czy „Książki naszych kolegów” wydają się wprawdzie dosyć jednorodne, ale po bliższej analizie okazuje się, że każdy artykuł jest osobną formą gatunkową, często różną od poprzedniego artykułu. W odniesieniu do układu treści zamieszczonych w Forum trudno było mi znależć klucz decydujący o kolejności prezentowanych zagadnień.

Ponadto wydaje się, że opublikowanie w numerze, który ukazuje się w czerwcu, informacji o grudniowym konkursie SDP nie było konieczne. Ta sama uwaga odnosi się też do wszystkich informacji czy oświadczeń SDP sprzed kilku miesięcy, dodajmy oświadczeń już znanych i wciąż dostępnych na stronie portalu sdp.pl. I uwaga na koniec: do dyskusji sposób łamania gazety i jej szata graficzna – ja byłbym za zmianami.

Niezależnie od tych uwag krytycznych wypada wyrazić uznanie za kontynuację dzieła wydawniczego w postaci Forum, które stanowi ważne uzupełnienie tych wszystkich treści, które są publikowane na stronie portalu Stowarzyszenia. Należy docenić wysiłki redakcji i jej redaktora naczelnego włożone w profesjonalizowanie pisma. I mieć nadzieję, że będzie czytane również przez następne pokolenia członków SDP.



 

Marek Palczewski


 

ps. zapraszam do dyskusji o Forum, jak i do wyrażania opinii (również krytycznych) o portalu sdp. Bo jeśli ktoś nas krytykuje, to znaczy, że czyta. A ja wolę wysłuchać tych, którzy choć krytykują, to jednak czytają.


 


 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl