Paweł Luty
Andrzej Poczobut po 111 dniach spędzonych w grodzieńskim areszcie wyszedł na wolność. Został co prawda skazany na trzy lata więzienia, ale sąd zawiesił wykonanie wyroku na dwa lata. Warto przypomnieć, że prokurator domagał się dla korespondenta „Gazety Wyborczej” trzech lata kolonii karnej.
Wyrok na Poczobucie pokazuje, że reżim Łukaszenki nie jest aż tak wszechmocny jakby się wydawać mogło – ekonomiczne sankcje i widmo ciężkiego kryzysu gospodarczego skłoniły białoruskie władze do ustępstw. Można narzekać, że stało się to tak późno i przy użyciu dość drastycznych środków, niemniej jednak trzeba docenić, iż mimo wszystko Poczobut odzyskał wolność. Jego sprawa może dać nauczkę Łukaszence. Może gdy będzie chciał uciszyć kolejnego dziennikarza najpierw cztery razy się zastanowi.
Może być jednak zupełnie inaczej – może się okazać, że Łukaszenka zagrał „na przeczekanie” i gdy sytuacja ekonomiczna na Białorusi nieco się ustabilizuje Poczobut znów trafi do więzienia lub spotka go nawet gorszy los. Tego jednak nie wiemy. Cieszmy się tym co mamy, nie spoczywając jedna na laurach. Akcja na rzecz pluralizacji białoruskiej przestrzeni publicznej musi wciąż trwać, a my – polscy dziennikarze – powinniśmy nadal w niej partycypować.
5 lipca 2011
