Połowy w sieci
Prezydencja, awantury w Brukseli, Biała Księga, Raport Smoleński, a w sejmie aborcja, antykoncepcja, in vitro i inne przepychanki – niby lipcowe ogórki a adrenalina na maxa! A za wszystkim przyczajają się demony, które już cieszą się na przedwyborczą zabawę!
W tym roku nasze drogi zostaną oczyszczone od przemalowanych buziek polityków na bilbordach. Kasa państwowa już nie tak hojna, więc telewizje nie będą też zablokowane ogłoszeniami i spotami - trochę tego będzie mniej i czasem się jakiś film uda obejrzeć…. PiS wprawdzie już wyrwał się przed szereg i emituje „Słowa prawdy”, czyli glos wykluczonych. Realizatorzy rypnęli się jednak już na stracie, bo dokładnie ściągnęli to, co było w Ameryce. Tymczasem każdy język ma swoją frazeologię, charakterystyczne powiedzonka, a każdy naród ma inną historię najnowszą i nie trzeba było zrzynać słowo w słowo. Nam dziura w drodze kojarzy się raczej z A2 i min. Grabarczykiem a nigdy z bezrobociem, a młodzieniec, który zarzeka się, że nie jest dziurą w drodze wygląda na skończonego głupka. I tak - przez niepełną znajomość angielskiego - telewidzowie zostali zrobieni w konia. Oto przykład polskiego powiedzonka, które dla Amerykanów będzie absolutnie niezrozumiałe….
Jako wyborca, który nie ma swojej identyfikacji politycznej, bo żadna opcja nie pociąga mnie aż tak do końca - poszukuję raczej programu pozytywnego. Wiem, że są ludzie wykluczeni, ale niech ktoś powie co robić, żeby w Polsce było mniej biedy a więcej lekarzy! Temu zaufam i temu dam szansę! Sprzeciw nie jest dla mnie żadnym wyborczym programem…. Grecy sprzeciwiają się wykluczeniu z dostatku euro już drugi rok, a ich kraj tylko zapada się coraz głębiej w przepaść bankructwa.
Wygląda na to, że przyszłych parlamentarzystów poznamy w tym roku bardziej bezpośrednio, a nie tylko z ekranu i będą się do nas wdzięczyć i ściskać nam prawice, a na rynkach miast i miasteczek kapele weselne pod dyrekcja polityków będą powiewać transparentami i rozrzucać ulotki… Za czasów prezydentury Bushów polityczni macherzy uważali, że kandydat przede wszystkim powinien iść w tłum, a im więcej ludzi uściśnie, tym większe jego szanse na wybór! Ale to już było… I nawet trzy lata temu działo się już z gruntu inaczej…
Przypomnę, że 44-ty prezydent Stanów Zjednoczonych stał się pierwszym prezydentem masowego, aktywnego społeczeństwa, a znaczy to, że jak nigdy dotąd pozwolił ludziom osobiście się angażować. Barack Obama poprosił o wsparcie wszystkich i każdy mógł za jednym internetowym kliknięciem przekazać mu małą sumkę, na przykład 15 dolarów... Z mini dotacji usypała się wielka góra pieniędzy! Co więcej - każdy mógł zostać członkiem sztabu wyborczego Prezydenta! 13 mln ludzi udostępniło swoje maile i nie było dotąd w dziejach tak wielkiej platformy obywatelskiego zaangażowania! A stało się tak dzięki internetowi – nowemu, cudownemu medium, w którym współcześni czują się jak ryby w wodzie!
Jeszcze kilka lat temu ludzie w Polsce i gdzie indziej mówili, że uciekają w wirtualny świat, aby odpocząć od polityki. Ale ziemia jest okrągła i nigdzie już nie ma spokojnego niepolitycznego kąta! Wydarzenia w internecie pojawiają się natychmiast, nie musimy czekać na redakcyjną obróbkę : jednym kliknięciem można się połączyć z najodleglejszym zakątkiem globu. Portale internetowe wchodzą do wielkiej gry i stają się opiniotwórcze. Szalona zmiana w komunikacji politycznej! Minęły bezpowrotnie czasy, gdy wyborcy byli stadem baranów, do których przemawia się wiecach…Dziś nikt się na to nie godzi - chce uczestniczyć!
Chcecie zmienić Amerykę - to sami się angażujcie! Wielu ludzi poczuło się ogromnie dowartościowanych takim wezwaniem Baracka Obamy . Jak mogli je wypełnić? A na przykład dołączyć do lokalnych grup poparcia Prezydenta albo utworzyć własną aktywną grupę. Zachęcano ich, by pisali na swoich blogach albo w serwisach społecznościach dzielili się ze znajomymi pozytywnymi opiniami o kandydacie. Mogli też zostać telemarketerami i za pośrednictwem Internetu dostawać materiały z tematami do prowadzenia rozmów, numery telefonów do obdzwonienia i narzędzia do raportowania efektów. Jeśli ktoś chciał np. porozmawiać z sąsiadem, ale nie wiedział, od czego zacząć - mógł sobie ściągnąć z sieci porady i konkretne propozycje rozmów. Ameryka ożyła! Las wzniesionych rąk na wiecach symbolizował realną siłę ludzi, którzy czuli się współ-odpowiedzialni za wynik wyborów. Wyborco, nie śpij! Bądź aktywny! Pisz, publikuj własne materiały, dyskutuj, wykopuj artykuły na diggu, dodawaj video i filmy na You Tube, zainstaluj dodatek w iPhone, pomóż dementować plotki i wytropić mącicieli rozpuszczających fałszywe informacje z obozu przeciwnika na specjalnie przygotowanej do tego stronie. Stań do walki! A jeśli grasz w gry, na E-Box? Też spotkasz tam Obamę i możesz go poprzeć! Sztab 13 milionów – to jest coś! Chcecie zmienić Amerykę - sami się angażujcie!
Instytut Spraw Publicznych przedstawił ostatnio analizy kampanii naszych wyborów samorządowych 2010. Rok temu a starcie pojawiło się 254.000 chętnych a dodatkowo 8.000 walczyło o urząd wójta, burmistrza i prezydenta miasta. Za dużo pieniędzy to oni nie mieli - z konieczności musieli postawić na Internet. Z badan socjologów wynika, że im więcej i wyraziściej taki lokalny polityk istniał w wirtualnym świecie – tym większą miał szansę na wybór! W niektórych regionach „Facebook” i „Nasza klasa” pracowały bez wytchnienia skupiając wokół profilu kandydata tych, co go polubili… Strony „www” służyły natomiast głównie do reprezentacji, podobnie jak blogi, gdzie autorzy nadymali się jak balony w nadziei, że zauważą ich dziennikarze albo polemizowali z konkurencją. W polskim doświadczeniu 2010 niewiele natomiast znalazło się stron interaktywnych gdzie można było od ręki podyskutować z kandydatem. Jeśli były w Polsce aktywne akcje w wirtualnym świecie to zazwyczaj…opluwanie kontr-kandydata. Sztaby wyborcze funkcjonowały w mieście ( najczęściej w domach prywatnych) a podziemne sztaby gnieździły się w internatach i domach akademickich, gdzie kreatywni studenci za pieniądze wypisywali kłamstwa i obelgi. Specyfika polska po prostu…? Niezupełnie. Obama sobie z tym poradził! I nie sam przecież a jego zaangażowani wyborcy tropili kłamstwa i prostowali na specjalnej stronie, a nawet odszczekiwali, jeśli była potrzeba.
W Polskę idziemy! Nie cieszcie się jednak koledzy z telewizji... W tym roku nie dorobicie sobie na boku, kręcąc wyborcze spoty dla polityków, chyba ze krótkie materiały video do umieszczenia na stronie albo w kanale You Tube…. Będzie inaczej. Przeżyliśmy już wiele szokujących zmian, a teraz jeszcze na naszych oczach wykańcza się telewizja… Nie zauważyliście? Sądzicie, że telewizja publiczna za mało ma pieniędzy i dlatego jest fatalna? Pieniądze nie pomogą. Telewizje na całym świecie staja się głupie i coraz głupsze i nie ma powodu, aby nasza szła w innym kierunku? Politycy walczą o telewizję jak dzikie lwy a prawdę powiedziawszy srebrny ekran przestał być środkiem masowego komunikowania, przynajmniej miedzy ludźmi.. Na ostatnim spotkaniu w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji dyskutowano głownie, w jaki sposób przekazywać debaty przedwyborcze w dół i jak je przygotowywać by ludzie chcieli oglądać…Taka debata przedstawicieli tzw. różnych opcji będzie miała reżysera telewizyjnego na studyjnym planie, a także reżysera politycznego za redakcyjnym biurkiem. Ludzie będą oglądać to na zimno i bez emocji podgryzając chipsy albo też skupieni nad zupą pomidorową. Potem wstaną z kanapy i zasiądą przed komputerem, otworzą Internet, który ożywi ich serca i umysły, pozwoli skomentować, skrytykować, ocenić i docenić…Kiedy tak będą wypisywać, co myślą zjawi się ta myśl najważniejsza: za kim są i na kogo zagłosują! A nie tak będzie? Powoli przyzwyczajajmy się do zmian… Telewizje dostarczają nam głownie rozrywki i emocji a info przenosi się w tajemnicze pola energetyczne Internetu, które przenika wszystkich i wszystko, jest łatwo dostępne i nieskończenie pojemne! 65 % Ludzi w Polsce korzysta obecnie stale z Internetu, a 5% okazjonalnie i z doskoku. Kolosalne przyspieszenie! Pięć lat temu było ich tylko 36%.
Moi koledzy – bohatersko bronią Regionalnych Ośrodków Radia i TV. Takie wspaniałe budynki z pełnym technicznym wyposażeniem! A jakie profesjonalne zespoły! Szkoda, szkoda… Hmmm? Czy nie wydaje się Wam jednak, ze obecność na naszym rynku medialnym 17 publicznych stacji telewizji w dawnej formule, to czas już przeszły, dokonany? Daleka jestem od tego aby pouczać , bo jak ktoś jest dinozaurem to nie znaczy ze wie lepiej…J ale komunikacja medialna zmieniła się generalnie i – wydaje mi się - że sens istnienia regionalnych ośrodków radia i TV to media obywatelskie, maksymalnie interaktywne i w łączności z Internetem. Potrzebna ZMIANA i lokalni politycy, urzędnicy i dziennikarze będą musieli stawić czoła wyzwaniu. Wprawdzie ukochali dopieszczanie przez telewizyjne charakteryzatorki a potem owe poważne celebracje w studio, gdzie przekazywało się widzom prawdy objawione…Teraz trzeba będzie zmierzyć się z telewidzem, radiosłuchaczem i wyborcą oko w oko i bez makijażu! Zwyciężą ci, którzy wykażą się umiejętnością natychmiastowej reakcji na maile, na krytykę, na interpelacje.
Jeszcze z dziesięć lat temu słyszałam w Londynie, że popularny polityk powinien na siłę identyfikować się z wyborcami. Jeśli np. chce zyskać sympatie górników niech się pokazuje umorusany w pubie i popija piwo. Barack Obama zerwał z tym schematem i nie robił z siebie kogoś, kim nie jest. Na początku naraził się Amerykanom, bo oświadczył, że nie znosi fast-foodów a dzień zaczyna od godzinnej sportowej rozgrzewki. Pokazał się, jako człowiek pewny siebie ale skromny, świadom tego że nie zjadł wszystkich rozumów, ale z innych rozumów - nawet tych najstarszych - potrafi korzystać. Wieść niesie, że studiował sztukę perswazji Arystotelesa i twórczo ją zastosował. Ponieważ boję się ze coś pokręcę przypomnę główne założenia tej starożytnej mądrości.
1.Opowiedz o sobie innym
2. Kiedy już przekonasz innych, ze jesteś kimś, komu warto zaufać - poznaj oczekiwania swoich słuchaczy na tyle, abyś mógł zachęcić ich, by przyłączyli się do ciebie
3. Po tym jak słuchacze cię już polubią i zaufają ci a ty połączysz ich przekonania ze swoimi – podsycaj emocje, by zapragnęli tego, co im oferujesz. A dokładniej - aby zapragnęli twojego przywództwa….
Ciekawe, prawda? Minęło lat dwa i pół tysiąca lat od czasu, gdy Arystoteles wykładał swoje teorie w Ogrodach Likejonu - a wciąż aktualne!
Korci mnie na zakończenie, aby wrzucić kamyczek do naszego ogródka…. Jesteśmy w okresie wyborczym, miedzy Zjazdami, ale jakoś tego nie widać w sieci. Na próżno szukam stron internetowych obu kandydatów na Prezesa SDP. O jednym wprawdzie jest wiele w internecie i choć nie jest jeszcze Prezesem wszyscy go tak tytułują ze względu na dawne, wysokie funkcje… Na miłość boska, Panie Prezesie, niech Pan coś zrobi, aby tak strasznie Pana w Internecie nie oczerniano - bo jesteśmy okropnie zdezorientowani…Obaj nasi kandydaci nie blogują więc i nie znamy ich sekretów, które pragnęliby upublicznić. W portalach społecznościowych są mało-rozpoznawalni i nie wiemy, jakich mają znajomych Na naszej stronie www.sdp.pl też nie widzę dyskusji programowej, a przecież każdy może się teraz wpisać. Mam nadzieję, że październikowe spotkanie delegatów przebiegnie w innej atmosferze niż radosny happening pierwszej części Zjazdu. Aby oprawa była odpowiednia proszę, aby wypożyczono elektroniczną aparaturę do glosowania, bo żyjemy w XXI wieku i szkoda czasu na bieganie tam i z powrotem z papierkami i z pudełkiem, który szumnie nazwaliśmy urną.
Do zobaczenia na Zjeździe!
Wanda Konarzewska
20 lipca 2011
