Nagłośnił aferę, nie żyje
W Watford pod Londynem zmarł wieloletni reporter od showbiznesu w tabloidach "News of the World" i "Sun", Sean Hoare, który jako pierwszy publicznie przyznał, że kierownictwo obu gazet wiedziało o zdobywaniu informacji z użyciem podsłuchów - podaje "Gazeta Wyborcza" (za PAP).
Czytaj:
Sikorski woli sąd od przeprosin
Przeprosin w mediach oraz 20 tys. zł zadośćuczynienia domaga się szef MSZ Radosław Sikorski od wydawcy "Faktu" za antysemickie wpisy na forum internetowym tabloidu. Choć wpisy z forum usunięto i raz już przeproszono Sikorskiego, proces ruszył – informuje portal rp.pl (za PAP).
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/118849,689391-Proces-Sikorskiego-z-wydawca--Faktu--o-antysemickie-wpisy.html
Polskie Radio szuka prezesa
Rada Nadzorcza Polskiego Radia ogłosiła kolejny konkursu na prezesa spółki. W ubiegłym tygodniu KRRiT odmówiła powołania na to stanowisko Jarosława Hasińskiego, o co RN PR wnioskowała po rozstrzygnięciu poprzedniego konkursu – informuje portal rp.pl (za PAP).
www.rp.pl/artykul/118849,689508-RN-Polskiego-Radia-oglosila-kolejny-konkurs-na-prezesa.html
Tabloid po polsku
„Naginają prawdę, łamią zasady etyczne, przekraczają granice dobrego smaku” – tak o polskich tabloidach pisze w nowym wydaniu „Wprost” Urszula Hollanek. Publicystka w rozmowie z byłymi dziennikarzami rodzimych bulwarówek odsłania kulisy pracy w ich redakcjach.
„>>Fakt<<, który wszedł na rynek w 2003 r., wyznaczył w Polsce nowe standardy bulwarowego dziennikarstwa. I szybko narzucił je istniejącemu od 1991 r. >>Super Expressowi<<, który miał wprawdzie sensacyjno-rozrywkowy charakter, ale stronił od poważniejszych kontrowersji” – czytamy we „Wprost”. Hollanek przekonuje, że odkąd gazeta koncernu Axel Springer trafiła na polski rynek, dwa czołowe tabloidy zaczęły ze sobą wojnę „na coraz bardziej niesłychane newsy, drastyczne zdjęcia i kreowane przez dziennikarzy afery. Liczyło się to, kto bardziej zaszokuje czytelnika” – wyjaśnia publicystka. I podaje przykłady na poruszenie publiczności: twarz zabitego Waldemara Milewicza na okładce „SE” w 2004 r., fotografia zgwałconej dziewczynki, na której można było rozpoznać ofiarę, opublikowana w 2006 r. w „Fakcie” czy zdjęcia Krzysztofa Piesiewicza sprzed dwóch lat, które wydrukowane w „Super Expressie” prezentowały senatora w sukience i wciągającego biały proszek.
W swoim tekście Hollanek przywołuje wspomnienia byłych dziennikarzy redakcji „Faktu” i „Super Expressu”. Jeden z nich opowiada: „Najgorszy był poniedziałek, bo wtedy odbywało się kolegium, na którym planowany był kolejny tydzień. Każdy dziennikarz miał obowiązek przygotować sześć >>zajawek<<. Jedna, dwie mogły być zmyślone. Jak już nie było pomysłów na kolejne afery, morderstwa czy gwałty, na łamach zawsze mogły pojawić się wyssane z palca opowieści o kosmitach czy wilkołakach. Tym do dziś zajmuje się tzw. dział tematów z dupy wziętych. Oficjalnie – dział wydarzeń”.
Były dziennikarz „Faktu” tłumaczy z kolei na łamach „Wprost”, że redakcja dysponowała bazą danych ludzi, których wykorzystywano do potwierdzania wymyślanych przez gazetę historii. „Płaciło się takiemu delikwentowi 100 zł za newsa, a on dawał nazwisko i twarz do dowolnego tematu. Trzeba było tylko ostrożnie i z wyczuciem” – wspomina.
Rozmówcy Hollanek wyjaśniają też we „Wprost”, że pracowali zawsze pod presją wygórowanych oczekiwań szefów, dla których najważniejsze było polowanie na „ryje”, czyli celebrytów. Redakcje miały dawać ponadto złudzenie, że zawsze bronią interesów swoich czytelników.
Publicystka „Wprost” ocenia, że polskie tabloidy są w porównaniu z brytyjskimi bulwarówkami „w miarę grzeczne”. Choć zdarza im się też procesować. Na walkę w sądach pozwalają im ogromne budżety, dzięki czemu czują się bezkarne. Wiedzą poza tym, że poszkodowani często nie mają siły, żeby latami dochodzić sprawiedliwości. Jednak zdarzają się przypadki, w których to poszkodowani są górą nad bulwarówkami, jak np. Doda, Edyta Górniak czy Justyna Steczkowska. Dlatego coraz częściej – pisze Hollanek – to finanse stają się granicą, jaką stawiają sobie polskie media brukowe.
Więcej w tekście Urszuli Hollanek „Krew, sperma i łzy” na str. 35-37 najnowszego wydania tygodnika „Wprost”.
Opr. OG
Ponadto w numerze:
- Magdalena Środa w swojej stałej rubryce analizuje retorykę tygodnika "Uważam Rze", który mieści się "poza granicami prawdy i fałszu" ("Polska niemożliwa" str. 28),
- Marcin Król w swojej stałej rubryce pisze o wzajemnej zależności polityków od tabloidów („Tabloidy i politycy – wzajemny szantaż” str. 29),
- Ryszard Holzer kreśli sylwetkę medialnego magnata Ruperta Murdocha („Kiedy drapieżnik staje się ofiarą” str. 46-48),
- Piotr Milewski z Nowego Jorku przypomina o Nancy Grace – prawnej komentatorce sieci HLN, która salę rozpraw zamieniła na telewizyjny program („Krucjata Nancy Grace” str. 52-53).
Król Rupert spada z tronu?
Zastanawia się na łamach nowego wydania "Newsweeka" Marek Rybarczyk. Prezentuje sylwetkę Ruperta Murdocha, który nie schodzi z języków opinii publicznej od momentu afery z należącym do niego brukowcem „News od the World”.
„Po blisko sześciu dekadach nieprzerwanych sukcesów kariera barona medialnego może runąć jak domek z kart” – pisze Rybarczyk. „Murdoch walczy o przetrwanie swojego imperium, rozciągającego się od USA przez Europę i Chiny aż po Australię” – dodaje.
Kiedy Murdoch zaczął swoją przygodę z mediami? W wieku 22 lat otrzymał w spadku po ojcu gazetę „News Limited” i od tego czasu zajął się medialną branżą. Przez ponad pół wieku budował swoje imperium, które ma obecnie 200 milionów odbiorców na całym świecie, warte jest ponad 60 miliardów dolarów i szczyci się rocznymi dochodami sięgającymi 33 miliardów.
Rupert Murdoch zdobywał kolejno nowe miejsca na medialnej mapie świata. Zaczynał w Australii i Nowej Zelandii, skąd przeniósł się do Wielkiej Brytanii. Tam, w 1968 r. kupił tabloid „News od the World”, a rok później ‘”The Sun”. Po Wyspach, przyszedł czas na podbój mediów i rozrywki Ameryki. „Jego firma była symbolem agresywnej ekspansji. Aż do czasu feralnego lipca tego roku” – pisze w „Newsweeku” Rybarczyk.
Publicysta wyjaśnia, że afera z brytyjskim brukowcem to nie tylko kwestia obnażająca brak etyki dziennikarskich zachowań, ale i pokazująca, że Murdochowi udało stworzyć się „państwo w państwie”. „On i jego menadżerowie są od lat mocno powiązani z brytyjskim establishmentem. W ubiegłorocznych wyborach Murdoch poparł Camerona, wcześniej utrzymywał dobre stosunki z premierem Tonym Blairem” – przekonuje Rybarczyk. I dodaje, że to przychylność gazet medialnego giganta zapewniała często polityczny sukces liderom brytyjskich partii.
A gazety właśnie były od zawsze oczkiem głowie Murdocha. Rybarczyk zapewnia, że nie bezinteresownie. „Były medium, o których przychylność zabiegali brytyjscy politycy. To one więc decydowały ostatecznie o wpływach Murdocha, bo miały mu otworzyć drogę do naprawdę intratnych interesów w mediach elektronicznych” – wyjaśnia publicysta „Newsweeka”. Pisze również, że mimo kłopotów z wizerunkiem News Corporation zarówno na Wyspach, jak i w Ameryce, imperium medialnego magnata ma się dobrze. Od lat bowiem znane jest z agresywnych zachowań i nieskrywanej chciwości, a sam Murdoch potrafi robić interesy i nie boi się innowacji. A to niewątpliwie pomoże przetrwać mu presję opinii publicznej po ostatnich wydarzeniach z „NOTW”.
Więcej w tekście Marka Rybarczyka „Ranny drapieżnik” na str. 44-47 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
Ponadto w numerze:
- Mariusz Cieślik w swoim felietonie zastanawia się, jakie podstawy ma stwierdzenie, zę to media, a nie politycy decydują o kształcie współczesnego świata („McLuhan i partyzanci” str. 8),
- o sporze ideowym Adama Michnika z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem i procesie wytoczonym poecie przez wydawcę „Gazety Wyborczej” pisze Cezary Michalski („Wojna na parnasie” str. 12-15).
Dziennikarze na równi pochyłej
„Wolność słowa kwitnie u nas zgodnie z definicją Małgorzaty Kidawy-Błońskiej: >>Jest wolność słowa, ale przecież trzeba wiedzieć, co się chce powiedzieć i w jakiej sprawie<<” – pisze w nowym „Uważam Rze” Krzysztof Feusette. Publicysta na łamach tygodnika rozlicza dziennikarzy, którzy przyczyniają się w swoich programach do zachwiania poglądowej równowagi.
Wiele telewizyjnych programów kojarzy się Krzysztofowi Feusette z koncertem Jankiela, który cymbalista dawał na kartach „Pana Tadeusza”. Dlaczego? „Może dlatego, że i na ludziach można wygrywać różne koncerty?” – wnioskuje publicysta. Jego zdaniem, w telewizyjnych ramówkach dominują programy, w których nieproporcjonalnie rozkłada się równowaga kpin, drwin i zarzutów.
Dziennikarzami, którzy biorą udział w tym festiwalu dyskryminacji opinii „drugiej strony” są gospodarze „Szkła kontaktowego” na antenie TVN24 – Grzegorz Miecugow, Tomasz Sianecki, Krzysztof Daukszewicz. Również Andrzej Morozowski w swoim programie „Tak jest” zachowuje się niezgodnie ze standardami dziennikarstwa, bo gości w nim swoich kolegów – przekonuje Feusette.
Marcin Meller w „Drugim śniadaniu mistrzów” też popełnia błędy. Jakie? Zapraszani przez niego komentatorzy to „stali rezydenci partii rządzącej, oficjalnie zarzekający się, że dostrzegają >>wiele wad rządu<<, w istocie broniący wszelkich poczynań Donalda Tuska własną piersią”.
Za ciosem Mellera idzie Tomasz Lis. Redaktor naczelny „Wprost” zaprasza – zdaniem Feusette – tych samych gości, którzy pojawiają się w „Drugim śniadaniu mistrzów”. A to potwierdza obraz Lisa jako „mistrza obiektywnej dyskusji pod warunkiem, że toczy się ona pod hasłem: >>PiS to zło, wolę PO”.
Listę dziennikarzy, którzy burzą równowagę poglądów w telewizji zamyka Kuba Wojewódzki. „Nie wystarczy mu już protuskowe wazeliniarstwo, które uprawia w swoim talk-show, ani zapraszanie do programu przezabawnego w swej skromności Adama Michnika” – pisze publicysta „Uważam Rze”. Feusette przeszkadza, że Wojewódzki zabiera głos w sprawach politycznych w czasie programów muzycznych, gdzie zasiada w fotelu jurora.
Więcej w tekście Krzysztofa Feusette „Zabawa w kopanego” na str. 40-42 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
Ponadto w numerze:
- Maciej Miłosz i Piotr Szymaniak zastanawiają się kim tak naprawdę są polscy fotoreporterzy – hienami czy ludźmi oddającymi nagą prawdę? („Role zostały rozdane” str. 37-39).
