W TVP jak w czeskim filmie

Ostatnie zamieszanie w TVP1 przypomina fabułę jednego z seriali emitowanych przez stację: dyrektorka ogłasza, że odchodzi, pojawiają się plotki, że to przez naciski jej zastępcy. Zastępca zaprzecza, a w międzyczasie na korytarzach krąży inna plotka - że "solidarnie" z dyrektorką ze stacji chce odejść szefowa koronnego programu. Interweniuje kancelaria prezydenta, a sprawa kończy się w gabinecie szefa szefów. A finał? Nic się nie zmienia –  ostatnie zamieszanie personalne w TVP1 Radio TOK opisuje niczym historię z czeskiego filmu.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9979840,TVP_jak__Moda_na_sukces___Nadazasz_.html

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80354,9976425,_Nie_robie_strasznego___Godlewski_broni_sie_przed.html


Godlewski naciska?

TVP nie daje o sobie zapomnieć - znowu jesteśmy świadkami personalnych przepychanek i oskarżeń. Anonimowi pracownicy telewizji publicznej oskarżają Andrzeja Godlewskiego o naciski polityczne i wytykają długoletnią znajomość z prezydenckim ministrem. W-ce szef TVP1 przyznaje, że jest zaskoczony atakiem. - Nie mam wrażenia, że robię coś strasznego - mówił w TOK FM.

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9976425,_Nie_robie_w_TVP_nic_strasznego___Godlewski_broni.html



PRESS i standardy

Przekroczył granicę oddzielającą pismo branżowe od uczestnika wojny politycznej - piszą w liście o "Press" publicyści. W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" krytykują najważniejsze pismo o mediach za "skandaliczny" tekst poświęcony prawicowemu tygodnikowi "Uważam Rze".

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9976099,Prawicowi_publicysci_atakuja__Press____Skandaliczny__.html


Cynizm czy skrucha?

Rebekah Brooks, była redaktor naczelna tabloidu "News of the World" (NotW) - centrum afery podsłuchowej, przeprosiła za to, co działo się w tabloidzie. "NotW" stosował nielegalne podsłuchy do zdobywania sensacyjnych materiałów- informuje „Gazeta Wyborcza” za PAP i Reutersem.

Czytaj:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9975549,Byla_redaktor_naczelna__NotW____Oczywiscie__ze_zaluje_.html

 


 

Marshall McProrok

 

Największa zasługa: doprowadził do zainteresowania nauki mediami. Największa bezczelność: od razu uznał swoje studia za kluczowe dla świata. Największy sukces: ludzie mu uwierzyli. O Marsahallu McLuhanie w stulecie jego urodzin pisze w najnowszej „Polityce” Bartek Chaciński.

 

O poglądach McLuhana dyskutują teoretycy na całym świecie, dlatego publicysta przypomina najważniejsze z haseł, głoszonych przez kanadyjskiego filozofa mediów.

„Każda reklama reklamuje reklamę” – to dzięki reklamie właśnie, McLuhan w latach 40. minionego stulecia zainteresował się mediami. Niewielu traktowało wtedy reklamę poważnie, nie analizowano jej na zajęciach uniwersyteckich. To Kanadyjczyk jako pierwszy dostrzegł w niej siłę i pole badań, ale też coś więcej – zaczął patrzeć na nią, jak na sztukę. Doskonale wyczuwając schematy współczesnej kultury masowej, docenił estetyczną potęgę reklamy.

„Galaktyka Gutenberga” – to według McLuhana okres w kulturze od czasu wynalezienia druku do chwili pojawienia się telewizji. Zdaniem teoretyka mediów, jesteśmy u kresu ich ewolucyjnej pętli. Druk zaburzył sielankę pierwotnej wspólnoty, wywołał podział społeczeństwa na kasty oświeconych i niepoinformowanych. Książki i gazety, według McLuhana, odarły mowę z wymiaru emocjonalnego, podkreśliły racjonalizm. Za to telewizja i kolejne media miały dać powrót do plemiennej rzeczywistości sprzed epoki druku, bo elektryczność zmienia relacje międzyludzkie i przenika granice.

„Globalna wioska” – do jej powstania doprowadzić miała nowa elektryczność, jako wyraz buntu przeciwko słowu drukowanemu. Nowe media miały odbudować nie tylko bliskie relacje między ludźmi, ale łączyć ich w wymiarze całej planety. Nie oznacza jednak, że miałyby to być świat idylliczny. Globalna wioska byłaby mniej podatna na propagandę, ale jednocześnie dzika i pełna nieufności. To właśnie ta teoria – przypomina Chaciński – przyniosła Marshallowi McLuhanowi największą sławę i największe pieniądze.

„Środek przekazu jest przekazem” – z racji tego, że wszystkie media były według kanadyjskiego filozofa przedłużeniem ludzkich zdolności psychicznych i fizycznych, każde z nich wprowadza zmiany w zmysłowym postrzeganiu świata. McLuhan uważał, że treść informacji jest drugorzędna wobec formy, bowiem struktura i tempo medium narzuca nam z góry pewien sposób myślenia.

Publicysta „Polityki” tłumaczy, że w ramach teorii o przekazach masowych, bohater jego tekstu dokonał również podziału na media gorące, czyli te, które przedłużają jeden zmysł, dają dużo danych i ograniczają uczestnictwo, interaktywność oraz media zimne, angażujące kilka zmysłów jednocześnie i zostawiające spore pole do interpretacji. Takim właśnie medium była ulubiona przez McLuhana telewizja, choć jak pisze Chaciński, stała się ona w dzisiejszych czasach gorętsza dzięki przekazom w jakości HD, coraz lepszym odbiornikom czy większej indywidualizacji odbioru.

Na łamach „Polityki” przypomniana zostaje również teoria kanadyjskiego teoretyka mediów na temat człowieka przyszłości – istoty anielskiej i bezcielesnej, która nieustannie kontaktuje się z innymi. Współczesny świat stawia tezę, że McLuhan miał na myśli portale społecznościowe i przeniesienie naszej świadomości do wirtualnej rzeczywistości.

Bartek Chaciński stwierdza, że gdyby zmarły w roku 1980 Kanadyjczyk doczekał czasów Internetu, „zaglądałby co chwila do Wikipedii, żeby poprawiać hasła”. Niemniej jednak, odkrycia McLuhana, tyle prorocze, co bezczelne, na dobre zmieniły ogląd współczesnego świata i analizę mediów – konkluduje publicysta.

 

Więcej w tekście Bartka Chacińskiego „McProrok” na str. 70-72 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

 

 Opr. OG

 

Ponadto w numerze:

- rozmowa z Marią Czubaszek m.in. o pracy w radiu i jej obecności w telewizji („Rozmowa na cztery pety” str. 84-87),

 - tekst Edwina Bendyka o tym, jak współczesne technologie zmieniają nie tylko nasz sposób życia, ale i język („Mądrość w zwięzłości” str. 56-58).

 


 

Media – kolejne z insygniów władzy prezydenckiej?

 

Zastanawia się w nowym wydaniu „Gazety Polskiej” Joanna Lichocka. „Bronisław Komorowski wziął odpowiedzialność za obecny układ medialny i wyrasta na jeden z najważniejszych ośrodków decydujących o tym, co dzieje się w Telewizji i Radiu” – pisze publicystka.

 

Lichocka przekonuje w „GP”, że prezydent, przyjmując sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ochronił „swoich ludzi i własne polityczne wpływy na rynku medialnym”. Najważniejszym z ochronionych jest, zdaniem publicystki, Jan Dworak – człowiek Bronisława Komorowskiego, zależny od niego. „Dworak może być spokojny o swój gabinet szefa KRRiT, dopóki Komorowski jest prezydentem” – kwituje Lichocka.

Jednocześnie publicystka analizuje obecny układ w publicznych mediach. A jest on taki, że bez akceptacji lewicy żadna decyzja o powołaniu rad nadzorczych państwowych mediów jest niemożliwa. „Koalicja z SLD okazała się dość kłopotliwa. Wielotygodniowe targi dotyczące obsady najważniejszych stanowisk we władzach TVP i wciąż nierozstrzygnięte spory kto np. będzie rządził w Radiu, sprawiły, że Platforma chyba rzeczywiście postanowiła dokonać nowego otwarcia i lewicy z tej gry się pozbyć” – dedukuje Lichocka.

Symbolem „nowego otwarcia” ma być zaakceptowane przez prezydenta sprawozdanie KRRiT i odrzucenie go przez Sejm i Senat. Co to odrzucenie oznaczało? Czy PO faktycznie chciała rozwiązać Radę, czy jedynie postraszyć lewicę, żeby ta zmniejszyła swój apetyt na media publiczne? – zastanawia się publicystka „GP”. I wnioskuje, że jeżeli głównym celem był ten drugi, to po części został osiągnięty. „SLD dzień po dniu traci nieco wpływy w TVP, ze stanowiskiem pożegnali się m.in. Rafał Rastawicki i Jacek Snopkiewicz” – wylicza Lichocka. „Jeszcze bardziej spektakularna porażka stała się udziałem SLD w Polskim Radiu. Mimo że Rada Nadzorcza przegłosowała na stanowisko prezesa związanego z SLD Jarosława Hasińskiego, Platforma wraz z PSL w Krajowej Radzie tej decyzji nie zaakceptowała” – dodaje.

Czego symbolem było z kolei zaakceptowane przez prezydenta sprawozdanie Krajowej Rady? Być może Bronisława Komorowskiego usatysfakcjonowało postraszenie ludzi lewicy i nie chciał pokazywać PO zielonego światła do ustalania nowych porządków w mediach publicznych. Z drugiej strony, nie chciał może ryzykować, że partia z której się wywodzi nie będzie zgadzała się na jego nominatów do KRRiT – Lichocka w „GP” podaje różne scenariusze prezydenckiej decyzji.

 

Więcej w tekście Joanny Lichockiej „KRRiT na łódce Komorowskiego” na str. 9 najnowszego wydania „Gazety Polskiej”.

 

 Opr. OG

 

Ponadto w numerze:

 - komentarz Macieja Marosza do „uszczelniania” mediów publicznych pracownikami resortów rządowych („Madia uszczelnione” str. 9).

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl