OKIEM DINOZAURA patrzy na świat Wanda Konarzewska
Gra w domino
Spotkałam ostatnio pewnego znanego dziennikarza w markecie, przy stoisku z przeterminowana żywnością: ” Jestem bliski załamania nerwowego – zwierzył mi się - Fundusze poleciały i moje oszczędności diabli wzięli! Ponadto mam kredyt we frankach, muszę spłacić dwa razy tyle ile wziąłem. Stałem się niewolnikiem banku do końca życia! Czy nie sądzisz, że te kredyty to jest współczesna forma niewolnictwa?”
Może i jest…
Kraj nasz na kryzys światowy jest odporny, jak upewnia Premier, mamy nawet wzrastającą wiarygodność w tzw. rankingach, ale wiatr niepokoju wieje nad Polską…. Żywność w górę, czynsze coraz wyżej, paliwo w górę, wszystko w górę a życie, jako takie w dół i zarobić coraz trudniej. Dziennikarze uciekają z zawodu. Mariusz Ziomecki założył sklep z kosmetykami. Anna Marszalek, pierwsza u nas dama dziennikarstwa śledczego, przesiadła się na wysoki stołek w NIK. Szkoda… Ale trudno odmówić im życiowego realizmu. Kto tylko może kręci się za dodatkowym groszem, żeby utrzymać się nie tyle na fali, co na wzburzonym oceanie.
Media nie muszą dziś szukać skandali i kryminałków! Sensacja sama ciśnie się na pierwsze strony: „Panika na giełdach”, „Strach przed zapaścią”. „Kleszcze długu zaciskają się”, „Recesja u bram”, „Pogrom indeksów”, „Groza globalnych rynków” „Na parkietach leje się krew”. Trzebaż więcej? Każdy dzień dostawia nam kolejne gorejące punkty w tej globalnej grze w finansowe domino. Finansiści nie sypiają po nocach tylko obradują i obradują, a mennice też bardzo zapracowane dodrukowywaniem pieniędzy. I rośnie góra obligacji,. bonów, certyfikatów i innych kwitów dłużnych…
Dinozaury maja to do siebie, że wszystko im się kojarzy…Gdy tak wszyscy wokół mówią o kryzysie finansowym, ja wspominam włoskich intelektualistów, którzy przed laty gromadzili się w rzymskiej rezydencji milionera Aurelio Peccai dyskutując nad zagrożeniami przyszłości, a rezultaty rozważań publikowali w kolejnych raportach pod tytułem „ Grancie wzrostu”. Było to pierwsze w dziejach globalne spojrzenie na nasz świat i pierwsza w Europie grupa THINK-TANK. Przyszłość widziano przez pięć czynników ściśle nawzajem powiązanych: bomba demograficzna, zatrucie środowiska, kryzys energii, wyczerpywanie się surowców, brak żywności. Sporządzono model matematyczny ( a wiadomo, że matematyka nie kłamie J) Faktory krzyżowały się koło 2000 roku i prognozowały katastrofę planety, obwieszonej 16 miliardami ludzi, dla których nie ma miejsca, czystego powietrza ani pożywienia… Uff! Wszystko nie tak poszło: mamy i paliwo ( choć coraz droższe), mamy co jeść i czym oddychać a ludzie nie rozmnażają się tak szybko i raczej mają z tym ostatnio duże problemy! A jednak wygląda na to, że jako ludzkość sięgamy jakiejś granicy – tyle że nie bardzo wiadomo czego: czy ziemskiego sposobu gospodarowania, czy wydolności maszyn do drukowania pieniędzy? Być może jest to tylko kolejne tąpnięcie – spekulacyjna huśtawka? Być może jest to tylko kolejny zakręt a nawet wywrotka na bitej szosie gospodarczej hossy na kredyt…? Większość ekonomistów jest jednak zdania, ze sprawa jest głębsza - fundamentalna, jak mówią - a system finansowy świata rozpada się. A 40 lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że coś podobnego może się zdarzyć! Nikt, absolutnie nikt, nie widział zagrożenia z tej właśnie strony! Finanse świata były wprawdzie wtedy jako - tako uporządkowane: dolar stał mocno na piedestale, jako święta waluta przeliczeniowa, a jednocześnie obowiązywał parytet złota i w narodowych skarbcach chroniono błyszczące sztabki.
Katastroficzne prognozy Klubu Rzymskiego się nie sprawdziły, więc na przełomie wieków postanowiłam spożytkować ten atrakcyjny, dziennikarski temat. Udało mi się szczęśliwie zainteresować mojego telewizyjnego szefa tematyką przyszłości na tyle, że pozwolił mi pracować nad futurologicznym cyklem telewizyjnym pod warunkiem, że „ nie będzie to na poważnie, ale na wesoło, no i wiesz… tak, z przymrużeniem oka…” Długo się starałam o rozmowę z przedstawicielami Polskiej Akademii Nauk, a ściślej szacownego Komitetu Badań i Prognoz Polska 2000, wydeptując najwyższe piętra Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Wreszcie wprowadzono mnie przed areopag starszych panów, siwych i łysych albo w okularach, którzy mnie świdrowali bez litości jak skretyniałą studentkę. Zaczęłam głupio nawijać, że oto Telewizja chciałaby, rozważa i prosi, bo chcemy, uważamy i rozważamy a rok 2000 blisko, więc chcielibyśmy tak naprzeciw… I tym podobne głupstwa wygadywałam. W pewnym momencie Najstarszy i Najważniejszy tego gremium - a był to leciwy już wówczas prof. Włodzimierze Brus - nie mogąc znieść dłużej mojego bełkotu zapytał: - „Ale, o czym Pani mówi? Nic dobrego ludzi nie czeka!” Zatkało mnie. Miałam przed sobą przecież wybitnego ekonomistę, członka wielu międzynarodowych organizacji, wykładowcę Oxfordu i Uniwersytetu Warszawskiego…. „A tak, proszę pani! – potwierdził Profesor - Finanse świata mają na przykład charakter wirtualny. To musi się załamać! Wkrótce Pani zobaczy jak zaczną bankrutować banki, sypać się giełdy.... Będzie na świecie efekt domina! „
Wyobraziłam, sobie przez chwilę co będzie jak to domino się wyłoży i przez świat przejdzie finansowe tsunami…. Oto papierki wszystkich walut lecą w powietrze niczym piórka z rozdartej poduszki ! Świat zatrzymuje się w biegu. Nic nie jest ważne. Nic nie jest warte! Tymczasem Profesor kontynuował wykład: „Proszę Pani, od czasów Kopernika wiadomo, że pieniędzy na rynku może być tyle, ile uprzedmiotowionej pracy ludzkiej. Najpierw wartość trzeba wypracować w postaci produktu a ten produkt staje się znakiem, czyli pieniądzem. Ale kto to teraz liczy? NIKT! Pieniądze to papierowe kwity nie wiadomo, czego. Nikt nie panuje dziś nad obiegiem pieniędzy, ani nad tym ile jest ich na rynku i czy w ogóle maja wartość.… To się musi załamać. To będzie dla świata bardzo ciężkie doświadczenie! ”
I tak mój dziennikarski pomysł spalił na pniu. Profesor nie nadawał się na telewizyjnego showmana i na pewno nie namówiłabym go, by puszczał oko do publiczności. J A tak w ogóle i po prostu - nie było się, z czego śmiać ! Cykl „Rekonesans w przyszłość” nie ukazał się na antenie TVP, a teraz dobijam do czasów, gdy wizja ekonomisty zaczyna się sprawdzać…. Oto najpotężniejsza gospodarka świata w niebezpiecznych turbulencjach, giełdy na czerwono, waluty szaleją, politycy pospiesznie wracają z wakacji, bo Unia Europejska drży w posadach, a kilka narodów stanęło w obliczu bankructwa. Ale czy naród może zbankrutować? Chyba nie ta terminologia! Czy ziemia, jako taka - planeta 7 miliardów ludzi - może zbankrutować czy nie? ABSURD! Przecież nie było wojny, ludzie pracowali i cieszyli się życiem i nagle okazuje się, że te proste prawa człowieka były im udzielone na kredyt! Gdzie są ci charyzmatyczni przywódcy, którzy ich wpuścili w te maliny? A przecież Najpotężniejsze Persony Największych krajów świata tak ładnie prezentują się na zdjęciach G 8?! Zostali teraz jakby zdemaskowani - niekompetentni i bezsilni w obliczu gordyjskiego węzła interesów. Nie wiedzą co się dzieje? Wiedzą! Ale zbyt dużo ludzi na świecie korzysta ze stanu, jaki jest…
Richard Nixon zniósł wymienialność dolara na złoto. System zawadzał, bo za bardzo kontrolował podaż pieniądza a złoto nie dawało się szybko rozmnażać na maszynach drukarskich. Od tej chwili, czyli od 1971, roku skarbce narodowe opustoszały i zaczęła się żonglerka walutami! Który pieniądz jest ile jest wart określa już nie gospodarka, ale międzynarodowe umowy i zmowy organizacji finansowych a także giełdy, banki, agencje ratingowe i inne - wszyscy po kolei mieszają w tym koszyku (walutowym). Finanse świata zostały powierzone w wypielęgnowane ręce facetów w białych kołnierzykach, którzy nie śpią, nie jedzą tylko siedzą przed komputerami i cały czas kombinują… Wygolone, uśmiechnięte twarze kryją zęby rekina, łapska maja długie i uszy też długie, bo chętnie słuchają przeróżnych plotek i w rytm swych humorów kołyszą planetą: raz w gorę – raz w dół… A ludzie jak to ludzie: tu czegoś nie dopatrzą, czegoś nie zauważą, tam znów ukryją, gdzie indziej oszukają - każdy ciągnie w swoją stronę. Inteligentni manipulanci zaczęli tworzyć na ciele finansów świata jakieś bańki, bąble, balony i inne narośle puste w środku, które pękały potem z trzaskiem, a wydmuchane piramidy zapadały się pod ziemię zostawiając na lodzie naiwnych. System finansowy zaczął żyć swoim życiem w kompletnym oderwaniu od gospodarki! „O finansach świata decydują obecnie kasyna i grupa żarłocznych spekulacyjnych wilków – ta gorzka diagnoza wyszła z ust Wolfganga Schaeuble, Ministra Finansów Niemiec, który odważył się określić stan aktualny świata jako wielki ABSURD!
Frank szaleje, czym najbardziej przerażeni są sami Szwajcarzy… Czyżby tak nagle podniosła się wydajność pracy Szwajcarów? Czyżby ich gospodarka tak nagle poszła w górę? Nie, nic się nie dzieje… ten solidny, dobrze zorganizowany kraj nie nadąża z dostarczaniem pieniędzy do kantorów wymiany i banków na całym świecie. Szwajcarzy też wpompowali (czyli dodrukowali), a potem przestraszeni widmem recesji z powodu zastopowania eksportu postanowili usztywnić, czyli zamrozić swoją walutę!
Kraje wydają więcej niż ich stać, o czym świadczy tzw. dług publiczny - kolosalny w Ameryce, szybko rosnący w Europie. Wydają… Z czego? Z wirtualnych środków, które dostarczają im banki na polecenie lekkomyślnych rządów. W ostatnich latach USA wpompowały w amerykańską gospodarkę 1,5 biliona. I co? I nic. Gospodarka stoi jak stała.
Rozkołysały się giełdy i banki.. Niektóre państwa wypadły za burtę a wszystko dlatego, że finanse nie mają miary i dobrego punktu odniesienia. Dolar przeliczeniowy huśta się jak boja morska podczas sztormu. Może potrzebny jest RESET światowych finansów, bo od dawna wiadomo, że obecny system nie jest najlepszym rozwiązaniem! Od 1976 roku Banki Centralne wyposażone są w SDR ( Special Drawing Rights), czyli międzynarodową jednostkę bezgotówkową ale tylko do wzajemnych rozliczeń. Jeśli chodzi o innych uczestników rynkowych gier, to mogą oni zabawiać się w BITCOIN… To cyfrowa waluta, wymyślona w Japonii, rodzaj jakby portfela, z którego podmioty mogą sobie nawzajem płacić - ale tylko stowarzyszone w ramach systemu...Zdarzają się i inne formy finansowej samoobrony…W filmie Barbary Włodarczyk oglądałam ostatnio rosyjskiego biznesmena, prowadzącego Centrum Handlowe w Moskwie, który ma dość walutowych wariacji, marży i prowizji na rzecz banków i promuje wymianę towarową bez gotówki: coś za coś…”Chcesz kupić lodówki! Dobrze, ale przywieź mi melony…” Biznesmen skupuje złoto i bije własną złotą monetę, którą zamierza wprowadzić na wschodni rynek: „Rubel to śmieć - mówi - ale nie ufam dolarowi ani euro!
Radzę kolegom dziennikarzom, aby poduczyli się ekonomii, bo w najbliższych latach ci, którzy jako-tako orientować się będą w tej finansowej matni będą bardzo cennymi fachowcami! Za kryzysem ekonomicznym postępuje zwykle chaos i kryzys społeczny, a z tym nie ma żartów! Na kryzys mogą nakładać się wojny uliczne desperatów zrezygnowanych i nic nierozumiejących konsumentów dóbr wszelakich, co właśnie widzimy w Anglii i paru innych krajach, a nawet w Izraelu! Nie zwalajmy europejskich niepokojów na islamistów! W miastach Wielkiej Brytanii sklepy rozbijane były przez zakapturzonych, białoskórych małolatów nie kierujących się żadną ideologią! Rozbijali sklepy, aby się nakraść i szczerze w internecie apelowali do kolesiów: „ Hello., Londyńczycy! Będziemy rozwalać sklepy, wiec przyjdź i weź sobie, co chcesz…’ A były tam dzieci milionerów, szanowani nauczyciele czy znani muzycy – też…. Tłukli wkoło, co się dało, nocą wpadali do mieszkań, z radosną beztroską mściwych podżegaczy podpalali domy i samochody, jakby to była nowa gra video.
Wielu ludzi czeka i nie może doczekać się na koniec świata. Nie chcę być złą wróżką, ale myślę, że właśnie zbliża się koniec świata łatwego pieniądza i chorych finansów.
17 sierpnia 2011
