TV Platforma
Platforma Obywatelska zapowiada uruchomienie od czwartku telewizji internetowej - "PO TV". Chce w niej pokazywać m.in. spoty wyborcze, informacje o kampanii (również "od kuchni"), rozmowy z liderami partii oraz reportaże. - "Dziennika" nie będzie - obiecuje Tadeusz Zwiefka – informuje gazeta.pl.
Czytaj:
Nogi pani minister w tabloidzie
Zdjęcia szefowej MEN Katarzyny Hall ze spuszczonymi spodniami zelektryzowały portale i skonfundowały PO – o kłopotach pani minister z autokreacją pisze Eliza Olczyk na portalu rp.pl.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/597063,703009-Klopoty-pani-minister-Hall-z-autokreacja.html
20 lat w sieci
Dokładnie 20 lat temu, z baraku przed Wydziałem Fizyki UW, został wysłany pierwszy mail z Polski. Dotarł do Centrum Komputerowego Uniwersytetu w Kopenhadze – o tym, że polski Internet ma już 20 lat przypomina portal rp.pl.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/118849,702785-20--urodziny-polskiego-Internetu.html
Nadchodzi „Gazeta Polska Codziennie”
9 września chcemy wystartować z nowym dziennikiem. Nazywać się on będzie "Gazeta Polska Codziennie" – przypomina „Gazeta Polska” i apeluje, aby wpłacać kolejne datki na konto "Fundacji Niezależne Media".
Czytaj na portalu niezalezna.pl:
niezalezna.pl/14751-juz-wkrotce-gazeta-polska-codziennie
Radio na temat
2,5 miliona Polaków słucha tematycznych stacji radiowych. Słuchaczy takich rozgłośni jest coraz więcej. To trend widoczny już od dawna także w telewizji – zauważa „Rzeczpospolita”.
Czytaj:
www.rp.pl/artykul/67344,702489-Coraz-wiecej-sluchaczy-sprofilowanych-stacji-radiowych.html
Walczą o wolne słowo
„Protestujemy przeciwko cenzurze wymierzonej w wolność słowa w Polsce” – piszą w liście otwartym zamieszczonym na łamach „Gazety Polskiej” obrońcy Jarosława Marka Rymkiewicza. Sprzeciwiają się politycznym działaniom wymierzonym w poetę i nawołują do poparcia ich buntu.
„W poprzednich latach partia rządząca – Platforma Obywatelska podejmowała wysiłki zmierzające do usuwania dziennikarzy krytykujących rząd z mediów publicznych, zastraszania i przejmowania mediów prywatnych” – czytamy w liście. Protestujący dodają, że dawne metody zastąpiły dzisiaj działania wymiaru sprawiedliwości, a ich efektem są liczne wyroki w sprawie dziennikarzy i politycznych opozycjonistów, wydane w ostatnich miesiącach.
Autorzy listu otwartego w obronie wolności słowa zaznaczają, że niedorzeczne jest skazywanie Jarosława Marka Rymkiewicza, bo twórczość poety i jego zawodowy dorobek powinny być stawiane za wzór każdemu Polakowi. Tymczasem, nie dość, że Rymkiewicz przegrał z „potężną organizacją medialno-biznesową, której niekwestionowanym liderem jest Adam Michnik”, to na dodatek został fatalnie potraktowany przez sąd. Dziwi już samo oskarżenie, jakie sędzia wysunął przeciwko poecie. „Sędzia zarzucił profesorowi wyrażanie opinii nieodnoszących się do treści zadanego przez dziennikarza pytania” – wyjaśniają obrońcy Rymkiewicza. I przypominają, że w czasie procesu zadawano poecie pytania na temat jego pochodzenia etnicznego i brzmienie nazwiska, którego wcześniej używał. „To przypomina zachowania komunistycznych prokuratorów w czasie antysemickich procesów w 1968 r.” – grzmią w liście oburzeni autorzy.
„Zadaniem sądów jest ochrona prawa i porządku publicznego, a nie korygowanie ich poglądów” – pouczają obrońcy Rymkiewicza. Tłumaczą, że w związku z tym, iż 22 lipca – w rocznicę uchwalenia komunistycznego manifestu PKWN, zostało pogwałcone przez warszawski sąd jedno z podstawowych praw człowieka, czyli prawo do wolności wypowiedzi, ktoś musi wystąpić w jego obronie. A ci, którzy wolne słowo ograniczają, stają się dziś odpowiedzialni za upadek jakości życia publicznego w Polsce i „odchodzenie od wartości konstytuujących fundamenty europejskiego humanizmu”.
Pod listem podpisali się m.in.: Waleri Kalabugin, Członek Rady Estońskiego Instytutu Praw Człowieka; Wladimir Bukowski, słynny sowiecki dysydent i krytyk putinowskiej Rosji oraz Arkady Polishchuck, polski poeta, dramaturg i eseista. Autorzy listu otwartego zachęcają na łamach „Gazety Polskiej” do podpisywania się pod protestem w obronie wolności słowa w Polsce i odsyłają do strony www.freepl.info.
Więcej w liście otwartym na rzecz poparcia wolności słowa w Polsce na str. 5 najnowszego wydania „Gazety Polskiej”.
Opr. OG
Prasowe spory z czasów Polski Ludowej
Na łamach prasy PRL ujawniały się prawdziwe dylematy tamtych czasów, ukazywała zaklęta w ukryte przekazy rzeczywistość, zaczynały i kończyły kolejne przesilenia. Wiesław Władyka w nowym wydaniu „Polityki” analizuje sposoby, jakie stosowała prasa dawnego ustroju, by dotrzeć do czytelnika i zostać odpowiednio zrozumiana.
Na początku lat 50. w prasie ścierały się dwa fronty – zwolenników II RP i pragnących jej zniszczenia. „Trwały dyskusje i pojawiały się odmienne, konkurujące koncepcje, jak ta rzeczywistość ma dalej wyglądać, jakich wartości trzeba się trzymać, jakie przyjąć taktyki” – wspomina Władyka. Przypomina również, że w połowie lat 50. na łamach prasy zrodziła się „rewolucja w ramach rewolucji”. „Odwilż ogarnęła wszystkie właściwie redakcje, a dziennikarze znaleźli się w czołówce zmian” – pisze publicysta. „Rok 1956 był chyba największym sukcesem polskiej żurnalistyki, jej wpływu na wydarzenia, zapewne dlatego obrósł w środowiskowe legendy i mity, z mitem tygodnika >>Po prostu<< na czele” – dodaje.
Kolejne prasowe starcie przypadło na lata 60., kiedy walczyli ze sobą „patrioci” – inspirowani i związani z obozem władzy oraz „szydercy” – publicyści, pisarze, intelektualiści, którzy rzekomo naśmiewali się z historii kraju i narodowych bohaterów. Spór nie mógł być jednak prowadzony wprost, w związku z czym odbywał się w sposób pretekstowy, wyrażał się w specyficznym języku migowym i specjalnej leksyce. „Kłócono się o historię, o ocenę filmów, o twórczość Mrożka” – wylicza publicysta „Polityki”.
Drugi obieg, który pojawił się po 1976 r. był – w ocenie Władyki – rewolucyjny dla polskiej prasy. Prasa „podziemia” stanowiła wielkie wyzwanie i „wielki wyrzut sumienia” dla dziennikarzy utrzymujących się na oficjalnej powierzchni. „Z tego doświadczenia i z tych podziemnych środowisk będzie się rekrutować w dużej części elita polskiego dziennikarstwa po 1989 r.” – wyjaśnia Wiesław Władyka. Partia nie była w stanie w tamtym czasie zatrzymać potoku słów, pretensji i dziennikarskich doniesień, jakie zalewały wtedy prasę. Wywiązała się wówczas również specyficzna relacja między wydawcami, a odbiorcami gazet z „podziemia”. „Prasa legalna oficjalnie udawała, że drugiego obiegu nie ma, lecz w codziennej praktyce redagowania i pisania musiała jakoś odnosić się do kontrsystemu, choćby dlatego, że znakomita część publiczności miała z nim jakiś kontakt” – tłumaczy publicysta „Polityki”.
Historyczną rolę media odegrały także w latach 1980-1981 – przypomina Władyka. „Jak dziennikarze zaczęli mącić w Sierpniu, tak nie przestali do Grudnia. Mącili tez przed Sierpniem i po Grudniu, tym bardziej że wielu z nich przeniosło się bądź zostało na siłę przeniesionych do tzw. drugiego obiegu wydawniczego, poza oficjalną cenzurą” – czytamy w „Polityce”.
Po roku 89’ nie było już cenzury, ale zaczął więdnąć inteligencki rodzaj prasowych rozpraw, jakie toczyły się do tej pory na łamach prasy. „Zaczęły po kolei zwijać się kiedyś tak kochane i popularne tygodniki kulturalno-społeczne, a redaktorzy zaczęli coraz bardziej skracać teksty” – zauważa Władyka. „Wolny rynek, demokracja, wolność przemieliły stary system prasowy, zmieniły sposoby rozmawiania Polaków ze sobą. Prasa stała się kolorowa, dosłownie, ale też barwna ideologicznie” – wylicza publicysta.
Zdaniem Wiesława Władyki trzeba dzisiaj odpowiedzieć sobie na pytanie: W którą stronę idzie prasa i jaka czeka ją przyszłość w dobie Internetu i komputeryzacji życia? On sam uważa, że „ze względu na ciężar tej prasy i jej tradycję, zapewne przetransportuje się ona jakoś w przyszłość i można mieć nadzieję, że nie zginą wartości zasadnie jej przypisywane”.
Więcej w tekście Wiesława Władyki „W prasie zapisane” na str. 54-57 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
Ponadto w numerze:
- o tym jaki kabaret serwuje dzisiaj widzom telewizja i z czego śmieją się Polacy pisze Aneta Kyzioł („Satyra w za krótkich majteczkach” str. 66-68),
- o obronie wolności słowa i wyrokach polskich dziennikarzy rozprawia w swojej stałej rubryce Daniel Passent („Kupą, mości panowie!” str. 89).
