O wczesnej edukacji i dziennikarstwie naukowym
Kończą się wakacje - dzieci idą do szkoły, niektóre po raz pierwszy i jest to bardzo ważne wydarzenie w rodzinie. Młode pokolenie jest najważniejsze a krajobraz uzupełnia polityczny sztafaż: konwencje, debaty, wolna amerykanka intrygantów różnych maści o miejsce przy żłobie.. A ja mam tego kwiku DOŚĆ! Nudzą mnie! Nie interesuje mnie ani debata o debacie, ani kampania wyborcza na wokandzie. Nie samą polityką żyje człowiek….
W Ustroniu Beskidzkim kończy się Zjazd obywatelskiego ruchu „Ratujmy maluchy!” Było bojowo, choć Zjazdowicze mieli rabaty przy wjeździe na Czantorie i w miejscowym Parku Rozrywki a sierpniowe słonce łagodziło obyczaje….Niezbyt łagodnie natomiast, a prawdę mówiąc po prostu bez litości traktowano tam Panią Minister Katarzynie Hall - tę samą, która, obecnie rehabilituje kolano i zaprezentowała się na łamach tabloidu z opuszczonymi spodniami. Rodzice są oburzeni na zlekceważenie Wysokiego Urzędu, a ponadto uważają że wysyłając 6 letnie małolaty na naukę Pani Minister popełnia „zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu” (głos internauty z portalu „wPolityce”) W ostatnich miesiącach portale małych miast rozgrzewały się do czerwoności obrzucając obelgami urzędników oświatowych, a niezmordowanie sekundowały im zespoły psychologów, którzy przytakiwali, potwierdzali, że 6 latki nie są gotowe, ale za odpowiedną opłatą każdy psycholog może dziecko przygotować… Przeciwnicy wczesnej edukacji nieźle się zorganizowali i już na początku lipca zanieśli do Sejmu projekt własnej ustawy z 343.303 podpisami. Nowy Sejm będzie się już dalej nad tymi podpisami zastanawiał, a tymczasem rodzice rwą włosy z głowy, że ich ukochanym maleństwom zabiera się brutalnie rok słodkich zabaw dzieciństwa. Za okrutnym pomysłem ekipy Tuska, stoi podobno przewrotny zamiar, aby za lat 20 zapędzić te dzieci wcześniej do pracy, bo emerytów będzie w Polsce za dużo a pracujących za mało..
Intryguje mnie od pewnego czasu dlaczego organizacje pozarządowe i wszelkie inicjatywy obywatelskie w krajach postkomunistycznych są organizowane PRZECIW? Czy nie jest to relikt dawnego myślenia, od którego nie uwolniło się jeszcze pokolenie? Pracowałam kiedyś za granicą właśnie w sferze NGO i byłam zafascynowana prostotą tego apolitycznego mechanizmu samo-naprawiania systemowego i samo-pomocy obywatelskiej. Rodzice skupieni w ruchu „Ratujmy maluchy” przyznają po cichu, że rozumieją potrzebę wcześniejszego nauczania, ale są PRZECIW, bo rząd za mało zainwestował, bo sale szkolne zbyt surowe, a osobnych budynków brak, nauczyciele niewyspecjalizowani, a dzieci nieśmiałe i niesamodzielne - więc generalnie są PRZECIW! Czyżby nasza swojsko-polska aktywność ożywiała się perspektywą destrukcji? W krajach rozwiniętych społeczeństw obywatelskich rodzice też by się organizowali, ale raczej usiłowali pomóc w realizacji szkolnej reformy! Że szkoły za mało przystosowane na spotkanie maluchów? Zakładaliby komitety przyszkolne i sami robili dekoracje. Że za mało zabaw z maluchami? Zaproponowaliby szkołom swoją współpracę…. Mogliby mieć, oczywiście, i inne propozycje, ale nie wyobrażam sobie, żeby podejmując ważny społeczny problem byli tak generalnie PRZECIW… U nas wszystko dzieli się od razu według partyjnych linii bojowych: jedni przeciw drugim! Jak się pojawia jakiś temat czy to 6-latki, czy GMO to zaraz jak grzyby po deszczu uruchamiają się organizacje pozarządowe, które są generalnie PRZECIW…!?
Ratujmy maluchy! Ratować? Ale przed czym? Przed rozwojem społecznym, emocjonalnym, intelektualnym? Przed spotkaniem z grupą rówieśników? Wszędzie w Europie edukacja zaczyna się wcześniej niż u nas. Na ogół od 6 lat ale np. we Francji opieką pedagogiczną l’ecole maternelle objęte są bezpłatnie dzieci w wieku 2-6 lat W Wielkiej Brytanii i Irlandii, a także Hiszpanii, 100% dzieci uczęszcza na zajęcia edukacyjne już od 5 roku życia. Szwedzi wyrwali się przed szereg, bo u nich maluchy już od 1 roku życia do lat 5 mają zapewnione codziennie 3-godzinne zajęcia edukacyjne z udziałem rodziców. W Luksemburgu obowiązek szkolny obowiązuje od 4 lat. W Ameryce dzieci, za zgodą rodziców, od 3 roku chodzą do baby school razem ze swoimi starszymi kolegami, bo baby school są w tym samym gmachu i nikomu to nie przeszkadza! Systemy oświatowe lansują wszędzie wczesne nauczanie za przyczyną ważnych odkryć psychologii rozwojowej. Potestować przeciw temu to znaczy cofnąć pokolenie Polaków, które będzie opóźnione w stosunku do swoich europejskich kolegów. Nie mamy prawa im tego robić!
Konrad Lorenz, laureat Nagrody Nobla ( 1974), słynny badacz zachowania zwierząt wywrócił do góry nogami cały nasz system rozumienia ludzkiego rozwoju i wychowania. Obserwując dziwactwa gęsiego stada ( które za nim podążało jak za „matką”) prof. Lorenz stworzył teorie „imprinting”, czyli wdrukowania…. Wczesne przeżycia wdrukowują się w mózg i tworzą matryce - trwałą ścieżkę połączeń w impulsach neuronów. Matryce się nakładają, mózg tworzy szczególną, osobnicza strukturę - to wzór zachowań na cale życie, niezależnie, co się potem zdarzy. Ważny jest imprinting, ale ważne jest KIEDY następuje to wdrukowanie. Okazuje się że w biologii są jedyne, optymalne strefy rozwoju, gdy mózg się uczy. Widzieć uczymy się w pierwszych latach życia. Koty np. rodzą się ślepe i jeśli przetrzymać im opaskę na oczach przez rok – pozostaną ślepe i nie będą już nigdy widzieć. Nie było takich eksperymentów na ludziach, ale wiadomo, że jeśli niewidomy od dzieciństwa odzyskuje wzrok jako dorosły, ma wielkie trudności z rozpoznawaniem barw i kształtów. Okres, gdy jego mozg mógł się nauczyć prawidłowego widzenia już minął. Amerykański okulista William Bates, autor książki Treatement Without Glasses, uważa, że słaby wzrok żyjących współcześnie wiąże się głównie z tym, że od dzieciństwa oglądamy zbyt bliskie plany: dzieci siedzą w pokojach ze swoimi zabawkami, przy telewizji, przy komputerze…. Rzadko mają szansę ćwiczenia wzroku w przestrzeni, patrzenia na dalekie odległości. Oko uczy się ograniczonej akomodacji. W mózg wdrukowuje się matryca takiej właśnie umiejętności widzenia… W Chinach i Japonii i wczesna edukacja polega też na tym, że są lekcje widzenia - specjalne ćwiczenia dla oczu maluchów, by uchronić je w przyszłości od noszeniu okularów.
„Moje dziecko, jeszcze takie dziecinne – bronią swych pociech rodzice.. – „Moje dziecko nieprzygotowane, aby się uczyć…” Ależ ono uczy się cały czas i to bardzo intensywnie! A czego właściwie takie małe dziecko może się uczyć w szkole? Na pewno nie ułamków! Ale na przykład skupienia na jednej czynności, co tak ważne jest potem w nauce szkolnej i w życiu. Jeśli bodźce we wczesnym okresie nie będą prawidłowe w mózg wdrukuje byle co - po prostu to, z czym się akurat zetknie…. W okresie od 4 do 6 roku życia uczymy się np. kontroli emocji. Rodzice lekceważą wybuchy złości i rozśmiesza ich raczej, gdy ich pociecha rzuca się na ziemie, kopie nogami i wrzeszczy: ja chcę loda!. To się zaprogramuje, wpisze się w mózg jako matryca i potem w życiu będą gwałtowne zachowania i szantażowanie innych emocjami. W grupie rówieśniczej takie zachowania się wyciszają, dziecko uczy się liczyć z innymi… Ortografii np. uczymy się do 12-go roku życia. Czyj mózg w tym okresie nie przyjmie reguł pisania - ten będzie sadził potem błędy nawet, jako szanowany Minister albo wielce mądry Pan Profesor? Dlatego też Poradnie Psychologiczne wydają obecnie zaświadczenia o dysleksji tylko dzieciom do 12-go roku życia. Jeśli zjawia się dryblas przed maturą, którym nie chciało się uczyć ortografii – nie ma szans na ulgową taryfę! „ Kto nie zacznie uczyć się języka obcego do dziesiątego roku życia nie opanuje obcej mowy perfekcyjnie - twierdzi amerykański językoznawca Esic Heinz Lemberg – Zacznij się uczyć jak najwcześniej? Gdy poznajesz obcy język, jako dorosły twój mózg jest już ukształtowany w innej logicznej strukturze… „
Przeprowadzono wiele badań, wykonano wiele eksperymentów, które potwierdziły, że zaniedbań rozwojowych najwcześniejszego okresu życia nie można zrekompensować w dorosłości. Ścieżki się już wdrukowały, matryce utrwaliły… Bliźniaczki Amala i Kemala, znalezione sto lat temu w indyjskiej dżungli do końca swego krótkiego życia nie nauczyły się mówić, a poruszały się najchętniej na czterech kończynach. Victor – francuski chłopiec odnaleziony w lesie w 1800 nigdy nie był w stanie wykrztusić z siebie żadnych ludzkich dźwięków - wył jak wilk, bo prawdopodobnie wykarmiła go wilczyca... Genie, mała Amerykanka, która do 13-go roku życia była więziona w ciemnościach przez patologicznego ojca nie mówiła, nie widziała, nie była w stanie niczego się nauczyć – czas, kiedy jej mózg mógł się uczyć minął bezpowrotnie… Za wielki sukces terapeuci uważali to, że 15-letnia Genie nauczyła się… uśmiechać.
Rodzice chcą dla swoich milusińskich jak najlepiej, tak im się przynajmniej wydaje… Po prostu nie wiedzą. Reformatorzy nie wyjaśnili im, że wczesna edukacja zmysłów, emocji, koordynacji ruchów i podstaw poznawania jest tak ważne dla przyszłości dzieci! Ale gdzie byli wtedy dziennikarze? Medioznawcy twierdzą wprawdzie, że dziennikarze stracili pozycje „objaśniaczy świata”, bo nie potrzebujemy już pośredników i każdy może się teraz dowiedzieć u źródła…. Jeśli tylko może i jeśli zechce. A poza tym chyba nie w nauce. Tymczasem popularyzacja nauki stała się w Polsce niemodna, bezużyteczna, zepchnięta na najdalszy margines. Dziennikarze – popularyzatorzy stworzyli nawet osobne Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych, by domagać się obecności w mediach. Na próżno… Politycy zabetonowali się w fortecach, okupują media 24 godzina na dobę.
Przyznam, że czasami nie rozumiem moich kolegów, dziennikarzy… Jak jakiś ważny temat pojawia się w opinii publicznej, to od razu zapraszają polityków. Politycy nie są erudytami i nawet w tym względzie trudno reformowalni…:), ale nie mówcie mi, koledzy, że to politycy każą wam zapraszać do studia tych, a nie tamtych! Możecie odczuwać presją "politycznej atmosfery”, ale to nikt inny jak redaktor decyduje i to on zaprasza i komponuje zespól dyskutantów! Dlaczego wśród mędrców brylujących w studio tak rzadko są kompetentni fachowcy? Nie politolodzy, bo tych kilku występujących na okrągło - znamy już na pamięć i nawet wiemy z góry, co powiedzą! W narodowej dyspucie potrzebni są specjaliści innych dziedzin: niezależni naukowi eksperci! Ci ludzie wiedzą co mówią, studiują latami, jeżdżą po świecie, analizują , porównują, widzą powiazania społeczne – za to dostają tytuły, stopnie naukowe i nasz szacunek! Posłowie. to zwykli ludzie wdmuchani na celebrytów. Jak ich zaprosisz do studia - przybiegną natychmiast i będą bełkotać, co tylko do głowy im strzeli, a ślina na język przyniesie. Nie przeszkadza im, że się nie znają, że gadają nie na temat - byle tylko przeciw innemu i żeby dopieprzyć, zamotać, ściemnić... Przyznam szczerze, że wcale nie mam ochoty oglądać przedwyborczych debat, w zamyśle podobno merytorycznych…? Mam duże wątpliwości czy naprawdę będą to debaty merytoryczne? Kto to zagwarantuje? Ostatnio bywa tak, że polityk coś palnie bez sensu, nikt tego nie prostuje, bo fachowca dziedziny w pobliżu brak… Bzdura utrwala się w opinii publicznej i co dalej począć z takim fantem? W sprawach kryzysu finansowego w Polsce i na świecie politycy opowiadają np. teraz straszne głupstwa, czym podważają zaufanie nie tylko do siebie, ale przede wszystkim do mediów! I nikt tego nie kontroluje, bo nie ma czasu i miejsca i nie ma w Polsce autorytetów a wydarzenia gonią wydarzenia… Wyobrażam sobie dyskusję o 6-latkach… Oto pięciu partyjnych zawodników skacze na siebie jak agresywne koguty na arenie a obowiązek szkolny 6-latków kojarzy im się z arogancją władzy, z dyskryminacją, z represjami, z brakiem wolności z totalitaryzmem a może nawet z… katastrofą smoleńską!
Nie zabieram głosu po żadnej stronie. Połowa 6-latkow właśnie rozpoczyna swoja pierwszą szkolną edukację, a następni przyjdą za rok. Nie jestem też fanką Minister Katarzyny Hall. Stanowczo nie popisała się pomysłem likwidacji zawodówek! Fatalna to była decyzja, bo Polsce i Europie są potrzebni fachowcy. Program historii w gimnazjach Pani Minister tez podobno przetrzebiła ponad miarę…. Ale w sprawie 6-latkow racja jest po Jej stronie. Oczywiście, że pierwszaki mogą mieć szkoły jeszcze przyjaźniejsze, bardziej kolorowe i lepiej wyposażone a nauczycielki jeszcze milsze i bardziej „zabawowe”, bo nigdy nie jest tak, aby nie mogło być lepiej….
31.08.2011 Wanda Konarzewska
