Nowe szaty króla
Ciekawe, że każdy polityk pod każdą szerokością geograficzną - ·czy to w Europie czy w Ameryce - gdy podchodzi do wyborów zaczyna mówić o konieczności reformy ochrony zdrowia i składa wyborcom różne obiecanki. Z dużym wdziękiem robił to Clinton, potem podjęła Hilary… Barack Obama tez sporo o zdrowiu naopowiadał! Ale po objęciu władzy politycy zazwyczaj wycofują się na z góry upatrzone pozycje i boją się tknąć tej wybuchowej piramidy, która może stać się ich stosem ofiarnym, bo spłoną w ogniu rozgniewanego ludu…
Czekałam, kiedy nasi rozpoczną ten kontredans i doczekałam się „Debaty o Zdrowiu” na inauguracje przedwyborczych spotkań. Poddani, czyli widzowie przed telewizorami czekali na nowe szaty króla. Miały nas olśnić fajerwerki pomysłów partyjnych uzdrawiaczy zdrowia, ale ględzili jak zwykle… Wieczór był nudny jak flaki z olejem a gadano głównie o pieniądzach i o tym że jest WZROST i czy jest WZROST i tak w kółko….
Pani Kopacz jest charyzmatycznym krasomówcą, więc zaprezentowała informację, że pacjentów mamy już ok. 1 miliona więcej, a będzie ich jeszcze więcej a operacji mieliśmy 360 tysięcy, ale teraz będzie ich więcej, więcej, więcej…. Pani Minister, czy jest się, czym chwalić? Że coraz więcej chorych? Rynek przestał już być religią, a my ciągle pod pręgierzem, żeby wszystko rosło w górę! Wyobraźmy sobie: jest 5 mln pacjentów, a potem będzie 10 milionów i 20 milionów, i jeszcze więcej, więcej ! WZROST czyli SUKCES…? W medycynie jest akurat odwrotnie!
Prawdziwy sukces w polskiej medycynie zdarzył się dziesięć lat temu. Polska była wówczas gwiazdą pierwszej wielkości w statystykach chorób serca i co drugi Polak walił efektownie za zawał ( ścisłej 48 proc.) Kardiolodzy wystawiający akty zgonów byli bardzo przepracowani, a karetki na sygnale woziły niezmordowanie chorych po szpitalach. Wdrożono wtedy Narodowy Program Ochrony Serca, skierowany nie tylko do lekarzy, ale do całego społeczeństwa oraz do każdego pacjenta indywidualnie! Każdemu wbito w tych latach do głowy, że są czynniki ryzyka, których warto unikać: nie palić, nie obżerać się, pokonywać stresy i lenistwo zasiedzenia. Prof. Zygmunt Sadowski, kierujący tym Programem był zdumiony, oglądając spadające słupki śmiertelnych statystyk… W ciągu dekady zachorowalność obniżyła się ponad 30 procent. Super - prawda? Uratowaliśmy miliony ludzkich istnień, zaoszczędziliśmy miliardy w złotówkach...
Refleksja jest oczywista, choć niedoceniona… W reformowaniu systemu zdrowia potrzebni są nie tylko lekarze z nowoczesnym oprzyrządowaniem, ale przede wszystkiemu lekarze zdrowia publicznego. Eksperci tej specjalności leczą nie jednostkę, ale społeczeństwo jako całość: zastanawiają się dlaczego występują takie, a nie inne choroby i jak im przeciwdziałać, ·jakie wdrożyć programy ( edukacyjne, społeczne, żywieniowe itp ), aby ciągły wzrost wydatków na zdrowie nie był pętla na szyi narodowego budżetu! Nikt na ten temat nawet się nie zająknął w przedwyborczej debacie i nawet nie mam pewności czy Minister Fedak rozumie, że medycyna jest także nauką społeczną! Wiadomo np. że społeczeństwo odreagowuje gwałtowne przemiany po 3-4 latach. To właśnie stało się w 1994. Bo nic na tym świecie nie dzieje się bez przyczyny… Podobno obecnie co 10 Polak ma depresję – trąbiły o tym ostatnio media z okazji Światowego Dania Walki z Depresją. 400 tysięcy chorych - co za gratka dla lekarzy i aptekarzy! Wiec otwierajmy nowe szpitale i psychiatryki - będzie wzrost, będą statystyki, będzie się czym chwalić na publicznym forum.... I tu warto użyć prezydenckiego zawołania: Polacy nie idźcie tą drogą! Zamiast zwiększać fundusze na medycynę warto ulepszyć dialog społeczny: ocieplić międzyludzkie relacje, wspomóc rodziny… Śmiem twierdzić też, ze awantury elit politycznych napawają społeczeństwo lękiem i brakiem poczucia bezpieczeństwa, wzmagają poczucie osamotnienia. Sami sobie gotujecie ten los!
ZDROWIE poszło na pierwszy przedwyborczy ogień, bo wiadomo, że na zdrowiu najbardziej ludziom zależy. We wszystkich ankietach na pytanie, co w życiu najważniejsze wpisujemy: ZDROWIE. Politycy znają te sondaże , ale o służbie zdrowia nie mają tzw. zielonego pojęcia, ani też osobistych doświadczeń. Nie stoją w kolejkach po numerek, bo mają swoje VIP-owskie przychodnie. Kiedyś się awanturowali, że czerwona burżuazja ukrywa się w luksusowych szpitalach za żółtymi firankami, ale potem sami chętnie do tych luksusów weszli, co było do przewidzenia dla każdego, kto czytał książkę Georga Orwella i pamięta jak to świnie gorliwie zasiedlały dawne pałace.. Uwolnieni od cierpień o miejsce w szpitalnej kolejce politycy hojnie rozdają teraz każdemu obietnice na komunistyczna modłę – każdemu według potrzeb!
Najlepiej wyleczy nas SLD: będzie bez kolejek, bez limitów. Każdy lekarz i każdy szpital przyjmuje na okrągło każdego, kto się tylko zgłosi. Leczenie od przedszkola aż po grób na najwyższym światowym poziomie. Kosmiczna zmiana! PiS trochę bliżej ziemi, ale też w obłokach: żadnych kolejek i lekarz na zawołanie ·Podobno 6 procent PKB zagwarantuje nam natychmiastowe i perfekcyjne leczenie. I tak dalej baju, baju… Obiecują, obiecują, ale nie wskazują skąd wziąć i komu zabrać, aby wszystkim hojnie rozdać…
Osobiście żałuję, ze w tej debacie nie było Palikota - jedyny polityk, który zauważył, że we własnym administracyjno-partyjnym gronie przelewa się z pustego w próżne. Medycyna nie jest samarytańską posługą, ale też po trochu biznesem i kłębowiskiem interesów. Walczą tu ze sobą przynajmniej trzy strony układu… Politycy chcą jak najmniej płacić z budżetu, ale zdają sobie sprawę, że chore społeczeństwo nie da im mandatu władzy, więc się przymilają i plotą banialuki Pacjenci chcieliby jak najwięcej z budżetu wyciągnąć, nie angażując własnej kieszeni. Pragną żyć bez ograniczeń, mieć lekarza na każde zawołanie, a nawet są tacy, którzy bardzo lubią dłużej pochorować…. Lekarze są zainteresowani zarobkami na maksa, ale nie odpowiedzialnością, której za wszelka cenę starają się unikać! Bardzo dobrze natomiast wychodzi im wystawianie rachunków i to lubią najbardziej! W USA np wystawili ostatnio lipne rachunki na 300 milionów dolarów - u nas niby lepiej, ale i nikt nie sprawdza…. Jak się te finansowa kołdrę na kraj naciągnie to okazuje się tu i tam za krótka a miejscami dziurawa. Każda jednak zmiana w tej drażliwej sferze musi być zaakceptowana przez społeczeństwo świadome, że nie wszystko dla każdego i nie za wszelką cenę, bo państwo, czyli podatnicy nie udźwigną…. Palikot proponuje Społeczne Rady Pacjentów przy każdej instytucji zdrowotnej ( dla funkcji doradczo- kontrolnej) i - moim zdaniem - nie jest to wcale zły pomysł!
W Lecznicy Sejmowo - Rządowej są najwybitniejsi specjaliści choć, jak sądzę, z okulistami tam kiepsko. Dlatego większość pacjentów ma pewne dolegliwości w zakresie spostrzegania rzeczywistości. Platforma Obywatelska niewątpliwie ma wadę nadwzroczności: czyli widzi daleko a tym, co blisko nie zaprząta sobie umysłu. Polska wielkim placem budowy - to prawda! Na wzburzonym morzu światowych finansów Polska dzielnie pokonuje rafy - to prawda! Ale jak się spojrzy bliżej to od razu widać, że pana Kowalskiego nie interesuje tak bardzo elegancka autostrada czy nowy stadion - martwi go natomiast, że marnie mu płacą i nie ma na przedszkole dla dziecka. Krótkowidzami natomiast są politycy z PiS, którzy widzą wszystko blisko i w powiększeniu i nawet źdźbło w oku sąsiada, ale trudno im dostrzec ze świat w perspektywie europejskiej i globalnej. Politycy SLD natomiast cierpią chyba masowo na chorobę zwana zaćmą, bo świat wokół wydaje im się rajskim ogrodem, gdzie rosną słodkie gruszki na wierzbie i tylko brać i rozdawać… Przecież chyba na tyle zdaja sobie sprawę ze nie byliby w stanie wypełnić składanych przedwyborczych obietnic! Czyli co….? Czyżby kpili z naszej inteligencji?
Wanda Konarzewska
13 września 2011
