Korespondencja własna z Wielkiej Brytanii.
„Imperium Murdocha w kryzysie”, ”Gazeta, która umarła ze wstydu” – to jedynie dwa z wielu artykułów, które ukazały się po 6 sierpnia w brytyjskiej prasie. Z dnia na dzień upadł tytuł, który trwał na rynku od 168 lat, którego nakład wynosił 3 mln egzemplarzy i uznawany był za najlepiej sprzedającą się gazetę niedzielną świata. Ale sytuacja rozwijała się z zaskakującą nawet na Wielką Brytanię szybkością.
Najpierw „News of the World” został oskarżony o uprawianie hackerstwa, włamywanie się do prywatnych telefonów komórkowych celebrytów oraz innych osób, będących w centrum zainteresowania tabloidu. Pośród podsłuchiwanych gwiazd znalazł się Hugh Grant i Siena Miller, znani piłkarze Wayne Rooney i Paul Gascoigne, były wicepremier John Prescott, aktualny minister skarbu George Osborne i obaj książęta William i Harry, ogółem – 91 osób. Jednak prawdziwe oburzenie Brytyjczyków wywołała wiadomość, że dziennikarze NotW przechwytywali pocztę głosową i sms-y rodzin ofiar zamachu terrorystycznego w Londynie w 2005 roku, brytyjskich żołnierzy, którzy zginęli podczas wojny w Iraku oraz rodziców dwóch dziewczynek, Jessiki Chapman i Holly Wells, zamordowanych przez pedofila Iana Huntleya w 2002 roku. Podejrzenie telefonicznego hackerstwa dotyczą także rodzin innych małych ofiar torturowanych i zamordowanych przez psychopatów: 13-letniej Milly Dowler i 8-letniej Sary Payne.
Opinia publiczna zawrzała. Lider Partii Konserwatywnej David Cameron bardzo poważnie potraktował skandal rozwijający się w niebezpieczny dla niego sposób, a labourzystowska opozycja, choć jak się potem okazało także nie bez winy, ruszyła do ataku. Dziennikarze, zatrudnieni w brytyjskim segmencie imperium Ruperta Murdocha, wypełniali łamy „Timesa” i tabloidu „Sun”, zapewne zgodnie z odgórną instrukcją, materiałami pełnymi skruchy. A zarówno krajowe liberalne dzienniki jak „Independent” i „Guardian”, ale także konserwatywny tabloid „Daily Mail” nazywali aferę po imieniu, ”skandalem hackerskim, który postawił pod znakiem zapytania metody zdobywania informacji przez prasę sensacyjną, nastawioną wyłącznie na zysk” oraz „sięgnięciem dna przez red papers” czyli ”czerwoniaki”.
James Murdoch, jeden z synów magnata prasowego i prezes News International na Europę, wygłosił dla brytyjskich mediów pospieszne oświadczenie. Stwierdził, że „ podsłuchiwanie osób prywatnych przez NotW i korumpowanie oficerów policji w zamian za informacje było nie do przyjęcia”, a on sam „niestety autoryzował wypłatę odszkodowań dla celebrytów, aby zapewnić sobie ich milczenie, czego nie powinien był robić” i obiecał pełną współpracę NotW z Policją Metropolitalną. A zaraz następnego dnia ogłoszono zamknięcie liczącej sobie 168 lat gazety niedzielnej. Jak tłumaczył przy tej okazji James Murdoch, „NotW naruszył zaufanie czytelników i decyzja zamknięcia tytułu jest jedyną właściwą decyzją”, przy okazji próbując zrzucić część winy na OFCOM, niezależną komisję d/s monitoringu rynku medialnego i skarg, co zostało uznane za arogancję. W każdym razie z dnia na dzień około 200 dziennikarzy NotW zostało wyrzuconych na bruk – wtedy jeszcze prócz Rebeki Brooks, prezesa News International, nadzorującej brytyjskie aktywa prasowego imperium Murdocha.
Trzeba przyznać, że sytuacja premiera Davida Camerona daleka była od komfortowej. Rzecz w tym, że lipcu 2007 roku zaangażował on na stanowisku spin-doctora Andy Coulsona, byłego naczelnego NotW, nad którym już wtedy ciążył zarzut autoryzowania podsłuchów osób prywatnych i celebrytów. Po wygranych wyborach parlamentarnych w maju 2010 Coulson został szefem zespołu ds. komunikacji z mediami Downing Street. Mimo że premier bronił swego podwładnego, na skutek stałej presji mediów, liberalnych i konserwatywnych – w Polsce taka ponadpartyjna kooperacja w obronie standardów jest dziś jeszcze nie do pomyślenia - w styczniu tego roku Coulson musiał odejść. Cameron wydał wtedy oświadczenie, w którym wspierał swego byłego pracownika. Ale już następnego dnia po wybuchu skandalu, na nadzwyczajnym posiedzeniu Izby Gmin, przyciśnięty przez opozycję do ściany, powiedział: ”Chciałbym, żeby to było jasne. Będzie śledztwo, badające sprawę. To już nie jest afera, dotycząca podsłuchiwania celebrytów, ale ofiar zbrodni. Cały kraj jest tym wstrząśnięty”. I zdystansował się od Coulsona, a także obiecał dwa śledztwa, jedno w ramach Policji Metropolitalnej, drugie publiczne z udziałem sędziego prowadzącego oraz świadków zeznających pod przysięgą.
Na skutek nacisku opozycji, mediów i obywateli, sytuacja rozwijała się błyskawicznie. Scotland Yard wszczął postępowanie w sprawie autoryzacji przez Coulsona łapówek dla kilku oficerów policji. Został przesłuchany, wyszedł za kaucją na wolność, jesienią sprawa karna, a za przekupstwo policjanta grozi tu od 3 do 5 lat więzienia. Szef Yardu, sir Paul Stephenson obiecał solennie, że wszyscy winni łapówkarskiej afery staną przed sądem. Ale lider labourzystowskiej opozycji Ed Miliband wciąż atakował Camerona za „błędy personalne”, że przyjaźni się z Elizabeth Murdoch oraz bywa na kolacjach u sąsiadki Rebeki Brooks, szefowej News International. „To największy skandal prasowy współczesnych czasów – powtarzał w Izbie Gmin i mediach – z każdym dniem bardziej kompromitujący. To już nie jest działanie jakiegoś łajdackiego reportera, Rebeka Brooks także powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za to co zdarzyło się w NotW i odejść”. W demokracji prawdziwej, a nie fasadowej premier odpowiada także za brak nadzoru, nawet za „katastrofalne pomyłki w doborze przyjaciół”, jeśli rzutują one na stan bezpieczeństwa czy obniżają standardy funkcjonowania państwa. Powszechne było też przeświadczenie, że planowana transakcja przejęcia przez magnata British Sky Broadcasting powinna zostać zablokowana tak przez Downing Street jak i przez OFCOM (Office of Communications - organ państwowy istniejący w Wielkiej Brytanii od 2003 r. kontrolujący i nadzorujący rynek mediów i telekomunikacji – red.), ponieważ ”News Corporation nie byłby ani oczekiwanym ani odpowiednim właścicielem”. Obecny minister kultury i mediów Jeremy Hunt został dosłownie zasypany lawiną telefonów i maili, aby zablokować tę transakcję.
Naciskano Camerona ze wszystkich stron. Dziennikarze „Guardiana” i „Daily Telegraph” zgodnie twierdzili, w Polsce sytuacja nie do wyobrażenia, że nie pamiętają skandalu, który wstrząsnąłby zarazem rynkiem mediów, Policją Metropolitalną, nie wiadomo także jak odbije się na reputacji partii rządzącej. Już wtedy widać było , że zaczynają działać pewne mechanizmy porządku demokratycznego. Po pierwsze, z inicjatywy posła Toma Bryanta, wspartego przez kolegów niezależnie od barw partyjnych, w Izbie Gmin odbyło się posiedzenie nadzwyczajne. Zapanowała pełna zgoda co do tego, że NotW popełniła wykroczenie, być może przestępstwo i winni afery korupcyjnej muszą zostać ukarani. Należy dodać, że Rupert Murdoch jest od lat solą w oku Brytyjczyków; twierdzi się, że skupiając w swoim ręku dużą część tutejszych gazet, dysponuje ogromną władzą, która zagraża pluralizmowi brytyjskich mediów oraz demokracji . Nie bez przyczyny nazywa się go „producentem premierów”. Z 300 tysiącami egzemplarzy dziennie „Timesa”, 3 milionami „Suna”, 3 kolejnymi milionami NotW tygodniowo, w 1992 roku był w stanie pomóc wygrać wybory konserwatyście Johnowi Majorowi, a kiedy zmienił preferencje polityczne, laburzyści trzy razy z rzędu pobili torysów. W 2010 Murdoch znowu postawił na konserwatystów i w efekcie zwyciężył David Cameron. Na nadzwyczajnym posiedzeniu w Izbie Gmin wszystkie te argumenty raz jeszcze zostały przypomniane, a James Murdoch i Sarah Brooks zostali nazwani „częścią kryminalnego podziemia”. Interesująca wydaje się także reakcja mediów. Zapanowała pełna zrozumienia zgoda liberałów i konserwatystów, którzy ramię w ramię stanęły w obronie wartości i standardów dziennikarskich, „Jeśli nie zareagujemy teraz, będzie coraz gorzej” – pisał w ” Independent” John Wittham Smith. „Politycy nareszcie uwolnią się od tyranii Murdocha” – to z kolei jego kolega z sąsiedniej strony Steve Richards. Nie dostrzegłam ani jednego tytułu, łącznie z „Timesem” i „Sunem”, który broniłby „dobrego imienia” NotW czy praktyk stosowanych przez jego właściciela! W demokracji wciąż jeszcze zdarzają się afery, których się nie broni, bo są nie do obrony, bo to działanie godzące w ogólnie przyjęte, ponadpartyjne zachowania cywilizowane.
W wyniku tego zmasowanego ostrzału Rupert Murdoch wystosował publiczne i płatne przeprosiny na łamach kilku tytułów i wycofał swoją ofertę przejęcia pozostałych 69% BSkyB. Rebeka Brooks zrezygnowała ze stanowiska dyrektora News International, została – jak Coulson – przesłuchana przez Scotland Yard i zwolniona za kaucją, jesienią ruszy proces. Szef Policji Metropolitalnej sir Paul Stephenson podał się do dymisji, a za nim jego zastępca John Yates. Procedury demokratyczne zadziałały w interesie społecznym we właściwy sposób.
Rozpoczęła się też wielka debata na temat dopuszczalnych granic zdobywania informacji przez tabloidy oraz tabloidyzacji, obniżania standardów dziennikarskich w national, poważnych dziennikach krajowych. Słyszy się narzekania, że „Fleet Street”, symboliczna nazwa tradycyjnego brytyjskiego dziennikarstwa od ulicy, gdzie kiedyś znajdowały się redakcje, stała się „Grab Street”, przy czym grab znaczy łap, chwytaj, zagrabiaj. Zadaje się pytania o granice wolności słowa oraz jak daleko sięga interes społeczny i czy mieszczą się tu sceny rozpaczy rodziców 7-letniej Sary Payne, która została porwana i zamordowana przez pedofila. A może jest to już cyniczne żerowanie na nieszczęściu? I co znaczy termin „tabloidyzacja rozpaczy”? Dalej – rozpatruje się relacje pomiędzy wolnością słowa a civil behaviour, zachowaniami cywilizowanymi, których przekroczenie znaczy już handel dramatem. Podnoszone są też pytania o zbyt bliskie kontakty władzy i wielkiego biznesu, których wynikiem jest nierzadko korupcja i łamanie zasad praworządności, w tym przypadku przez magnata medialnego Ruperta Murdocha. Pojawiają się również pytania o rolę jaką odegrała tu jego zażyłość z Tony Blairem, a potem z premierem Cameronem. Takie pytania muszą być w podobnych przypadkach stawiane, a niezależne media oraz świadomi swoich praw obywatele robią wszystko, żeby usłyszeć odpowiedź. Zasada transparentności stanowi podstawę porządku demokratycznego, inna zasadza się na służebności władzy wobec społeczeństwa, a jeszcze inna – aby z pomocą niezawisłych sądów winni przestępstwa zostali ukarani. Jedynie wtedy społeczeństwo wychodzi z podobnej afery oczyszczone, a akceptowane wartości mogą być bezpiecznie chronione.
Elżbieta Królikowska-Avis
14 września 2011
