Czy potrzebny jest nam obiektywizm?
 
Na Facebooku mój ostatni felieton o dziennikarzach skomentowała profesor Grażyna Habrajska, medionzawca, językoznawca i kognitywistka, ceniona w Polsce i na świecie. Lepszej rekomendacji tekstu nie mogłem się spodziewać.
 
 
Grażyna, pozwalam sobie na tę formę, bo jesteśmy po imieniu, od wielu lat organizuje w Łodzi i Krakowie, i w wielu innych miejscach, rozmowy o komunikacji. Powstają z tego dobre inspiracje i wartościowe książki. I bardzo się ucieszyłem, kiedy ją zobaczyłem na Facebooku wśród osób „lajkujących” naszą stronę (pewnie mam za ten wyraz u niej minus, bo nie lubi anglicyzmów, chyba, że się coś zmieniło…)
 
Grażyna Habrajska napisała na Facebooku, że nie należy uczyć przyszłych adeptów dziennikarstwa, że istnieje jakikolwiek obiektywizm. A dokładnie: że nie ma możliwości pisania tekstów obiektywnych (poza prognozą pogody i danymi z giełdy) i wbijanie w głowę studentom dziennikarstwa konieczności dążenia do obiektywizmu jest nakłanianiem ich do gonienia króliczka, którego nie da się złapać :)
 
Znam jej poglądy na ten temat i się tym wpisem specjalnie nie zdziwiłem. Bodaj 6 czy 7 lat temu rozmawialiśmy oboje długo o obiektywizmie dziennikarskim przy piwie w irlandzkim pubie w Łodzi. Grażyna uważa generalnie, i tu się kłania jej przywiązanie do koncepcji profesora Awdiejewa i profesora Fleischera, że obiektywizm jest niemożliwy ontologicznie, bo już na poziomie naszego języka (zatem i kultury) konstruujemy nasz świat, konstruujemy (lub jak mówi G. Tuchman – rekonstruujemy) naszą rzeczywistość. Wtedy byłem zapartym zwolennikiem poglądu, że obiektywizm (całkowity) istnieje i może być zawarty w informacji dziennikarskiej. Ale tamta rozmowa i następne konferencje m.in. z udziałem wszystkich troje wymienionych profesorów sprawiły, że z wolna zacząłem rezygnować z rygorystycznego pojmowania obiektywizmu i z przeświadczenia, że jego pełnia jest możliwa do osiągnięcia w pracy dziennikarza. Dziś miejsce gdzie się znajduję z moimi poglądami nazwałbym umiarkowanym konstruktywizmem. Co jednak nie znaczy, że zgadzam się, żebyśmy obiektywizm całkowicie odrzucili.
 
Zgoda, konstruujemy rzeczywistość. Ta tradycja konstruktywizmu wywodzi się – moim zdaniem – co najmniej od Kartezjusza z jego cogito ergo sum, potem znajduje wyraz u Kanta w kategoriach intelektu i formach apriorycznych naoczności (czas i przestrzeń), w fenomenologii Husserla, socjologii fenomenologicznej Schuetza i w teorii Luhmanna, by w nauce o dziennikarstwie zaktualizować się u Tuchman.
 
Filozofia odeszła dawno od klasycznej metafizyki, kiedy rozważania zaczynało się od przedmiotu poznania, przenosząc punkt ciężkości na podmiot poznania. Dziennikarze tkwią jednak często mentalnie w paradygmacie arystotelesowskim i rzeczywistość czytają zgodnie z klasyczną teorią prawdy. A prawda wg tej wykładni, to zgodność twierdzenia z rzeczywistością. Hm, tylko co to jest zgodność, co to jest rzeczywistość, skąd wiadomo, że twierdzenie jest zgodne z rzeczywistością, i kto ma to ustalać? Ten sam problem dotyczy innych poza prawdą ważnych pojęć, jak dobro, czy piękno. I oczywiście – obiektywizm.
Mimo to, mimo tych trudności definicyjnych, uważam, że nie należy rezygnować z samych pojęć pomocnych przy opisie naszej kultury (świadomie unikam pojęcia rzeczywistości). Sam zresztą traktuję te kategorie, występujące w epistemologii i etyce dziennikarskiej – prawdy i obiektywizmu – jako użyteczne mity. Mit tu rozumiem za Barthesem jako kulturowy sposób myślenia o czymś, sposób konceptualizowania i rozumienia, ale i zespół przekonań organizujących naszą życiową aktywność.
 
Wspomniana wcześniej Gaye Tuchman pisała, że obiektywizm jest pewnym rytuałem pozwalającym dziennikarzowi wyzbyć się pomyłek i uniknąć podejrzenia o manipulację. Należy zatem przyjąć następujące reguły: jeśli cytujesz jedną stronę, to cytuj i drugą, używaj dosłownych cytatów, wspieraj faktami swoje argumenty, stosuj w informacji schemat odwróconej piramidy (i pytania informacyjne). To wystarczy, żeby zachować rzetelność, dokładność i bezstronność. I nie ma wytłumaczenia dla stronniczego i manipulującego dziennikarza, który będzie zasłaniał się sloganem, że prawdziwy obiektywizm nie istnieje!
 
Obiektywizm, przy całej świadomości niemożności jego pełnej realizacji, jest potrzebny i określać powinien reguły porozumienia między dziennikarzami a odbiorcami. Powinien być traktowany jako idea regulatywna, jako imperatyw kategoryczny w pojęciu kantowskim: postępuj tak, jak chciałbym, żeby postępowali inni. Bo tylko na tej zasadzie możliwa jest komunikacja. Są wypracowane konwencje, i tych konwencji się trzymajmy. A cóż to jest prawda? Cóż, na to pytanie nie odpowiedział Piłatowi nawet Jeszua-Ha-Nocri.
 
Zatem, czy gonić króliczka, wiedząc, że go się nigdy nie złapie? Czy warto dążyć do prawdy i obiektywizmu, kiedy wiadomo, że obiektywizm jest tylko pewną konstrukcją? Myślę, że po prostu nie mamy innej drogi, jeśli tylko chcemy, żeby dziennikarstwo przetrwało jako spójny system komunikacji.
 
Piszę to jako dziennikarz, jako medioznawca wyrażam sceptycyzm. Ale o tym innym razem.
 
Dziękuję Grażyno za kolejną inspirację. Pozdrawiam.
 
 
Marek Palczewski

24 września 2011 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl