„Nasz Dziennik” donosi na księdza

- Dziennikarze "Naszego Dziennika" zawiadomili krakowską kurię o moim udziale w serwisie wyborczym Gazeta.pl. Pytali, czy kuria sprawdziła, czy moje wypowiedzi były zgodne z nauką Kościoła - poinformował nas ks. Kazimierz Sowa, powołując się na wiarygodne źródło – podaje gazeta.pl.

Czytaj:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,10357999,Wybory_2011___Nasz_Dziennik__powiadomil_kurie_o_udziale.html



Mocne okładki tygodników

Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w sutannach, udzielają sobie wzajemnie komunii - tak wygląda okładka nowego tygodnika "Wręcz Przeciwnie". Na mocną pierwszą stronę, z rozwścieczonymi twarzami PiS, zdecydował się też konkurencyjny tygodnik "Wprost" – zauważa „Gazeta Wyborcza”.

Czytaj:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,10352618,____PiS__i__Kosciol_Tuska_kontra_Kosciol_Kaczynskiego__.html


Cenckiewicz uważa wręcz przeciwnie

Okładka nowego tygodnika wpisuje się w obecną antykatolicką kampanię w Polsce. Mój pierwszy tekst dla „Wręcz Przeciwnie” jest jednocześnie ostatnim – pisze w oświadczeniu przysłanym Niezależnej, znany historyk Sławomir Cenckiewicz.

Czytaj:

niezalezna.pl/16694-przepraszam-za-swoja-obecnosc


Komorowski podpisał

- Prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej - poinformowała Kancelaria Prezydenta. O zawetowanie kontrowersyjnej ustawy lub skierowanie jej do TK prosili prezydenta politycy opozycji i organizacje pozarządowe, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka – podało Radio TOK FM (za PAP).

Czytaj:

www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,10353383,Prezydent_podpisal_nowele_ustawy_o_dostepie_do_informacji.html


Pozycjonowanie na żądanie

Firmom i osobom prywatnym zależy, by na pierwszych miejscach wyszukiwarki Google pojawiały się same korzystne informacje o nich. Taką usługę można już zamówić – pisze Grażyna Raszkowska w „Rzeczpospolitej”.

Czytaj:

www.ekonomia24.pl/artykul/706258,721752-Znikanie-na-zadanie.html


 

Tygodniki w natarciu na katolicyzm

„Patrząc na ubiegłotygodniowe okładki mainstreamowych polskich tygodników, można dojść do wniosku, że w Polsce odbywa się rewolucja a la Zapatro” – pisze w nowym „Uważam Rze” Łukasz Adamski. Publicysta zauważa, że takiego natężenia agresywnych w stosunku do chrześcijan czołówek nie było w Polsce nigdy.

Adamski analizując tygodniki opinii z ostatnich tygodni stwierdza, że treści, które dotąd zarezerwowane były dla „NIE” Jerzego Urbana czy „Faktów i mitów” Agory zawitały teraz na łamy poważnej prasy. „Ku uciesze tych, którzy jeszcze niedawno lamentowali nad tabloidyzacją polskich mediów” – komentuje publicysta „URze”.  Przypomina też okładkę zeszłotygodniowego wydania „Newsweeka”, na której Janusza Palikota upodobniono do wiszącego na krzyżu Jezusa. Zdaniem Adamskiego, zachowanie lidera RPP to kolejny krok na drodze jego kampanii wyborczej i jednocześnie silenie się tygodnika kierowanego przez Wojciecha Maziarskiego na pokazanie gazety jako nowoczesnej i postępowej. „W ciągu kilku ostatnich miesięcy mieliśmy okładki proaborcyjne, namawiające do legalizacji narkotyków, cover story o dzieciach gejów, wizerunek samolotu na krzyżu i malowidło Boga bez głowy” – przypomina publicysta. Adamski uważa, że czołówka „Newsweeka” sprzed tygodnika to symbol wpuszczenia demonów z prasy antyklerykalnej do mainstreamu.

Podobne demony czają się we „Wprost”. Tomasz Lis sprawił, że tygodnik zamienił się w cotygodniowy skrót wydarzeń z Czerskiej. „Symbolem metamorfozy pisma stała się upajająca się do granic absurdu antyklerykalizmem prof. Magdalena Środa” – twierdzi Adamski. Nawiązując do ostatniej okładki gazety (z fanatycznie wyglądającymi Tomaszem Terlikowskim, abp Głódziem czy Wojciechem Cejrowskim) publicysta stwierdza, że była to próba zdezawuowania krytyków symbolu wolności słowa, jakim stał się człowiek, który podarł Biblię (Nergal – red.). Przypomina też rozmowę Piotra Najsztuba z redaktorem naczelnym Frondy.pl, która „miała stworzyć wrażenie, że dziennikarz >>Wprost<< rozmawia z kosmitą od Rydzyka”.

Łukasz Adamski czuje rozgoryczenie, że polskie tygodniki wybierają w swoich koncepcjach najprostszą drogę, postępują infantylnie. Pokazują parodiującego skandalistę upozorowanego na Jezusa, zamiast zrobić wywiad z intelektualistą, który wypowiedziałby się w kwestii granic wolności słowa. Ubierają w szaty „wariatów z taniego horroru” krytyków satanizmu, a nie zapraszają do debaty np. egzorcystów, którzy mogliby zabrać głos w sprawie opętania. Efektem takiego traktowania spraw jest brylujący w prasie skandalista Palikot, który z pomocą „spalikotyzowanych” mediów może na stałe zagościć w polskim życiu publicznym. „W końcu nowoczesnny dziennikarz potrzebuje kogoś takiego jak poseł z Biłgoraja” – ironizuje na koniec Adamski.

 

Więcej w tekście Łukasza Adamskiego „Infantylizm w zenicie” na str. 40-41 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.

 

Ponadto w numerze:

- Piotr Zaremba pochyla się nad wywiadem rzeką z Janiną Paradowską „A chciałm być aktorką…” i kreśli sylwetkę publicystki „Polityki” („Zupełni inny styl” str. 30-31),

- o tym ile stacje telewizyjne zarabiają na walkach bokserskich i jak potężny to biznes pisze Janusz Pindera („Telewizja zamiast mafii” str. 80-81).

 

Opr. OG


 

Warto robić tę telewizję?

Zdaniem Agnieszki Romaszewskiej-Guzy tak, bo Polska ma moralny obowiązek wspierać ruchy wolnościowe w krajach, gdzie panują reżimy autorytarne. Ale trzeba wiedzieć, jak tę telewizję robić i jak ją wspierać. Szczególnie finansowo.

Romaszewska za wzór projektu wspierającego walkę z dyktaturą uznaje telewizję Al-Dżazira, która stworzyła zręby opinii publicznej, bez której nie dokonają się żadne demokratyczne przemiany. „Wiele mówimy o roli Internetu w arabskich rewolucjach, ale to Al-Dżazira, oryginalny pomysł emira Kataru, znienawidzona przez rządy krajów arabskich, dała pierwszy impuls przemianom” – ocenia szefowa Telewizji Biełsat. Jej zdaniem projekt TVP skierowany do reżimowej białorusi wyraźnie pokazuje, gdzie tkwią polskie słabości, których efektem może być niewykorzystany potencjał.

Romaszewska uważa, że największą bolączką polskiego systemu jest podejście: wybierzmy najprostsze, a nie najskuteczniejsze rozwiązania. W rezultacie tkwimy w urzędowej Polsce, pełnej sprawozdawczości i ostrożności, pozbawionej ryzyka, gdzie dominują konferencje i szkolenia. Dyrektorka białostockiego oddziału publicznej telewizji nie umniejsza efektywności tych ostatnich, ale stawia pytanie: po co to białoruskim dziennikarzom, skoro są jednymi z najlepiej wyszkolonych w Europie, a nie mają gdzie pracować? Poza tym, pieniądze na konferencje i szkolenia znajdują się łatwo, a w tym samym czasie Telewizja Biełsat odbija się od ścian, szukając finansowego wsparcia. Romaszewska uważa, że przeznaczenie tych środków na medialne projekty byłoby przedsięwzięciem dużo bardziej wartościowym. Tyle że medialne projekty potrzebują stabilnego i wieloletniego zasilania. Dzięki niemu ustanawiają bezpośredni kontakt nie z władzą, ale ze społeczeństwem.

Oprócz pewnych źródeł finansowania, powodzeniu medialnych przedsięwzięć muszą towarzyszyć determinacja i zdecydowanie – twierdzi szefowa Biełsatu. Przypomina, że przetrwanie tej telewizji jest zawsze przedmiotem dramatycznych targów, bo mimo, że stacja poszerza ciągle krąg odbiorców, to co roku musi zmagać się z wciąż kurczącym się budżetem. „Niedopuszczalna jest stopniowa degrengolada projektu spowodowana niewydolnością struktur państwowych, które nie są w stanie zapewnić mu stabilnych warunków. Niedopuszczalne jest doprowadzenie do tego, żeby pozbawiony szans rozwojowych Biełast powoli będzie się zmieniał w swoją karykaturę, puszczając po 15 razy te same programy i stare polskie seriale. Po to tylko, by figurować w sprawozdaniu” – apeluje Romaszewska-Guzy.

 

Więcej w tekście Agnieszki Romaszewskiej-Guzy „Po co robimy tę telewizję?” na str. 46-48 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.

 

Ponadto w numerze:

- o przemianie popularnych seriali promujących pozytywne wzorce zachowań w nachalną propagandę pisze Monika Rębała („Propaganda Show” str. 80-82).

 

Opr. OG


 

Budujmy nowe, nie niszcząc starego

Nowy dyrektor telewizyjnej Dwójki ma ambitne plany. Chciałby, żeby stacja zamieniła się na powrót w kulturalny tygiel, który przyciągnie młodą inteligencję. „Chcę, by ludzie, którzy szczycą się, że nie mają telewizora, zdobyli powód, by go mieć” – mówi Jerzy Kapuścińki.

Nowy szef TVP2 pojawił się w telewizji w 1991 r. Przez kilkanaście lat był szefem redakcji kulturalnej Dwójki. Produkował filmy, współtworzył „Pokolenie 2000”. W 2005 r. został dyrektorem programowym TVP Kultura, ale stracił stanowisko, kiedy do władzy doszło PiS, a Bronisław Wildstein objął prezesurę w Telewizji Publicznej. Trzy lata później trafił do Studia Filmowego Kadr, z którym jako jego szef wyprodukował „Rewers” i „Salę samobójców”. W lipcu 2011 r. wrócił do TVP, gdzie w luźnym T-shircie i z artystycznym luzem studenta polonistyki przechadza się po korytarzach. I ma plan: wlać w program więcej kultury i wyplenić z niego sieczkę.

Prof. Wiesław Godzic, medioznawca, uważa, że plan Kapuścińskiego nie ma szansy powodzenia. Dlaczego? „Telewizja to sztuka domowa, dostosowana do rytmu dnia. Nie wierzę, że widz po całym dniu harówy będzie miał w sobie tyle wytrwałości i siły, by skupić się na sztuce wysokiej. I nie ma się co za to obrażać na widza” – przekonuje Godzic na łamach „Wprost”. Dodaje, że duże stacje powinny trzymać się mądrej rozrywki, bo „nie sztuka coś nadać, sztuką jest to sprzedać”.

Mimo pesymistycznych prognoz prof. Godzica Kapuściński ukulturalnia TVP2. Na antenie pojawiły się nowe programy – „Wszystko o kulturze”, „Kultura, głupcze!”, „Poziom 2.0”. Dodatkowo do ramówki wróciło pasmo „Kocham kino”, a piątkowe wydanie „Pytania na śniadanie” poświęcone jest w pełni tematom kulturalnym. W sobotnie poranki widzowie mają też szansę oglądać familijne pasmo z archiwalnymi teatrami dla dzieci. Ale to nie wszystko - szef Dwójki zapowiada nowe ambitne filmy i seriale, bo dość już w telewizji miałkich produkcji i głupich formatów holendersko-brazylijskich. „Dwójka doszła do ściany. Trzeba odbudować kontakt z widownią, która jest pozbawiona na co dzień dostępu do kultury” – przekonuje Kapuściński. W jego opinii trzeba otworzyć stację na młodych twórców, trzeba odbudować jej chlubną przeszłość. „Chciałbym na powrót tworzyć lobby kulturowe wokół telewizji” – deklaruje. „Chodzi o to, by TVP przestała być łupem politycznym i zaczęła pracować dla społeczeństwa” – podsumowuje swoje plany.

 

Więcej w tekście Sebastiana Łupaka „Biesiada odwołana” na str. 74-76 najnowszego wydania tygodnika „Wprost”.

 

Ponadto w numerze:

- Piotr Milewski pisze z Nowego Jorku, że amerykańskie seriale przestały być synonimem gorszych filmów i artystycznym poziomem przebijają hollywoodzkie produkcje („Złoto dla zuchwałych” str. 78-80),

- jakiej prawdy o Polakach dostarcza nam Internet? – Urszula Hollanek wymienia: jesteśmy niezorientowani w polityce, w godzinach pracy przeglądamy strony pornograficzne, a wiedzę zdobywamy tylko po to, żeby obejść prawo („Seks, kłamstwa i Internet” str. 56-57).

 

Opr. OG

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl