Z przykrością przeczytałem „Ostatni felieton” Wandy Konarzewskiej na portalu SDP.pl. Z przykrością i niestety z niepokojem. Jestem dziennikarzem od blisko 20 lat a do SDP należę niecałą dekadę. To wobec doświadczenia Autorki pyłem jest zaledwie…No i stało się! Przysięgam jednak, że rozpoczynając tę polemiczną pisaninę chciałem uniknąć ironii…Niestety, nie wyszło. Przykro mi.
Oto, dlaczego uważam niektóre uwagi zawarte w felietonie Pani Redaktor za niesprawiedliwe dla naszego środowiska.
„Nieustający zjazd” był potrzebny, bo dłużej nie można siedzieć okrakiem na barykadzie. Albo zmienimy SDP, albo za kilka lat nie będzie, czego zmieniać.
Byłem delegatem „z terenu” –tak czule mówiły o nas, „wiejskich, prawicowych głupkach” Koleżanki( a przynajmniej znajome) Pani Wandy w zjazdowych kuluarach, podczas pierwszego spotkania w czerwcu - i to między innymi „teren” chce tych zmian. Na przykład w Łodzi warszawskie problemy jesteśmy w stanie zrozumieć. Uznajemy, że nie ma oddzielnego dziennikarstwa łódzkiego i osobnego stołecznego. Trwamy w tym przekonaniu litościwie zapominając o żenujących uwagach niektórych – podkreślam: niektórych warszawskich Koleżanek i Kolegów. A byli tacy. Oj byli… Wygłaszając podczas zjazdu korytarzowe uwagi o wrogim przejęciu SDP-u „przez prawicową, PiS-owską wieś”, nie sprawdzili nawet, z kim dzielą się tymi mądrościami. Potem było jeszcze śmieszniej. Orientując się, komu to powiedzieli nieudolnie próbowali żartować. To margines zjazdowy, ale tacy ludzie później rozsiewają plotki. Mam nadzieję, że nie słuchała ich Pani Redaktor Konarzewska. Jej opinie zresztą wyraźnie oddzielam od szkodliwych dla SDP pogłosek.
Nie wstydzę się, że głosowałem najpierw na Czabańskiego a potem na Skowrońskiego i ich zwolenników. Mam konserwatywne poglądy, ale nie to zdecydowało o poparciu dla pasażerów z prawej burty Titanica – tak chyba określała SDP Autorka „Ostatniego felietonu”. Nie o poglądy tutaj przecież chodzi tylko o możliwość ich wygłaszania. I tego chce większość „ćwoków z terenu”.
Pani Wando, proszę nie wysiadać. Nie utoniemy, jeśli zajmiemy miejsca na obydwu burtach naszego statku. A jak wyrzucimy balast uprzedzeń, to może nawet uda się gdzieś dopłynąć…
Może Krzysztof Skowroński nie będzie prezesem idealnym. Czy jednak już teraz należy go oceniać? Czy wszyscy, którzy oddali na niego głos mylili się? Na pewno nie, bo mamy prawo do zasadniczych zmian. Może –jak pisze Wanda Konarzewska – SDP ma stać się właśnie „terenem walki”. Symbolicznie oczywiście! I chyba ten długi zjazd był pierwszym etapem tej walki.
Walki o nasze Stowarzyszenie, w którym jest miejsce dla wszystkich uczciwych dziennikarzy.
Hubert Bekrycht
29 października 2011
