W odpowiedzi na felieton red. Stefana Truszczyńskiego, który został opublikowany na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i na portalu wPolityce....
Rada Programowa Radia Wrocław uczciła jubileusz pracy dziennikarskiej dwojga zasłużonych redaktorów rozgłośni wrocławskiej: red. Maksymiliana Kubicy i red....
My, niżej podpisani pracownicy i współpracownicy Programu Trzeciego Polskiego Radia, w związku z wypowiedzeniem przez Zarząd Polskiego Radia umowy o pracę z Jerzym Sosnowskim, wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec tej decyzji. Uważamy, że nie ma ona merytorycznych podstaw i oznacza wielką stratę nie tylko dla Programu Trzeciego, ale całego Polskiego Radia....
Czy można obiektywnie analizować media i jak to się robi? Czy można analizować rynek medialny? Jak to robią w innych krajach? Czy dzisiejsze polskie instytucje potrafią dokonać analizy polskich mediów i polskiego systemu medialnego? Czy wzorem innych krajów demokratycznych powinna zostać powołana Rada Prasowa albo Instytut Medialny?
Udział w debacie potwierdzili:
Krzysztof Cz.....
Przeczytałam uważnie felieton Wandy Konarzewskiej i bardzo mi przykro, ale nie mogę określić go inaczej niż pokazhipokryzji. Być może nieuświadomionej, jednak hipokryzji. Otóż kiedy – posługując się metaforą autorki – „Titanic przechylał się na lewą stronę”, Pani Konarzewska nie tylko nie dostrzegała, że płynie na Titaniku, ale także że statek przechyla się na lewą burtę. A przecież tak dokładnie było.
Pozwolę sobie przypomnieć przy okazji nie zawsze grzeczne, za to głośne manifestacje ideologiczne, zwłaszcza podczas Zjazdu oddziału warszawskiego, przywoływanie dziennikarzy konserwatywnych do porządku, całą tę atmosferę „no pasaran”. Przypomnieć kolegów, używających publicznie, a także w artykule na oficjalnym portalu SDP, epitetów „faszyści”, „endecy”, które nigdy nie powinny zostać użyte, bo 1/ nie mają żadnego uzasadnienia, 2/ stanowią twardy materiał dowodowy w sprawie o naruszenie dóbr osobistych. Pozwolę sobie także przypomnieć, co encyklopedia PWN mówi o „faszyzmie”, którego skutki autor wspomnianego artykułu, a także jego koledzy z racji wieku, świetnie pamiętają. To „forma totalitarnej dyktatury nacjonalistycznej, wprowadzona w 1922 roku we Włoszech przez Benito Mussoliniego”. A w szerszym znaczeniu –„skrajnie anty -demokratyczny kierunek i ruch polityczny o charakterze totalitarnym i nacjonalistycznym”. Historia nie zna przypadku, aby „faszyści” upominali się o demokrację jak czynimy to my w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Przypomnę także wrzawę, jaka rozpętała się, kiedy kilku, słowem 6 dziennikarzy konserwatywnych postanowiło przystąpić do Stowarzyszenia. A także gdy redaktor naczelny „FORUM” wydrukował list kolegi - informację, iż ten nie przyjął z rąk Prezydenta odznaczenia. Sporą, i to wcale nie pokojową rolę w jednej i drugiej sprawie odegrała Wanda Konarzewska, patrz: portal SDP z okresu kwiecień – czerwiec b. roku. Czy zatem SDP istotnie było przyjazne i pokojowe, i czy aby przyjazne dla wszystkich?
Kiedy już wiemy, że Pani Konarzewska to nie gołąbek pokoju z grafik Picassa, lecz prawdziwy fighter, zawsze na pierwszej linii frontu, jakoś trudno uwierzyć, że rezygnuje Ona ze swego felietonu „w obawie przed walkami w SDP”, do których zresztą jeszcze niedawno sama nawoływała… Wydaje się, że Pani Konarzewska wycofuje się dlatego, że przegrała batalię o dostęp konserwatystów do SDP, do Zarządu SDP. Obawiam się nawet, że sprawa jest poważniejsza - przegrała nie z paroma konserwatystami, lecz z pluralizmem i demokracją. I albo przyzwyczai się do dialogu i układania się z kolegami o poglądach innych niż jej własne, na co oczekujemy, albo odejdzie. A ponieważ deklaruje „szanuję wszystkich, a najbardziej uczę się od myślących inaczej, bo inne spojrzenie jest zawsze kreatywne”, więc mamy jakąś szansę.
Przyznam zresztą, że nie bardzo rozumiem, dlaczego „SDP ma być terenem walk”, a nie kooperacji? Co stoi na przeszkodzie, aby różne opcje światopoglądowe nie mogły ze sobą współpracować, jak to się dzieje w Europie, a nie zwalczać? Rzeczywiście, w tzw. minionym okresie niewiele było okazji do edukacji demokratycznej, do uczenia się dialogowania, ale dziś przed nami, przed Stowarzyszeniem, wielka szansa. I jako autorka projektu „konserwatyści w SDP”, najpierw powiększenia grupy członków, potem wprowadzenia delegatów na Walny Zjazd, następnie do Zarządu, mam wielką nadzieję, że cały proces demokratyzacji Stowarzyszenia się uda. Podobnie jak nie ma dziś w Europie dobrej atmosfery dla war-mongers, „podżegających do wojny”, bo nastał czas dialogu, swoistej ideologicznej ekumenii, tak nie mają szans ci, którzy przywłaszczyli sobie stowarzyszenia, i to siłą, to sposobem próbują tego monopolu nie oddać. Jest wybór: albo nauczyć się szacunku dla odmiennych poglądów, dogadywania się i podejmowania wspólnych decyzji dla dobra Stowarzyszenia, albo odejść. Obawiam się, że innej opcji nie ma. W każdym razie na zachód od Bugu i Wisły.