Przynajmniej od półtora wieku środowiska artystyczne lubiły gromadzić się w kawiarniach. Były to znane kawiarnie, których nazwy zostały zapisane w tradycji kulturalnej miasta, pamięci mieszkańców, a nawet weszły do uniwersyteckich podręczników.
Artur Hutnikiewicz w syntetyzującym dziele „Młoda Polska” przypominał o istnieniu w Monachium Cafe `Stephanie, gdzie z Polaków zwykł „urzędować” Stanisław Przybyszewski, w Berlinie - Zum schwarzen Ferkel, a w Rzymie o Cafè Greco przy Via Condotti, gdzie i dzisiaj żyje pamięć spotkań z Mickiewiczem, Norwidem, Towiańskim... „Cyganeria młodopolska odwzorowywała ten obyczaj. Gromadziła się w knajpach i kawiarniach Krakowa i stołecznym Lwowie. Było ich wiele. W Krakowie - Sauera w Rynku Głównym”. I dalej historyk literatury wyliczał: „bardziej literacka Schmidta na rogu Szewskiej i Plant, Rosenstaocka na Dworcu Głównym, Michalika, Turlińskiego vis a vis Teatru”. Było ich więcej.
Ale tu chodzi mi o wymienioną na czele kawiarnię Sauera, ściślej nie przy Rynku, a na rogu ulic Sławkowskiej i Szczepańskiej.
Niepokojące były dzieje tego lokalu i całej kamienicy. Wszyscy podejmujący ten temat - badacze wcześniejsi jak Julian Pagaczewski, Adam Chmiel, Karol Estreicher, czy autorzy późniejsi jak Michał Rożek, Olgierd Jędrzejczyk - powołują się, iż wedle tradycji w tejże kamienicy, należącej w XIV w. do Morsztynów, miał ukrywać się Wilhelm - książę austriacki przed Jagiełłą i tam ponoć przyjmował Jadwigę w pierwszych miesiącach 1386 r. Notował Estreicher „Jako 15-letni młodzieniec przybył Wilhelm do Krakowa i pragnął połączyć się z królową, od dawna obiecaną mu małżonką. Jadwiga sprzyjała mu również, spotykała się z nim na tajemnych schadzkach. Wilhelm zamieszkał nawet na zamku, lecz musiał stamtąd uchodzić. Ukrył się wówczas u Morsztynów, którzy mu sprzyjali. Podobno, gdy przeszukiwano raz dom, nie odkryto go tylko dlatego, że na belce w kominie znalazł schronienie. Gdy Jagiełło jedną bramą wjeżdżał w mury swej przyszłej stolicy, drugą uchodził Wilhelm. Stracił zarówno przyrzeczoną mu małżonkę, jak mnogie bogactwa, które przywiózł ze sobą. Gorycz zalewała jego serce. Nie zapomniał nigdy tej klęski życiowej. Nawet dom, w którym się ukrywał określono z czasem jako przybytek zepsucia. Na I piętrze kamienicy (w kawiarni) znajdują się dwa interesujące sklepienia, dekorowane stiukami przez Baltazara Fontanę (ok. 1700 r.). W pierwszej sali bogata dekoracja przykrywa starsze gotyckie sklepienie, może tam właśnie jedna to z tych komnat, w których mieszkał Wilhelm”.
Z końcem XVII w. kamienica należała do zamożnego chorążego Andrzeja Żydowskiego i on to właśnie zlecił Baltazarowi Fontanie piękne sal przyozdobienie. Pisał o tym Julian Pagaczewski, iż Fontana zacierając „gotyzm” pokrył gotyckie żebra stiukowymi girlandami z liśćmi lauru, a mniejsze pola sklepień ubrał gałązkami kwitnących róż i puttami, unoszącymi się wśród obłoków i kwiatów. Skrzydlate putto maluje Bellonę - boginię wojny, trzymającą w rękach tarczę i dzidę, a obraz ten podtrzyuje anioł z trąbą w ręku, sławę ogłaszający. W czterech lunetach okiennych artysta odtworzył w płaskorzeźbach allegorie Malarstwa, Rzeźby, Architektury i Muzyki. Męskie profile w tarczach miały symbolizować Mądrość i Męstwo.
I tak już ozdobione sale cieszyły królową Marię Kazimierę - Marysienkę Sobieską, gdy tego lokalu używała jako swej łaźni, a stąd miała bliżej niż z Zamku do ulubionego kościoła oo. Karmelitów na Garbarach, gdzie modliła się o zbrojny sukces męża pod Wiedniem.
Tradycje pobytu w tych salach dwu królowych wykorzystywał dla popularności swej kawiarni Franciszek Sauer (zm. 18 grudnia 1932), przedsiębiorca restauracyjno-kawiarniany, później wykładowca Miejskiej Szkoły Gospodarstwa Domowego i prezes Towarzystwa Bratniej Pomocy Kelnerów, jak i Towarzystwa Gospodarnio - Szynkarskiego. Kawiarnia Sauera gromadziła artystów. Bywanie w niej było rytuałem i stąd zanotowana jest bogato w literaturze wspomnieniowej.
Pisał Zygmunt Kamiński w książce wspomnieniowej „Dzieje życia w pogoni za sztuką” o gościach tej kawiarni i o jej fenomenalnym płatniczym: „Nieopodal mieściła się przy tejże ulicy Sławkowskiej kawiarnia Sauera (...) w której poznałem Jacka Malczewskiego. Tam spotykało się przeważnie świat mieszczański, ale bywali też często Lucjan Rydel i Włodzinierz Tetmajer, artysta malarz, prototyp postaci Gospodarza z „Wesela” Wyspiańskiego. Tych widywało się tam z żonami, które przychodziły zawsze w barwnych ludowych strojach krakowskich.
Kawiarnia Sauera posiadała w składzie swych pracowników - zresztą ogólnie jak we wszystkich lepszych tego rodzaju zakładach, świetnie wykwalifikowanych - zupełnie wyjątkowego asa. Był to jej główny płatniczy. Jego szybkość i zręczność w wydawaniu gościom reszty była znana w całym mieście. Przychodzono specjalnie, aby go wypróbować - i podziwiać. Wiedział o tym oczywiście i lubił się swoją wprost magiczną, prestidigitatorską zręcznością popisywać, co zresztą przynosiło mu większe napiwki. Rzecz była w swej zasadzie bardzo prosta, ale jak długiej wprawy, wypraktykowania i wyćwiczenia wymagała! Polegała ona na tym, że płatniczy miał umieszczoną, jak się to ogólnie zresztą praktykowało, skórzaną torebkę na pieniądze z tyłu, pod połą fraka, nad prawym pośladkiem. Płacimy mu za „konsomację”, powiedzmy 2 korony i 65 hallerzy i dajemy banknot dwudziestokoronowy. Płatniczy najspokojniej, z całą flegmą chowa banknot do portfelu i tu dopiero następuje moment kulminacyjny. Błyskawicznym ruchem sięga do torebki i po malutkiej chwilce wydostaje spod poły fraka i kładzie przed gościem precyzyjnie odliczoną resztę w odpowiednich monetach srebrnych, niklowych i miedzianych - bez sprawdzania i bez rzucania na nie okiem, po czym z wyrazem kamiennej obojętności oddala się. Co za wielkie wyczulenie i wyćwiczenie dotyku w palcach, aby w masie nagromadzonych w torebce srebrnych monet pięcio-, dwu-, i jednokoronowych oraz w masie niklu i miedzi w mgnieniu oka wyłowić bez sprawdzania i wypłacić bez omyłki sporą kupkę różnych monet! Bawiliśmy się wielokrotnie wyprobowując naszego asa na różne kwoty i kombinacje reszty i nigdy omyłki nie było”.
W „Kopcu wspomnień” - pracy zbiorowej, jaką wydało krakowskie Wydawnictwo Literackie, Marian Turski, prezentował Włodzimierza Tetmajera, który był „najmilszym towarzyszem, świetnym narratorem i duszą wieczornych zebrań w kawiarni Sauera, gdzie schodziła, się wszelka brać artystyczna”.
Zanotowany już krąg bywalców kawiarni Sauera rozszerzał w swych „Wspomnieniach” Tymon Niesiołowski, który również zaznaczając, że bywanie w tej kawiarni było zwyczajem powszechny, pisał: „Z uderzeniem godziny szóstej po południu szło się do Sauera, by poczytać „Chimerę” w której objawił się Norwid wskrzeszony przez Miriama - Przesmyckiego. Prowadzono dyskusje z braćmi Pronaszkami. We framudze okna siedział Jacek Malczewski, dzierżył on teraz po Matejce berło pierwszego mistrza. Był trochę mesjanistą, symbole w jego płótnach podkreślały patriotyzm, trochę mistyczny. Lubił malować kobiety o zadach tygrysich, które szeptały pastuszkom tajemnice kabaliatycznych zaklęć. Ubierał się stylizowanie w długą pelerynę obszytą amarantową lamówką. Nosił często monokl w oku. Nie uznawał rysunków Wyspiańskiego i mówił, zawile”.
A Aleksander Rafałowski w książce „...i spoza palety” prezentował kolejnych bywalców tej kawiarni z 1913 r.: „Feldman zaprowadził mnie do kawiarni Sauera, która była wówczas miejscon spotkań wybitnych malarzy, literatów, aktorów. Tam m.in. poznałem młodego wówczas, natchnionego malarza Vlastimila Hofmana i bliższy nawiązałem kontakt z moim profesorem Jackiem Malczewskim, który z kamienną twarzą opowiadał anegdoty i słone nierzadko dowcipy. Bywał tu także Lucjan Rydel, który przy swej dorodnej żonie w sutych krakowskich spódnicach wyglądał szczuplutko i nikle”.
I chyba też Ferdynand Hoesick pisząc o kawiarni, w której spotykał się Klub Malarzy, miał na myśli lokal Franciszka Sauera, zauważając, że miał tam sposobność osobistego kontakt z Juliuszem Kossakiem i jego synem Wojciechem, z Jackiem Malczewskim, Piotrem Stachowiczem, z rzeźbiarzem Tadeuszem Błotnickim, fotografem Juliuszem Mienem, Henrykiem Sienkiewiczem, Adamem Chmielowskim.
Kawiarnia Sauera, która odżyła tu z fragmentów pamiętników była miejscem spotkań artystycznej braci, gdzie ustawiano rankingi popularności, gdzie trwała nieustanna rewia mody, gdzie podejmowano organizacyjne decyzje rzutujące na rozwój kultury Krakowa i Młodej Polski. Półwieczny Klub „Pod Gruszką” w wielu sprawach podjął tradycje kawiarni Franciszka Sauera, a potem „Ziemiańskiej”.
Autor: Tadeusz Zygmunt Bednarski
