Marek Palczewski
Studia Medioznawcze 4/2011 – recenzja
Ukazał się kolejny numer „Studiów Medioznawczych”, a w nim kilka artykułów, które niewątpliwie mogą zainteresować dziennikarzy i studentów dziennikarstwa. Niniejsze omówienie poświęcę artykułom Zbigniewa Oniszczuka o mediatyzacji polityki i polityzacji mediów, Marii Łoszewskiej – Ołowskiej na temat prawa do wizerunku oraz Michała Zaremby o śledztwie dziennikarskim a odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie tajemnicy postępowania przygotowawczego.
1. Polityka a media
Zbigniew Oniszczuk stwierdza w swoim artykule, że we współczesnym systemie społecznym bardzo ważnymi elementami są dwa sub-systemy: polityczny i medialny. Oba – według autora – w demokratycznym społeczeństwie są niezależne i autonomiczne. Rośnie znaczenie mediów masowych a zmiany w systemie medialnym rzutują na przeobrażenia wewnętrzne w innych systemach społecznych. Jednak i polityka, i media są od siebie wzajemnie uzależnione; system polityczny potrzebuje bowiem legitymizacji swojego działania, w czym dużą rolę spełniają media, upowszechniając i wyjaśniając polityczne decyzje, natomiast dla systemu medialnego polityka jest niewyczerpanym źródłem informacji, opinii i tematów. Obie strony są zatem skazane na siebie, ale traktują się w sposób instrumentalny.
Autor jest zdania, że w systemie demokratycznym przewagę mają środki masowego przekazu. Ta opinia budzi mój sprzeciw, co do praktyki, której jesteśmy świadkami w polskim krajobrazie medialnym. Będę pisał o tym w dalszej części niniejszej prezentacji, na razie poprzestanę na zreferowaniu poglądów autora. Otóż twierdzi on, że dominacja środków masowego komunikowania nad polityką ma trzy wymiary:
1) Strukturalny, to znaczy, że media masowe mogą jako jedyne zapewnić dotarcie do tak szerokiego odbiorcy.
2) Psychologiczny, gdyż media cieszą się wysokim zaufaniem i wiarygodnością.
3) Normatywny, czyli chodzi o to, że są szczególnie ważne w sytuacji konfliktu, kiedy dążą do legitymizacji swojej niezależnej pozycji w sferze polityki, wolnej od różnych form nacisku i kontroli politycznej.
Profesor Zbigniew Oniszczuk przywołuje analizy prowadzone w niemieckiej politologii i nauce o komunikowaniu. Czy jednak te analizy zachowują swoją ważność w odniesieniu do relacji pomiędzy polskimi mediami a polityką, uprawianą w Polsce? Odpowiedzi wydają się udzielać dalsze akapity artykułu, w których autor szkicuje trzy wzorce łączące sferę polityki z mediami masowymi z perspektywy interesów i celów obu systemów. Istnieją zatem trzy paradygmaty wzajemnych zależności:
- paradygmat udziału we władzy, gdy media stają się samodzielną czwartą władzą;
- paradygmat instrumentalizacji, w którym górę biorą polityka lub media, instrumentalizując i podporządkowując drugą stronę. W tym modelu, gdy dochodzi do dominacji polityki i utraty przez media autonomii, media – pisze autor –są traktowane jako narzędzie systemu politycznego i wykorzystywane dla realizacji jego celów.
- paradygmat niezależności i symbiozy.
Nie trzeba jakichś szczególnych procedur badawczych i zakrojonych na szeroką skalę badań, by stwierdzić, który z owych paradygmatów dominuje w Polsce. Zresztą, już wcześniejsze konstrukcje teoretyczne systemów medialnych Hallina i Manciniego i oparte na nich konkretne badania polskiego systemu medialnego przeprowadzone przez prof. Dobek-Ostrowskiej wskazują na drugi paradygmat. Instrumentalizacja mediów, ich podporządkowanie politykom i polityce, zgodnie z regułami systemu spolaryzowanego pluralizmu, w którym o mediach decydują politycy, bądź w których media są od nich głęboko uzależnione, pokazuje miejsce polskich mediów w drugim paradygmacie. Dochodzi do tego system właścicielski, w którym niejawność źródeł pochodzenia pierwotnego kapitału, przemieszana z powiązaniami towarzysko-biznesowymi polityków i właścicieli, wyznacza charakter polskich mediów. Co więcej, analiza treści przeprowadzona choćby przez piszącego te zdania wskazuje, iż w głównych polskich programach informacyjnych około 5o procent treści stanowi polityka, a tematy stricte polityczne z odniesieniami do bieżącej walki politycznej to aż 1/3 zawartości newsów. Tak zwana agenda –setting nie jest przypadkowa i trudno dać wiarę w zapewnienia zarządców mediów, że ich stacje (bo mam na myśli przede wszystkim telewizję) dostarczają taki towar, jakiego oczekują widzowie. Tam, gdzie system jest bardziej wolny, jak w USA, widać wyraźnie, że widzowie oczekują rozrywki a nie polityki, choć i w tamtych realiach polityka dominuje w głównych serwisach informacyjnych.
Teoria mediatyzacji polityki i polityzacji mediów przedstawiona przez Zbigniewa Oniszczuka nawiązuje do niemieckiego rynku medialnego, który jednak jest rynkiem odmiennym od polskiego, jeśli chodzi choćby o strukturę własności czy generalnie, o filary i tradycje systemu demokratycznego. Z tego też powodu nie zawsze uwagi, a zwłaszcza konkluzje autora odpowiadają polskiej rzeczywistości.
2. Prawo a media
Bardzo ciekawą część najnowszego numeru SM stanowi dział „Dziennikarze a prawo”.
Maria Łoszewska – Ołowska pisze o prawie do wizerunku w nauce i orzecznictwie sądowym, opierając się na wybranych przykładach. Zdaniem autorki, adiunkta w Zakładzie Prawa Prasowego Instytutu Dziennikarstwa UW: „Wizerunek to jedno z dóbr osobistych w szczególny sposób narażone na bezprawne ingerencje w toku działalności prasowej.”
Jak jest definiowane samo pojęcie wizerunku? Autorka przytacza kilka definicji, w tym ujętą w orzeczeniu Sądu Najwyższego z dnia 20 maja 2004 roku: „wizerunek oznacza obraz fizyczny człowieka, jako przedstawienie jego postaci, a zwłaszcza twarzy, w rozumieniu przenośnym może odnosić się także do takich cech człowieka, których ujawnienie umożliwia jego identyfikację.
Interesującym, jeśli chodzi o kwestie ochrony wizerunku, był wyrok Sądu Najwyższego z 27 lutego 2003 roku. W sprawie chodziło o to, że w publikacji W centrum Gdańska biją i okradają (rzecz dotyczyła napadów na zagranicznych turystów, kradzieży samochodów, itp.) wykorzystano zdjęcie powoda, którego można było rozpoznać po kliku elementach: torbie, kurtce i sylwetce. W ocenie sądu apelacyjnego postać, która została przedstawiona na fotografii tyłem nie podlega rozpoznaniu. Brakowało cech mogących służyć identyfikacji, i z takim orzeczeniem zgodził się Sąd Najwyższy.
Kiedy jednak następuje naruszenie prawa do wizerunku? Na przykład wtedy, kiedy bezprawnie sporządzono portret i rozpowszechniono go w postaci fotografii. Przyjmuje się, że utrwalenie czyjejś podobizny jest niedozwolone, gdy doszło do tego, mimo sprzeciwu osoby portretowanej. Ale co innego, jeśli osoba nie wie, że jest fotografowana.
W działalności prasowej o naruszeniu prawa do wizerunku można mówić dopiero wtedy, gdy następuje jego rozpowszechnienie. Publikacja bez zgody zainteresowanego jest takim przypadkiem. Jednak i publikacja za zgodą może budzić wątpliwości. Dnia 14 marca 2001 roku sąd apelacyjny w Katowicach wydał orzeczenie w sprawie zdjęcia przedstawiającego starsze małżeństwo odpoczywające na ławce w Łazienkach. Reporterka, zanim wykonała zdjęcie, zapytała o zgodę i poinformowała, że zostanie ono wykorzystane w artykule o emerytach, tymczasem zdjęcie znalazło się w materiale reklamującym ubezpieczenia na życie. Co prawda zgody udzielono, ale sporny był zakres tego zezwolenia. Sąd apelacyjny, odmiennie niż sąd pierwszej instancji, który powództwo oddalił, uznał, że pozwany ma obowiązek wykazać, że uzyskał zgodę na rozpowszechnianie zdjęcia i to w określonych warunkach. W tym przypadku była wprawdzie zgoda, ale nie na takich warunkach.
Maria Łoszewska – Ołowska analizuje jeszcze inne przykłady, m.in., opisuje rozstrzygnięcia sądowe odnoszące się do wykorzystania wizerunku w reklamach, a także omawia formy zgody, udzielanej osobom zabiegającym o publikacje zdjęć.
Autorka przypomina, że według prawa autorskiego (art. 81.) zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, czy zawodowych. W dalszej części prezentuje kontrowersje jakie może budzić termin „osoba powszechnie znana”. Przywołuje również drugie wyłączenie bezprawności naruszenia prawa wizerunku, kiedy (zgodnie z art. 81, ust.2 o prawach autorskich), podobizna osoby stanowi jedynie szczegół całości.
Artykuł omówiony z konieczności w dużym skrócie będzie z pewnością pomocny w rozstrzyganiu dylematów towarzyszących dziennikarzom i redaktorom w ich codziennej pracy: czy można publikować wizerunek sfotografowanych lub sfilmowanych osób, i jeśli tak, to na jakich warunkach?
Nieco innym aspektem praw dziennikarskich zajął się dr Michał Zaremba. Wierny dotychczasowym zainteresowaniom dziennikarstwem śledczym tym razem skoncentrował się w swojej analizie na problematyce odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie tajemnicy postepowania przygotowawczego. Ten problem, jak wiadomo, nie jest czysto teoretyczny, lecz miał praktyczne implikacje w działalności dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i „Gazety Wyborczej”, którzy kilka lat temu zostali posądzeni o ujawnienie takiej właśnie tajemnicy, a niedawno podobny zarzut ujawnienia protokołu ze śledztwa postawiono Krzysztofowi Skórzyńskiemu z TVN24 i Mariuszowi Gierszewskiemu z Radia ZET. Taki czyn, przewidziany w art. 241 k.k., jest przestępstwem. Postępowanie przeciwko wyżej wymienionym dwóm dziennikarzom zakończyło się umorzeniem ze względu na niską szkodliwość społeczną. Pod wpływem tego typu spraw i doniesień oraz akcji Fundacji Helsińskiej Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało nowelizację art. 241, ale została ona odrzucona przez rząd.
W omawianych przez Michała Zarembę przypadkach interesujące jest odniesienie do tzw. „śledztw dziennikarskich” i ich ewentualny wpływ na zachowania sprawców przestępstw. Chodzi o to, żeby czynności podejmowane przez dziennikarzy nie spłoszyły przestępców, nie wpłynęły na zatarcie śladów przestępstwa, nie naraziły ofiary lub świadka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, a także, żeby wywiady dziennikarzy i publikacje prasowe nie wpływały na zeznania świadków przed sądem.
Autor przywołuje opinie ze środowiska prawniczego, że przecieki do prasy z postępowania przygotowawczego mogą być usprawiedliwione na przykład wtedy, gdy dotyczą osób pełniących służbę publiczną. Media zastępują często nie najlepiej działające organy ścigania. W tym kontekście zostały wymienione afera starachowicka i zeznania świadka koronnego na temat pożyczek udzielanych politykom przez członków gangu pruszkowskiego.
Ze statystyk przedstawionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że w latach 1999-2008 za przestępstwa z art. 241 k.k. prawomocnie skazano 21 osób. Nikła liczba wynika – zdaniem autora artykułu - z przekonania o znaczeniu wolności słowa oraz z niechęci do ścigania funkcjonariuszy policji i aparatu sprawiedliwości będących informatorami prasy.
Zaremba podkreśla, że art. 241 może być stosowany przeciwko dziennikarzom śledczym, a zakaz w nim przewidziany „stanowi istotne ograniczenie wolności słowa i prasy”. Za zmianą tego zapisu przemawia szereg argumentów, m.in. to, że w praktyce trudno wskazać konkretną sytuację, w której skazanie dziennikarza miałoby sens.
***********************
Najnowszy numer „Studiów Medioznawczych” został zdominowany przez artykuły o tematyce politycznej i prawnej. Nie znaczy to, że inne nie są godne uwagi. Czytelnikom pisma polecam m.in. recenzje książek Bogusławy Dobek- Ostrowskiej, Agnieszki Wójcińskiej, Małgorzaty Lisowskiej – Magdziarz, czy Konrada Tatarowskiego. Na naszych łamach omawialiśmy już książkę prof. Dobek – Ostrowskiej o Polskim systemie medialnym na rozdrożu. Wkrótce czytelnik znajdzie w tej rubryce recenzję książki Agnieszki Wójcińskiej Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami.
Studia Medioznawcze, nr 4(47) 2011
Rec. artykuły:
1. Zbigniew Oniszczuk, Mediatyzacja polityki i polityzacja mediów, s. 11-22.
2. Maria Łoszewska – Ołowska, Prawo do wizerunku w nauce i orzecznictwie sądów polskich – analiza wybranych problemów, s. 43-59.
3. Michał Zaremba, „Śledztwo dziennikarskie” a odpowiedzialność dziennikarza za naruszenie tajemnicy postępowania przygotowawczego, s. 60-85.
Zob. http://sm.id.uw.edu.pl/spis.php?n=2011_4_47
Marek Palczewski
31 stycznia 2012
Autor jest adiunktem w Zakładzie dziennikarstwa SWPS w Warszawie
Okładka SM 4/2011

