„Stary, analogowy świat hierarchii starł się w sieci z nowym cyfrowym światem” – pisze Edwin Bendyk w dzisiejszym wydaniu „Polityki”. Publicysta pokazuje odmienne podejścia do informacji obu stron sporu o ACTA.
Bendyk uważa, że istotą całego konfliktu jest zderzenie dwóch nieprzystających do siebie logik działania. Polem bitewnym jest zaś stosunek do informacji. W starym świecie jest ona rzadkim dobrem, do którego dostęp mają sprawujący władzę: politycy, przedsiębiorcy, agenci służb specjalnych. W świecie nowym, scyfryzowanym informacja nie dość, że zyskuje na znaczeniu, to jeszcze zmienia się jej ekonomika. „Coraz lepiej wykształceni obywatele wiedzą coraz więcej, a dzięki Internetowi swoją wiedzą mogą się łatwo dzielić. Asymetria informacji maleje” – czytamy w „Polityce”.
Stary świat hierarchii – kontynuuje swoją analizę Bendyk – reglamentował dostęp do informacji i poddawał ją kontroli. W świecie cyfrowym to właśnie szeroki dostęp do informacji jest powszechną i naczelną zasadą, a wszelkie próby ograniczania go przyjmowane są z niepokojem. „Dla mieszkańców cyfrowego świata dostępna w sieci informacja jest podstawowym zasobem służącym koordynacji codziennego życia” – argumentuje publicysta.
Edwin Bendyk twierdzi, że brak informacyjnych kompetencji państwa polskiego i dynamiczny rozwój społeczeństwa, które swoje ambicje spełnia w sieci z wielkim zapałem jest idealną receptą na konflikt. „Z jednej strony czai się świat anachronicznych struktur państwowych, które chciałyby ciągle legitymizować swą rolę nad informacją, lecz nie potrafią już nawet tego. Z drugiej strony w życie wchodzą kolejne roczniki cyfrowych tubylców, które nie potrafią zrozumieć informacyjno-informatycznych problemów państwa” – wylicza Bendyk na łamach „Polityki”.
Czy istnieje jakaś szansa na położenie kresu wirtualnej wojnie domowej? Zdaniem publicysty nigdy nie uwolnimy się od polityki jako przestrzeni sporu o to, czym jest dobro publiczne oraz ogólny interes w złożonym i zróżnicowanym społeczeństwie. Dlatego trzeba dążyć do takiej modernizacji instytucji demokratycznych, „by efektywnie reprezentowały jak największy zakres opinii w sytuacji, gdy coraz trudniej jednoznacznie wskazać, kto ma prawo do reprezentacji”. Ale czy to możliwe?
Więcej w tekście Edwina Bendyka "Wirtualna wojna domowa" na str. 20-22 najnowszego wydania tygodnika "Polityka".
Opr. OG
