Co łączy nałożony przez Henryka VIII zakaz importu wydawnictw z obecnym sporem o ACTA? Oba wydarzenia wiążą się z wolnością intelektualną podporządkowaną decyzjom politycznym – przekonuje Edwin Bendyk na łamach nowej „Polityki”.
Bendyk wychodzi od przypomnienia Biblioteki Aleksandryjskiej – największej biblioteki starożytnego świata, gdzie gromadzono, porządkowano i udostępniano wiedzę o świecie dla dobra i pożytku ludzkości. Legalny zakup, kradzież, oszustwo, szantaż polityczny, przymusowy depozyt – każda metoda była dobra dla powiększenia księgozbioru. „W efekcie powstało coś więcej niż gigantyczny, liczący setki tysięcy zwojów, skarbiec kultury. Wokół Biblioteki rozwinęła się humanistyczna cywilizacja, w tym wyrafinowana sztuka krytycznej analizy tekstów po to, by odróżnić dzieło oryginalne od nędznego plagiatu lub nieudolnej kopii” – czytamy w „Polityce”.
Publicysta przytacza kolejne etapy w historii druku – wynalazek Gutenberga, pojawienie się patentu, zakazy króla Henryka VIII. Później czas przełomów technologicznych oraz rozwój kina, radia i telewizji, które inicjowały nową batalię o prawo do zysku z obrotu dziełami ludzkiej twórczości. Zdaniem Bendyka, piractwo i kwestia własności intelektualnej były, są i będą centralnym punktem spornym kapitalizmu. „Spotykają się w nim wszystkie kluczowe problemy: postępu technicznego, kapitału, pracy, pracy twórczej, władzy, wolności, polityki międzynarodowej” – wylicza redaktor „Polityki”.
Potwierdzają to wydarzenia epoki cyfrowej, kiedy na scenę wkroczyło nowe pokolenie piratów i odżył temat praw autorskich, czy szerzej – własności intelektualnej. „Spór o takie regulacje, jak amerykańskie ustawy SOPA i PIPA czy porozumienie ACTA niczym nie różnią się od XVIII-wiecznych walk w angielskim parlamencie o prawo do wolnych przedruków czy od debat w rewolucyjnej Francji o wolności obiegu wiedzy” – stwierdza Bendyk. Skąd taki wniosek? Jego zdaniem, spory te zawsze będą uzależnione od decyzji politycznych, „bo idea własności intelektualnej, upowszechniona w połowie XIX w. w nawiązaniu do wcześniejszej idei własności literackiej, była od początku tworem politycznym i niewiele miała wspólnego z klasyczną własnością, odnoszącą się do dóbr materialnych”. Internet niczego w tej kwestii nie zmienia, co najwyżej – potęguje problem.
Więcej w tekście Edwina Bendyka „Kradzione tuczy i uczy” na str. 62-63 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
