Marek Palczewski

Jaki jest stopień i charakter powiazań między mediami a partiami politycznymi? Które media są najbardziej upartyjnione? Kogo popierają poszczególne gazety, stacje radiowe i telewizyjne? Na te pytania szuka odpowiedzi Bogusława Dobek – Ostrowska w książce o polskim systemie medialnym.


Bogusława Dobek – Ostrowska, Polski system medialny na rozdrożu. Media w polityce, polityka w mediach, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2011.

Autorka stawia w tej pracy pytania o relacje pomiędzy mediami a polityką: ile mediów jest w polityce? Ile polityki jest w mediach? Mnie zainteresowały obrzeża tych pytań: zagadnienie stopnia upartyjnienia mediów, zależność mediów od polityków i partii politycznych, afiliacje ideologiczne, walki między-medialne skojarzone ze sporami partyjnymi i politycznymi. Najważniejsze z tej perspektywy jest pytanie: czy media w Polsce są zależne od partii politycznych i koncepcji ideologicznych? Jeśli takie zjawisko rzeczywiście występuje,  to kiedy zaczęła się ta symbioza, w jakich warunkach się rozwija, jakie są przyczyny i skutki wzajemnego zblatowani mediów i polityków? A nade wszystko jak te powiazania wpływają na obiektywizm, rzetelność i wiarygodność mediów?

Jak pisze prof. Dobek – Ostrowska „Zakres pracy obejmuje analizę profesjonalizmu i kultury dziennikarskiej, które określają postawy mediów i dziennikarzy wobec polityki, polityków i partii politycznych”. Analizie poddano dwa dzienniki („Gazetę Wyborczą” i „Rzeczpospolitą”), cztery tygodniki opinii („Polityka”, „Newsweek”, „Wprost” i „Gazeta Polska”), trzech nadawców telewizyjnych (TVP, TVN i Polsat) trzech radiowych (Radio ZET, RMF FM i Polskie Radio), a po stronie partii politycznych: PO, PiS, SLD i PSL.

Rozdział I Polscy dziennikarze i ich kultura zawodowa traktuje o profesjonalizmie dziennikarskim, którego – według autorki, powołującej się na koncepcje D. Hallina i P. Manciniego o systemach medialnych na świecie – rozszerzeniem jest kultura zawodowa dziennikarzy. Na ów profesjonalizm składają się: autonomia zawodowa, normy profesji i służba publiczna. Wysoką kulturę, a jednocześnie profesjonalizm powinien cechować brak lub niski poziom ingerencji w proces polityczny, krytyczny stosunek do władzy, nastawienie na realizację interesu obywateli, obiektywizm i oparcie na faktach, kierowanie się uniwersalnymi wartościami oraz idealizm w doborze środków do osiągania celów.

Jak na tej skali niska-wysoka kultura plasują się media w Polsce? Otóż środowisko dziennikarzy zatrudnionych w mediach ogólnopolskich – stwierdza autorka pracy – jest zróżnicowane. Jako elita dziennikarska postrzegane są takie osoby jak: Monika Olejnik, Tomasz Lis, Kamil Durczok, Janina Paradowska, Adam Michnik, Jacek Żakowski, Maciej Wierzyński, Eugeniusz Smolar, czy Jerzy Baczyński, poprzestając jedynie na wymienieniu żyjących. Właściciele stacji telewizyjnych (np. TVN) opierają się na strategii gwiazd, a wśród pozostałych mediów tylko nielicznym udaje się zachować wyrazistość, bo za nimi stoją medialne osobowości (Adama Michnika, Tomasza Lisa, a z drugiej strony o. Tadeusza Rydzyka czy Tomasza Sakiewicza). W sądach autorki wydawanych o polskim dziennikarstwie trudno jednak dopatrzeć się jednoznacznej opinii o jego poziomie. Wstrzemięźliwość i wyważenie ocen bierze górę nad prostolinijną odpowiedzią jaki jest właściwie poziom dziennikarstwa w Polsce i nawet uważny czytelnik, poszukujący odpowiedzi na to pytanie, będzie musiał zadowolić się niedopowiedzeniami. Bo do tego, żeby stwierdzić, że jest niższy od poziomu w krajach Europy zachodniej, wcale nie potrzeba rozwiniętych badań, lecz wystarczy pobieżna analiza przekazów medialnych. Autorka stwierdza w konkluzji, że: „Nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie jaki poziom profesjonalizmu reprezentują polscy dziennikarze”. Osobiście nie dziwi mnie ta odpowiedź, albowiem w Polsce brak przekrojowych, kompleksowych i historycznych badań, opartych na metodologii, pozwalającej ferować jednoznaczne oceny profesjonalizmu. Wydaje mi się, że nie będzie to możliwe, dopóki nie zostaną stworzone obiektywne i powszechnie akceptowane narzędzia umożliwiające operacjonalizację (i następnie wszechstronne zbadanie) profesjonalizmu dziennikarskiego. W obecnej sytuacji możemy pozwolić sobie jedynie na ważne skądinąd badania obejmujące m.in. wartości, priorytety i standardy zawodowe. Ale to jeszcze nie uprawnia nas do całościowej oceny stanu dziennikarstwa w Polsce.

W Polsce zakorzeniona jest tradycja upolitycznionego dziennikarstwa. Większość dziennikarzy – stwierdza autorka za Karolem Jakubowiczem – jest daleka od obiektywizmu, reprezentuje stronnicze polityczne stanowiska – i „paradoksalnie, są oni przekonani, że ich obywatelska odpowiedzialność wymaga od nich osobistego zaangażowania w polityczny bieg wydarzeń”. Ponadto polskie dziennikarstwo, podobnie jak wiele innych na świecie, dotykają takie zjawiska jak deprofesjonalizacja, komercjalizacja, tabloidyzacja, sensacjonalizm, itp.

W II rozdziale Media masowe w logice aktorów politycznych prof. Dobek – Ostrowska pisze m.in. o wyznacznikach stronniczości politycznej, stopniu upartyjnienia mediów oraz o wzajemnych zależnościach pomiędzy systemem partyjnym a systemem medialnym w Polsce.

W podrozdziale omawiającym stronniczość autorka nie precyzuje samego terminu, uznając go chyba za samooczywisty. Tymczasem takim – przynajmniej dla mnie – on nie jest. Konsekwencje stronniczości mogą prowadzić do ograniczeń pluralizmu, dyskusji publicznej, odcinają odbiorców od źródeł opinii i wiedzy o rzeczywistości. Stronniczość pojmowania w ten sposób obronić się nie daje, ale czym innym jest stronniczość, którą nazwałbym spluralizowaną, polegająca na prezentacji rozmaitych punktów widzenia, pozwalająca na intersubiektywne przybliżenie do prawdy. Tak rozumiana stronniczość stanowi paradoksalnie warunek sine qua non pluralizmu w mediach. Jaka jest zatem i czym jest stronniczość poddawana analizie w omawianej książce? Wydaje się, że chodzi o „pozbawione obiektywizmu informacje”. Uściśleniu ulega pojęcie „stronniczości mediów, o której możemy mówić wówczas, gdy ich zawartość z jednej strony w oczywisty sposób faworyzuje i wzmacnia, z drugiej zaś krytykuje i osłabia jakieś stanowiska (poglądy) lub któregoś z uczestników życia politycznego czy społecznego”.

Zdaniem autorki tam, gdzie wykształcił się wysoki stopień profesjonalizmu, tam nie ma stronniczości. Ale i ona sama zdaje się powątpiewać w taki stan idealny, albowiem pyta czy jest w ogóle możliwe bycie „neutralnym” i „bezstronnym”. Pojęcie stronniczości, mimo, iż jest trudno definiowalne, to jednak niezastąpione w analizie tzw. paralelizmu politycznego, czyli stopnia i charakteru powiązań mediów z politykami i partiami politycznymi. Stronniczość występuje na kilku poziomach: własności, zawartości mediów i odbiorców. Prywatni właściciele są zwolennikami określonych ideologii, poglądów politycznych, zdarza się, że są członkami jakiejś partii. Według Dobek – Ostrowskiej najbardziej wyraziści politycznie narzucają linię redakcyjną (Radio Maryja, TV Trwam, „Nasz Dziennik”). Inni przyjmują  strategię eskapizmu, czyli unikania kwestii politycznych, nieangażowania się, niewyróżniania się na rynku (Polska The Times, RMF FM). Z kolei Axel Springer nie odwraca się od politycznych opinii („Newsweek”, „Fakt”).

Środki przekazu – zauważa autorka publikacji - pełnią różne funkcje wobec partii politycznych i rządów: są ich rzecznikami, dbają o ich wizerunek (media przyjazne); oferują neutralne informacje, są pasywne (media neutralne); mają krytyczny stosunek, ale wyrażają wyważone poglądy (media krytyczne); są agresywne, nieobiektywne, stronnicze i emocjonalne (media wrogie). Ściśle określone stanowisko prezentowane przez medium zawęża krąg potencjalnych odbiorców i skazuje na czytelników, słuchaczy, widzów podzielających punkt widzenia, prezentowany przez dane medium (np. Radio Maryja). Z kolei dominacja polityków nad mediami, jak w przypadku TV publicznej w Polsce, prowadzi do eliminacji zarówno niewygodnych przekazów, jak i nieżyczliwych dziennikarzy.

W Polsce dziennikarze nie kryją zaangażowania politycznego. Zdaniem Dobek – Ostrowskiej takimi byli m.in. dziennikarze  „Gazety Wyborczej”, TVP, Polskiego Radia, Radia Maryja, TV Trwam, „Naszego Dziennika”, „Gazety Polskiej”. Wielu z nich nie ukrywa swoich preferencji ideologicznych i politycznych (np. B. Wildstein, R. Ziemkiewicz, P. Semka, bracia Karnowscy, J. Pospieszalski, A. Michnik, A. Kublik, czy W. Gadomski).

Jakie są typy stronniczości medialnej? Otóż opierając się na klasyfikacji brytyjskiego socjologa i miedioznawcy Denisa McQuaila (1992) można wyróżnić następujące rodzaje stronniczości: jednoznaczną, propagandową, przypadkową i ideologiczną. Do pierwszej, objawiającej się jednoznacznymi deklaracjami swoich poglądów Dobek - Ostrowska zalicza Radio Maryja, „Gazetę Polską”, TV Trwam i „Nasz Dziennik”, a także „Rzeczpospolitą” i „Gazetę Wyborczą” (szczególnie w okresie wyborów w 2007 r.). Dziś z pewnością niektóre afiliacje (np. „Rzeczpospolitej”) – jak się wydaje – nie byłyby już tak jednoznaczne. Trzeba jednak przypomnieć, że autorka wprawdzie analizowała krajobraz medialny w Polsce w roku 2011, ale nie objęła już w swoim opracowaniu ostatnich choćby zmian, które zaszły w „Rzeczpospolitej”. W drugiej grupie (stronniczość propagandowa, czyli taka, gdzie ta stronniczość jest bardziej zakamuflowana) znalazła się „Gazeta Wyborcza”. Do trzeciej kategorii (stronniczość przypadkowa, bezwiedna, zachodząca na etapie wyboru tematów) autorka nie przypisała żadnego medium. Myślę, że w tej grupie mogłyby się plasować niektóre polskie tygodniki ekonomiczne, prasa kolorowa, czy pozbawione afiliacji sieciowych mniejsze stacje radiowe. I wreszcie ostatnia z wymienionych przez McQuaila kategorii stronniczości (ideologiczna) została rozpoznana w „Gazecie Polskiej” i „Gościu Niedzielnym”. Spokojnie dodałbym do tej krótkiej listy choćby takie pisma lub dodatki do pism, jak „Wysokie Obcasy”, „Liberte!” czy „Frondę”.

Żałuję, że w omawianej pozycji nie znajdujemy odniesień do rynku portali internetowych, bo w tej sferze mogłyby być wychwycone ciekawe zjawiska, niedające się – moim zdaniem -jednoznacznie zakwalifikować. Bo jak na przykład, do jakiego typu stronniczości (bo jeśli dobrze rozumiem intencje autorki, to w zasadzie wszystkie media dadzą się przypisać do któregoś z wymienionych typów) zaliczyć na przykład takie portale, jak interia.pl, salon24, czy nasz portal sdp.pl? Autorka wprawdzie sugeruje, że niektóre media podążają w kierunku tzw. pluralizmu wewnętrznego („Newsweek”, „Wprost” po 2010 r., stacje grupy TVN, TV Polsat, czy „Rzeczpospolita” do 2006 r.), ale jednocześnie stwierdza, że to zjawisko w czystej postaci nie występuje. Nie za bardzo mogę się zgodzić zarówno z tym ostatnim wnioskiem (jako, że przeczy temu według mnie zawartość niektórych portali), jak i z zakwalifikowaniem choćby tygodnika „Wprost” do rodzaju pism opartych na pluralizmie wewnętrznym. Dla mnie liberalny, i ostatnio często prorządowy rys tego pisma jest dość widoczny.

Kolejne zagadnienie jakie pojawia się w omawianej publikacji, to stopień upartyjnienia mediów. Z najwyższym stopniem upartyjnienia mamy do czynienia wtedy, kiedy media są własnością partii lub liderów partyjnych. W tym kontekście, pośrednio, za najbardziej upartyjnione medium można by uznać (poza prasą stricte partyjną ) Telewizję Polską SA. O dużym stopniu upartyjnienia mówimy, gdy istnieje łatwo odczytywany a dobrowolny związek danego medium z określoną partią polityczną. Takim medium była dawniej „Trybuna” (związki z SLD), a niedawno „Dziennik” (związki z PiS). Zdaniem autorki również Radio Maryja, TV Trwam, „Nasz Dziennik” i „Gazeta Polska” zasłużyły sobie na miano najbardziej stronniczych mediów w Polsce, albowiem konsekwentnie wspierają Prawo i Sprawiedliwość. Zdania te pisane były przed ostatnim rozłamem w łonie tej partii, zatem i wnioski wówczas wyciągnięte mogą być już dawno nietrafne. Jak się sytuują w tej optyce upartyjnienia inne media? Otóż „Gazeta Wyborcza” zaliczona została do mediów średnioupartyjnionych (i wrogich PiS), RMF FM do mediów o tak zwanej stronniczości strukturalnej ( krytykowało najpierw AWS, a potem SLD), a TVN 24 zostało przedstawione jako stacja, która nigdy nie należała do sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Wreszcie do grupy o niesprecyzowanej orientacji politycznej zaliczone zostały tabloidy i media rozrywkowe („Fakt”, „Super Express”, „Polska”, pisma kobiece oraz TV Polsat). I w tym przypadku sytuacja się zmieniła w okresie wyborczym, kiedy to SE opowiedziało się bardziej po stronie prawicy niż lewicy.

Jaki jest wpływ polityków na media? Wydaje się widoczny, aczkolwiek trudny do rzetelnego przebadania. I tu często zawierzać trzeba intuicji badawczej i bezpośredniej obserwacji wydarzeń i programów. Dobek – Ostrowska pisze, że „aspiracje poszczególnych partii politycznych i polityków znajdowały ujście w stronniczości TVP i Polskiego Radia”. Mechanizmy wykształcone w ciągu ostatnich 20 lat a dotyczące powoływania na stanowiska kierownicze w KRRiT, TVP i w Polskim Radiu osób lojalnych wobec partii politycznych, sprawiają, że te instytucje są podporządkowane partiom, często niezależnie od tego, kto w danym momencie sprawuje rządy w kraju. W Polsce nie udało się uniknąć „polityzacji” tych trzech instytucji; np. siedmiu prezesów TVP SA i pięciu pełniących obowiązki prezesa, pochodziło z klucza partyjnego. Przypomnijmy, że również ostatnie konkursy, przeprowadzane z hasłem odpolitycznienia mediów zakończyły się totalną porażką i publiczne media ponownie trafiły w ręce bądź to polityków, bądź osób mocno kojarzonych z taką czy inną partią polityczną (dotyczy to w większym stopniu TVP niż Polskiego Radia – MP). Od samego początku, tj. od 1989 roku media publiczne były stronnicze i gdy były zawłaszczone przez osoby związane z rządzącymi partiami faworyzowały te partie. Wyjątek na tym tle – jak pisze autorka książki – stanowił Program 3 Polskiego Radia w okresie dyrektorstwa Krzysztofa Skowrońskiego, kiedy audycje informacyjne zachowywały pluralizm źródeł informacji.

Kto sprzyja/sprzyjał PiS, a kto PO, SLD, czy PSL – to kolejne pytanie, na które czytelnik znajdzie odpowiedź w omawianej książce. Zatem, po kolei. Jako zwolenników PiS autorka postrzega Radio Maryja, TV Trwam, „Nasz Dziennik”, „Gazetę Polską”. „Rzeczpospolita” również należała do tej grupy od sierpnia 2006 roku, a Polskie Radio od stycznia 2006 r. do sierpnia 2010. Za wrogów PiS należałoby natomiast uznać „Gazetę Wyborczą”, Polsat, Radio ZET i RMF FM. Jeśli chodzi o stosunek do PO, to według autorki do tej partii zbliżyły się po 2005 r. TVN, „Gazeta Wyborcza” i niektóre tygodniki opinii (dopowiedzmy – „Polityka” ze swoim słynnym „Tusku musisz!” – MP). Sojusz Lewicy Demokratycznej był wspierany przez „Trybunę”, „Przegląd” i „Politykę” (warunkowo), a w okresie prezesury Roberta Kwiatkowskiego w Telewizji również przez TVP. Do mediów zdecydowanie wrogich SLD należały „Dziennik Polska – Europa – Świat”, tygodnik „Wprost” oraz Radio Maryja i TV Trwam. Inne media albo łagodnie krytykowały SLD albo wstrzymywały się przed jawną krytyką tego ugrupowania („Gazeta Wyborcza” w czasie kampanii parlamentarnej w 2007 roku). Jeśli chodzi o PSL, to w przekazach na temat tego stronnictwa dominował ton mało emocjonalny. Jedynie niecałe 7 procent przekazów zostało poświęcone PSL w czasie kampanii w 2005 roku. Również TV Trwam powstrzymywało się przed negatywnymi relacjami. Ze strony mediów ta partia nie doznawała wrogości, ale też i żadnej sympatii.

Podsumowując tę część rozważań prof. Dobek – Ostrowska konkluduje, że w Polsce po 1989 r. wszystkie rządzące ugrupowania polityczne próbowały skolonizować media, jednakowoż taka instrumentalizacja dotknęła jedynie media publiczne i „Rzeczpospolitą” (po 2006 r.), nie sprawdziła się natomiast w odniesieniu do mediów komercyjnych. Jednak ten wniosek nie wydaje się całkiem uprawniony wobec zakwalifikowania „Rzeczpospolitej” jako gazety skolonizowanej przez polityków. Przynajmniej w ostatnim okresie ( do połowy 2011 roku) jej działalność cechował duży stopień samodzielności.

Rozdział trzeci zatytułowany Mediatyzacja polityki – dziennikarze i politycy w procesie tworzenia zawartości mediów obejmuje takie zagadnienia jak formy i praktyki stronniczości mediów, czy zaangażowanie polityczne dzienników ogólnokrajowych.

Formy i praktyki stronniczości są różnorodne. Jedną z nich jest opowiedzenie się po stronie określonej formacji i krytykowanie innych. Dla autorki przykładem takich mediów w Polsce są konsekwentnie „Gazeta Polska” i Radio Maryja”. Biorąc pod uwagę ostanie wybory w latach 2007-2011 nietrudno też zauważyć, że oprócz wspomnianych a zaangażowanych politycznie mediów, po stronie siły politycznej (tyle, że nie PiS a PO) konsekwentnie opowiadały się takie gazety jak „Polityka” czy „Gazeta Wyborcza”.

Opisywane w tym rozdziale sympatie i antypatie polityczne mediów pokrywają się z tymi, które już zostały zrelacjonowane w poprzednich partiach książki. Pojawiają się też jednak nowe wątki. Autorka podkreśla na przykład, że w porównaniu z rynkami krajów sąsiedzkich (z wyjątkiem Niemiec) polski rynek tygodników jest relatywnie bogaty i spluralizowany. Czytelnik ma możliwości sięgnięcia po pismo zgodne światopoglądowo z jego poglądami. Reprezentowane są różne opcje polityczne, od skrajnie prawicowych po skrajnie lewicowe; Tygodnik „Nie” zalicza do antyklerykalnych, „Uważam Rze” do konserwatywnych, „Politykę” do centrolewicowych, a „Wprost” do centrowych. Rynek tygodników opiniotwórczych autorka stawia za przykład pluralizmu zewnętrznego.

Inaczej oczywiście wygląda sprawa z publicznym radiem i telewizją. Te media były i są upolitycznione a dziennikarze nie potrafili uwolnić się od nacisków politycznych. Cechami charakterystycznymi nie tylko dla Polski, ale i dla całego regionu są (cyt. za Karolem Jakubowiczem): silna kontrola państwa nad mediami publicznymi, stronniczość, wysoki poziom integracji światów polityki i dziennikarstwa, niski profesjonalizm dziennikarzy, łamanie etyki zawodowej, cynizm, konformizm, brak bezstronności. Summa summarum kryzys telewizji publicznej jest faktem. A co z prywatną telewizją i radiofonią? Zdaniem autorki między właścicielami głównych mediów komercyjnych (TVN, Polsatu, Zetki, czy RMF FM) a partiami politycznymi „nie było oficjalnych i formalnych porozumień”. Te stacje prowadzą własną politykę redakcyjną, opartą na negatywizmie, niskiej ocenie elit politycznych, krytyce i sceptycyzmie. Zarazem jednak w programach tych stacji coraz częściej pojawiają się elementy infotainmentu (połączenie rozrywki i informacji) oraz politicotainmentu (związek polityki i rozrywki). W oparciu o badania nie można stwierdzić, że w poprzednich wyborach ( brak danych dotyczących ostatnich wyborów do parlamentu – MP) TVN czy Polsat, podobnie jak i RMF FM oraz Radio ZET, popierały jakąś partię polityczną. Z zaciekawieniem będę więc oczekiwał wyników badań dotyczących wyborów z października 2011 roku, gdyż w tym przypadku intuicja podpowiada inne konkluzje. Ale nie uprzedzajmy sądów przed poznaniem szczegółowych badań.

Autorka książki zmierza do ostatecznego wniosku, że w Polsce tak zwany paralelizm polityczny (czyli w uproszczeniu: powiązanie mediów z partiami politycznymi) dotyczy tylko wybranych podmiotów: mediów publicznych i „Rzeczpospolitej” po 2006 roku, natomiast komercyjne stacje radiowe czy telewizyjne są autonomiczne w kształtowaniu swojej linii redakcyjnej.

Książka profesor Dobek – Ostrowskiej jest bodaj pierwszą próbą analizy związków pomiędzy mediami a polityką, dziennikarzami a politykami, wychodzącą poza badania o charakterze przyczynkarskim. Ze względu na szerokość perspektywy badawczej zasługuje na uwagę ze strony zarówno dziennikarzy, jak i medioznawców oraz studentów kierunków dziennikarskich wyższych uczelni.

 



Marek Palczewski

autor jest dziennikarzem i medioznawcą, adiunktem w Zakładzie Dziennikarstwa SWPS w Warszawie

29 listopada 2011


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl