Wielka rzekomo afera pod kryptonimem „Torańska – Bielan” tak naprawdę nie dotyczy Teresy Torańskiej i nic o niej nie mówi – pisze Tomasz Lis w najnowszym wydaniu tygodnika „Newsweek”. - Mówi za to bardzo wiele o mentalności niektórych polityków, niektórych mediów i niektórych dziennikarzy.


Tomasz Lis opisuje skąd się wzięła afera związana z wywiadem Torańskiej z Bielanem. Ano stąd, że Bielan udzielił Torańskiej szczerego wywiadu w 2010 roku, a teraz tamta szczerość mu przeszkadza i zagraża jego interesom politycznym.

Lis uważa, że oburzenie części środowiska dziennikarskiego wywołało „opublikowanie tego, co ktoś naprawdę powiedział”. „Jest charakterystyczne – pisze - że burzy w tzw. środowisku dziennikarskim nie wywołały całkiem liczne przykłady zmyślonych informacji, pisania tekstów za pieniądze, wyjeżdżania na opłacane przez sponsorów tekstów wakacje itp., itd.”

Autor artykułu odnosi się także do autoryzacji, którą – jego zdaniem – „wymyślono, by była wątpliwym, ale jednak lekarstwem na nierzetelność dziennikarzy. Tymczasem prawicowi publicyści bronią autoryzacji, która stoi na straży krętactwa polityków!” I dodaje, że ci, którzy opowiadają się za autoryzacją, pochodzącą z komunistycznego prawa prasowego, w istocie bronią cenzury, „bo może i cenzura jest zła, ale przestaje być zła, gdy może pomóc ocalić skórę koledze”.

Redaktor naczelny „Newsweeka” konkluduje, że w tygodnik będzie pisał prawdę, „nawet jeśli może to zrujnować komuś marzenia o wygodnym życiu na eurodietach”, i że „Newsweek” jest niezależnym tygodnikiem, a nie stroną internetową „partii politycznej, od której można ukraść kody, chcąc wrócić do łask lidera partii, z której się właśnie odeszło”.


Czytaj:

Tomasz Lis, Autocenzorzy, „Newsweek”, nr 15/2012, s.4

Także: http://opinie.newsweek.pl/tomasz-lis--autocenzorzy,90458,1,1.html

opr. mp
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl