Temat zastępczy

Na początku grudnia 2011 roku amerykańscy dyplomaci i pracownicy amerykańskich agencji pomocowych na całym dostali od prezydenta Baracka Obamy polecenie ,,przyczyniania się do większej obrony praw gejów”.

Większość pracowników ambasad i konsulatów amerykańskich musiała przecierać ze zdziwienia oczy czytając informacje, że prezydent oczekuje od nich reakcji na ,,coraz częstsze przypadki stosowania przemocy i dyskryminacji wobec  gejów, lesbijek, osób transseksualnych i biseksualnych”. Każdy trzeźwo myślący Amerykanin musiał sobie zadać pytanie: dlaczego dopiero pod koniec trzeciego roku prezydentury Obama przypomniał sobie nagle o prawach gejów na świecie, o których tak dużo mówił podczas kampanii wyborczej w 2008 roku? Czyżby coś się wydarzyło co uszło uwagi całego korpusu dyplomatycznego? A może współcześni homoseksualiści są bardziej prześladowani niż  np. 100 lat temu?

    Bynajmniej. W ostatnich miesiącach zeszłego roku administracja Białego Domu na gwałt poszukiwała tematu zastępczego, który mógłby odciągnąć uwagę Amerykanów od fatalnej sytuacji gospodarczej i podnieść w roku wyborczym notowania najgorszego w dziejach Ameryki prezydenta, jakim jest Barack Obama. Na liście problemów zastępczych pojawiły się więc: inwazja na Iran, okupacja Wall Street przez wielbicieli obecnego rządu, dyskusja o odtajnieniu dokumentów dotyczących zamachów na Johna F. Kennedy’ego, lądowanie UFO w Roswell i ,,obrona praw gejów” na świecie. Obama wzorem Palikota wybrał temat ostatni, najbardziej zastępczy z możliwych, ale za to wart poparcia kilku milionów gejów. 

Obama wzorem Don Kichota postanowił walczyć z prześladowcami biednych gejów, a do misji tej zamiast Sancho Pansy wybrał sobie na kompana w postaci samozwańczej ,,pogromczyni Kaddafiego” – czyli samą Hillary Clinton.

Pani Clinton święcie przekonana, że jest ,,matką chrzestną” arabskiej wiosny ludów, z prawdziwym entuzjazmem przyjęła na siebie nową misję cywilizacyjną , przewidując, że tak chwalebne poruczenie w połączeniu z jej dotychczasowymi zasługami w obalaniu arabskich dyktatur zapewni jej  przynajmniej Pokojową Nagrodę Nobla.

Dragon Lady, jak ją nazywają środowiska konserwatywne w USA, z entuzjazmem przystąpiła do nowej misji. W genewskiej Siedzinie ONZ pouczała belferskim tonem dyplomatów z całego świata, że ,, prawa gejów są prawami człowieka a prawa człowieka są prawami gejów". Na końcu swojego aroganckiego wystąpienia podkreśliła, że ,,bycie gejem nigdy nie powinno być przestępstwem".

Chciałoby się zapytać na jakich podstawach pani Clinton doszła do tak klarownego wniosku i dlaczego poucza w ten sposób cudzoziemców? Może zanim amerykańska dyplomacja zacznie się wtrącać do porządków w krajach w których jest jedynie gościem powinna się przyjrzeć prawom homoseksualistów na swoim krajowym gruncie?

 

   Wszyscy pamiętamy groźby Donalda Franciszka Tuska rzucane pod adresem pedofilów w 2008 roku. ,, Zleciłem radykalne przyspieszenie prac nad wprowadzeniem farmakologicznej kastracji, jako środka przymusowej terapii. Dotyczy to głównie pedofilów, szczególnie tych którzy nie rokują na poprawę” – grzmiał twórca cudu gospodarczego drugiej Irlandii. Zastanawiało mnie od tamtej pory dlaczego szef rządu użył słowa ,,głównie”? Kogo jeszcze przewidywał do kastracji najsilniejszy człowiek w III Rzeczpospolitej?

A może pan premier chciał zostać polskim Thomasem Jeffersonem, który w 1778 roku zaproponował w legislaturze Wspólnoty Virginii złagodzenie sankcji za sodomię z kary głównej na karę kastracji?

   Pomysł kastrowania ,,sodomitów” autorstwa jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych nie przyjął się w amerykańskim systemie sprawiedliwości. Mimo to homoseksualizm był karany w USA aż do 1962 roku więzieniem o zaostrzonym rygorze i ciężkimi robotami publicznymi na obszarze wszystkich stanów Ameryki.

    Jakże to charakterystyczne , że obecny prezydent USA i jego sekretarz stanu pouczają współczesny świat jak należy bronić praw homoseksualistów jako obywateli. Hillary Clinton wygłasza komunały w stylu:  Prawa gejów są prawami człowieka a prawa człowieka są prawami gejów.  

Czyżby? 

Dopiero w 1962 roku, kiedy 15-letnia Hillary uczęszczała do liceum w Park Ridge pod Chicago, dyrektor Amerykańskiego Instytutu Prawa Herbert Wechsler zaproponował wprowadzenie na obszarze wszystkich stanów zunifikowanego, wspólnego Kodeksu Karnego. Wspólny zbiór przepisów przewidywał, że wszelkie współżycie seksualne osób dorosłych jest tylko i wyłącznie ich prywatną sprawą. Tak więc, w myśl zunifikowanego prawa bycie homoseksualistą nie miało być karane, ale nadal surowym karom podlegać dalej miało jakiekolwiek publiczne stręczycielstwo, namawianie czy ,,kuszenie” do odbycia stosunku homoseksualnego.

Pierwszym stanem, który przyjął złagodzoną wersję zunifikowanego kodeksu karnego było Illinois.

Od 1962 roku do 2003 roku poszczególne legislatury stanowe niechętnie i pod naciskiem środowisk lewicowych uchylały powoli surowe w ramach tzw. ,,sodomy law” (prawa dotyczącego sodomii). Aż 14 stanów zniosło swoje surowe przepisy antygejowskie dopiero w 2003 roku.

     Absurdalność skierowanej do amerykańskich dyplomatów notatki służbowej mówiącej o "głębokim zaniepokojeniu" prezydenta przypadkami stosowania na świecie przemocy i dyskryminacji wobec gejów, lesbijek, osób transseksualnych i biseksualnych, polega na fakcie, że dotychczas to właśnie Stany Zjednoczone miały stosunkowo najbardziej zamordystyczne prawo ,, antysodomiczne” wśród wszystkich krajów świata.

Administracja Obamy bije więc wszelkie rekordy hucpy. Swoimi aroganckimi wypowiedziami i pouczaniem innych przypomina mi nieuków z Parlamentu Europejskiego, którzy 26 kwietnia 2007 roku przegłosowali rezolucję  "w sprawie homofobii w Europie". Wykazali w niej, że na 18 przypadków homofobii, aż 12 przypadało na Polskę, chociaż tak naprawdę we wszystkich tych 12 wypadkach były to jedynie, dalekie od jakiejkolwiek nienawiści, wypowiedzi polityków nie uznających tzw. związków partnerskich.  

Parlamentarzyści europejscy nie wysili się ani trochę, żeby sprawdzić, że Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym homoseksualizm (nawet jawny) nigdy nie był karany.

Skrajną bezczelnością lewactwa francuskiego, brytyjskiego, hiszpańskiego czy niemieckiego jest oskarżanie naszych obywateli o odruchy homofobiczne.

Prawa antygejowskie na terytorium Polski obowiązywały jedynie w okresie zaborów (od 1795 roku) i były siłą narzucone przez okupantów. Wyłącznie dla formalności Sejm zniósł je w 1932 roku, chociaż nigdy po odzyskaniu niepodległości nie miały one zastosowania.

Tymczasem w Niemczech homoseksualizm był oficjalnie uznany za ciężkie przestępstwo od 1817 do 1973 roku. Niektóre badania wskazują, że każdego roku w przedziale lat 1932-1945, na śmierć skazywano średnio 8-10 tysięcy homoseksualistów. We Francji homoseksualizm i transwestytyzm były traktowane jako przestępstwa od 1791 do 1982 roku!

Brytyjczycy określali ,,sodomię” wyjątkowo ostrym określeniem angielskim -,,buggery”. Termin ten oznaczał szczególny rodzaj zboczenia łączącego definicje homoseksualizmu i zoofilii (bestiality). Stosunki seksualne w ramach jednej płci zostały uznane przez Izbę Gmin i Izbę Lordów w 1533 roku jako ,,szczególnie ohydne przestępstwo” . Król Henryk VIII podpisał ustawę o nazwie  An Acte for the punysshement of the vice of Buggerie . Było to pierwsze prawo antysodomiczne w Europie i Ameryce Północnej. Od 1534 roku ustawa ta przyznawała prawo sądzenia homoseksualistów trybunałom Kościoła Anglikańskiego.  

Wbrew kłamliwej propagandzie rozpowszechnianej przez polskie i europejskie środowiska  lewackie, w tym zbieraninę zwolenników posła Palikota,  homoseksualiści często znajdowali obronę w strukturach Kościoła Katolickiego. Dla protestantów zaś sodomia była szczególnie ,,ohydnym rodzajem zbrodni”.

Wzorując się na prawie Henryka VIII pierwszą kolonią północnoamerykańską, która zalegalizowała własne prawo antysodomiczne była zdominowana właśnie przez protestantów – Pennsylvania.  Legislatura tej kolonii uznała homoseksualizm  za szczególną ,,obrazę Boga” oraz godny wypalenia ogniem ,,nienaturalny grzech”.

Ustawa króla Henryka VIII przestała obowiązywać w Imperium Brytyjskim dopiero w 1861 roku, kiedy parlament uchwalił  Ustawę O Wykroczeniach przeciw Osobie (Offences against the Person Act of 1861).

Do 1993 roku prawo brytyjskie nie rozróżniało homoseksualizmu od zoofilii. Znamienne, że przestępstwo określane jako ,,buggery” między dwojgiem dorosłych ludzi zostało zniesione zaledwie 18 lat temu. Natomiast jeszcze w zeszłym roku prokuratura brytyjska postawiła pewnemu mężczyźnie zarzut w ramach paragrafu 61 wspomnianej ustawy z 1861 roku ,,o skłonność do buggery”, po tym jak jego żona zmarła w wyniku ataku alergii odzwierzęcej po zbliżeniu intymnym ze swoim psem.

Kiedy więc słyszę czasami wypowiedzi różnej maści lewicujących idiotów głoszących konieczność ,,wyjścia z polskiego zaścianka i kołtunu” i wejścia do ,,światłej” Europy, nie pozostaje mi nic innego jak tylko popukać się w czoło.

Europoseł Marek Siwiec stwierdził kiedyś, że ,, dbałość o wizerunek naszego kraju nie może być jednakże wytłumaczeniem dla milczenia wobec przejawów dyskryminacji na tle orientacji seksualnej”.

Czyżby? A kiedy to pan europoseł złożył ostry protest wobec wspomnianego przypadku prześladowania zoofilii w Wielkiej Brytanii???

Pan Europoseł i jego bractwo obrońców gejów przed potwornymi prześladowaniami w Polsce powołuje się na wzorce cywilizacji zachodniej i zachwyca się rozwiązaniami amerykańskimi. Ciekawe, że poglądy takie głosi były członek PZPR (od 1977), który jak mało kto powinien wiedzieć, że osobną kartę w dziejach Stanów Zjednoczonych stanowi historia inwigilacji obywateli pod względem ich orientacji  seksualnych. Najwybitniejszym amerykańskim specjalistą w gromadzeniu pikantnego obyczajowo dossier polityków najwyższego szczebla był ukryty homoseksualista John Edgar Hoover, który w latach 1924-1972 pełnił funkcję szefa FBI.

Jakże znamienne jest, że najbardziej restrykcyjne przepisy antygejowskie wprowadzali ludzie znani ze swojego nienasyconego apetytu do własnej płci,  jak choćby wspomniany Hoover czy cała armia homoseksualistów tworzących dowództwo Sturmabteilung  (SA)  i osobisty sztab Stabschefa SA Ernsta Juliusa Röhma.

    Konkludując można stwierdzić, że amerykańskie władze nie mają żadnego mandatu moralnego do upominania innych państw i narodów jak należy postępować w obronie osób o orientacji homoseksualnej.

Zresztą wbrew zachwytom posła Siwca,  nawet homoseksualiści amerykańscy niewiele zawdzięczają Obamie. Mimo wielkich obietnic, które kierował  do ich środowiska w czasie kampanii 2008 roku, prezydent nie zrobił dla nich nic przez 3 lata swojej kadencji.

Dlaczego teraz sobie o nich przypomniał? Ponieważ jak powietrza potrzebuje wsparcia środowisk mniejszościowych. W 2002 roku Instytut Gallupa zszokował amerykańską opinię publiczną ogłaszając wyniki badań, z których wynikało, że 21% mężczyzn i 22% kobiet deklaruje orientację homoseksualną. Co piąty wyborca może być teoretycznie homoseksualistą.  Wiele z tych osób ukrywa swoją orientację. Dowodzą tego wyniki Spisu Powszechnego z roku 2000. Tylko 1% amerykańskich gospodarstw domowych jest bowiem prowadzony przez pary homoseksualne.

Obama liczy, że jego nic nie warta i do niczego nie zobowiązująca deklaracja w obronie gejów pozyska mu przynajmniej kilka milionów głosów gejowskich. Na szczęście wszystko wskazuje, że się przeliczy. Środowiska gejowskie doskonale pamiętają jak Obama  zapytany rok temu czy wspomoże homoseksualistów w ich zabiegach o wprowadzenie federalnego małżeństwa osób tej samej płci odpowiedział z pełną obojętnością, że  ,,jest to sprawa leżąca w kompetencjach władz stanowych a nie rządu federalnego”.  

p.lepkowski@op.pl

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl