Miliony nowych widzów i dziesiątki milionów złotych – tyle o. Tadeusz Rydzyk mógłby zyskać dzięki miejscu na cyfrowym multipleksie. O medialnym imperium duchownego pisze w najnowszym „Newsweeku” Cezary Łazarewicz.
Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze – to o nie chodzi o. Rydzykowi w walce o miejsce na cyfrowym multipleksie. Nie liczy się respektowanie wolnościowych praw i duchowych potrzeb widzów Telewizji Trwam – przekonuje Łazarewicz. Publicysta przypomina, że w sobotę przybędą do Warszawy słuchacze Radia Maryja, którzy „to, czego Trwam nie dostała podczas zamkniętego już procesu koncesyjnego, mają załatwić modlitwami i krzykami”. Przy tej okazji redaktor „Newsweeka” charakteryzuje pokrótce cały medialny dorobek ojca dyrektora.
A zaczęło się od Radia Maryja, które zgodę na ogólnopolskie nadawanie otrzymało w 1994r. Ciekawszy jednak jest moment tworzenia rozgłośni i sposób, w jaki dokonywano zakupu niezbędnego sprzętu radiowego. „Dyrektor do transferów finansowych wykorzystywał grupy emerytek, które krążyły z siatkami pieniędzy po Bydgoszczy i wykupywały z kantorów niemieckie marki. (…) Jedna z wolontariuszek opowiadała, jak z workiem pieniędzy jechała małym fiatem do Bydgoszczy przekazać ćwierć miliona marek, które potem zostały przeszmuglowane do Niemiec. Za te pieniądze współpracownicy Rydzyka kupowali sprzęt radiowy i bezcłowo ściągali go do Polski” – czytamy w „Newsweeku”. Tadeusz Rydzyk zrobił z Radia Maryja prawdziwego potentata – rozgłośnia nadaje ze 125 naziemnych nadajników i może być odbierana przez ponad 30 milionów Polaków. „Jedynym problemem stacji jest brak słuchaczy. Z badań wynika, że rozgłośni słucha tylko milion ludzi. Na dodatek słuchających ubywa, a koszty utrzymania rosną; ostatnio oscylują wokół 15 milionów rocznie” – tłumaczy Łazarewicz.
Publicysta na łamach „Newsweeka” przypomina także historię Telewizji Trwam, którą do życia powołała fundacja Lux Veritas – kolejne inwestycyjne dziecko o. Rydzyka. Fundacja skupowała przez lata sprzęt telewizyjny: stoły montażowe, kamery, sprzęt elektroniczny. Pierwsze studia powstały we wrocławskiej willi należącej do innej fundacji ojca dyrektora. „W 2003 roku fundacja zaciągnęła 18 milionów złotych pożyczki od zakonu redemptorystów i rozpoczęła emisję programu telewizyjnego przez satelitę i sieć kablówek” – dowiadujemy się z „Newsweeka”. Trwam miała obyć się bez reklam i utrzymywać wyłącznie z dobrowolnych datków i sprzedaży zestawów satelitarnych. Z roku na rok pogarsza się jednak finansowy bilans stacji – jej roczne utrzymanie kosztuje 16 milionów, a datków ubywa. Szansą na finansowy progres miało być poszukiwanie i eksploatacja złóż termalnych oraz uruchomienie sieci telefonii komórkowej, ale i to okazało się daremne.
Dlatego tak ważne dla o. Rydzyka jest dotarcie do szerokiego grona odbiorców dzięki miejscu na cyfrowym multipleksie. „Dziesięć milionów Polaków ma dzisiaj dostęp do Telewizji Trwam, ale bardzo niewielu z nich wybiera ten kanał w telewizorze; średnia oglądalność dobowa stacji wynosi zaledwie 6 tysięcy widzów” – zauważa Łazarewicz. Gdyby Tadeusz Rydzyk dostał miejsce na multipleksie, jego program mógłby dotrzeć do 38 milionów ludzi. „W ten sposób stałby się telewizyjnym potentatem porównywalnym z TVP, Polsatem i TVN” – dodaje publicysta „Newsweeka”. I właśnie w imię osiągnięcia tego celu organizowany jest w stolicy sobotni marsz w obronie wolności słowa.
Więcej w tekście Cezarego Łazarewicza „Ojciec biznesmen” na str. 22-25 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
