To nie tragiczna historia małej dziewczynki i jej dotkniętych przez los rodziców. To serial, który udaje dokument, telenowela z życia wzięta. W czym tkwi jej fenomen, dlaczego od kilku tygodni tak bardzo absorbuje uwagę polskich widzów? Piotr Bratkowski analizuje w nowym wydaniu „Newsweeka” medialną warstwę historii z Sosnowca.
Bartkowski pisze, że wszechobecność rodziny Waśniewskich w przestrzeni publicznej żyje dzięki utrwalonemu schematowi: cyniczne media, które podgrzewają atmosferę i ogłupiona publiczność, która bezrefleksyjnie to wszystko kupuje. „W tej sprawie wszyscy od początku manipulują wszystkimi” – stwierdza publicysta „Newsweeka”. I pyta skąd bierze się ciągłe zainteresowanie widzów historią Sosnowca, dlaczego ludzie wciąż chcą to oglądać i o tym czytać? „Najważniejsze jest to, że według kryteriów współczesnej telewizyjnej popkultury ta historia jest dobrze wyreżyserowana i opowiedziana” – tłumaczy Bratkowski. Jego zdaniem to story skrojone na miarę polskiego odbiorcy wychowanego na reality show i docu opera. „Wpisuje się w ich konwencję, ale jest o niebo lepsza, bo się wydarzyła i wciąż możemy ją śledzić” – dodaje redaktor.
Bratkowski przypomina w skrócie telenowelę z Sosnowca – od czasu konferencji prasowej z udziałem detektywa Rutkowskiego, przez udział rodziców małej Madzi w telewizyjnych programach TVN, po tajemnicze zniknięcie matki zmarłej dziewczynki i jej poszukiwania na oczach mediów. „Fenomen tej opowieści tkwi jednak nie tylko w umiejętnym podsycaniu napięcia, lecz także w tym, że jej fabuła umożliwia równoczesne granie na różnych, często sprzecznych emocjach” – czytamy w „Newsweeku”. Historia małej Madzi jest nośna dzięki swojej strukturze, którą można zamknąć w formule: „stracili dziecko, ale trochę z własnej winy, a być może nawet je zabili”. Takie spojrzenie pozwala – w ocenie Bratkowskiego – na tworzenie dwóch sprzecznych wspólnot emocjonalnych: współczucia i potępienia oraz łatwe dostosowywanie się zbiorowego reżysera do kolejnych ustaleń śledztwa.
Więcej w tekście Piotra Bratkowskiego „M jak Madzia” na str. 40-42 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.
Opr. OG
