Drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej relacjonowaną w polskich mediach można podsumować dwoma słowami: śmierć i reklama – twierdzą Ludwik Stomma i Daniel Passent. Felietoniści „Polityki” piszą o tym w nowym wydaniu tygodnika.
Stomma przywołuje 10 kwietnia i wspomina, że oglądał tego dnia wiadomości w TVN całkowicie zdominowane tematem katastrofy smoleńskiej. Felietonista stwierdza, że wydarzenia sprzed dwóch lat podzieliły się na dwa wymiary – polityczny i ludzki, oba szeroko wykorzystywane przez media. Analizuje przy tej okazji, jak stosunek społeczny do śmierci zmieniał się na przestrzeni lat – od patetyzowania, przez powszechność, po usuwanie go ze zbiorowej pamięci, aż do dzisiejszego sposobu traktowania śmierci – zwłaszcza związanej z tragedią smoleńską – jako metazjawiska. . „Niech pamięta komentator telewizyjny, że śmierci, przynajmniej w naszej epoce (…), nie wolno mierzyć spektakularnością” – apeluje Stomma. „Jeżeli więc pyta o śmierć bliskich, co już jest dla mnie nietaktem, niech pamięta, że pytając tych tylko, a nie innych, sam przyczynia się do zmieniania śmierci w widowisko, polityczny jarmark i za późniejsze deklaracje szaleńców też ponosi odpowiedzialność” – konkluduje felietonista „Polityki”.
Passent z kolei przypomina, że 10 kwietnia przejrzał „Rzeczpospolitą”, „Fakt”, „SE”, „Uważam Rze” i „Nasz Dziennik”. We wszystkich wspomnianych gazetach Passent natknął się na ten sam patetyczny tekst, który wspominał o tragicznie zmarłej polskiej elicie politycznej, o pustce po jej śmierci i narodzie, który potrzebuje prawdy, aby być wolnym. Felietonistę zawiódł jednak dedukcyjny zmysł, bo nie był to tekst autorstwa żadnego autorytetu czy polityka, a… reklama Kas Kredytowych SKOK. Jakie wnioski można wysnuć z lektury takiej prasy? Passent odpowiada: po pierwsze, poprawi się sytuacja finansowa mediów, jeśli będą przyjmowały zamówienia na całostronicowe albo półstronicowe reklamy podobnej treści. Po drugie, do pisania komentarzy politycznych nie będą już potrzebni dziennikarze, ich role przejmą agencje reklamowe. Wreszcie, jak przewiduje ironicznie Passent, rozdział banków od polityki, podobnie jak rozdział Kościołów od państwa, przechodzi do historii. „Ciekawe, że żadne medium nie odmówiło druku reklamy w rocznicę tragicznej katastrofy, żaden obrońca dobrego imienia „zabitych” i „poległych”, żaden krytyk przemysłu propagandy nie uznał tego za niestosowne” – podsumowuje publicysta „Polityki”.
Więcej w felietonach Ludwika Stommy („Śmierć) i Daniela Passenta („Reklama niepokorna”) na str. 96-97 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
