Na dwa tygodnie przed Wielkanocą stacja telewizyjna BBC Knowledge wyemitowała serię programów dokumentalnych prowadzonych przez znanych akademików brytyjskich, których tematem przewodnim było pytanie ,,Czy Bóg istnieje?".
Uważam, że żaden z tych programów, jakkolwiek był prowadzony przez ciekawe osobowości, nie przybliżył mnie w najmniejszym stopniu do odpowiedzi na to fundamentalne pytanie.
Programy ukazały ludzi niepewnych, czasem nawet niedoinformowanych dogmatyków. Uważam , że najgorzej z tych trzech serii programowych wypadł odcinkowy film dokumentalny ,, Źródło wszelkiego zła” napisany i wyreżyserowany przez Richarda Dawkinsa.
Byłem przekonany, że to właśnie propagator ewolucji biologicznej będzie miał najłatwiejszą sytuację i bazując na faktach, bez żadnego doktrynerstwa przekona widzów do teorii, która mówi, że życie nie tylko powstało w wyniku całkowitego przypadku, dzieła chaosu, ale jego rozwój jest wypadkową błędów i pomyłek , czyli tak modnych dzisiaj mutacji, które są całkowicie samoistnymi procesami chemicznymi.
Jednym słowem Dawkins miał przekonać mnie i innych widzów BBC Knowledge, że przyszłość jest tylko skutkiem przeszłości, ujawniającą jedynie to co nieuchronnie kryło się w stanach i układach poprzednich, a Bóg jest najstarszym mitem ludzkości.
Jest to oczywiście czysto mechanistyczne spojrzenie XIX – wiecznego dogmatyka, fanatyka fizyki newtonowskiej oraz teorii ewolucji w jej najbardziej podstawowej postaci. Dawkins zamiast przekonać do swojej tezy podstawowej, że religia jest źródłem wszelkiego zła w historii rozwoju człowieka ukazał oblicze fanatycznego ateisty, pozbawionego jakiejkolwiek elastyczności umysłu.
A przecież, jak twierdził Thomas Kuhn, amerykański naukowiec i twórca paradygmatu naukowego , już przejście między newtonowskim i einsteinowskim ujęciem mechaniki wytworzyło ogromną przepaść, która dowodzi, że ,,po każdej takiej rewolucji uczeni żyją w innym świecie” i muszą dostosować prywatne przekonania do faktów.
Nauka nie jest dziedziną ewolucyjną, ale jak to można wykazać na przykładzie fizyki czysto rewolucyjną. Newton był przekonany, że czas jest stały i płynie jednakowo w dowolnym miejscu we wszechświecie, zaś masa każdej cząstki jest niezmienna. Einstein przewrócił świat mechaniki Newtona do góry nogami i dowiódł, że czas jest relatywny dla obserwatora, a masa cząsteczek ma różne wartość w zależności od ruchu.
Dla naukowców żyjących na przełomie XIX i XX wieku to odkrycie miało znaczenie podobne jak Rewolucja Kopernikańska. A przecież sam Albert Einstein, który z uśmiechem przyjmował gratulacje po otrzymaniu Nagrody Nobla w 1921 roku za wyjaśnienie efektu fotoelektrycznego z fanatycznym uporem nie chciał przyjąć do wiadomości reguł rządzących mechaniką kwantową w następnych dekadach.
Dla Einsteina nie do przyjęcia był fakt, że to świadoma obserwacja redukuje funkcję falową do funkcji korpuskularnej dowolnej cząstki lub porcji energii.
Słynne pytanie ,,czy księżyc istnieje, ponieważ zaobserwowała go mysz?” budziło w wielkim fizyku więcej niepokoju niż pytanie o istnienie Stwórcy i mechanizm jego Planu.
A jednak interpretacja kopenhaska, opisując zjawiska kwantowe w centrum ich przemian stawia właśnie świadomość obserwatora. Dla fizyków teoretycznych jest to prawdziwa ość w gardle nie dająca się przełknąć ani wyksztusić. Stoją oni murem za Einsteinem, który z czystego dogmatyzmu, a nie szacunku dla nauki (której sam wcześniej oczekiwał od dogmatyków mechaniki newtonowskiej) nazywał interpretację kopenhaską koncepcją czysto probabilistyczną, podkreślając, że w czysto deterministycznym ujęciu świata nie ma miejsca dla żadnego prawdopodobieństwa.
Pozwalał sobie nawet używać sformułowania, że ,,Bóg nie gra w kości” , podkreślając jednocześnie w rozmowie z Ernstem Strausem, że sam jest ciekaw ,,czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy tworzeniu świata?”.
Dla twórcy teorii względności redukcja wektora stanu dokonana przez świadomego obserwatora trąciła mistycyzmem, zjawiskiem paranormalnym czy wręcz równie abstrakcyjnym jak religijny ,,cud”.
Zarówno Równanie Heisenberga jak i Równanie Schrödingera a potem Równanie Feynmana, stanowiące trzy równoważne sformułowania mechaniki kwantowej , musiały fascynować i jednocześnie doprowadzać ojca relatywizmu do szaleństwa. Jego teoria wspaniale i z wielką elegancją opisywała świat wielkich przestrzeni, ale zupełnie wysiadała przy mikroświecie wspaniale opisanym przez fizyków kwantowych. Stąd też schyłek życia wielkiego uczonego był naznaczony poszukiwaniem teorii wielkiej unifikacji przedstawiającej wspólne prawa dla oddziaływań silnych, słabych jak i elektromagnetycznych.
Dlaczego wspominam o Einsteinie, kiedy zastanawiam się nad pytaniem postawionym przez twórców serii filmów dokumentalnych emitowanych na kanale BBC Knowledge?
Ponieważ wiele wskazuje, że pytanie o istnienie Boga i jego bierną lub aktywną postawę w ewolucji wszechświata stanowiło obsesję wielkiego fizyka.
,, Twierdzę, że kosmiczne przeżycie religijne stanowi najsilniejszą i najszlachetniejszą pobudkę do badań naukowych”. Mam wrażenie, że po tych słowach Jezus Chrystus odpowiedziałby wielkiemu Einsteinowi: ,,niedaleko jest pan od Królestwa Niebieskiego profesorze!”.
Odnoszę bowiem wrażenie, że to dogłębne poznanie życia i mechanizmów rządzących naszym światem jest drogą do Boga.
Nigdy w historii religia nie była tak blisko nauki. Nigdy przedtem najbardziej fundamentalna dziedzina naszej wiedzy jaką jest fizyka nie stawiała naszej świadomości w centrum wszystkich zjawisk zachodzących we wszechświecie.
Dla Newtona i Einsteina zjawiska fizyczne działy się samoistnie, a obserwacja czy świadomość nie miały na nie najmniejszego wpływu.
Ale już dla Bohra, Heisenberga czy Schroedingera świadomość stanowi epicentrum zjawisk kwantowych. Ona bowiem w sposób całkowicie niewytłumaczalny redukuje postać fotonów, elektronów czy całych atomów. Przed obserwacją foton, elektron, atom czy jakakolwiek postać materii może jednocześnie występować w dwóch lub więcej dowolnych miejscach wszechświata pozostając falą prawdopodobieństwa, która musi zostać zredukowana do funkcji korpuskularnej w momencie obserwacji. Budzi to oczywiście dziesiątki szokujących pytań.
Czy foton lub elektron ,,wie” gdzie i w jakiej postaci ma się ukazać obserwatorowi? Czy może jak spekulował Richard Feynman - jeden i ten sam elektron tworzy naszą rzeczywistość od początku istnienia wszechświata i dokonując skosów kwantowych w czasie przedstawia nam całkowicie złudny obraz ,,rzeczywistego i nierzeczywistego” świata?
W końcu dlaczego dwie lub więcej cząstek posiada niemożliwą w fizyce klasycznej cechę polegającą na splątaniu kwantowym, paradoksalnie pomijającą drogę i czas przepływu informacji od jednej do drugiej?
Znamienne, że to właśnie Einstein wraz z Borysem Podolskim i Nathanem Rosenem skonstruował eksperyment myślowy nazwany Paradoksem EPR, mający na celu wykazania niezupełności mechaniki kwantowej. Einsteina musiało doprowadzać do szału twierdzenie fizyków kwantowych, że stan splatania oznacza, że istnieje natychmiastowe oddziaływanie między cząstkami, które wcześniej należały do jednego układu i zostały rozdzielone. Wymiana informacji z nieskończoną prędkością, a więc z pominięciem czasu i przestrzeni było w sposób oczywisty sprzeczne z teorią względności.
Jednak Paradoks EPR skompromitował Einsteina i jego kolegów. W 1964 roku północnoirlandzki fizyk John Stewart Bell udowodnił, że Paradoks EPR jest obliczony błędnie, a więc nie istnieje. Jego przełomowe odkrycie nazwane nierównością lub twierdzeniem Bella wykazało sprzeczność pomiędzy mechaniką kwantową, a fizyką klasyczna i teorią względności. Po raz kolejny fizyka nie dokonała przejścia ewolucyjnego, ale prawdziwie rewolucyjnego! Nomen omen skoku kwantowego do innej rzeczywistości.
Dzisiaj twierdzenie Bella, którego nikt obecnie nie jest w stanie zakwestionować, stanowi obok zasady nieoznaczoności Heisenberga, fundament kwantowej teorii informacji.
I chociaż wydaje się całkowicie absurdalne, że dwie cząstki, które raz zaistniały we wspólnym układzie i zostały oddzielone na dowolne odległości , niezależnie od tego czy znajdują się w najodleglejszych punktach wszechświata czy w jednej szklance wody, przekazują sobie informację natychmiast w tej samej chwili jakby czas i przestrzeń nie istniały.
Czy taki stan rzeczy nie ułatwiałby Bogu kreację wszechświata i jego rozwój poza czasem i przestrzenią?
I gdzie w tym wszystkim jest moja lub twoja świadomość?
Czy za każdym razem kiedy spoglądam na słońce redukuję jego funkcję falową do funkcji korpuskularnej? Czy patrząc na księżyc mogę przyjąć założenie, że jego ciemna strona jest jedynie falą prawdopodobieństwa, a prawa fizyki na niej istniejące są dalekie od tego o czym myślał sir Isaac Newton?
Może się to wydawać nielogiczne i niepojące a jednak stanowi najbardziej potwierdzoną teorię matematyczno-fizyczną w historii nauki.
A jak ta cała fizyka kwantowa ma się do istnienia naszego Stwórcy? Dowodzi ona, że na poziomie bardzo małych przestrzeni świat jest diametralnie inny niż ten, który widzimy. Tam panują inne prawa niż w naszym dużym świecie. Ale to nasza świadomość, którą religia nazywa czasami duszą, jest odpowiedzialna za wygląd naszego otoczenia.
Odnoszę wrażenie, że Święty Augustyn rozumiał ten dylemat pisząc: ,,Jesteście ciałem Chrystusa i jego członkami; to wasza własna tajemnica leży na stole Pańskim. Własną tajemnicę przyjmujecie (…). Bądźcie tym, co widzicie; przyjmijcie to czym jesteście”.
Zatem tajemnica i świadomość przeplatają się wzajemnie. Skoro możemy zredukować falę światła w grupę fotonów na ekranie, to może także nasza świadoma komunia ma moc taką jaką od niej oczekujemy. Może więc wino i chleb pozostawione na pamiątkę przez Zbawiciela są chlebem i winem tylko wtedy, kiedy tak je postrzegamy, a przekształcają się w sakrament pod wpływem naszej świadomej wiary? Czy istnieje tu jakakolwiek różnica stanowisk między nauką i wiarą?
Wiara to wielka łaska, której wartość nigdy nie podlega inflacji. Szczęśliwy kto jej światło nabył poprzez zrozumienie piękna i złożoności działania wszechświata w skali makro i mikro.
W marcowym numerze Świata Nauki opublikowano tekst Micheala Moyera pt. Czy przestrzeń jest cyfrowa?
Czytamy w nim: Przestrzeń nie jest nieruchomą, bierną sceną dla kosmosu. Kwantowe fluktuacje sprawiają, że przestrzeń jest rozedrgana a wraz z nią porusza się cały świat.
Innymi słowy – przestrzeń jest wypełniona szumem, podobnym do tego jakie moje pokolenie (obecnych 40-latków) słyszało wgrywając z magnetofonów gry i programy użytkowe na ,,komputery” ZX Spectrum czy Atari 65XE.
Wszechświat jest prawdopodobnie informacją, albo kto wie, może czymś w rodzaju programu lub hologramu o nieskończonych możliwościach.
Dlatego do poznania Planu Boga nie prowadzi jedynie intuicja i przekonanie wyniesione z domu rodzinnego. To wiara oparta o fundament wiedzy – matematyki, fizyki i biologii – stanowi klucz do odpowiedzi zadanej przez autorów programów BBC Knowledge.
Kwintesencją takiego sposobu myślenia są słowa napisane przez wybitnego fizyka, współodkrywcę kwarków, profesora matematyki i księdza anglikańskiego Johna C. Polkinhhorne’a, który w zakończeniu swojej książki pt. ,, Nauka i Opatrzność” napisał: ,,Nie musimy wybierać pomiędzy Bogiem Biblii i Bogiem, którego obraz wylania się z ładu i struktury świata fizycznego. Świat rozumiany na podobieństwo mechanizmu zegara mógł być jedynie odwiecznie wirującą machiną, podtrzymywaną w istnieniu przez Boga deistów. Natomiast świat, którego tajniki zgłębia nauka współczesna cechuje otwartość stawania się, zgodna nie tylko z doświadczeniem świata, w którym żyjemy na co dzień, lecz także z wyobrażeniem o świecie stworzonym przez prawdziwego, żywego Boga, który nieustannie działa poprzez zachodzące w nim procesy”.
p.lepkowski@op.pl
