Mówiąc wprost, czasy coraz dziwniejsze, a właściwie zupełnie pokręcone. Okazało się ostatnio, że dziennikarze muszą się tłumaczyć z własnych przekonań. Nie z tego, że je mają – pisze Michał Kobosko w „Newsweeku".

 
Zdaniem redaktora naczelnego tygodnika widać, słychać i czuć poglądy dziennikarzy w ich publikacjach. Ale nie to jest problemem. - Tłumaczyć się muszą z tych, niestety, dość wyjątkowych sytuacji, gdy wychodzą poza utarte szlaki – i przedstawiają opinie niezgodne ze sposobem myślenia ich wiernej klienteli – pisze Kobosko.
 
Jako przykład potwierdzający tę tezę przytoczył reakcję na artykuł Roberta Mazurka, „który w >>Rzeczpospolitej<<  napisał, że więcej nie zamierza protestować pod Pałacem Prezydenckim czy kancelarią premiera, bo go przestały bawić pełne agresji wiece PiS. […] No to się Mazurek nasłuchał – że sprzedajny, że podlizus salonu, a tak w ogóle to pewnie liczy na jakieś korzyści.”
 
„Widać jednak z tego, że u dziennikarza ponad wszystkie przymioty liczą się dziś dwa: nie wyłazić z okopów i nie mieć wątpliwości. Jesteś albo tuskowy, albo pisowski (wersja zmodernizowana: pisuarowski)”.  Kobosko twierdzi, że dziennikarzom, zarówno z prawa, jak i z lewa, kompletnie rozmywa się rola jaka pełnią, a takie zasady jak rzetelność, odpowiedzialność, czy przyzwoitość przeszły do historii.
 
 
Więcej w: Michał Kobosko, Dziennikarz na wojennej ścieżce, „Newsweek”, nr 17/18, 2012, s. 4.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl