Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi – to maksyma starożytna, przytaczana w książkach dla początkujących dziennikarzy. Obawiam się, że redaktor Łepkowski tych książek nie czytał. A szkoda, bo może nie pisałby niemądrych komentarzy.
W reklamie telewizyjnej Marek Konrad zadaje proste pytania, na które padają głupie odpowiedzi. Bo jak mądrze ktoś ma odpowiedzieć, skoro nie rozumie pytania. Redaktor Ł. nie rozumie moich pytań, bo inaczej z pewnością nie napisałby tego, co napisał. A pytania, które postawiłem w rozmowie z Vadimem Makarenko były proste (ale jak się okazuje nieproste wcale): czy dziennikarzowi wolno to, co blogerowi ? Czy dziennikarz może być jednocześnie blogerem? Czy Kominek, który jest blogerem, mógł bez utraty wiarygodności testować samochody? Czy bloger może pozwolić sobie na większą niezależność niż dziennikarz?
Pytania te nawiązywały do wypowiedzi Makarenki w czasie zjazdu blogerów, na którym Makarenko jednoznacznie stwierdził, że dla niego bloger to nie dziennikarz. Bo dziennikarz jest skrępowany pępowiną z redakcją, nie może uprawiać działalności reklamowej, musi dążyć do obiektywizmu, itd. I taka postawa zapewnia mu wiarygodność w oczach odbiorców. Łepkowski nie rozumie, że to są poglądy odpowiadającego a nie pytającego. I dziwi się dlaczego ja (?!) oddzielam blogera od dziennikarza (podczas gdy ja pytam o sens i istotę tego odróżnienia). On sam jest blogerem i zarazem dziennikarzem – jak twierdzi. I wydaje mu się, że wszyscy dziennikarze są blogerami, a wszyscy blogerzy dziennikarzami. Popełnia błąd pars pro toto (w razie potrzeby wyjaśniam: bierze część za całość).
Sam się zastanawiałem nad relacjami bloger-dziennikarz i zadawałem sobie pytanie czy i kiedy bloger jest dziennikarzem. I myślę, że Makarenko częściowo ma rację, bo gdyby pojęcia dziennikarza i blogera były pojęciami tożsamymi, to niepotrzebne byłoby to rozróżnienie. Ale nie są, i nie są też synonimami. Zatem dziennikarz i bloger określają inny, choć zachodzący na siebie zakres działalności. Działalność blogera przypomina dziennikarską (publicysty, felietonisty), gdy chodzi o poruszane tematy, środki wyrazu, itd., ale różni się całkowicie w sferze etyki, zależności i odpowiedzialności. Bloger nie musi być w ogóle związany z jakąś redakcją, a dziennikarz, nawet freelancer, jakoś musi. Blogerowi więc wolno więcej: może też pisać głupstwa i przed redakcją się nie tłumaczyć. I dlatego na naszym SDP – owskim blogu wszystko wolno. Wolno również pleść androny bez ponoszenia redakcyjnej odpowiedzialności.
14 maja 2012
Ps. Dla jasności: piszę o tradycyjnym dziennikarstwie a nie tzw. dziennikarstwie obywatelskim, które kieruje się innymi zasadami i z dziennikarstwem tradycyjnym ma niewiele wspólnego.
