Zastanawiam się skąd bierze się u niektórych blogerów pokusa, by wypowiadać się na każdy temat, niezależnie od kompetencji i w dodatku popisywać się swoją ignorancją, że o arogancji nie wspomnę.
Mój sąsiad na blogu SDP polemizując (?) ze mną (pominę język inwektyw, którymi mnie obrzuca, coż blogerowi wszystko wolno … ale po co do tego mieszać Woltera?) stwierdza, że on studiował na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i nie zna definicji dziennikarstwa. Otóż proszę Szanownego Pana widocznie nie chodził Pan chyba regularnie na wykłady, bo definicji dziennikarza i dziennikarstwa można przytoczyć co najmniej kilkadziesiąt (polecam Denisa McQuila, Michaela Schudsona czy Tony’ego Harcupa), a powszechnie znana przez studentów dziennikarstwa jest ta zamieszczona w polskim Prawie Prasowym. Przypomnę: „dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem, lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji.” Tylko tyle, i aż tyle. I nie oznacza to, że musi to być definicja jedyna i ostateczna, bo życie się zmienia. Ale jest ona i sto innych i twierdzenie, że definicji dziennikarstwa nie ma jest funta kłaków warte. Z innymi uwagami red. Łepkowskiego polemizować nie będę, bo widzę, że kompletnie się nie rozumiemy i nie ma to sensu.
Tak więc nie będę jechał pod pański dom na ruskim czołgu, żeby go ostrzelać i uniemożliwić pisanie na naszym blogu. Po pierwsze nie mam czołgu, po drugie nie wiem gdzie Pan mieszka, bo trzecie ani mnie to ziębi, ani grzeje. O pańskim istnieniu dowiedziałem się z naszego bloga i ograniczać pańskich wpisów nie zamierzam, a konkurencji na pewno się nie obawiam. Może tylko zaproponuję, żeby rzeczywiście skupił się Pan na tym, na czym niewątpliwie zna: fizyce kwantowej i polityce międzynarodowej. I radzę przekuć ten balon, bo za bardzo napompowany i tak pęknie.
15 maja 2012
Ps. A pańskie teksty – przyznam, że ciekawe - o amerykańskich siłach zbrojnych w Zatoce Perskiej, o sytuacji instytucji katolickich w USA, amerykańskiej reformie zdrowia czy programie ekonomicznym Mitta Romneya – czytałem, ale na te tematy wypowiadać się nie będę, bo znam granice swoich kompetencji, których przekraczać nie zamierzam, by uniknąć śmieszności, czego i innym życzę. Pozdrawiam.
