Ze zdumieniem przeczytałem dzisiaj w Newsweeku tekst redaktora naczelnego tego pisma - p. Tomasza Lisa, który obłudnie rozpacza nad polską klasą polityczną.

Przez lata traktowaliśmy polityków jak drugorzędnych pajaców, to stali się pajacami. Widok absolutnego rynsztoku w sejmowej sali w piątek 11 maja nie tylko mnie nie zmartwił, ale nawet ucieszył. Z całą mocą potwierdził bowiem moje wyobrażenia o tak zwanej klasie politycznej - pisze oburzony Lis.

No cóż, ale czy to właśnie dziennikarstwo nurtu głównego nie pokazało naszym politykom, że jedynie bezczelne pchanie się po trupach do kariery daje właściwe efekty? Pan redaktor Lis pisze dalej w swoim kazaniu, że ,,Jak ktoś klasę ma, to albo w politycznej klasie jest na marginesie, albo z niej wylatuje. Bez odpowiedniej dawki brutalności i prostactwa, bez zdolności wypowiadania łgarstw bez zmrużenia oka, bez tupetu i arogancji w klasie poradzić sobie niemal nie sposób".

Czyżby? A skąd ta wiedza? A co by pan naczelny Newsweeka powiedział o kilku prowincjonalnych maturzystach, którzy dla kariery dziennikarskiej w stolicy byli gotowi na dosłownie wszystkie możliwe łajdactwa, a dzisiaj stanowią elitę ,,dziennikarstwa" polskiego? Czy to przypadkiem nie szef pewnej redakcji opieprzał swoich pracowników używając sformułowań z języka marginesu społecznego zielono-górskiego blokowiska? Pan Lis rozpacza nad poziomem kultury polskiej klasy intelektualnej? Ale czy to właśnie nie on rozpoczął w redakcjach to co nazywamy dzisiaj kloacznym mobbingiem? Przypomnijmy sobie nagranie wypowiedzi pana Lisa, skierowane do jego współpracowników:

http://www.youtube.com/watch?v=HhsiHG97toI

Oto język jakim posługuje się osobnik nazwany przez dyktatora stanu wojennego ,,arystokratą polskiego dziennikarstwa". A jaki jest stosunek pana Lisa do nas wszystkich - potencjalnych widzów jego programów lub czytelników jego tzw. publicystyki prasowej? ,,Jestem wystarczająco inteligentny żeby pracować w telewizji, a nie ją oglądać" - oświadczył niegdyś przed kamerami na jakimś mało półformalnym spotkaniu na moim wydziale Uniwersytetu Warszawskiego pan Tomasz Lis.

Zgadzam się z nim w pełni! Tylko idiota lub masochista ogląda tego typu programy telewizyjne. Jednak jako dziennikarz jestem niestety masochistą z wyboru i muszę oglądać to co normalni ludzie wyłączają za pomocą czarodziejskiego przyciski ,,off" w pilocie do telewizora. Żeby więc wiedzieć co się dzieje na tym naszym ,,europejskim zadupiu" wypada mi truć się w każdy poniedziałek programem Tomasza Lisa, o niezmiernie wysublimowanym tytule ,,Tomasz Lis na żywo". No pewnie, że na żywo! Któż chciałby się pasjonować widokiem zwłok ,,najwybitniejszego" dziennikarza RP w poniedziałkowy wieczór. Przedtem inny klon tego programu nosił nazwę ,,Co z tą Polską?", co wskazywało jakby była ta i jeszcze inna Polska. Zresztą zawsze na to pytanie tytułowe miałem trudna do opanowania ochotę odpowiedzieć ,,gówno panie Lis" i wyłączyć telewizor.

   Wracając do wyżej wspomnianego spotkania na mojej Alma Mater, które możemy dzięki portalowi You Tube oglądać do dzisiaj (http://www.youtube.com/watch?v=qmkEmNWP0ug), gensek naszej elity prasowej nazywa swoich widzów ,,baranami". No cóż, faktycznie trzeba być skrajnym baranem, żeby się zmusić do godzinnego gapienia się jak Lis kadzi w pokłonach Kazimierze Szczuce, Magdalenie Środzie czy Wandzie Nowickiej lub jak opieprza posła Hoffmana, poniza Jarosława Kaczyńskiego czy karze się korzyć przed feministyczną bandą redaktorowi naczelnemu ,,Gościa Niedzielnego".

   Oczywiście nie tylko program Lisa wywołuje odruch wymiotny lub usypiający. Trzeba być sprawiedliwym w ocenie naszego telewizyjnego rynsztoku. Słuchając nosowego mruczanda Grzegorza Miecugowa w wieczornym programie ,,Szkło kontaktowe" nazywanym przeze mnie familiarnie ,,rzeźbieniem w g....e do poduszki", człowiek pozbywa się problemów z bezsennością. ,,Szkło kontaktowe", podobnie jak pokazywanie żywego Lisa na żywo w otoczeniu nazi-feministek, polega na sennej formie dialogu dwóch lub dwojga nudziarzy, którzy postawili sobie wyraźnie za cel aby swoją improwizacją humorystyczno-intelektualną trafić do gustu publiczności urodzonej co najmniej przed zamachem majowym.

I tu znowu nasuwa mi się złota myśl autorstwa przodownika polskiego dziennikarstwa, zamieszczona w Polska The Times 19 września 2008 roku : ,,Trudno jest myśleć z szacunkiem o narodzie, w którym gnojony jest każdy, kto w każdym innym kraju miałby zapewniony szacunek rodaków". Pytanie: czy ta genialna koncepcja odnosi się także do Tomasza Lisa czy tylko do baranów, którym trzeba ,,wcisnąć" tanią chabaninę publicystyczną, żeby przypadkiem nie przełączyli kanału pokazującego wartościowy program żywego Tomasza Lisa w dodatku pokazywanego na żywo, na np. tak mało wartościowy kanał jak BBC Knowledge? Każdy wie, że godzina z żywym Lisem ukazywanym w dodatku na żywo jest lepsza od gadaniny jakiegoś tam Stevena Hawkinga, Michio Kaku czy Jima Al-Khalili. Na końcu swojego dzisiejszego monologu w Newsweeku, jego naczelny konkluduje: ,,Fakt, że artykuł (jego pisanina) byłby nawet pieprzny. Rumieńców dodałyby mu cytaty z Kaczyńskiego o Tusku, który doprowadził chamstwo w polityce do poziomu Adolfa Hitlera. I cytat z Palikota, co to zarzucił Kaczyńskiemu, że wysłał brata na śmierć do Smoleńska". Ależ drogi kolego redaktorze, Adolf Hitler nigdy w wypowiedziach publicznych ani prywatnych chamski nie był . Należy sobie trochę uzupełnić wiedzę. I po co w dodatku sięgać do cytatów z Tuska i Kaczyńskiego, którzy swoją pozorowaną wojenką całkiem fajnie omamili blisko 40 milionów ludzi. Oni z tego przynajmniej mają od kilku lat dostęp do dużego koryta. A pan ma o czym robić programy w każdy poniedziałek.  

To dar nieba dla takiego dziennikarza nurzającego się szlamie polskiego zadupia politycznego! Poza tym nie musimy sięgać po cytaty z wodza III Rzeszy. Wystarczy, że na końcu zacytujemy szanownego redaktora Lisa ze wspomnianego spotkania na mojej kochanej Alma Mater: Cham, głupiec i prostak to nie jest ktoś kto się chowa, kto jest zażenowany, kto ma tyle powodów do wstydu, że woli nie uciekać, że woli się schować na zapleczu. Nie! Cham, głupiec i prostak to jest ktoś kto jest w ofensywie!" Święte słowa panie redaktorze Lis! Święte słowa! Patrzę na pańską oszałamiającą karierę od kolesia z mikrofonem na sejmowych korytarzu do mentora kultury narodowej i przyznaję panu w tych słowach absolutną słuszność.

Tym bardziej, ze zaraz potem pięknie pan dodaje: ,,Gdyby nie internet nigdy nie wiedziałbym, że na świecie jest tylu kretynów!". Iterum, sancto verba! Gdyby nie You Tube dalej oglądałbym żywego Tomasza Lisa na żywo, w przekonaniu, że ten abiturient I Liceum Ogólnokształcące w Zielonej Górze jest człowiekiem kulturalnym i bardzo inteligentnym. Na szczęście to właśnie ,,kretyni" z internetu oświecili mnie prawdą o tym panu.

  P.S. I jeszcze jedno. Pan Lis zauważa, że prof. Jerzy Buzek i minister Lewandowski są przykładem wielkiej kultury osobistej i poczucia misji publicznej. ,, Przecież w takim Sejmie nie byłoby dla nich miejsca. Ich merytoryczne argumenty byle cham zbijałby z łatwością, ich subtelność i delikatność traktowano by jak słabość i zachętę do zadawania ciosów. W Brukseli Buzek i Lewandowski rozkwitli, w Warszawie by ich rozdeptano" Mała uwaga redaktorze Lis. Mało znany komukolwiek profesor chemii Jerzy Buzek z trzeciej ligi opozycji antykomunistycznej został premierem z nominacji swojego doktoranta Mariana Krzaklewskiego! Tu nie trzeba było się przepychać, tu wystarczyła dobra znajomość. Wśród 40 milionów POlaków najlepszym kandydatem na szefa rządu okazał się specjalista od teorii i inżynierii procesowej.

Innymi słowy prezes Rady Ministrów świetnie się orientował w wymianie masy i ciepła oraz oczyszczaniu gazów odlotowych i odsiarczania spalin. Znakomite kompetencje także do bycia szefem PE. To mówi pan, że tam w Brukseli go doceniają? A w jakiej dziedzinie? I tu chyba komentarz jest zbędny. Rządy profesora chemii to cztery reformy, które trzeba dzisiaj znowu reformować.

   A komisarz Janusz Lewandowski, czy to aby nie ten pan, którego dwukrotnie oskarżano jako ministra przekształceń własnościowych, że miał działać na szkodę interesu publicznego i prywatnego, przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków przy prywatyzacji na początku lat 90. dwóch krakowskich spółek Skarbu Państwa? Rzeczywiście, wzorcowe przykłady dla młodzieży jak należy postępować w życiu etycznie, żeby osiągnąć sukces. Szkoda, że nie wspomniał pan jeszcze o karierze pani Agaty Buzek, bo zdaje się, że panna Tuskówna zaczęła pisać bloga po angielsku co wróży jej wspaniałą karierę na zachodzie.

p.lepkowski@op.pl

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl